Twoje dziecko też może być Ryanem Whitem

Twoje dziecko też może być Ryanem Whitem Image

Twoje dziecko też może być Ryanem Whitem

Tylko dwie rzeczy są nieskońc­zone: wszechświat i ludz­ka głupota. Co do tej pier­wszej są jed­nak pewne wąt­pli­woś­ci.
Albert Ein­stein

By być Ryanem Whitem nie trze­ba zaraz­ić się HIV pod­czas trans­fuzji krwi. Nie trze­ba błyszczeć w świ­etle fleszy, mieszkać w Koko­mo w Indi­an­ie w USA, uśmiechać się szcz­erze i pra­cow­ać dory­w­c­zo jako dziecko. Moż­na być Janem Kowal­skim, uczniem szkoły pod­sta­wowej jakiejś Nowej Wsi czy Wielkiego Mias­ta w dowol­nej częś­ci Pol­s­ki. Wystar­czy mieć tylko zdrowot­ny prob­lem.

Kim był Ryan White? Ot, zwykły dzieci­ak jak mil­iony w Stanach. Jeźdz­ił na row­erze, roznosił gaze­ty, uczył się. Miał jed­nak prob­lem — cier­pi­ał na hemofil­ię. Miał duży prob­lem — cier­pi­ał na hemofil­ię w cza­sach, gdy krew przez­naczana do trans­fuzji nie była badana na obec­ność wirusa HIV. Takie cza­sy, nie było jeszcze pow­iąza­nia zaraże­nia wirusem z AIDS. Tak jak w Polsce budowana azbestowe ulice i dachy szkół, nie wiedząc o ich szkodli­woś­ci, tak chorym na hemofil­ię prze­taczano krew zaw­ier­a­jącą wirusa. 90% chorych została w ten sposób zarażona*. To był prob­lem, z którym musi­ał borykać się aż do śmier­ci.

Ryan jest ikoną wal­ki o zrozu­mie­nie chorych na AIDS i zarażonych HIV. Był uśmiech­nię­ty, pewny siebie. Nor­mal­ny. Nie bał się mówić o swo­jej choro­bie. Wal­czył o to, by nie tylko wyglą­dać nor­mal­nie, ale by inni uważali go za nieod­b­ie­ga­jącego od normy. By podali mu dłoń bez późniejszego odkaża­nia, nie wyrzu­cali jego talerzy w restau­racji w której coś zjadł, nie bali się wspól­nych zabaw z inny­mi dzieć­mi czy nau­ki w tej samej klasie. Wal­czył z nietol­er­ancją i zwykłą głupotą.

Tem­at HIV jest mi obcy, bo nie mam niko­go wśród zna­jomych, który by się przyz­nał do nosi­cielst­wa. WZW? Jasne! Sal­mo­nel­la? Pewnie! Padacz­ka? A jakże! Ale HIV nie. Jeszcze nie.

Czy­ta­jąc artykuł o chorym chłopcu doszłam do komen­tarzy. Jeden z nich szczegól­nie utk­wił mi w pamię­ci. Doty­czył ostra­cyz­mu z jakim borykało się w szkole pod­sta­wowej dziecko chore na padaczkę. Chore ale bez ataków. Praw­dopodob­nie był już wylec­zony, ale w kar­cie zdrowia nadal wid­ni­ał jako potenc­jalne zagroże­nie.

Zagroże­nie? Bom­bę nosił ze sobą czy kałacha? Nie, mógł dostać drgawek. Tak samo jak chory na grypę kole­ga, którego mamu­sia z gorączką puś­ciła do szkoły. Tak samo jak ktoś moc­no przes­traszony mógł zlać się w majt­ki. Tak samo jak dziecko w sklepie, które­mu mama nie kupiła cukier­ka, mógł nie kon­trolować swo­jego ciała i emocji, rzu­cić się na gle­bę i wić. Tak samo, jak oso­ba będą­ca w szoku nie miał­by kon­tak­tu ze światem w chwili ataku. Tak samo jak oso­by z omdle­niem — trud­no było­by go ocu­cić. Tylko że nikt nie boi się chorego na grypę, dziec­ka z his­ter­ią czy przes­traszonego, zszokowanego dziec­ka. A chorego na padaczkę tak.

Bo padacz­ka taka dzi­w­na jest. Pewnie zaraźli­wa.

Mam przy­godę z ta chorobą. Znam ludzi chorych na padaczkę. Wiem jak pomóc. Nauczyła mnie koleżan­ka ze studiów, która miała po kil­ka napadów tygod­niowo. Wystar­czy pil­nować chorego, by pod­czas ataku nie zro­bił sobie nic złego. Chory wie, kiedy ma przyjść atak. Zwyk­le sia­da gdzieś, by nie zro­bić sobie krzy­wdy, prze­chodzi atak i żyje sobie spoko­jnie dalej. Jak pew­na pani w kole­jce na EEG. Poprosiła by potrzy­mać jej tore­bkę, potem dostała ataku drgawek, jak skończyła, podz­iękowała za pil­nowanie dobytku i czekała na swo­ją kolej dalej.

Czego może­my się bać w przy­pad­ku chorób, który­mi trud­no lub w ogóle nie moż­na się zaraz­ić? Czemu boimy się cud­zej niepełnosprawnoś­ci, autyz­mu, a nawet raka? Czemu odsuwamy się od chorych, jak­by byli trę­dowaci? Czemu nie roz­maw­iamy i nie trak­tu­je­my ich jak ludzi? Czy gdy­bym była cho­ra, trak­towal­ibyś­cie tego blo­ga inaczej? Czy blo­gi rodz­iców chorych dzieci są poczyt­niejsze, bo czytel­ni­cy się litu­ją nad nimi lub cieszą, że to nie ich spotkało to nieszczęś­cie? Odpowiedz­cie sobie sami.

Dzieci pytały Ryana “Czy boisz się śmier­ci?”. Ryan odpowiadał: “Jeśli umrę, wiem, że zna­jdę się w LEPSZYM miejs­cu”**. Nieste­ty miał rację.

* Źródło: http://wiadomosci.onet.pl/prasa/chlopiec-ktorego-balo-sie-cale-miasto/0rebht

** Źródło: http://www.findagrave.com/cgi-bin/fg.cgi?page=gr&GRid=1612

Fot. Clay­ton Fil­ipow­icz, Pub­lic Domain

Autor | moniowiec Komentarze | 0 Data | 11 maja 2015

kategorie i tagi

W kategorii: Dla dorosłych

Otagowano: