Dres-kot

Dres-kot Image

Dres-kot

Dres był nowy i pach­ną­cy chiń­skim pla­sti­kiem, w któ­ry był za­pa­ko­wa­ny. Prę­żył się ra­do­śnie w rę­ka­ch sprze­daw­cy i wy­ry­wał do sprze­da­ży. Bez przy­mie­rza­nia znik­nął w cze­lu­ścia­ch dość spo­ry­ch roz­mia­rów dam­skiej to­reb­ki, w któ­rej być może na­wet czar­na dziu­ra by się zmie­ści­ła.

Po mi­nie na­byw­czy­ni wy­wnio­sko­wał, że nie tra­fił w ręce spor­tow­ca. To ra­czej jed­na z tych ma­mu­siek, któ­re mę­czą się bie­ga­niem, a pod­czas wspi­nacz­ki na 3 pię­tro ma już za­dysz­kę. Wie­dział już, że fi­zycz­ny­ch ak­tyw­no­ści zo­sta­nie pcha­nie wóz­ka w dys­kon­cie, siat­kar­stwo z cię­ża­ra­mi na dłu­gie dy­stan­se (czy­li no­sze­nie za­ku­pów do domu) i sla­lom na chod­ni­ku po­mię­dzy pie­szy­mi. Mimo to za­do­mo­wił się w sza­fie jak mało kto, wy­py­cha­jąc na dal­sze po­zy­cje na­wet ulu­bio­ne je­an­sy z li­ceum.

Dres był sza­ry, jak sza­ry może być lek­ko roz­cią­gli­wy ma­te­riał, le­ją­cy i ni­ja­ki. Ani cie­pły ani zim­ny. Dla kom­for­tu no­sze­nia miał nie tyl­ko wszy­tą sta­ran­nie gum­kę ale tak­że ró­żo­wy sznu­re­czek. Bar­dzo szyb­ko uwy­pu­klił się w new­ral­gicz­ny­ch miej­sca­ch – ko­la­na­ch i tył­ku. W tył­ku bar­dziej. Nie opi­nał już tak mięk­ko ca­łej syl­wet­ki. Tym bar­dziej, że syl­wet­ka też już nie była fit.

Dres czę­sto prze­sia­dy­wał na par­ko­wy­ch ław­ka­ch, cho­dził wy­rzu­cać śmie­ci czy ku­po­wać cie­płe jesz­cze  bu­łecz­ki na śnia­da­nie. Cza­sem mi­ja­ły go inne dre­sy, lek­ko truch­ta­ją­ce na ścież­ce w par­ku i spo­glą­da­ją­ce na wszel­kie­go ro­dza­ju czuj­ni­ki tęt­na, od­de­chu i spa­la­nia ka­lo­rii. Dre­sy te za­wsze były za­bie­ga­ne. No­si­ły swo­je no­gaw­ki na tyle wy­so­ko, że nie w smak było im zwra­cać uwa­gę na ja­kie­goś tam do­mo­we­go sza­ra­ka.

Dres był naj­lep­szym przy­ja­cie­lem. To w nim na­byw­czy­ni oglą­da­ła łza­we me­lo­dra­ma­ty, to w nie­go dzie­ci wy­cie­ra­ły za­pła­ka­ne oczy i wy­smar­ki­wa­ły nosy, gdy zdar­ły ko­la­no na be­to­nie, to na nim lą­do­wa­ły pierw­sze obiad­ki i ubło­co­na pił­ka. No­sił pla­my jak woj­sko ro­syj­skie swo­je or­de­ry. Ale na­wet naj­lep­sze me­da­le po pew­nym cza­sie za­czy­na­ją cią­żyć. Dres się ze­sta­rzał.

Pew­ne­go dnia tra­fił pod no­życz­ki. Była wte­dy strasz­nie słot­na po­go­da, a dzie­ci we­so­ło ska­ka­ły do­oko­ła sto­łu po­dzi­wia­jąc jat­kę. No­ży­ce cię­ły wy­trwa­le aż nie zo­sta­ło z daw­ne­go kształ­tu nic. Po­tem bez znie­czu­le­nia żwa­wa szwacz­ka przy­stą­pi­ła do zszy­wa­nia ka­wał­ków ma­te­ria­łu w jed­ną ca­ło­ść. Lo­so­we ka­wał­ki za­czę­ły two­rzyć ja­kiś kształt, któ­ry póź­niej zo­stał wy­pcha­ny watą. Z przo­du przy­szy­to dwa czar­ne gu­zi­ki, a z ró­żo­we­go sznu­recz­ka zro­bio­no ko­kard­kę.

Dres otrzy­mał dru­gie ży­cie – zo­stał dres-ko­tem.

Fot. Je­re­my At­kin­son, CC BY 2.0

Autor | moniowiec Komentarze | 3 Data | 13 lipca 2015

kategorie i tagi

W kategorii: Dla dorosłych

Otagowano:

  • I da się? Da! Ko­bie­ta za­wsze po­tra­fi cie­ka­wie opo­wie­dzieć na po­zór ba­nal­ną rze­cz „prze­ro­bi­łam dres na plu­szacz­ka dla dzie­ci” ^^