Kiedy Polska to za mało — matka w Holandii

Kiedy Polska to za mało — matka w Holandii Image

Kiedy Polska to za mało — matka w Holandii

Nie ku­pi­ła so­bie cho­da­ków, ale tu­li­pa­ny mo­gła­by wą­chać cały czas. Do wi­do­ku wia­tra­ków przy­zwy­cza­iła się do­syć szyb­ko. Do ję­zy­ka – po­mie­sza­nia nie­miec­kie­go z an­giel­skim – tro­chę wol­niej. Po­znaj­cie Ar­le­tę, mamę Ra­mo­ny, miesz­ka­ją­cą w Ho­lan­dii.

 

Mo­nio­wiec: Od kie­dy miesz­ka­sz w Ho­lan­dii?
Ar­le­ta: Od roku. Wy­je­cha­li­śmy od razu wszy­scy, jak ro­dzi­na to ro­dzi­na. Mie­li­śmy szczę­ście, bo cze­ka­ło na nas miesz­ka­nie i pra­ca.

Mo­nio­wiec: Co cię zdzi­wi­ło w pierw­szym spo­tka­niu z no­wym kra­jem?
Ar­le­ta: Ho­lan­dia to małe pań­stwo, wiel­ko­ści dwó­ch pol­ski­ch wo­je­wódz­tw. Do tego jest gę­sto za­lud­nio­na. Przez to wszyst­ko jest tu jak­by skur­czo­ne. Cia­sne są ulicz­ki, wą­skie klat­ki scho­do­we, na któ­ry­ch moż­na za­cho­ro­wać na klau­stro­fo­bię, małe sa­mo­cho­dy. Ogro­dy to ta­kie wy­bie­gi dla psów. Być może dzię­ki tej bli­sko­ści lu­dzie tak­że są bli­żej: są mili, życz­li­wi i uśmiech­nię­ci.
Do tego wszę­dzie jest bli­sko, dzię­ki cze­mu ro­wer jest nor­mal­nym środ­kiem trans­por­tu, a in­fra­struk­tu­ry ro­we­ro­wej – od ro­we­rów na wy­na­jem, par­kin­gów ro­we­ro­wy­ch, dróg ro­we­ro­wy­ch z wy­śmie­ni­ty­mi bez­ko­li­zyj­ny­mi skrzy­żo­wa­nia­mi – mo­że­my jak na ra­zie tyl­ko po­zaz­dro­ścić.

Mo­nio­wiec: Mały raj?
Ar­le­ta: Nie do koń­ca. Tu wszyst­ko jest od­płat­ne. Od miej­sc par­kin­go­wy­ch (wszę­dzie!) po pla­ce za­baw. Cho­ciaż ży­cie nie jest aż ta­kie dro­gie pod­li­cza­jąc wszyst­kie kosz­ty. Chleb kosz­tu­je od 1,5 Euro, mle­ko – 1 Euro. Ar­ty­ku­ły che­micz­ne są ta­nie i do­bre, tak samo pa­pier­ni­cze. Po wa­rzy­wa i owo­ce do­brej ja­ko­ści i ta­nie trze­ba się po­fa­ty­go­wać na targ. Wy­na­jem miesz­ka­nia dwu­po­ko­jo­we­go + sa­lon (bo sa­lon to stan­dard) w mniej­szym mie­ście to 800 Euro mie­sięcz­nie. Ale moż­na ła­two uzy­skać do­fi­nan­so­wa­nia — za­leż­ne od za­rob­ków.

Mo­nio­wiec: Sko­ro wszyst­ko jest ta­kie małe to czy ży­cie nie to­czy się szyb­ciej, jak w ko­ło­wrot­ku?
Ar­le­ta: Tak. Wszy­scy żyją tu przede wszyst­kim pra­cą i dą­że­niem do za­ro­bie­nia jak naj­więk­szej ilo­ści pie­nię­dzy. Lu­dzie nie mają cza­su go­to­wać, nie mają cza­su dla dzie­ci, więc dzie­ci się opy­cha­ją tym co mama czy tata trzy­ma w spi­żar­ni. A są to naj­czę­ściej go­tow­ce do pod­grza­nia w mi­kro­fa­li czy fast fo­ody. Ale za­uwa­ży­łam, że ogól­nie żyw­no­ść mimo wszyst­ko jest lep­szej ja­ko­ści niż w Pol­sce. Nie ura­czy­sz w Ho­lan­dii pseu­do-wę­dli­ny, gdzie mię­sa jest mniej niż 50% (mimo tego jest kiep­ska w sma­ku, może brak jej ben­zo­esa­nu sodu?), a na­wet go­tow­ce są mniej che­micz­ne niż ich od­po­wied­ni­ki w na­szym kra­ju.

Mo­nio­wiec: Sko­ro pra­ca to prio­ry­tet to jak szyb­ko po po­ro­dzie ko­bie­ty wra­ca­ją tu do pra­cy?
Ar­le­ta: Ma­cie­rzyń­ski trwa tu 2 mie­sią­ce, więc żłob­ki przyj­mu­ją już ta­kie ma­lusz­ki.

Mo­nio­wiec: Jak po­go­dzić wy­cho­wa­nie dzie­ci sko­ro tak mało dla nich cza­su?
Ar­le­ta: Być może z bra­ku cza­su dzie­ci tu mają wię­cej swo­bo­dy. Ale moż­li­we, że Ho­len­drzy bar­dziej wie­rzą w moż­li­wo­ści dzie­ci, któ­re od naj­młod­szy­ch lat spę­dza­ją dużo cza­su na kre­atyw­ny­ch za­ba­wa­ch, a w szko­le bar­dzo dużo ro­bią róż­ny­ch prac.

Mo­nio­wiec: Je­śli już mó­wi­my o szko­le: nie ba­łaś się o szko­łę dla cór­ki? Ra­mo­na mia­ła iść aku­rat w Pol­sce do pierw­szej kla­sy…
Ar­le­ta: Oczy­wi­ście, że mar­twi­łam się! I to jesz­cze jak! Jed­nak po­zy­tyw­nie za­sko­czy­ła mnie tu­tej­sza edu­ka­cja. Po Ra­mo­nę po­cząt­ko­wo pod­jeż­dża­ła spe­cjal­na tak­sów­ka i za­bie­ra­ła dziew­czyn­kę na za­ję­cia. Cór­ka mia­ła za­ję­cia do­dat­ko­we z ję­zy­ka ho­len­der­skie­go, by le­piej się za­akli­ma­ty­zo­wać. Na te­ren szko­ły nie są wpusz­cza­ne żad­ne oso­by po­stron­ne i jest to moc­no prze­strze­ga­ne. Na­wet na au­to­bus dzie­ci cze­ka­ją pod opie­ką pań. Za to same za­ję­cia są mniej ry­go­ry­stycz­ne i bar­dziej na­sta­wio­ne na kre­atyw­no­ść niż w Pol­sce, a na­uczy­cie­le, ro­dzi­ce i ucznio­wie do­sko­na­le się zna­ją.

Mo­nio­wiec: Jacy wy­da­ją ci się Ho­len­drzy?
Ar­le­ta: Są bar­dzo otwar­ci, nie wtrą­ca­ją się i nie oce­nia­ją in­ny­ch. Tu nie ma na uli­ca­ch re­wii mody.

Mo­nio­wiec: Jak po­strze­ga­ni są Po­la­cy, któ­rzy z roku na rok sta­no­wią co­raz licz­niej­szą mniej­szo­ść na­ro­do­wą w Ho­lan­dii?
Ar­le­ta: Je­ste­śmy wi­dzia­ni jako cięż­ko i so­lid­nie pra­cu­ją­cy na­ród. Prze­cięt­ny Po­lak zro­bi tą samą pra­cę szyb­ciej niż Ho­len­der. Z tego po­wo­du czę­sto wy­ma­ga się od nas o wie­le wię­cej.

Fot. Nor­bert Re­imer, CC BY-SA 2.0


Je­śli lu­bisz po­dróże z pal­cem po ma­pie, co śro­dę za­pra­szam na wy­prawę z jed­ną z Pol­ek miesz­ka­ją­cych za gra­nicą. Wpi­sy już pu­bli­ko­wane znaj­dzie­cie tu.

Autor | moniowiec Komentarze | 0 Data | 22 lipca 2015

kategorie i tagi

W kategorii: Wywiady

Otagowano: