Matka w Czechach — Kiedy Polska to za mało

Matka w Czechach — Kiedy Polska to za mało Image

Matka w Czechach — Kiedy Polska to za mało

Tak, mia­łam ku­pić pro­duk­ty na pier­ni­ki, ta­kie niby, któ­re będą mięk­kie przed wi­gi­lią, ale przez cze­ski błąd, ry­su­nek Kini na li­ście za­ku­pów oraz wy­la­ny na kart­kę so­czek Nati mam taki ga­li­ma­tias jak w cze­skim fil­mie – nikt nie wie o co cho­dzi. Cie­ka­we, czy An­ge­li­ka Gro­chow­ska, mama Vik­to­rii i au­tor­ka blo­ga ca-lineczka.pl już zro­bi­ła świą­tecz­ne ciasteczka.

Mo­nio­wiec: Kut­na Hora, w któ­rej miesz­kasz, to rzut be­re­tem od Pol­ski, ale jed­nak za­gra­ni­ca. Jak dłu­go miesz­kasz już poza krajem?
An­ge­li­ka Gro­chow­ska: Miesz­kam za gra­ni­cą już pra­wie 6 lat. Cze­mu wy­je­cha­łam do Czech? To do­bre py­ta­nie! Jako na­sto­lat­ka dużo po­dró­żo­wa­łam au­to­sto­pem. Prak­tycz­nie zwie­dzi­łam w ten spo­sób całą Eu­ro­pę. Jed­nak mimo to, że by­łam w tak wie­lu miej­scach to za­wsze naj­bar­dziej po­do­ba­ło mi się w Cze­chach. Strasz­nie mnie tam cią­gnę­ło. Po­do­ba­ło mi się to, że Cze­si są bar­dzo otwar­ci i mili, ni­gdzie się nie spie­szą, na wszyst­ko mają czas. Dla­te­go po­sta­no­wi­łam, że po­ja­dę do Czech na dłuż­sze wa­ka­cje, znaj­dę so­bie pra­cę na mie­siąc, bądź dwa i zo­ba­czę jak się tam żyje na co dzień. Los chciał, że po­zna­łam w ten spo­sób Mar­ci­na – te­raz już mo­je­go męża i zo­sta­łam na stałe.

Mo­nio­wiec: Masz cór­kę. Jak swo­je dzie­ci wy­cho­wu­ją Czesi?
An­ge­li­ka Gro­chow­ska: Tu dziec­ka się tak nie czci jak w Pol­sce. Cze­si nie wy­da­ją ma­jąt­ku na mod­ne ubra­nia czy su­per za­baw­ki. Nie od­gry­wa to u nich tak waż­nej roli, co nie ozna­cza, że dzie­ci nie są dla nich waż­ne. Po pro­stu uwa­ża­ją, że nie jest to do szczę­ścia potrzebne.

Mo­nio­wiec: Jacy są Czesi?
An­ge­li­ka Gro­chow­ska: Wy­da­je mi się, że Cze­si są na­ro­dem dość po­wol­nym. To zna­czy mają na wszyst­ko czas, ni­gdzie im się nie spie­szy, a co mają zro­bić dzi­siaj, to naj­le­piej jak zro­bią to za ty­dzień. Do tego są we­se­li i otwar­ci. To wła­śnie w nich lu­bię, cho­ciaż też cza­sem zda­rza się, że ta po­wol­ność i ogól­ny brak za­in­te­re­so­wa­nia czym­kol­wiek jest strasz­nie de­ner­wu­ją­cy. Na przy­kład wte­dy, kie­dy mu­szę coś pil­nie załatwić.

Mo­nio­wiec: Jak Po­la­cy są tam postrzegani?
An­ge­li­ka Gro­chow­ska: Cze­si nie szcze­gól­nie lu­bią Po­la­ków. Ogól­nie nie prze­pa­da­ją za ob­cy­mi na­ro­do­wo­ścia­mi w swo­im kra­ju, ale Po­la­ków da­rzą szcze­gól­ną an­ty­pa­tią. Spo­ty­kam się z tym na każ­dym kro­ku i cza­sem, kie­dy nie mu­szę, wolę się nie przy­zna­wać skąd jestem.
Cze­si po­strze­ga­ją Po­la­ków za zło­dziei i pi­ja­ków, choć my­ślę, że po czę­ści sami wy­ro­bi­li­śmy so­bie tu­taj taką opi­nię. Wszyst­kie afe­ry zwią­za­ne z Pol­ską są tu­taj bar­dzo moc­no roz­trzą­sa­ne i ne­ga­tyw­nie ko­men­to­wa­ne w me­diach. Zwłasz­cza afe­ry z je­dze­niem. Oni na­dal prze­ży­wa­ją sól po­sy­po­wą w mię­sie, cho­ciaż to było tak daw­no. Na­dal przy każ­dej oka­zji do tego wracają.


Kie­dyś co­dzien­nie gdy wra­ca­li­śmy z mę­żem z pra­cy, wcho­dzi­li­śmy do skle­pu osie­dlo­we­go na szyb­kie za­ku­py. Pa­nie już nas tam zna­ły, cho­ciaż­by z wi­dze­nia. Za­wsze zo­sta­wia­li­śmy ple­cak przy ka­sach i wcho­dzi­li­śmy da­lej. Pew­ne­go dnia, kie­dy po­ło­ży­li­śmy ple­cak w tym miej­scu co za­wsze, po­de­szła do nas Pani eks­pe­dient­ka i bar­dzo ci­chym szep­tem po­wie­dzia­ła: Pro­szę dzi­siaj wziąć tor­bę ze sobą, bo ja­cyś Po­la­cy cho­dzą po skle­pie… No cóż było zro­bić, grzecz­nie po­dzię­ko­wa­li­śmy, wzię­li­śmy tor­bę i po­szli­śmy na zakupy.
W ze­szłym roku była tu­taj gło­śna afe­ra, bo jed­na z sie­ci ko­mór­ko­wych wy­pu­ści­ła re­kla­mę te­le­wi­zyj­ną, w któ­rej Po­lak kradł Cze­chom te­le­fo­ny. Po­la­cy się zbun­to­wa­li, am­ba­sa­da wy­sto­so­wa­ła od­po­wied­nie pi­smo i re­kla­mę po kil­ku dniach zdję­li z an­te­ny. Jed­nak wszyst­kim Cze­chom się ona po­do­ba­ła i na dłu­go za­pa­dła w pamięć.

Mo­nio­wiec: Jak żyje się w Czechach?
An­ge­li­ka Gro­chow­ska: Ży­cie pod wzglę­dem fi­nan­so­wym jest tu­taj ła­twiej­sze, bo za­rob­ki są wyż­sze. Je­śli cho­dzi o ceny w Cze­chach są one dość po­dob­ne jak w Pol­sce. Są rze­czy, któ­re są nie­co tań­sze, a są ta­kie, któ­re są droż­sze. Wy­da­je mi się, że ceny miesz­kań i wy­naj­mów są tu­taj tań­sze. Część elek­tro­ni­ki i ubrań też. Za to che­mia jest droż­sza i to o wie­le. Ceny ar­ty­ku­łów spo­żyw­czych są po­dob­ne, ale w Pol­sce jest to lep­sza ja­kość, szcze­gól­nie mię­sa czy wę­dlin, dla­te­go jak tyl­ko mo­że­my to po spo­żyw­kę jeź­dzi­my do Polski.

Mo­nio­wiec: Cze­go Ci bra­ku­je, by go­to­wać po polsku?
An­ge­li­ka Gro­chow­ska: Mi naj­bar­dziej bra­ku­je pol­skie­go chle­ba. Ten tu­taj sma­ku­je zu­peł­nie ina­czej. Oprócz chle­ba to rów­nież ogór­ki ki­szo­ne i ka­pu­sta ki­szo­na, bo to tu­taj cięż­ko do­stać. No i do­da­ła­bym jesz­cze pol­skie wę­dli­ny – dużo bar­dziej mi sma­ku­ją. Nie ma tu­taj pol­skich skle­pów, jak na przy­kład w An­glii czy Nor­we­gii, ale za to do gra­ni­cy mam 120km, więc cza­sem na „szyb­kie“ pol­skie za­ku­py uda mi się wyskoczyć.

Mo­nio­wiec: Ja­kie da­nia są cha­rak­te­ry­stycz­ne dla kuch­ni czeskiej?
An­ge­li­ka Gro­chow­ska: Cha­rak­te­ry­stycz­ne je­dze­nie w Cze­chach to przede wszyst­kim kne­dli­ki i to pod róż­ną po­sta­cią – kró­lew­skie, mącz­ne, ziem­nia­cza­ne, pier­ni­ko­we, ze sło­ni­ną. Cze­go tyl­ko du­sza za­pra­gnie. A do tego mię­so – Cze­si je­dzą bar­dzo dużo dań mię­snych, o we­ge­ta­riań­ską kuch­nię tu­taj cięż­ko. Oczy­wi­ście wszyst­ko za­pić trze­ba piwem.

SONY DSC

Mo­nio­wiec: Je­śli jest piwo do wszyst­kie­go, to czy nie ma wie­lu pi­ja­nych na każ­dym kroku?
An­ge­li­ka Gro­chow­ska: Jest tu­taj duża kul­tu­ra pi­cia. Mimo, że moż­na spo­ży­wać al­ko­hol w miej­scach pu­blicz­nych, a piwo do­stęp­ne jest na każ­dym kro­ku – w ba­rze piwo jest tań­sze cza­sem niż woda, czy cola — trud­no tu­taj spo­tkać pi­ja­ne­go Cze­cha za­ta­cza­ją­ce­go się na uli­cy, czy awan­tu­ru­ją­ce­go się. Może w Pra­dze, czy w in­nych du­żych mia­stach jest z tym ina­czej, ale przy­naj­mniej w mo­jej mie­ści­nie ni­gdy nic ta­kie­go nie zaobserwowałam.

Ale Cze­chy to nie tyl­ko piwo i kre­cik. War­to tu przy­je­chać i sa­me­mu się o tym przekonać!


Je­śli lu­bisz po­dróże z pal­cem po ma­pie, co śro­dę za­pra­szam na wy­prawę z jed­ną z Pol­ek miesz­ka­ją­cych za gra­nicą. Wpi­sy już pu­bli­ko­wane znaj­dzie­cie tu.

Autor | moniowiec Komentarze | 0 Data | 16 grudnia 2015

kategorie i tagi

W kategorii: Wywiady

Otagowano: