O księciu Filipie i zagubionej piłce — znamy numer 112

O księciu Filipie i zagubionej piłce — znamy numer 112 Image

O księciu Filipie i zagubionej piłce — znamy numer 112

Daw­no daw­no temu, w kra­inie Siód­me­go Kró­le­stwa, miesz­kał so­bie mło­dy ksią­żę imie­niem Fi­lip. Ksią­żę Fi­lip miesz­kał w pa­ła­cu z ko­ści sło­nio­wej i po­sia­dał wszyst­ko cze­go tyl­ko za­pra­gnął: książ­kę z baj­ka­mi pi­sa­ny­mi zło­tym pió­rem, pił­kę na­bi­ja­ną dia­men­ta­mi, naj­pięk­niej­sze­go wierz­chow­ca szyb­kie­go ni­czym wi­cher, rę­ka­wi­ce bok­ser­skie z au­to­gra­fem naj­lep­sze­go pię­ścia­rza w kró­le­stwie. Na­wet ulu­bio­ne zwie­rząt­ko do­mo­we księ­cia Fi­li­pa było wy­jąt­ko­we – był nim ogrom­ny ty­grys ben­gal­ski. Na uro­dzi­ny kró­lew­skie­go syna zjeż­dża­ły się kró­lew­skie dzie­ci w wszyst­ki­ch oko­licz­ny­ch zam­ków, a za­ba­wa w kul­ka­ch, z wy­stę­pem akro­ba­tów, żon­gle­rów i ma­gi­ków oraz sto­ła­mi ugi­na­ją­cy­mi się od wy­szu­ka­ny­ch ła­ko­ci trwa­ła cza­sem kil­ka dni.

Jed­nak była jed­na rze­cz, któ­rej ksią­żę Fi­lip nie po­sia­dał: kom­pa­nów do za­ba­wy. Nie miał z kim ko­pać tej na­bi­ja­nej dia­men­ta­mi pił­ki czy czy­tać baj­ki ze zło­co­nej księ­gi. Gna­ny chę­cią prze­by­wa­nia w to­wa­rzy­stwie swo­ich ró­wie­śni­ków czę­sto pod osło­na nocy i bez wie­dzy ro­dzi­ców wy­my­kał się na bo­isko wy­bu­do­wa­ne obok zam­ku i grał w pił­kę z chło­pa­ka­mi z pod­zam­ko­wy­ch do­mów.

Pew­ne­go dnia, gdy trwał mecz ostat­niej szan­sy i o ho­nor, gdy dru­ży­ny mia­ły rów­ną ilo­ść goli 6:6 i ksią­żę wła­śnie był przy pił­ce, sta­ła się rze­cz nie­by­wa­ła: ksią­żę nie tra­fił pił­ką w świa­tło bram­ki. Pił­ka ude­rzy­ła w słu­pek i po­tur­la­ła się da­le­ko na aut, w pod­zam­ko­we krza­ki. Po­tem tyl­ko sły­chać było plu­sk i oczom dzie­ci uka­za­ła się pły­wa­ją­ca w fo­sie pił­ka. Ksią­żę wie­dział, że fosa w pew­nym miej­scu łą­czy się z rze­ką, rze­kł więc do to­wa­rzy­szy:
— Po­cze­kaj­cie tu­taj, ja sko­czę po pił­kę. Wiem jak ją szyb­ko wy­ło­wić – i znik­nął w gę­stwi­nie.

Bie­gł bar­dzo dłu­go, gdyż nurt rze­ki był bar­dzo szyb­ki. W od­da­li wi­dział ska­czą­cą po fa­la­ch pił­kę. Mie­ni­ła się ko­lo­ra­mi tę­czy, gdyż dia­men­ty od­bi­ja­ły świa­tło księ­ży­ca. „Jak do­brze, że dziś peł­nia!” — po­my­ślał.

Świa­tło księ­ży­ca rze­czy­wi­ście do­sko­na­le roz­świe­tla­ło dro­gę Fi­li­po­wi i w mig do­go­nił on pił­kę. Szyb­ko i spraw­nie wy­ło­wił z zim­nej wody i już miał za­miar wra­cać, gdy księ­życ scho­wał się za chmu­ra­mi, a z na­prze­ciw­ka nad­cią­ga­ła gę­sta mgła. Ksią­żę po­czuł stra­ch. Nie mógł so­bie w ciem­no­ścia­ch przy­po­mnieć dro­gi, a mgła sku­tecz­nie za­sła­nia­ła wszel­kie prze­szko­dy. Jed­nym sło­wem zgu­bił się.

Je­śli my­śli­cie, że te­raz sie­dzi na ka­mie­niu sto­ją­cym obok rze­ki pła­cząc albo bez­myśl­nie prze­dzie­ra się przez krza­ki, nie zna­jąc dro­gi, to je­ste­ście w błę­dzie. Fi­lip do­brze wie­dział, że nie jest to do­bry po­my­sł i tyl­ko po­gor­szy swo­ją sy­tu­ację. Przy­po­mniał so­bie co mó­wił mu sta­ry król: „Je­śli stra­ci­sz z oczu dro­gę, za­wo­łaj o po­moc, ja ci po­mo­gę!”.
— Ra­tun­ku! Zgu­bi­łem się! Czy jest tu ktoś? — za­wo­łał jak naj­gło­śniej po­tra­fił. Nie­ste­ty, był śro­dek nocy. Wo­ła­niom księ­cia od­po­wie­dzia­ły tyl­ko żaby, kum­ka­jąc do­no­śnie. Już chciał się roz­pła­kać, gdy przed nim coś za­świe­ci­ło.
— Halo! Tu je­stem! Po­cze­kaj, nie ucie­kaj! — za­wo­łał w stro­nę świa­teł­ka, my­śląc, że to ktoś z lam­pą kro­czy na jego spo­tka­nie. Jed­nak nie był to czło­wiek. Jego oczom uka­za­ła się Wróż­ka Za­gu­bio­ny­ch, o któ­rej opo­wia­da­ła mu baj­ki nia­nia.
— Wi­taj mło­dy czło­wie­ku! Co ro­bi­sz w ta­kiej dzi­czy zu­peł­nie sam? — za­py­ta­ła gło­sem po­dob­nym do dźwię­ku ma­łe­go dzwo­necz­ka.
— Zgu­bi­łem się, po­mo­że­sz mi? — od­parł ksią­żę.
— Nie mogę za­pro­wa­dzić cię w bez­piecz­ne, zna­ne ci miej­sce. Ale mogę pod­po­wie­dzieć, jak się z nie­go wy­do­stać – to mó­wiąc mach­nę­ła ma­gicz­ną różdż­ką i w ręku chłop­ca po­ja­wił się te­le­fon ko­mór­ko­wy.
— Te­raz masz wszyst­ko, by wró­cić do domu – to po­wie­dziaw­szy, znik­nę­ła.

Chło­piec przez chwi­lę stał zdzi­wio­ny. „Co ja mam te­raz zro­bić?” — my­ślał go­rącz­ko­wo. Na­gle przy­po­mniał so­bie, że mama uczy­ła go nu­me­ru te­le­fo­nu do sie­bie. Za­dzwo­nił. „Tu pocz­ta gło­so­wa Kró­lo­wej Mat­ki, zo­staw wia­do­mo­ść po sy­gna­le… piiiip…”.
— Tu Fi­lip. Zgu­bi­łem się. Prze­pra­szam, że wy­sze­dłem bez po­wia­do­mie­nia z domu. Pro­szę, po­szu­kaj­cie mnie. Je­stem w po­bli­żu fosy.
Fi­lip nie był jed­nak za­do­wo­lo­ny. Mama pew­nie od­słu­cha wia­do­mo­ść do­pie­ro ran­kiem. Prze­cież nie wie gdzie on te­raz jest. Po­sta­no­wił za­dzia­łać da­lej. Wy­stu­kał nu­mer 112.

- Tu od­dział ra­tun­ko­wy Siód­me­go kró­le­stwa, mówi Wal­de­mar Wspa­nia­ły, w czym mogę po­móc? — usły­szał ko­ją­cy głos w słu­chaw­ce. Wie­dział, że jest ura­to­wa­ny.
— Tu ksią­żę Fi­lip. Zgu­bi­łem się. Bez wie­dzy ro­dzi­ców wy­sze­dłem z domu, po­bie­głem za pił­ką wzdłuż fosy. Księ­życ prze­stał świe­cić, zro­bi­ła się gę­sta mgła i nie wiem jak wró­cić.
— W któ­rą stro­nę po­bie­głeś? — za­py­tał dys­po­zy­tor. Fi­lip ro­zej­rzał się.
— W stro­nę Bra­my Gwiaź­dzi­stej. Po­wi­nie­nem być bli­sko uj­ścia fosy do rze­ki – po­in­for­mo­wał zgod­nie z praw­dą Fi­lip.
— Stój tam gdzie je­steś, ni­gdzie się nie od­da­laj. Wy­sy­łam do cie­bie pa­trol. Po­wi­nien być za­nim do­li­czy­sz do ty­sią­ca. Mo­że­sz za­cząć li­czyć od te­raz.

Je­den, dwa, trzy, czte­ry…” — za­czął li­czyć za­gu­bio­ny ksią­żę. Gdy był przy licz­bie 827, usły­szał sze­le­st w krza­ka­ch. Prze­stra­szył się. Już chciał się gdzieś scho­wać, gdy przy­po­mniał so­bie sło­wa Wal­de­ma­ra Wspa­nia­łe­go „Tyl­ko ni­gdzie się nie od­da­laj!”. Stał więc w tym sa­mym miej­scu. Na­gle zza krza­ków wy­sze­dł ko­men­dant po­li­cji wraz z psem tro­pią­cym Nero. Nero, wi­dząc chłop­ca, przy­spie­szył i tak szarp­nął smy­czą, że po­li­cjant nie­omal się nie wy­wró­cił. Pies we­so­ło za­mer­dał ogo­nem i po­li­zał rękę chłop­ca. Fi­lip przy­tu­lił się do czwo­ro­noż­ne­go wy­baw­cy i bar­dzo po­dzię­ko­wał po­li­cjan­to­wi za po­moc. Po­dał mu swo­ją małą dłoń i ra­zem wró­ci­li do zam­ku.
Od tego dnia Fi­lip za­wsze pyta swo­ich ro­dzi­ców, czy może gdzieś pój­ść. Wie tak­że, że gdy się mimo tego zgu­bi, za­wsze może li­czyć na po­moc in­ny­ch do­ro­sły­ch, je­śli są w jego po­bli­żu lub nu­me­ru alar­mo­we­go, któ­re­go nie za­po­mni do koń­ca swo­je­go ży­cia.

112


Za­pra­szam wszyst­ki­ch blo­ge­rów do wspól­nej je­sien­no-zi­mo­wej za­ba­wy. Je­śli chce­sz się przy­łą­czyć, za­mie­ść raz w mie­sią­cu baj­kę wła­sne­go au­tor­stwa na­wią­zu­ją­cą do baj­ko­we­go te­ma­tu mie­sią­ca. W lu­tym jest to: ZIM­NO.

Pa­mię­taj­my, że to utwo­ry prze­zna­czo­ne dla ma­ły­ch uszu (ka­te­go­ria wie­ko­wa 3–9 lat) – nie­ch bę­dzie mo­rał, nie­ch bę­dzie po­ziom ma­łe­go słu­cha­cza, nie za krót­kie i nie nu­żą­co dłu­gie! For­ma do­wol­na: pro­za, wier­sz, przed­sta­wie­nie, pod­ca­st, ani­ma­cja…

Lin­ki do ba­jek za­miesz­czaj­cie w ko­men­ta­rza­ch pod spodem lub za­miesz­czaj­cie na moi fan­pa­ge – będą się uka­zy­wać na fa­ce­bo­oko­wej ta­bli­cy oraz w po­ście in­for­ma­cyj­nym o ak­cji.

Dro­dzy czy­tel­ni­cy, dro­dzy baj­ko­mów­cy! Czy­taj­cie dzie­ciom tak­że na­sze ba­ja­nia! Za­pra­sza­my!

Nie­ch ma­gia baj­ki bę­dzie z Wami!

 bajkiprzykominku2

Fot. An­ge­la, CC BY-SA 2.0

Autor | moniowiec Komentarze | 0 Data | 15 lutego 2016

kategorie i tagi

W kategorii: Dla dzieci

Otagowano: