Baba ze wsi — jak mieszka się na prowincji?

Baba ze wsi — jak mieszka się na prowincji? Image

Baba ze wsi — jak mieszka się na prowincji?

Mia­łam ro­mans. Trwał po­nad sie­dem lat. Nie by­ło­by w tym nic dziw­ne­go, gdy­by nie fakt, że mąż od pierw­sze­go dnia o wszyst­kim wie­dział i nie wal­czył z tym na­wet. Sied­mio­let­ni zwią­zek to nie byle co – cza­sem taki dłu­gi czas koń­czy się hucz­nym we­se­lem i wszy­scy żyją dłu­go i szczę­śli­wie. Mój ro­mans jed­nak skoń­czył się hucz­nym roz­sta­niem. Oto po sied­miu la­tach cał­kiem siel­skie­go ży­cia spa­ko­wa­łam wa­liz­ki, wrzu­ci­łam je do ba­gaż­ni­ka, za­pa­ko­wa­łam dzie­ci i po­ma­cha­łam na pożegnanie.

Że­gnaj mia­sto! Wy­bra­łam wieś.

Cze­mu wieś? Z po­wo­du bra­ku od­de­chu. Miesz­ka­nie dwu­po­ko­jo­we i dział­ka ro­dzin­na to było dla mnie za mało. Chcia­łam, by dzie­ci mia­ły wła­sne po­dwór­ko, na któ­rym mogą całe wa­ka­cje ha­sać, a ja ogró­dek z zio­ła­mi tuż pod oknem. Chcia­łam wie­czo­ra­mi słu­chać cy­ka­nia świersz­czy, le­żeć na ha­ma­ku i pa­trzeć w gwiaz­dy za­miast słu­chać gwa­ru sa­mo­cho­dów na uli­cy i wdy­cha­niu dymu z pie­ców wszyst­kich dom­ków wo­ko­ło. Mam to co chcia­łam. Nie po­wiem – nie jest ła­two. Ale nikt mi tego nie obiecał.

Za­py­ta­łam inne blo­ger­ki jak to jest miesz­kać na wsi. Po­czy­taj­cie co one mają do powiedzenia.

Są między nimi mieszczuchy, które pokochały wieś…

Może za­cznę od tego, że uro­dzi­łam się i wy­cho­wa­łam w mie­ście. Całe ży­cie spę­dzi­łam w blo­ko­wi­skach w za­sa­dzie było faj­nie. Kie­dy po­zna­łam swo­je­go męża, od razu wie­dzie­li­śmy, że obo­je chce­my „uciec na wieś” z mia­sta. Mieć swój dom, z ogro­dem. I to nie na wsi, ale na to­tal­nym od­lu­dziu, gdzie nikt nam zza pło­ta nie za­glą­da. I tak też się sta­ło. Od dwóch lat miesz­kam u sie­bie na od­lu­dziu. Nie po­wiem, po­cząt­ki były trud­ne. Prze­sta­wie­nie się, prze­or­ga­ni­zo­wa­nie ży­cia chwi­lę mi za­ję­ło. Ale dzi­siaj je­stem mi­strzy­nią ro­bie­nia za­pa­sów. Za­wsze w domu mam skład­ni­ki, żeby upiec chleb, kie­dy za­brak­nie pie­czy­wa. Moja spi­żar­ka, za­mra­żal­ka są peł­ne pro­duk­tów na każ­dą oka­zję. A kie­dy ze­psu­je się sa­mo­chód, albo le­ży­my cho­rzy w łóż­ku, za­ma­wiam za­ku­py z do­sta­wą do domu. Je­że­li za­py­ta­cie mnie mia­sto czy wieś — bez za­jąk­nię­cia od­po­wiem, że wła­sny dom to za­wsze jest luk­sus i będę to po­le­ca­ła. To już nie są cza­sy, kie­dy fak­tycz­nie wszę­dzie było da­le­ko i za­ła­twie­niem cze­go­kol­wiek były nie lada pro­ble­my. Dzi­siaj więk­szość urzę­do­wych spraw za­ła­twi­my on­li­ne, za­ku­py do­wo­żą nam do domu, więc nie wi­dzę żad­nych ograniczeń.”

Sza­lo­no­oka

I wieśniaczki od urodzenia…

Na wsi miesz­kam od uro­dze­nia. Jak się miesz­ka? Na pew­no spo­koj­niej niż w mie­ście. Kie­dy chcę mogę zro­bić gril­la, iść na spa­cer, po­ło­wić ryby czy je­sie­nią iść na grzy­by. Pod tym wzglę­dem jest su­per. Do mia­sta na za­ku­py też bli­sko. Przy­ro­da, pta­ki i dzi­kie zwie­rzę­ta też. Nie brak­nie rów­nież mi­nu­sów. Ogrom pra­cy se­zo­no­wej — żni­wa, orka, siew. Wszyst­ko za­leż­ne od po­go­dy. Ni­gdy też nie wia­do­mo ile pie­nię­dzy bę­dzie­my mieć. Tu nie ma sta­łej pen­sji. Ale tu nie od­czu­wam „wy­ści­gu szczu­rów”, mamy faj­ną szko­łę, bli­sko wszyst­ko to co po­trzeb­ne nam do ży­cia. Dla mnie to ide­al­ne miej­sce. Mam tu wszyst­ko to co kocham.”

Kre­atyw­nym Okiem

Po­cho­dzę ze wsi i jak więk­szość mło­dych, któ­rzy na wsi się wy­cho­wy­wa­li za­rze­ka­łam się i ja, że na wsi nie wy­lą­du­ję. Idąc na stu­dia nie przy­pusz­cza­łam na­wet, że moje losy skrzy­żu­ją się z rol­ni­kiem. Bro­ni­łam się, ale oka­za­ło się, że ko­cham wieś , prze­strzeń i ce­nię so­bie bar­dzo swo­ją pry­wat­ność. To są głów­ne plu­sy miesz­ka­nia z dala od miej­skie­go zgieł­ku. Miesz­kam z te­ścia­mi, a bli­skość dziad­ków po­wo­du­je, że mamy też dużo mał­żeń­skiej i oso­bi­stej swo­bo­dy, bo gdy Żuk nie jest w przed­szko­lu za­wsze jest z kim ją zo­sta­wić, a gdy nie ma się cza­su na go­to­wa­nie obia­du u bab­ci coś się znaj­dzie. Są jed­nak i mi­nu­sy tej sie­lan­ki. Mamy szu­tro­wą dro­gę, któ­ra wy­ma­ga wiecz­ne­go re­mon­tu, a przez to na­sze sa­mo­cho­dy tak­że go wy­ma­ga­ją. Za­ku­py ro­bię w ilo­ściach hur­to­wych, bo do skle­pu da­le­ko. Do przed­szko­la też. Za­ję­cia do­dat­ko­we, le­karz, za­ku­py, ko­sme­tycz­ka, fry­zjer — wszyst­ko to jest dłu­gą wy­pra­wą — wszę­dzie mamy da­le­ko. Do­pó­ki opła­ca nam się ro­bić to co ro­bi­my nie prze­pro­wa­dzę się — gdyż dzię­ki temu, że miesz­kam tu gdzie miesz­kam nie tra­cę cza­su na sta­nie w kor­kach by do­je­chać do pra­cy, je­śli los nas zmu­si do zmia­ny pra­cy — za­pew­ne prze­pro­wa­dzi­my się bli­żej niej gdyż ce­ni­my so­bie swój czas, któ­ry wo­li­my spę­dzać wspól­nie niż na dojazdach.”

Pani Rol­nik

Są dziewczyny marzące o wsi od zawsze…

Moja mama po­cho­dzi z nie­wiel­kiej wsi, gdzie wy­cho­wy­wa­ła się do 18 roku ży­cia by po­tem prze­nieść się do mia­sta. Ma­jąc ko­rze­nie na wsi, już jako dziec­ko każ­dą wol­na chwi­lę spę­dza­łam u dziad­ków i ni­gdzie nie czu­łam się tak do­brze jak tam. Kie­dy nie było już bab­ci, przy­jaz­dy na wieś sta­ły się co­raz rzad­sze i do dziś, choć miesz­kam kil­ka ki­lo­me­trów da­lej i też na wsi, tę­sk­nie za tym do­mem i kli­ma­tem. Za­wsze jed­nak wie­dzia­łam, że moim miej­scem na zie­mi bę­dzie wieś. Wie­lu rze­czy mu­sia­łam się na­uczyć, wie­lu wciąż się uczę. Kie­dy na ze­wnątrz jest — 15 st.C nie mogę od­krę­cić gał­ki w ka­lo­ry­fe­rze by po 5 mi­nu­tach mieć na­grza­ny dom. Kie­dy lato jest tak upal­ne jak ostat­nie, a w Ma­ło­pol­sce jest bar­dzo su­cho mu­szę li­czyć się z tym, że nie mogę zro­bić pra­nia przez ty­dzień tyl­ko mu­szę wo­zić je do mamy do mia­sta ze skru­szo­ną min­ką, że mi się za­chcia­ło. Wsze­la­kie nie­do­god­no­ści jed­nak są tyl­ko w od­da­li ma­ja­czą­cym tłem, gdy na pierw­szy plan wy­cho­dzi wio­sna. Dla dziew­czy­ny z mia­sta, któ­ra całe ży­cie ma­rzy­ła o po­wro­cie do ko­rze­ni nie ma nic pięk­niej­sze­go od zje­dze­nia śnia­da­nia na sło­necz­nym ta­ra­sie lub obia­du w za­cie­nio­nym ogro­dzie pod brzo­za­mi. Od­kąd za­miesz­ka­łam na wsi, mimo zwięk­szo­nej ilo­ści obo­wiąz­ków, mam nie­od­par­te wra­że­nie, że to miej­sce po­zwa­la mi się roz­wi­jać. Moja my­dla­na pa­sja, któ­rą wła­śnie pró­bu­je prze­kształ­cić w le­gal­ne przed­się­wzię­cie nie mia­ła­by szans za­ist­nieć w in­nym miej­scu. To tu na łą­kach i po­lach mogę zbie­rać zio­ła po­trzeb­ne mi do przy­go­to­wy­wa­nia ma­ce­ra­tów lub su­sze­nia i do­da­wa­nia do na­tu­ral­ne­go my­dła. Nie wy­obra­żam so­bie że­bym mo­gła miesz­kać gdzieś in­dziej, dla­te­go tu bu­du­ję swo­je miej­sce pra­cy za­chę­ca­jąc in­nych do po­zna­nia Be­ski­du Niskiego.”

Pio­łun Blog

I te, które nigdy na wieś sprowadzić się dobrowolnie nie chciały…

Za­miesz­ka­nie na wsi to nie był mój wy­bór tak do koń­ca, wo­la­łam War­sza­wę, ale mój mąż tu miesz­kał od uro­dze­nia i nie lubi mia­sta. Po­sta­no­wi­li­śmy więc za­miesz­kać tu z jego ro­dzi­ca­mi. Pla­nu­ję wró­cić do War­sza­wy, po roz­wo­dzie, tam mam miesz­ka­nie. Plu­sem jest wy­cho­wa­nie tu dzie­ci, ci­sza, spo­kój, nikt się nie spie­szy, tań­sze opła­ty, wszyst­ko mamy pod ręką, skle­py, urzę­dy etc. Edu­ka­cja jest ła­two do­stęp­na i tań­sza, nie ma pro­ble­mu z miej­sca­mi w przed­szko­lu czy szko­le. Mi­nu­sem jest brak ży­cia kul­tu­ral­ne­go, świe­tlic, kin, te­atrów, brak mu­ze­ów. Nie mam za bar­dzo do­kąd iść z dzieć­mi na spa­cer, aku­rat nie je­stem ma­niacz­ką pól i la­sów — raz na ja­kiś czas owszem,ale na co dzień od­pa­da. Szyb­ko się nu­dzę i nie od­po­czy­wam tu­taj wcale.”

Mat­ka Po­lka w ka­szę dmucha

Są pasjonatki ciszy i spokojnego wychowu dzieci z wolnego wybiegu…

Na wsi ce­nię so­bie głów­nie spo­kój i brak tak zwa­ne­go „miej­skie­go” ner­wu, że trze­ba tu być, tam zo­ba­czyć. W efek­cie nic się nie wi­dzi i ni­gdzie się nie bywa. Może to tyl­ko z mo­je­go do­świad­cze­nia, ale bar­dziej ko­rzy­stam z mia­sta, kie­dy je­stem w nim spo­ra­dycz­nie i wiem, że mam mało cza­su na za­ła­twie­nie wszyst­kie­go. Na dzień dzi­siej­szy my­ślę, że nie zmie­ni­ła­bym nic — może tyl­ko po­więk­szy­ła­bym dom, bo jest ma­lut­ki, ale do mia­sta? Ni­gdy. Mu­sia­ła­bym się prze­bie­rać z pi­ża­my, żeby wyjść na dwór.”

Mat­ka tyl­ko jedna

Miesz­kam na wsi, z wy­bo­ru. Na wsi to mało po­wie­dzia­ne, bo miesz­kam na pro­win­cjo­nal­nej wsi. Na praw­dę da­le­ko stąd jest do więk­sze­go mia­sta, w urzę­dach pa­nu­je ne­po­tyzm, do kina trze­ba je­chać 40 km, do Ikei 150 km. I wie­cie co? To jest su­per! No, oprócz tego ne­po­ty­zmu w urzę­dach. Cie­szę się, że miesz­kam w domu, że mam ogród i wła­sną pie­trusz­kę. Nie wy­obra­żam so­bie jak ta­cham wó­zek na 4 pię­tro, bez win­dy, w blo­ku w któ­rym miesz­kał taki prze­krój spo­łe­czeń­stwa, że strach się bać. Wszyst­ko to co ofe­ru­je mia­sto, a cze­go nie ma na wsi, moż­na z po­wo­dze­niem sa­me­mu so­bie zor­ga­ni­zo­wać. Tak samo, miesz­ka­jąc w mie­ście, moż­na so­bie re­kom­pen­so­wać kon­takt z na­tu­rą, wy­pa­da­mi za mia­sto w week­en­dy. To wszyst­ko za­le­ży tyl­ko od nas sa­mych. Co wo­li­my mieć na co dzień, a co od świę­ta. Cza­sem tę­sk­nie za mia­stem. A kon­kret­nie za więk­szą ilo­ścią wol­ne­go cza­su, spo­wo­do­wa­ną me­tra­żem po­wierzch­ni użyt­ko­wej miesz­ka­nia i bra­kiem obo­wiąz­ków zwią­za­nych z jego utrzy­ma­niem, oprócz sprzą­ta­nia. W domu jed­no­ro­dzin­nym, z ogro­dem, za­wsze jest co ro­bić. Jak nie za­pa­lisz w pie­cu to się nie wy­ka­piesz w cie­plej wo­dzie, itd… Ale moja pro­win­cja to moje miej­sce na ziemi!”

Mat­ka na prowincji

Wy­cho­wy­wa­łam się na wsi, da­lej mam ro­dzi­ców na wsi. Miesz­ka­łam też w mie­ście ja­kiś czas, więc mam po­rów­na­nie — mia­sto a wieś. I oczy­wi­ście ogrom­nym plu­sem mia­sta jest fakt, że do wszyst­kie­go jest bli­sko — czy to do ap­te­ki, czy do skle­pu, czy do kina, no wszę­dzie! Tak się skła­da, że obec­nie miesz­kam z ro­dzin­ką moją w ta­kiej ma­lut­kiej wio­sce, że tu ani skle­pu nie ma, ani szko­ły, ani ko­ścio­ła, no nic, poza kil­ku­na­sto­ma in­ny­mi do­ma­mi — prze­waż­nie go­spo­dar­stwa­mi. Ale mamy do szko­ły, ko­ściół­ka i naj­bliż­sze­go skle­pu tyl­ko 1 km. Do­dat­ko­wo au­to­bus szkol­ny za­trzy­mu­je się pod moim do­mem, więc dzie­ci prak­tycz­nie do szko­ły i ze szko­ły są wo­żo­ne. Ma­jąc do wy­bo­ru mia­sto a wieś — wy­bie­ram wieś! Tu jest spo­koj­niej, tu nie ma ta­kie­go ha­ła­su , nie ma tu tylu skle­pów — więc nie ma też lu­dzi że­brzą­cych o parę gro­szy. Cza­sem lu­dzie mó­wią, że na wsi, to nic się nie dzie­je, a psy du­pa­mi szcze­ka­ją! To też za­le­ży od da­nej wsi. W mo­jej ro­dzin­nej wsi są czę­sto or­ga­ni­zo­wa­ne fe­sty­ny, ja­kieś spo­tka­nia na Or­li­ku, me­cze pił­kar­skie. Tu, gdzie miesz­kam, nie.Za to tu u sie­bie mamy ci­szę, spo­kój, peł­no je­zior do­oko­ła, la­sów i pa­gór­ków do zjeż­dża­nia w zi­mie na san­kach! Ka­szu­by są piękne!”

Żyć nie umierać

Ucie­ka­łam bar­dzo szyb­ko, aż się ku­rzy­ło. Ucie­ka­łam do domu z sy­pią­cy­mi się ścia­na­mi, bez cie­płej wody, prak­tycz­nie bez ogrze­wa­nia, z wa­lą­cym się ko­mi­nem, bra­ku­ją­cy­mi da­chów­ka­mi i ła­zien­ką, w któ­rej zimą woda za­ma­rza­ła w klo­pie. W domu dzia­ła­ły tyl­ko dwa gniazd­ka, a w ogro­dzie była dżun­gla z chasz­cza­mi ta­ki­mi, że pierw­szy raz uda­ło się wje­chać ko­siar­ką po czte­rech la­tach pra­cy. Dla ja­sno­ści, te dra­ma­tycz­ne wa­run­ki już za nami. Taka była moja uciecz­ka z mia­sta na wieś sie­dem lat temu. Cza­sem bra­ku­je mi mia­sta, tam wie­le rze­czy jest ła­twiej­szych, jak na przy­kład krót­ko­trwa­łe pro­mo­cje, na któ­re nie mam szans do­je­chać. Dla­cze­go tu na­dal je­stem? Dla cho­dze­nia boso mię­dzy krzacz­ka­mi po­mi­dor­ków, go­rą­cej kawy wy­pi­ja­nej w ogro­dzie, roz­gwież­dżo­ne­go nie­ba czy ba­wią­cych na przy­do­mo­wym pla­cu za­baw dzie­ci. Dom z wła­snym po­dwór­kiem, ogro­dem, spra­wia że je­stem lep­szą mamą, bo ła­twiej jest wy­pu­ścić dzie­ci na­wet na 10 mi­nut, kie­dy to tyl­ko pięć schod­ków, nie trze­ba zno­sić wóz­ka, za­ba­wek, ro­wer­ka, kie­dy moż­na w tym sa­mym cza­sie go­to­wać obiad i pil­no­wać dzie­ci na po­dwór­ku. Wa­ka­cje od rana do nocy na świe­żym, ma­zur­skim po­wie­trzu, w ru­chu, w bie­gu, z uśmie­chem, wła­śnie ta­kie dzie­ciń­stwo chcie­li­śmy dać cór­kom. W pierw­szym roku mó­wi­łam, że swo­ich pięk­nych pa­znok­ci w zie­mi de­wa­sto­wać nie będę, a o kwia­tach wie­dzia­łam tyl­ko tyle, że są ład­ne i cza­sem pach­ną. Dzi­siaj moje ra­ba­ty, na­sa­dze­nia krze­wów oraz drzew ozdob­nych ro­bią wra­że­nie na wszyst­kich. Na­to­miast moje pa­znok­cie już nie ro­bią ta­kie­go wra­że­nia. W mie­ście jest mniej zmar­twień i pra­cy, a na wsi nie ma cza­su na nudę, za­wsze jest coś do zro­bie­nia. Dla mnie wy­bór jest pro­sty, bo po­ko­cha­łam pro­ste ży­cie, zwol­ni­łam tem­po, wy­lu­zo­wa­łam. Jed­nak to trze­ba lu­bić a wręcz ko­chać, żeby czuć się speł­nio­nym miesz­ka­jąc na wsi.”

Mat­ka Agrafka

Czasem wsiami nazywamy małe, prowincjonalne miasteczka. Niby wszystko w nich jest, ale jednak do centrum kulturalnego zawsze im daleko.

Miesz­ka­my w ma­lut­kim mia­stecz­ku, z któ­re­go lu­dzie ra­czej ucie­ka­ją niż do nie­go mi­gru­ją z in­nych miej­sco­wo­ści. Z mo­jej kla­sy z gim­na­zjum czy ogól­nia­ka nie zo­stał tu prak­tycz­nie nikt poza mną. Zna­leź­li swo­je mniej lub bar­dziej szczę­śli­we miej­sce na zie­mi w wiel­kich mia­stach lub za gra­ni­cą. Przy­znam, że i ja z mę­żem swo­je­go cza­su roz­wa­ża­łam prze­pro­wadz­ką za gra­ni­cę. Zo­sta­li­śmy jed­nak tu, w nie­speł­na 25 tys. mia­stecz­ku, na pięk­nych Ma­zu­rach, wśród bli­skich i ro­dzi­ny. Czy z per­spek­ty­wy cza­sy tego ża­łu­ję? Nie! Zde­cy­do­wa­nie nie. Ow­szem nie mamy tu kina, te­atru czy wiel­kich cen­trów han­dlo­wych. Jed­nak wy­star­czy go­dzi­na jaz­dy au­tem i od świę­ta mo­że­my sko­rzy­stać z do­bro­dziejstw du­że­go mia­sta. Za to na co dzień mamy wszę­dzie bli­sko, szpi­tal, dwo­rzec, przed­szko­le i szko­ła znaj­du­ją się na są­sied­nich uli­cach. Do­słow­nie na wy­cią­gnię­cie ręki mamy łąki, lasy i je­zio­ra. Po na­szej uli­cy sa­mo­chód prze­jeż­dża od świę­ta, więc na ha­łas z pew­no­ścią nie mu­si­my na­rze­kać, a Oli może cho­dzić nie tyl­ko po kra­węż­ni­kach, ale i środ­kiem uli­cy. Nie za­mie­ni­ła­bym tego miej­sca na żad­ne inne, tu czu­ję się naj­le­piej i tu je­stem szczę­śli­wa. Oczy­wi­ście lu­bię po­dró­żo­wać, ale na co dzień naj­le­piej mi na mo­ich Ma­zu­rach, w ma­łym mia­stecz­ku, gdzie każ­dy każ­de­go zna i wszy­scy o wszyst­kim wiedzą.”

Kie­dy mama nie śpi

Po­cho­dzę ze wsi od kil­ku lat miesz­kam w mie­ście po­wia­to­wym, chy­ba ze 4. Na szczę­ście miesz­kam w domu z ogro­dem, na przed­mie­ściach, więc pra­wie wio­cha. Dom ode mnie ja­kaś bab­cia ma kury, więc ta­kie to mia­sto. Wieś jest cu­dow­na, wsta­jesz rano i masz przed oczy­ma rze­kę, ogród, sad, za­ją­ce w sa­dzie. Kie­dy mia­łam na­ście lat tro­chę mnie de­ner­wo­wa­ło, że na im­pre­zę ka­wa­łek dro­gi, ale nie ja­koś strasz­nie. Im by­łam star­sza tym bar­dziej lu­bi­łam moje za­du­pie. Jako dziec­ko uwiel­bia­łam moje miej­sce za­miesz­ka­nia. Gra­ło się w pił­kę na łą­kach, zimą na łą­kach za­ma­rza­ła woda i było lo­do­wi­sko. Całe sta­do dzie­cia­ków zimą tłu­kło się po gór­kach- nar­ty, san­ki, wor­ki wy­pcha­ne sia­nem. Cu­dow­ne wspo­mnie­nia. Za­wsze pod­kre­ślam, że je­stem wiej­skim czło­wie­kiem na smal­cu i swoj­skim jaj­ku wy­cho­wa­na. Ni­gdy nie spo­tka­ły mnie z tego ty­tu­łu nieprzyjemności.”

Nie­wy­pa­rzo­na Pudernica

A ja?

Je­stem czło­wie­kiem nie­zwy­kle dum­nym. Dum­nym z tego, że miesz­kam na wsi. Dum­nym z tego, że ze wsi się wy­wo­dzę. Więk­szość mo­je­go ży­cia spę­dzi­łam w miej­sco­wo­ściach, w któ­rych licz­ba miesz­kań­ców ty­sią­ca nie prze­kro­czy­ła na­wet w cza­sach wiel­kie­go wyżu. Ani pierw­sze­go, po­wo­jen­ne­go, ani dru­gie­go, mo­je­go. Nie są strasz­ne mi ani bra­ki prą­du z po­wo­du sil­ne­go wia­tru, ani spo­ra od­le­głość od dys­kon­tów, ani wy­klu­cze­nie z ży­cia kul­tu­ral­ne­go. W cza­sie black outu spę­dza­łam wie­czo­ry przy świe­cach, czy­ta­jąc książ­ki, na któ­re przy świe­tle lamp­ki cza­su nie mia­łam, na za­ku­py jeż­dżę sa­mo­cho­dem kie­dy chcę, ale i tak w pod­sta­wo­we rze­czy za­opa­tru­ję się w po­bli­skim wiej­skim skle­pi­ku. Z ży­cia kul­tu­ral­ne­go już daw­no się wy­klu­czy­łam, gdyż nie da się bez po­mo­cy wy­cho­wy­wać dzie­ci i cho­dzić na se­an­se do kina czy te­atru. I choć cza­sem mi sło­ma z bu­tów wy­sta­je nie przej­mu­ję się tym. Bo wie­śniac­two to nie to samo co wiej­skość. A ja.. wiej­ska bab­ka jestem.

Fot. Fu­rya , CC BY-SA 2.0

Autor | moniowiec Komentarze | 16 Data | 10 marca 2016

kategorie i tagi

W kategorii: Wywiady

Otagowano:

  • Ża­ne­ta Bomba

    Po­wiem Ci, że gdy­bym mia­ła moż­li­wość za­miesz­ka­nia w ma­łym, drew­nia­nym dom­ku, z ogrom­nym po­dwór­kiem, na wsi, gdzie mo­gła­bym mieć kur­ki i ko­nie — rzu­ci­ła­bym wszyst­ko i po­le­cia­ła. Lu­bię ta­kie kli­ma­ty i nie tę­sk­ni­ła­bym za miastem.

    • Bo w su­mie mało jest rze­czy, za któ­ry­mi się wte­dy tę­sk­ni. Chy­ba, że ktoś lubi wy­go­dę albo nie ma czym do­je­chać do mia­sta (cza­sem trze­ba np. do ap­te­ki, szpi­ta­la) — wte­dy miesz­ka­nie na wsi może być mniej ciekawe. 

  • Żyć nie umierać

    Ależ miło po­czy­tać, że tyle osób woli ży­cie na wsi 🙂

    • Mój Miły Czas

      Oczy­wi­ście, że woli 🙂 My­ślę, że na wsi czu­je się, że się żyje.

      • Żyć nie umierać

        Świę­ta prawda!

  • Pani Rol­nik

    świet­nie Ci wy­szedł ten wpis, na praw­dę przy­jem­nie się go czyta.

  • Su­per, faj­nie zo­ba­czyć, że się nie jest tyl­ko jedną 😀

  • Mój Miły Czas

    Też ma­rzę o wiej­skim ży­ciu, bo mia­sto mnie już przy­tła­cza, no i nie ma gdzie zbie­rać ziółek 😉

    Po­zdra­wiam wszyst­kie faj­ne Ba­becz­ki ze wsi, mam na­dzie­ję, że wkrót­ce do Was do­łą­czę, po­nie­waż ma­rze­nia są po to — by je spełniać 😉

  • W ostat­nim cza­sie za­uwa­żam po­wrót ludz­ko­ści na wieś 🙂 W mo­jej ro­dzin­nej wsi dom­ki w le­sie idą jak bu­rza. Wię­cej war­sza­wia­ków za­raz się zro­bi niż lo­kal­nej ludności 😀

    • Ma to też swo­je mi­nu­sy — wieś sta­je się sy­pial­nią, a o spra­wach sy­pial­nie zwy­kle się na­wet nie my­śli. Są to lu­dzie, któ­rzy się nie in­te­gru­ją, bo i szko­ła, i pra­ca zu­peł­nie gdzie in­dziej. Co kogo ob­cho­dzi ży­cie tu­byl­ców. Ew zro­bi­my dro­gę wspól­nie do na­szych po­se­sji i tyle.

      • Do Wawy ode mnie 250 km, to ra­czej sie­dzą i upra­wia­ją ogród­ki 😉 Więk­szość dzia­dy z kasą, albo ucie­ki­nie­rzy z korpo 😉

        • A to da­le­ko, rze­czy­wi­ście ogór­ki tyl­ko zo­sta­ją 😉 Go­rzej mają pod­miej­skie wsie, na­wet moja, bo lu­dzie tu­tej­si są jak za­mknię­ta spo­łecz­ność, a no­wym z mia­sta, któ­rzy i tak wię­cej w mie­ście prze­by­wa­ją, na­wet nie chce się o spra­wach wsi myśleć.

  • Ja tez dzie­cin­stwo, mlo­dosc w blo­ko­wi­sku a te­raz pra­wie jak na wsi, faj­nie jest 😉

  • Obec­nie je­stem na stu­diach w Kra­ko­wie, ale wieś ko­cham ca­łym ser­cem. Mia­łam przej­ścio­wą fazę, że Kra­ków po stu­diach, że su­per, że wszyst­ko pod no­sem ale… po 4 la­tach doj­rza­łam i choć Kra­ków ko­cham rów­nie bar­dzo, co­dzien­ne swo­je do­ro­słe już ży­cie z przy­szłym mę­żem ja­koś bar­dziej wi­dzę w ro­dzin­nej wsi, bo tam zo­sta­wi­łam wła­śnie spo­kój i wol­niej­sze, ja­kieś lep­sze ży­cie. A do Kra­ko­wa nie­da­le­ko, to bę­dzie­my jeź­dzić się ukulturalniać 😉

  • Miło było po­znać inne za­krę­co­ne wiej­skie babki 🙂

  • Przy­jem­nie się czytało 🙂