Jak Lodosław przestał być soplem lodu — akcja „Bajki przy kominku”

Jak Lodosław przestał być soplem lodu — akcja „Bajki przy kominku” Image

Jak Lodosław przestał być soplem lodu — akcja „Bajki przy kominku”

Był naj­więk­szy z ca­łej ro­dzi­ny. Chy­ba dla­te­go, że po­wstał w naj­mroź­niej­szy dzień roku. Co­dzien­nie rósł o kil­ka cen­ty­me­trów i dum­nie po­ka­zy­wał wszyst­kim swo­ją wiel­ko­ść. Może i był chu­dy, może tro­chę prze­zro­czy­sty, a na­wet ostry. Jed­nak jego wzro­st i ide­al­ny kształt za­chwy­cał każ­de­go. Tak, ten so­pel lodu wi­szą­cy na sta­rej ryn­nie na­praw­dę miał w so­bie coś wiel­kie­go.

Lo­do­sław, bo tak brzmia­ło jego imię, miał jesz­cze jed­ną ce­chę, któ­rej za­zdro­ści­ły mu inne so­ple – po­tra­fił za­pa­mię­tać wszyst­ko, co się zda­rzy­ło. Bez pro­ble­mu po­tra­fił opo­wie­dzieć, jak to mały Jaś z po­bli­skie­go po­dwór­ka wspiął się na dra­bi­nę, by po­li­zać lód. Tego dnia było na­praw­dę mroź­no i nie spo­dzie­wał się, że ję­zyk na chwi­le przy­le­pi mu się do lodu. Oj pła­kał wte­dy, pła­kał!

Ale jego wiel­ko­ść sta­no­wi­ła tak­że o jego po­raż­ce. Za­pła­ka­ny Jaś nie mógł wy­ba­czyć bo­lą­ce­go ję­zy­ka. Pięć mi­nut póź­niej nie mógł tak­że wy­ba­czyć, że Wik­tor, ten urwis z blo­ku obok, wy­zwał go na po­je­dy­nek, ma­cha­jąc przed oczy­ma kil­ku­dzie­się­cio­cen­ty­me­tro­wym so­plem lodu. Ale wie­dział jak po­ko­nać Wik­to­ra – znał prze­cież naj­więk­szy so­pel na ca­łym po­dwór­ku! Z pew­ną trud­no­ścią – w koń­cu so­pel był na­praw­dę po­kaź­ny­ch roz­mia­rów – urwał Lo­do­sła­wa i z nową bro­nią ru­szył na Wik­to­ra. Dla Lo­do­sła­wa była to nie­zmier­na zmia­na. Na­gle nie wi­siał już do góry no­ga­mi, nie po­dzi­wiał świa­ta zwi­sa­jąc z ryn­ny, ale brał udział w praw­dzi­wym ży­ciu, a na­wet w wal­ce na śmierć i ży­cie! Wal­ka była za­cię­ta: Jaś dys­po­no­wał zwin­no­ścią i prze­wyż­szał wro­ga mocą bro­ni, Wik­tor po­sia­dał siłę mię­śni i do­świad­cze­nie zwią­za­ne z wie­kiem. Był prze­cież całe dwa lata star­szy od Ja­sia i cho­dził już do szko­ły. Przez kil­ka mi­nut okła­da­li się więc za­wzię­cie so­pla­mi lodu, ale od po­cząt­ku było wia­do­mo, że broń nie jest ide­al­na, że któ­ryś mie­cz pęk­nie. Jaś miał wię­cej szczę­ścia i wy­grał. Na po­dwór­ku do­ko­na­ła się zmia­na wła­dzy. To on rzą­dził. Tyl­ko, albo aż je­den dzień.

Jed­nak Lo­do­sław nie miał ta­kie­go szczę­ścia. Po wy­gra­nej wal­ce mie­cz nie był Ja­sio­wi już po­trzeb­ny. Lo­do­sław wy­lą­do­wał na za­mar­z­nię­tej zie­mi. Nie zo­stał tam jed­nak sam. Obok nie­go moż­na było zna­leźć kil­ka ka­mie­ni, dwie szysz­ki, trzy żo­łę­dzie i jed­no nie­bie­skie pta­sie piór­ko. Wszyst­ko to na­le­ża­ło do Reni. Była to miła dziew­czyn­ka, któ­rej naj­częst­szym za­ję­ciem na po­dwór­ku było go­to­wa­nie: la­tem zupy z tra­wy i li­ści, a te­raz zimą za­pie­kan­ki szysz­ko­wo-ka­mie­nio­wej. Wszyst­kie lal­ki ją uwiel­bia­ły! Kie­dy Re­nia zo­ba­czy­ła so­pel lody, była wnie­bo­wzię­ta. Od daw­na szu­ka­ła tak wspa­nia­łe­go sztuć­ca do swo­jej kuch­ni.

Lo­do­sła­wo­wi po­do­ba­ła się taka zmia­na. Od­tąd już nie ro­bił ni­ko­mu krzyw­dy, ale po­ma­gał. Każ­da lal­ka była nim kar­mio­na, każ­da zupa za­mie­sza­na, spraw­dzał tem­pe­ra­tu­rę pie­czo­ne­go mię­sa i na­wet cza­sem uda­wał słom­kę do na­po­jów. Pod ko­niec cięż­kie­go dnia w kuch­ni, kie­dy ugo­to­wał już ostat­nią mar­chew­ko­wą zupę dla kró­li­ków, Re­nia umy­ła go w śnie­gu i zo­sta­wi­ła w sta­rym kub­ku bez ucha. Stał tam ra­zem z dwo­ma pa­ty­ka­mi i wi­del­cem z wy­ła­ma­nym zę­bem.

Na­stęp­ne­go dnia Jaś nie przy­sze­dł na po­dwór­ko. Ani Wik­tor, ani Re­nia. Nie było ni­ko­go. Pa­dał desz­cz. Wiel­kie kro­ple spły­wa­ły Lo­do­sła­wo­wi po twa­rzy. Było mu smut­no. I nie mia­ła na to wpły­wu zmia­na po­go­dy, do­dat­nia tem­pe­ra­tu­ra, ale to, że te­raz z ni­kim się nie ba­wił. Za­mknął oczy i prze­stał my­śleć o desz­czu. Za­snął, mimo że słoń­ce grza­ło co­raz moc­niej.

W nocy prze­bu­dzi­ło go po­hu­ki­wa­nie sowy. Spoj­rzał na roz­gwież­dżo­ne nie­bo.
— Po raz pierw­szy wi­dzę je tak wy­raź­nie — po­my­ślał – jak­by prze­glą­da­ły się w mo­ich ocza­ch! Są cu­dow­ne! Tak bar­dzo zmie­nia­ją to smut­ne, czar­ne nie­bo, w naj­pięk­niej­szą świetl­ną in­sta­la­cję, lep­szą niż fa­jer­wer­ki w syl­we­stra.

Rano słoń­ce za­czę­ło świe­cić Lo­do­sła­wo­wi pro­sto w oczy. Ro­zej­rzał się. Wo­ko­ło nie­go wy­ro­sły pierw­sze kwia­ty wio­sny: prze­bi­śnie­gi i kro­ku­sy. Były ta­kie ko­lo­ro­we, tak bar­dzo zmie­nia­ją na lep­sze tą bia­łą, mroź­ną zimę. Za­uwa­żył też że on sam się zmie­nił. Nie był już tym twar­dym, zim­nym so­plem lodu. Za­nim jed­nak uzmy­sło­wił so­bie, w co się tej nocy za­mie­nił, na po­dwór­ku po­ja­wi­li się Jaś, Wik­tor i Re­nia, a wraz z nimi inne dzie­ci. Wszy­scy mie­li ubra­ne na no­ga­ch ka­lo­sze i z ra­do­snym pi­skiem bie­gli pro­sto do nie­go.
— Jak oni cie­szą się na mój wi­dok! — za­krzyk­nął Lo­do­sław – Ale dla­cze­go nie zwal­nia­ją? O nie! Oni mnie po­de­pczą, zmiaż­dżą! Zo­sta­nie ze mnie tyl­ko garst­ka roz­bi­te­go lodu!
Lo­do­sław za­mknął oczy. Tak bar­dzo się bał.
— Zo­ba­cz, zo­ba­cz Ja­siu – krzy­cza­ła Re­nia – jaką mamy pięk­ną ka­łu­żę!
Lo­do­sław otwo­rzył oczy. Rze­czy­wi­ście, wo­ko­ło nie­go była woda. On sam był wodą! Zmie­nił się w ka­łu­żę!

Tak bar­dzo cie­szył się z tego, że daje dzie­ciom samą ra­do­ść, że na­wet nie za­uwa­żył kie­dy słoń­ce wy­su­szy­ło go cał­ko­wi­cie. Jed­nak my, kro­ku­sy i prze­bi­śnie­gi, bę­dzie­my za­wsze o nim pa­mię­tać i opo­wia­dać jego hi­sto­rię.


Za­pra­szam wszyst­ki­ch blo­ge­rów do wspól­nej je­sien­no-zi­mo­wej za­ba­wy. Je­śli chce­sz się przy­łą­czyć, za­mie­ść raz w mie­sią­cu baj­kę wła­sne­go au­tor­stwa na­wią­zu­ją­cą do baj­ko­we­go te­ma­tu mie­sią­ca. W mar­cu jest to: ZMIA­NA. Jest to ostat­nia od­sło­na ak­cji.

Pa­mię­taj­my, że to utwo­ry prze­zna­czo­ne dla ma­ły­ch uszu (ka­te­go­ria wie­ko­wa 3–9 lat) – nie­ch bę­dzie mo­rał, nie­ch bę­dzie po­ziom ma­łe­go słu­cha­cza, nie za krót­kie i nie nu­żą­co dłu­gie! For­ma do­wol­na: pro­za, wier­sz, przed­sta­wie­nie, pod­ca­st, ani­ma­cja…

Lin­ki do ba­jek za­miesz­czaj­cie w ko­men­ta­rza­ch pod spodem lub za­miesz­czaj­cie na moi fan­pa­ge – będą się uka­zy­wać na fa­ce­bo­oko­wej ta­bli­cy oraz w po­ście in­for­ma­cyj­nym o ak­cji.

Dro­dzy czy­tel­ni­cy, dro­dzy baj­ko­mów­cy! Czy­taj­cie dzie­ciom tak­że na­sze ba­ja­nia! Za­pra­sza­my!

Nie­ch ma­gia baj­ki bę­dzie z Wami!

bajkiprzykominku1

Fot. Matt Brit­ta­ineCC BY-SA 2.0

Autor | moniowiec Komentarze | 1 Data | 1 marca 2016

kategorie i tagi

W kategorii: Dla dzieci

Otagowano:

  • Pau­li­na Wrzos

    po­bu­dza wy­obraź­nię 😀 uwiel­biam ta­kie opi­sy przy­ro­dy .