Kiedy Polska to za mało — matka w Hongkongu

Kiedy Polska to za mało — matka w Hongkongu Image

Kiedy Polska to za mało — matka w Hongkongu

Jest pań­stwem w pań­stwie. W wiel­kim pań­stwie! Do­kład­niej w Chiń­skiej Re­pu­bli­ce Lu­do­wej. Ale nie było tak za­wsze. Sama pa­mię­tam jak hucz­nie świę­to­wa­no po­łą­cze­nie tej pro­win­cji z Chi­na­mi. I jak wie­le było py­tań: co te­raz z nim bę­dzie? Czy Hong­kong, mia­sto wiel­ko­ści dwó­ch po­dwój­nie za­tło­czo­ny­ch War­szaw, na­dal bę­dzie cen­trum han­dlo­wo-fi­nan­so­wym i po­mo­stem łą­czą­cym Za­chód z Pań­stwem Środ­ka? Czy We­ro­ni­ka i To­mek, miesz­ka­ją­cy poza Pol­ską już od 9 lat. Ostat­ni ich przy­sta­nek to Hong­kong. Na jak dłu­go? Ży­cie po­ka­że.

hongkong2

Kon­fa­bu­la: Jaki kraj był Wa­szym pierw­szym miej­scem emi­gra­cji?
We­ro­ni­ka i To­mek: Za­czę­li­śmy skrom­nie, bo od Da­nii. Ko­pen­ha­ga nas urze­kła na ja­kiś czas, ale nam było mało. Za­pa­dła de­cy­zja o Hong­kon­gu. Je­ste­śmy tam od 2011 roku. Miesz­ka­my w Kow­lo­on Tong. To bar­dzo zie­lo­na oko­li­ca: do­oko­ła mamy trzy par­ki z pla­ca­mi za­baw, bar­dzo bli­sko do wie­lu szkół, su­per­mar­ke­tu oraz sta­cji me­tro, a dziel­ni­ca skła­da się z re­la­tyw­nie niż­szy­ch bu­dyn­ków, więc jest czym od­dy­chać.

hongkong6

Kon­fa­bu­la: Jak żyje się na co dzień w Hong­kon­gu?
We­ro­ni­ka i To­mek: Śred­nia pen­sja w ze­szłym roku to by­lo­122500$ bez bo­nu­su na CNY (juan) i od kil­ku lat jest na po­dob­nym sa­mym po­zio­mie. Przy czym do­da­my, że po­mi­mo, że Hong Kong jest teo­re­tycz­nie czę­ścią Chin, ma wła­sną wa­lu­tę, do­brze zna­ną fi­nan­si­stom (jest to ósma naj­czę­ściej ku­po­wa­na wa­lu­ta na świe­cie), a tak śred­nio resz­cie świa­ta — na­zy­wa się Hong Kong do­lar, skrót HKD, i dzie­li się na 100 cen­tów. Od 1983 jest zwią­za­ny z — nie­spo­dzian­ka! — wca­le nie ju­anem chiń­skim, tyl­ko do­la­rem ame­ry­kań­skim, i kurs kształ­tu­je się na po­zio­mie 7,75–7,85 HKD za 1 UDS. Jak do­syć ła­two po­li­czyć, 10 HKD to oko­ło 1 euro, czy­li 4 zło­ty­ch (i dla uprosz­cze­nia taki kurs za­wsze przyj­mu­ję kie­dy prze­li­czam co­kol­wiek z tu­tej­szy­ch do­la­rów na zło­tów­ki).
W bank­no­ta­ch w co­dzien­nym obie­gu znaj­du­ją się no­mi­na­ły 10, 20, 50, 100, 500 i 1000 do­la­rów, w mo­ne­ta­ch: 1, 2, 5, 10 do­la­rów oraz 10, 20, 50 cen­tów. I tu zno­wu zdzi­wie­nie: w Hong­kon­gu aż 3 róż­ne ban­ki mają pra­wo do dru­ku bank­no­tów — i każ­dy z nich ma swój wła­sny pro­jekt, a cza­sem nie je­den. Zda­rzyć się więc może, że mamy w port­fe­lu pięć róż­nie wy­glą­da­ją­cy­ch bank­no­tów tego sa­me­go no­mi­na­łu, a wszyst­kie są jak naj­bar­dziej le­gal­nym środ­kiem płat­ni­czym! Je­że­li wła­da­cie an­giel­skim i chcie­li­by­ście so­bie po­czy­tać, ja­kie ob­raz­ki są na róż­ny­ch edy­cja­ch bank­no­tów róż­ny­ch ban­ków, to za­pra­sza­my tu­taj.
I naj­waż­niej­sze py­ta­nie: co moż­na za to ku­pić? A to za­le­ży, bo za mniej niż dy­chę ku­pi­my: trzy kul­ki Raf­fa­el­lo, 0,33 ml na­po­ju owo­co­we­go Mi­nu­te Maid, bu­łecz­kę z pa­stą z czer­wo­nej fa­so­li, ka­nap­kę z chle­ba to­sto­we­go z pa­stą ja­jecz­ną, 125 gr ja­gód (po prze­ce­nie), 2 po­mi­do­ry, 3 cy­try­ny, jed­ną ol­brzy­mią chiń­ską mar­chew­kę albo pół­to­ra kilo ba­na­nów. Za dwie dy­chy ku­pi­my: pół chle­ba, albo litr mle­ka (po prze­ce­nie), kawę w 7/11, pro­mo­cyj­ną ka­nap­kę Subway’a, sześć ja­jek, 250 g pier­si z chiń­skie­go kur­cza­ka, pacz­kę mro­żo­ny­ch dim su­mów, pacz­kę bok choy’ów, dwu­pak jo­gur­tów albo małą por­cję klu­sek „z czymś” na wy­nos w chiń­skiej ulicz­nej gar­kuch­ni.

hongkong7

Kon­fa­bu­la: Sko­ro wy­mie­nia­cie ta­kie pysz­no­ści to co naj­chęt­niej je­cie w Chi­na­ch?
We­ro­ni­ka i To­mek: Jemy po pol­sku — zupy np. ogór­ko­wą (ki­szo­ne ogór­ki ku­pu­je­my w in­ter­ne­to­wym skle­pie ro­syj­ski­mi za gru­be pie­nią­dze), mle­ko, chleb i sery (te rze­czy są tu­taj bar­dzo dro­gie np. bo­che­nek pol­sko sma­ku­ją­ce­go chle­ba to koszt 30$, a na lak­to­zę więk­szo­ść Chiń­czy­ków ma aler­gię, więc nie piją). Lu­bi­my tani, bo po­wszech­ny, ryż i chiń­skie wa­rzy­wa typu bok choy. Mię­so wo­li­my jed­nak eko­lo­gicz­ne, więc ta­nie nie jest.

hongkong3

Kon­fa­bu­la: Co Was naj­bar­dziej zdzi­wi­ło w no­wym kra­ju?
We­ro­ni­ka: Zima. Bo pa­trząc na ter­mo­me­tr 10–15 stop­ni na plus zimą to prze­cież pięk­na pol­ska wio­sna! Nic bar­dziej myl­ne­go! W Hong­kon­gu jest bar­dzo wy­so­ka wil­got­no­ść: prze­cięt­na wil­got­no­ść zimą wy­no­si 80–95%, a w po­łą­cze­niu z wia­trem rzę­du 40 km/h daje od­czu­wal­ną tem­pe­ra­tu­rę niż­szą o 7–8 stop­ni niż w rze­czy­wi­sto­ści. Więc je­śli ter­mo­me­tr po­ka­zu­je +15 sto­pi Cel­sju­sza, to od­czu­wa­my już tyl­ko +7. Do­dat­ko­wym man­ka­men­tem jest brak ogrze­wa­nia w miesz­ka­nia­ch. Po­wo­du­je to praw­dzi­wy boom na prze­no­śne grzej­ni­ki – już w li­sto­pa­dzie roz­cho­dzą się jak cie­płe bu­łecz­ki, bo nikt nie pra­gnie prze­by­wać w ni­skiej tem­pe­ra­tu­rze w domu. Hon­kies ma­so­wo też ubie­ra­ją się w cie­płe, zi­mo­we buty, kurt­ki, czap­ki. Ja sama w pra­cy sie­dzę w rę­ka­wicz­ka­ch, a go­rą­cą her­ba­tę piję po pro­stu li­tra­mi.

hongkong8

Kon­fa­bu­la: Ma­cie dwó­ch sy­nów, z cze­go je­den uro­dził się w Hong­kon­gu. Jak wy­glą­da opie­ka oko­ło­po­ro­do­wa i urlop ma­cie­rzyń­ski?
We­ro­ni­ka: Już bę­dąc w cią­ży naj­bar­dziej na­rze­ka­łam na ceny odzie­ży cią­żo­wej. Jako że do pra­cy cho­dzi się jak naj­bar­dziej w gar­son­ka­ch czy su­kien­ka­ch, ceny ta­ki­ch ubrań za­czy­na­ją się od pra­wie 400 zł za sztu­kę!
Nie tyl­ko ubra­nia są tu dro­gie. Wi­zy­ty u le­ka­rza też kosz­tu­ją kro­cie. U mnie w szpi­ta­lu to 310 do­la­rów plus za obo­wiąz­ko­we ba­da­nia (ci­śnie­nie, po­miar wagi, po­miar po­zio­mu cu­kru w mo­czu itd.) 40 do­la­rów. Wi­zy­ty są co mie­siąc przez 8 mie­się­cy, po­tem co 2 ty­go­dnie w dzie­wią­tym mie­sią­cu, po­tem co ty­dzień po 38 ty­go­dniu cią­ży. Pod­li­cza­jąc wszyst­ko wy­cho­dzi oko­ło dwu­na­stu wi­zyt czy­li 4200 HKD (oko­ło 1700 zło­ty­ch).
Do­dat­ko­wo mamy „wi­zy­ty spe­cjal­ne” czy­li na kon­kret­ne ba­da­nia któ­re ro­bio­ne są nie­za­leż­nie od re­gu­lar­ny­ch wi­zyt u le­ka­rza pro­wa­dzą­ce­go:
1. peł­na mor­fo­lo­gia + ba­da­nie krwi tzw. na ze­spół Do­wna — 2415 HKD
2. ba­da­nie USG na prze­zier­no­ść kar­ko­wą pło­du (czy­li dru­ga czę­ść tzw. ba­da­nia na ze­spół Do­wna, bo pe­łen ob­raz ma się do­pie­ro ze­sta­wia­ją­cy wy­ni­ki ba­da­nia krwi z wy­ni­ka­mi USG) — 2500 HKD
3. ba­da­nie na cu­krzy­cę cią­żo­wą — 750 HKD
4. obo­wiąz­ko­we ba­da­nie USG w trze­cim try­me­strze — 1100 HKD
5. wy­maz na obec­no­ść strep­to­ko­ków typu B — 900 HKD
6. am­nio­punk­cja (w przy­pad­ku zły­ch wy­ni­ków ba­da­nia na za­spół Do­wna) — 6615 HKD
Każ­de ko­lej­ne USG, z któ­re­go do­sta­je się wy­druk, kosz­tu­je 1100 HKD, jed­nak zwy­kle wy­star­czy ba­da­nie USG co wi­zy­tę, któ­re jest stan­dar­dem i za to nic się eks­tra nie do­pła­ca.
Łącz­nie po­wyż­sze ba­da­nia — w wer­sji mi­ni­ma­li­stycz­nej i opty­mi­stycz­nej — wy­no­szą 7665 HKD (czy­li oko­ło 3000 zło­ty­ch).
Szpi­ta­le ofe­ru­ją w mia­rę bez­płat­ny po­ród. W stan­dar­dzie mamy tu salę wie­lo­oso­bo­wą, po­byt przez 4 doby i brak sys­te­mu romm-in. Pory kar­mie­nia są z góry okre­ślo­ne: 5 razy dzien­nie po 2 go­dzi­ny. Jak dziec­ko pła­cze z gło­du poza po­ra­mi kar­mie­nia to w ruch idzie mle­ko mo­dy­fi­ko­wa­ne albo woda z glu­ko­zą. Je­śli chce­my ina­czej – mu­si­my za­pła­cić (w szpi­ta­lu pry­wat­nym lub pań­stwo­wym), a jego kosz­ty ew. moż­na re­fun­do­wać u ubez­pie­czy­cie­la. Wte­dy po­ród na­tu­ral­ny kosz­tu­je od 60000 do 120000 HKD ( czy­li od 24 do 50 ty­się­cy zło­ty­ch). W tą kwo­tę wli­cza­my po­je­dyn­czą salę, na któ­rej się ro­dzi, znie­czu­le­nie, opie­kę po­łoż­nej i le­ka­rza, 4 dni/ 3 noce w szpi­ta­lu, opie­kę nad no­wo­rod­kiem, szcze­pion­ki dla dziec­ka w tych pierw­szy­ch 3 dnia­ch i wy­ży­wie­nie, któ­re jest na­praw­dę okrop­ne. Cena waha się tak bar­dzo bo za­le­ży od ro­dza­ju po­ko­ju jaki się chce do­stać już po po­ro­dzie: moż­na za­ży­czyć so­bie luk­su­so­wej je­dyn­ki za 120 ty­się­cy albo łóż­ko w sali sze­ścio­oso­bo­wej za 60 ty­się­cy. Wy­bie­ra­jąc po­kój po­je­dyn­czy oso­ba to­wa­rzy­szą­ca może być z mat­ką całą dobę, do­sta­je na­wet łóż­ko. Tak samo z dziec­kiem. W sali wie­lo­oso­bo­wej od­wie­dzi­ny są w wy­zna­czo­ny­ch go­dzi­na­ch, a dzie­ci poza po­ko­jem ma­tek. Ce­sar­skie cię­cie róż­ni się o ja­kieś 15% ceną.

hongkong4

To­mek: Je­śli cho­dzi o urlop ma­cie­rzyń­ski to nie ma tu sza­leń­stwa. Stan­dar­dem w Hong­kon­gu jest 10-cio ty­go­dnio­wy urlo­pu, płat­ny w wy­so­ko­ści 80% pen­sji – pod wa­run­kiem że prze­pra­co­wa­ło się na umo­wę o pra­cę co naj­mniej 40 ty­go­dni; je­że­li prze­pra­co­wa­ło się na umo­wę o pra­cę mniej niż 40 ty­go­dni, to wte­dy moż­na do­stać 10 ty­go­dni bez­płat­ne­go urlo­pu; je­że­li nie ma się umo­wy o pra­cę to się tą pra­cę tra­ci.
Urlop ma­cie­rzyń­ski na­le­ży za­cząć mak­sy­mal­nie 4 a mi­ni­mal­nie 2 ty­go­dnie przed wy­zna­czo­ną datą po­ro­du; je­że­li z przy­czyn lo­so­wy­ch dziec­ko uro­dzi się wcze­śniej, wte­dy 10 ty­go­dni jest li­czo­ne od daty po­ro­du. Jak wi­dać z po­wyż­sze­go, w stan­dar­dzie jest 6 do 8 ty­go­dni z no­wo­rod­kiem, po­tem na­le­ży ze­brać się w so­bie i wró­cić do pra­cy. W ta­kiej sy­tu­acji nic dziw­ne­go, że mat­ki nie de­cy­du­ją się na kar­mie­nie pier­sią, bo nie dość, że masz 6 ty­go­dni na ogar­nię­cie się po po­ro­dzie, to jesz­cze nie ma tu­taj żad­ny­ch usta­wo­wy­ch prze­rw na kar­mie­nie. Od razu wra­ca­sz na 100%.
Urlop ta­cie­rzyń­ski to aż 3 dni. Aż, bo jesz­cze nie­daw­no to był tyl­ko 1 dzień.

hongkong5

We­ro­ni­ka: Bar­dzo cie­ka­wą tra­dy­cją jest „con­fi­ne­ment”, czy­li to, co po­win­na ro­bić mat­ka po po­wro­cie z dziec­kiem do domu. Do­kład­nie jest to NIC. Ta ry­go­ry­stycz­na chiń­ska tra­dy­cja za­kła­da mię­dzy in­ny­mi, że przez mie­siąc po po­ro­dzie mat­ka nie bę­dzie wy­cho­dzi­ła z domu na świe­że po­wie­trze, za to bę­dzie głów­nie le­ża­ła w łóż­ku dba­jąc, żeby jej było cie­pło (naj­waż­niej­sze są sto­py — nie wol­no bosą sto­pą sta­nąć na zim­nej pod­ło­dze!). Za­ka­za­ne są ką­pie­le i my­cie wło­sów. Die­tę mat­ki sta­no­wią od­po­wied­nio przy­go­to­wa­ne „roz­grze­wa­ją­ce” po­tra­wy: głów­nie zupy — naj­po­pu­lar­niej­szy jest tzw. „po­dwój­ny ro­sół” oraz zupa ryb­na, jak rów­nież naj­róż­niej­sze zio­ło­we wy­wa­ry; z mięs na­le­ży jeść chu­dą wo­ło­wi­nę i wie­przo­wi­nę; bar­dzo po­le­ca­ny jest im­bir we wszyst­ki­ch po­sta­cia­ch; na­le­ży dużo pić (głów­nie wody). Za­ka­za­ne jest tak­że czy­ta­nie czy wzru­sza­nie się, pła­cz. Wszyst­ko to ma za­pew­nić nie tyl­ko szyb­kie doj­ście do peł­ni sił, ale tak­że brak pro­ble­mów zdro­wot­ny­ch na sta­ro­ść.
A kto w tym cza­sie zaj­mu­je się no­wo­rod­kiem? Daw­niej ro­bi­ła to te­ścio­wa, bo to do te­ściów ko­bie­ta wpro­wa­dza­ła się po ślu­bie, obec­nie ro­bią to wy­kwa­li­fi­ko­wa­ne „con­fi­ne­ment la­dies”, po chiń­sku na­zy­wa­ne „pui yuet”. Taki luk­sus kosz­tu­je — współ­cze­sne hong­koń­skie pui yuet za mie­siąc pra­cy po 6 dni w ty­go­dniu zgar­nia­ją ok. 25000 HKD (je­śli pra­cu­ją w go­dzi­na­ch 9–18) oraz po­nad 35000 HKD (je­śli wpro­wa­dza­ją się do Cie­bie do domu i zaj­mu­ją się mat­ką i dziec­kiem 24 go­dzi­ny na dobę). Współ­cze­śnie moż­na też wy­ne­go­cjo­wać np. po­zwo­le­nie na czy­ta­nie, ką­pie­le w wo­dzie z im­bi­rem czy my­cie wło­sów su­chym szam­po­nem lub na­tych­mia­sto­we su­sze­nie mo­kry­ch wło­sów su­szar­ką. Pui yuet tak­że robi za­ku­py i go­tu­je, ale wy­łącz­nie dla mat­ki.
Do­brze jest też pod­dać się spe­cjal­nym ma­sa­żom, po­łą­czo­nym z krę­po­wa­niem pa­sa­mi brzu­cha (od że­ber aż do bio­der), tzw. „bin­ding” — ma to po­zy­tyw­nie wpły­nąć na zdro­wie mat­ki oraz na szyb­sze „zrzu­ce­nie” po­cią­żo­we­go brzusz­ka. Ceny za ta­kie usłu­gi też są wy­so­kie — se­sje pię­cio­dnio­we za­czy­na­ją się od 4750 HKD, aż do 12000 HKD za 15 dni.

hongkong11
Je­śli cho­dzi o co­dzien­ne ży­cie z ma­łym dziec­kiem to więk­szo­ść no­wo­rod­ków wozi się w spa­ce­rów­ka­ch roz­ło­żo­ny­ch na pła­sko albo nosi na rę­ka­ch. Bar­dzo mało wi­dzę no­si­de­łek czy chu­st i jesz­cze ani razu nie wi­dzia­łam wóz­ka-gon­dol­ki.
W oko­li­cy jest za­wsze „po­kój dla mat­ki z dziec­kiem” — kil­ka prze­wi­ja­ków, ze dwie „za­gro­dy” gdzie moż­na się z dziec­kiem za­mknąć i w spo­ko­ju na­kar­mić (w środ­ku obo­wiąz­ko­wo krze­seł­ko, pod­grze­wa­cz do bu­te­lek, prze­wi­jak, kosz, umy­wal­ka z my­dłem i pły­nem do de­zyn­fek­cji). W in­ny­ch czę­ścia­ch cen­trów han­dlo­wy­ch prze­wi­ja­ki też są, ale już mniej ba­je­rza­ste — ot, miej­sce do prze­wi­nię­cia dziec­ka w dam­skiej lub mę­skiej to­a­le­cie.
Sta­cje hong­koń­skie­go me­tra też są przy­sto­so­wa­ne do wóz­ków – na każ­dej znaj­du­je się choć­by jed­na win­da, a bram­ki są szer­sze, by prze­je­chał wó­zek. Tak ró­żo­wo nie jest już w po­zo­sta­łej ko­mu­ni­ka­cji miej­skiej, bo w au­to­bu­sa­ch mo­że­my naj­wy­żej li­czyć na miej­sce dla wóz­ków, zaś w bu­sa­ch na nic. W Hong Kon­gu nie ma też obo­wiąz­ku wo­że­nia dzie­ci w fo­te­li­ka­ch, jed­nak je­śli chce­sz dziec­ko prze­wieźć w tak­sów­ce w fo­te­li­ku to mo­że­sz, bo są tam pasy – w od­róż­nie­niu od Ma­ka­lu, gdzie ich już nie zo­ba­czy­my.
Mat­ki rzad­ko kar­mią tu pier­sią, dla­te­go mle­ka w prosz­ku są na tyle po­pu­lar­ne, że nie sprze­da­ją go w ma­ły­ch opa­ko­wa­nia­ch, jak to jest w Pol­sce, tyl­ko od razu w ki­lo­gra­mo­wy­ch pusz­ka­ch. Za to kasz­ki mają z wa­rzy­wa­mi — w Pol­sce się z ta­ki­mi nie spo­tka­łam – np. ze szpi­na­kiem i po­mi­do­ra­mi.

hongkong9

Kon­fa­bu­la: Jak jest z wy­cho­wa­niem dzie­ci przez miesz­kań­ców Hong­kon­gu?
We­ro­ni­ka i To­mek: Je­że­li cho­dzi o dzie­ci to one rzą­dzą. Każ­de jest kró­lem, wszyst­ko im wol­no. Na­wet do do 5 roku ży­cia są no­szo­ne na rekach/wożone wszę­dzie wóz­kiem. Poza tym mało wy­cho­dzi się z dzieć­mi na po­wie­trze w za­mian za do­dat­ko­we za­ję­cia np. ko­re­pe­ty­cje z an­giel­skie­go, mu­zy­ki i np. Nie in­we­stu­je się w sport, ew. w rug­by albo ba­sen.
Dziec­ko tu moż­na bić, wiec w re­stau­ra­cja­ch nie­rzad­ki jest wi­dok ro­dzi­ca po­licz­ku­ją­ce­go dziec­ko, bo nie chcia­ło zje­ść por­cji do koń­ca.

hongkong10

Fot. Da­vid Guy­ler, Da­vid Law, Ka­ren Sam, CC BY-SA 2.0


Je­śli lu­bisz po­dróże z pal­cem po ma­pie, co śro­dę za­pra­szam na wy­prawę z jed­ną z Pol­ek miesz­ka­ją­cych za gra­nicą. Wpi­sy już pu­bli­ko­wane znaj­dzie­cie tu.

Autor | moniowiec Komentarze | 7 Data | 9 marca 2016

kategorie i tagi

W kategorii: Wywiady

Otagowano:

  • Bar­dzo cie­ka­wy cykl, choć jak czy­ta­łam nie­któ­re frag­men­ty to włos mi się na gło­wie je­żył 🙂
    Np. ja w szpi­ta­lu po po­ro­dzie mia­łam jed­no­oso­bo­wą salę z wła­sną ła­zien­ką i nie­nor­mo­wa­ny­mi od­wie­dzi­na­mi ro­dzi­ny zu­peł­nie za dar­mo 😉

    • Cza­sem się za­sta­na­wiam jak zbu­do­wać ja­kieś wię­zi z dziec­kiem miesz­ka­jąc w kra­ja­ch, gdzie pa­nu­ją ta­kie wła­śnie za­sa­dy: brak romm-in w szpi­ta­la­ch, po­tem 30 dni le­że­nia, a kto inny ob­słu­gu­je dziec­ko, a po 6 ty­go­dnia­ch do pra­cy. Wy­da­je się to nam, Eu­ro­pej­czy­kom, nie do po­my­śle­nia!

  • o kur­cze, faj­nie jest to wszyst­ko wie­dzieć 🙂

  • Au­tor­ka Hi­ty­iki­ty

    Nie po­wiem, je­stem moc­no zdzi­wio­na nie­któ­ry­mi fak­ta­mi. Po­rod i wa­run­ki w szpi­ta­lu- szok. Na­rze­ka­my ale jed­nak u nas nie jest tak źle…

    • Też by­łam zdzi­wio­na — w koń­cu Hong­kong to jed­no z bar­dziej roz­wi­nię­ty­ch kra­jów świa­ta… A tu taka od­mia­na od tego, do cze­go nas Eu­ro­pa przy­zwy­cza­iła.

  • ale zdję­cia.…..

  • Cie­ka­we i miej­sca­mi za­ska­ku­ją­ce.