Kiedy Polska to za mało — matka w Meksyku

Kiedy Polska to za mało — matka w Meksyku Image

Kiedy Polska to za mało — matka w Meksyku

Jak so­bie po­my­ślę, że mu­szę się prze­do­stać z jed­ne­go koń­ca mia­sta na dru­gi w go­dzi­na­ch szczy­tu, to cza­sem nóż sam w kie­sze­ni się otwie­ra. A mia­sto, któ­re mu­szę prze­mie­rzyć, jest z tych ra­czej ma­ły­ch, z le­d­wo­ścią pre­ten­du­ją­cy­ch do mia­sta wo­je­wódz­kie­go, zaś kor­ki w nich ozna­cza­ją tyl­ko lek­kie spo­wol­nie­nie ru­chu, a nie go­dzin­ny po­stój jaki pa­mię­tam z Lon­dy­nu. Nie, zde­cy­do­wa­nie nie na­da­ję się do miesz­ka­nia w ta­kim przy­kła­do­wo Mek­sy­ku, a szcze­gól­nie w jego sto­li­cy, któ­ra jest naj­więk­szym te­ry­to­rial­nie mia­stem na glo­bie. Za to Ka­ro­li­na z blondynkawmeksyku.blogspot.com bez tru­du od­na­la­zła się w tym gwar­nym miej­scu. Po­znaj­cie co to ozna­cza Mek­syk.

meksyk5

Kon­fa­bu­la: Jak dłu­go miesz­ka­sz już w Mek­sy­ku?
Ka­ro­li­na: W Mek­sy­ku żyję od nie­mal trzech lat. Wy­je­cha­łam do tego kra­ju ze wzglę­du na mek­sy­kań­skie­go chło­pa­ka oraz chęć na­uki hisz­pań­skie­go i zdo­by­cia in­te­re­su­ją­ce­go do­świad­cze­nia za­wo­do­we­go. Po wie­lu wzlo­ta­ch i upad­ka­ch wszyst­ko uda­ło mi się osią­gnąć, dzię­ki cze­mu jesz­cze w tym roku będę pod­cho­dzić do eg­za­mi­nów ję­zy­ko­wy­ch i za­wo­do­wy­ch, któ­re ofi­cjal­nie udo­ku­men­tu­ją zdo­by­te, nowe umie­jęt­no­ści. Te zaś nie­wąt­pli­wie bar­dzo się przy­da­dzą w przy­szło­ści, kie­dy będę wra­cać z po­wro­tem do oj­czy­stej zie­mi.

meksyk6

Kon­fa­bu­la: Do cze­go po pierw­szym zde­rze­niu z nową rze­czy­wi­sto­ścią naj­trud­niej się przy­zwy­cza­ić?
Ka­ro­li­na: Ogrom­nie zdzi­wi­ła mnie ogrom­na ilo­ść lu­dzi co­dzien­nie prze­wi­ja­ją­cej się trans­por­tem pu­blicz­nym i ich wal­kę o miej­sce w wagonie/pojeździe oraz brak roz­kła­dów jaz­dy. Mi­łym za­sko­cze­niem było zaś względ­nie dużo ma­ły­ch par­ków roz­miesz­czo­ny­ch po ca­łym mie­ście, w któ­ry­ch moż­na na chwi­le od­po­cząć od sza­leń­cze­go dnia pra­cy i ode­tchnąć nie­co śwież­szym po­wie­trzem.

meksyk4

Kon­fa­bu­la: Sko­ro mi­ni­mal­na dzien­na pła­cą to ok 70 mek­sy­kań­ski­ch pe­sos (MXN) to jak to się ma do co­dzien­ny­ch za­ku­pów?
Ka­ro­li­na: Mek­sy­ka­nie nie je­dzą ta­kie­go chle­ba, jaki mamy w Pol­sce. Za­mia­st nie­go kon­su­mu­ją buł­ki (bo­lil­lo, ok 1,5–3MXN/szt) lub ku­ku­ry­dzia­ne tor­til­le (12MXN/kg). Mle­ko to wy­da­tek 11–25MXN za litr. Litr ben­zy­ny kosz­tu­je tu 14MXN. Wię­cej przy­kła­dów po­da­łam tak­że w moim ar­ty­ku­le na blo­gu („Koszt ży­cia w Mek­sy­ku”). Na miesz­ka­nie trze­ba prze­zna­czyć mie­sięcz­nie 2500–30000 MXN, ale wszyst­ko za­le­ży od dziel­ni­cy, w któ­rej się miesz­ka.

meksyk7

Kon­fa­bu­la: Co cha­rak­te­ry­stycz­ne­go jest w co­dzien­nym ży­ciu i wy­cho­wa­niu dzie­ci w Mek­sy­ku?
Ka­ro­li­na: Wy­da­je mi się, że w Mek­sy­ku wszyst­ko jest na swój spo­sób cha­rak­te­ry­stycz­ne. Jed­nak­że naj­bar­dziej spe­cy­ficz­ny­mi ce­cha­mi są wy­cho­wa­nie i wy­ni­ka­ją­ce z nie­go przy­zwy­cza­je­nia. Duża czę­ść Po­lek zgod­nie bo­wiem od­no­si wra­że­nie, że spo­ty­ka­ją się, tu­dzież już po­ślu­bi­ły tego sa­me­go czło­wie­ka. Po­dob­nie ma się sy­tu­acja co do mek­sy­kań­ski­ch ma­tek, któ­re nie za­wsze wzo­rem Ma­tek Po­lek do­bro dziec­ka przed­kła­da­ją nad swo­je, tyl­ko wy­ko­rzy­stu­ją dziec­ko dla wła­sny­ch ce­lów, uza­leż­nia­ją emo­cjo­nal­nie od sie­bie i ma­ni­pu­lu­ją na­wet wów­czas, gdy już wy­fru­ną z ro­dzin­ne­go gniaz­da. Przy­kła­dów jest tu­taj mnó­stwo: te­le­fo­ny w środ­ku nocy z „proś­bą” o szyb­ki przy­jazd, gdyż „umie­ra­ją”, trak­to­wa­nie dziec­ka jako sa­kiew­ki bez dna, bo naj­le­piej ro­dzi­com od­dać 100% swo­ich za­rob­ków, czy wresz­cie nie­li­cze­nie się z moż­li­wo­ścia­mi re­al­ny­mi do­ro­słej po­cie­chy w imię za­sa­dy „za­staw się, a po­staw się” (moto ży­cio­we więk­szo­ści mek­sy­kań­skie­go, za­dłu­żo­ne­go spo­łe­czeń­stwa).

meksyk10
Po­nad­to w ży­ciu co­dzien­nym po­tra­fią być nad wy­raz iry­tu­ją­ce mek­sy­kań­skie kom­plek­sy wy­ni­ka­ją­ce po czę­ści z hi­sto­rii tego na­ro­du, jak i wspo­mnia­ne­go wy­cho­wa­nia. Ko­rzy­sta­jąc z pu­blicz­ne­go trans­por­tu sta­ram się nie ko­men­to­wać nie­któ­ry­ch za­cho­wań lu­dzi — a zwłasz­cza ko­biet — bo we­dług men­tal­no­ści więk­szo­ści z nich jako ob­co­kra­jo­wiec nie mam do tego pra­wa. Na­wet w przy­pad­ku po­sia­da­nia ra­cji w ob­li­czu kon­flik­tu Me­xi­ca­na-Extran­je­ra czy Me­xi­ca­no-Extran­je­ro oso­by trze­cie łą­cza się w bólu swe­go po­bra­tym­ca i zjed­no­cze­ni rzu­ca­ją się na „pa­skud­ne­go i za­wsze złe­go grin­go”.

meksyk8

Kon­fa­bu­la: Jak Po­la­cy są tam po­strze­ga­ni?
Ka­ro­li­na: Po­la­cy są po­strze­ga­ni przez pry­zmat pa­pie­ża Jana Paw­ła II. Je­że­li się wspo­mni, że jest się z Pol­ski, to au­to­ma­tycz­nie łą­czą nas z nim i sta­ją się bar­dzo ser­decz­ni. War­to ten fakt cza­sem wy­ko­rzy­stać dla wła­sny­ch ce­lów.

meksyk9

Kon­fa­bu­la: Zda­rza­ły Ci się śmiesz­ne wpad­ki pod­czas po­by­tu w Mek­sy­ku?
Ka­ro­li­na: Na sa­mym po­cząt­ku, gdy uczy­łam się ję­zy­ka hisz­pań­skie­go, wpra­wia­łam w ogrom­ną ra­do­ść Mek­sy­ka­nów prze­krę­ca­jąc nie­któ­re wy­ra­zy (cza­sem ce­lo­wo, aby roz­ła­do­wać at­mos­fe­rę czy wy­wo­łać uśmie­ch na twa­rzy). I tak za­mia­st „Ham­bur­gu­esas al car­bón” („Gril­lo­wa­ne ham­bur­ge­ry”) mó­wi­łam „Ham­bur­gu­esas al ca­bron” („Ham­bur­ge­ry we­dług dra­nia”), tu­dzież prze­krę­ca­łam na­zwi­sko mek­sy­kań­skie­go bo­ha­te­ra na­ro­do­we­go — Ma­nu­ela Hi­dal­go na Hi­ga­do („wą­tro­ba”).

meksyk11
Raz tak­że zda­rzy­ła mi się śmiesz­na hi­sto­ria. Cze­ka­jąc raz na au­to­bus zo­ba­czy­łam chło­pa­ka idą­ce­go na kon­went Co­splaya w stro­ju Ascha z ple­ca­kiem Pi­kat­chu. W pew­nym mo­men­cie wy­pa­dł mu pokeball,czego nie za­uwa­żył. Idą­cy w prze­ciw­nym kie­run­ku chło­pak pod­nió­sł pi­łecz­kę i wo­łał do stu­den­ta:
— Hej, coś Ci wy­pa­dło!
Ci­sza. Nie za­re­ago­wał.
— Hej, kul­ka Ci wy­pa­dła, cze­kaj!
Nic, da­lej nie re­agu­je.
— Hej, Pi­kat­chu! — za­dzia­ła­ło. Nie tyl­ko na co­spley­era, ale tak­że na wszyst­ki­ch ze­bra­ny­ch na przy­stan­ku, bo ryk­nę­li śmie­chem.

meksyk3

Kon­fa­bu­la: Co war­to za­brać ze sobą, by czuć się jak w domu?
Ka­ro­li­na: War­to za­brać ze sobą kawę zbo­żo­wą (któ­ra Mek­sy­ka­nie rów­nież uwiel­bia­ją), pta­sie mlecz­ko, her­ba­tę z me­li­sy, su­szo­ne wa­rzy­wa na ro­sół (zwłasz­cza ko­rze­nie pie­trusz­ki i se­le­ra, któ­re są tu­taj nie­osią­gal­ne) i barsz­cz bia­ły lub żu­rek w prosz­ku. Jak jeż­dżę do Pol­ski to za­wsze za­bie­ram ze sobą do­dat­ko­wo pol­skie sy­rop­ki, gdyż tu­tej­sze sma­ku­ją okrop­nie. Inne ra­ry­ta­sy jak chrzan, cze­ko­la­dy, al­ko­hol są do­stęp­ne, acz­kol­wiek za dużo wyż­szą cenę.

meksyk2

Fot. 1 Ms. Pho­enix, Fo­to­gra­fie po­zo­sta­łe Russ Bow­lingCC BY 2.0


Je­śli lu­bisz po­dróże z pal­cem po ma­pie, co śro­dę za­pra­szam na wy­prawę z jed­ną z Pol­ek miesz­ka­ją­cych za gra­nicą. Wpi­sy już pu­bli­ko­wane znaj­dzie­cie tu.

Autor | moniowiec Komentarze | 2 Data | 30 marca 2016

kategorie i tagi

W kategorii: Wywiady

Otagowano:

  • Czy­ta­jąc Wa­szą roz­mo­wę prze­nio­słam się my­śla­mi w mek­sy­kań­skie re­jo­ny 🙂 Uwiel­biam po­dró­żo­wać (choć uda­je mi się to sta­now­czo rza­dziej niż bym chcia­ła) i za każ­dym ra­zem jak mam moż­li­wo­ść po­zna­nia in­nej kul­tu­ry czy za­cho­wań je­stem pod­eks­cy­to­wa­na na mak­sa! 🙂 Ale chy­ba nie po­tra­fi­ła­bym wy­je­chać i za­miesz­kać gdzie in­dziej niż ro­dzin­ny kraj. Po­dzi­wiam wszyst­ki­ch, któ­rzy mają taką od­wa­gę 🙂

  • Ale tam ko­lo­ro­wo!!! Bra­ku­je mi te­raz ta­ki­ch ko­lo­rów, u nas sza­ro i buro :/