Matka w Chinach — Kiedy Polska to za mało

Matka w Chinach — Kiedy Polska to za mało Image

Matka w Chinach — Kiedy Polska to za mało

- Mamo, gdzie zro­bio­no tą zabawkę?
— W Chinach.
— A to skąd?
— Z Chin.
— A ta grzechotka?
— Z Tajwanu.
— A gdzie to?
— Koło Chin…

Też cza­sem się Wam wy­da­wa­ło, że Chi­ny nas ota­cza­ją? Mamy ubra­nia z Chin, za­baw­ki z Chin, ar­ty­ku­ły pa­pier­ni­cze z Chin. Elek­tro­ni­ka i sa­mo­cho­dy też co­raz czę­ściej są z Chin. Tru­skaw­ki są z Chin… A co je­śli ota­cza­li by nas jesz­cze Chiń­czy­cy? Kak­cia opo­wie jak to jest.

Kon­fa­bu­la: Od kie­dy za­czę­ła się Two­ja przy­go­da z Chinami?
Kak­cia: Pierw­szy raz przy­je­cha­łam tu w la­tach 90-tych na sty­pen­dium ję­zy­ko­we, ale wie­le z tego okre­su nie pa­mię­tam. Obec­ny po­byt za­czął się pra­wie 9 lat temu, z cze­go ostat­nie 7 w Szan­gha­ju. Mia­sto zmie­nia się bez ustan­ku. Rok­rocz­nie otwie­ra­ne są nowe li­nie me­tra. W grud­niu do­da­no dwie nowe. Na chwi­lę obec­ną jest 14 linii.

Kon­fa­bu­la: Co Cię zdzi­wi­ło w tak od­le­głym kraju?
Kak­cia: Ja się wiecz­nie dzi­wię! To jest mot­to mo­je­go blo­ga „będę tu tak dłu­go, aż nie prze­sta­nę się dzi­wić”. Choć te­raz pew­ne rze­czy mi już spo­wszech­nia­ły i sama nie je­stem pew­na, czy w ogó­le są dziw­ne. Na przy­kład tem­pe­ra­tu­ry w stycz­niu. Była to nie­nor­mal­nie sro­ga zima, czy­li na­wet -9. Ta­kich tem­pe­ra­tur nie za­no­to­wa­no w Szan­gha­ju od kil­ku­dzie­się­ciu lat. A w tej czę­ści Chin nie ma ogrze­wa­nia. Moż­na się do­grze­wać kli­ma­ty­za­to­ra­mi, któ­re mają funk­cje ogrze­wa­nia. To nie to samo, co cen­tral­ne ogrze­wa­nie, ale za­wsze coś.
Pra­cu­ję w szko­le. Co zimę zma­gam się z tym sa­mym pro­ble­mem. Moi ucznio­wie wzbra­nia­ją się przed włą­cza­niem kli­ma­ty­za­to­ra. Bła­gam, pro­szę, ar­gu­men­tu­ję, że jest mi strasz­nie zim­no. Im dla od­mia­ny jest za go­rą­co. Dla­cze­go? Bo nie mają zwy­cza­ju zdej­mo­wać w po­miesz­cze­niach kur­tek! W ta­kim prze­pad­ku na po­cząt­ku za­wsze pro­po­nu­ję: „Go­rą­co Ci, zdej­mij pro­szę kurt­kę”. Co jed­nak je­śli dziec­ku na­dal go­rą­co? Kie­dyś mó­wię do jed­ne­go chłop­ca: „To zdej­mij jesz­cze ten swe­ter”, a on na to: „Nie mogę, pod spodem mam pi­ża­mę”. Ale to było daw­no temu, te­raz by mnie to nie zdziwiło.

Kon­fa­bu­la: Je­śli już je­ste­śmy przy szko­le to jak wy­glą­da szkol­nic­two w Szanghaju?
Kak­cia: Dzie­ci mają tyl­ko je­den obo­wią­zek – uczyć się. Prak­tycz­nie więk­szość cza­su spę­dza­ją w szko­le i na na­uce. Ostat­nio obej­rza­łam do­ku­ment BBC „Are our kids to­ught eno­ugh, Chi­ne­se Scho­ol”. Do­ku­ment przed­sta­wia eks­pe­ry­ment w jed­nej z bry­tyj­skich szkół. Za­pro­szo­no tam Chiń­skich na­uczy­cie­li, by uczy­li 50-cio­ro dzie­ci ko­rzy­sta­jąc z chiń­skich me­tod edu­ka­cyj­nych. Za­py­ta­łam po­tem mo­ich uczniów, czy przed­sta­wio­ne w fil­mie fak­ty od­po­wia­da­ją chiń­skim re­aliom. Oka­za­ło się, że w pew­nym sen­sie tak, ale są bar­dzo zła­go­dzo­ne. Na przy­kład w Chiń­skich szko­łach pa­nu­je wy­jąt­ko­wy ry­gor (nie mogę so­bie tego wy­obra­zić, bo na mo­ich, po­za­lek­cyj­nych za­ję­ciach, w kla­sie cza­sa­mi pa­nu­je ist­ny cha­os). Dzie­ci sie­dzą i nie py­ta­ne nie od­zy­wa­ją się, nie dys­ku­tu­ją z na­uczy­cie­la­mi, a kar w po­sta­ci sta­nia w ką­cie boją się ogrom­nie, bo to już tyl­ko je­den krok od za­wia­do­mie­nia ro­dzi­ców. A jak do­wie­dzą się ro­dzi­ce, to już ko­niec. W Chi­nach jest ogrom­na kon­ku­ren­cja, więc dzie­ci od naj­młod­szych lat mają ol­brzy­mią pre­sję na na­ukę, by w przy­szło­ści zdo­być do­brą pra­cę, a na sta­rość utrzy­mać ro­dzi­ców. Jak za­wsze w oko­li­cy wa­ka­cji let­nich, czy zi­mo­wych fe­rii py­tam mo­ich uczniów o pla­ny na wol­ny czas. Zwy­kle od­po­wiedź jest jed­na: „Będę ro­bić za­da­nia do­mo­we”. Czy Chiń­skie dzie­ci cie­szą się na fe­rie? Tyl­ko te, któ­re wy­bio­rą się z ro­dzi­ca­mi w da­le­kie po­dró­że do Ame­ry­ki, Au­stra­lii, Eu­ro­py, po­zo­sta­li wa­ka­cji nie lu­bią, bo to ozna­cza wię­cej za­dań do od­ro­bie­nia (poza tymi za­da­wa­ny­mi w szko­le, są jesz­cze za­da­nia za­da­wa­ne przez ro­dzi­ców) i cały plan za­jęć po­za­lek­cyj­nych, an­giel­ski, chiń­ski, ma­te­ma­ty­ka, pia­ni­no, cza­sa­mi ja­kieś za­ję­cia spor­to­we. W więk­szo­ści przy­pad­ków, gdy py­tam dzie­ci o za­in­te­re­so­wa­nia, hob­by to prze­czą­co ki­wa­ją gło­wa­mi. Na ta­kie rze­czy nie ma już cza­su. Dla przy­kła­du w szko­le śred­niej ucznio­wie są w szko­le już od 7:30, a do domu wra­ca­ją do­pie­ro o 18:00, a na tym dzień się nie kończy…

Kon­fa­bu­la: Ja­kie są Chi­ny i Chińczycy?
Kak­cia: Kie­dyś Chi­ny ko­ja­rzy­ły się z ro­we­ra­mi. Te­raz Chiń­scy zna­jo­mi ki­wa­ją z po­dzi­wem gło­wa­mi jak do­wia­du­ją się, ze co­dzien­nie jeż­dżę ro­we­rem. Obec­nie na dro­gach Szan­gha­ju kró­lu­ją sku­te­ry. Do tego nie mogę so­bie przy­po­mnieć, czy w ogó­le wi­dzia­łam w Szan­gha­ju sta­cję ben­zy­no­wą! Ła­twiej by­ło­by mi od­po­wie­dzieć na py­ta­nie ile kosz­tu­je re­je­stra­cja sa­mo­cho­du, bo w prze­ci­wień­stwie do na­szych re­aliów, w Chi­nach ta­bli­ca re­je­stra­cyj­na to ogrom­ny wy­da­tek. W celu ogra­ni­cze­nia ru­chu sa­mo­cho­do­we­go, mie­sięcz­nie wy­da­wa­na jest ogra­ni­czo­na ilość ta­blic re­je­stra­cyj­nych, a ich cena (w Szan­gha­ju) to oko­ło 80.000 yuanów, a na czar­nym ryn­ku osią­ga­ją ceny na­wet po­wy­żej 100.000.

Każ­dy kto pierw­szy raz przy­jeż­dża tu­taj nie może przy­zwy­cza­ić się tak­że do tego, że… Chiń­czy­cy plu­ją na uli­cach. Zwy­czaj bar­dzo przy­kry i nie­este­tycz­ny. Nie wiem jak dłu­go mu­sia­ła­bym tu­taj być, by mi to w koń­cu prze­sta­ło prze­szka­dzać, ale wiem, że 9 lat to za mało.

Kuch­nia Chiń­ska jest bar­dzo zróż­ni­co­wa­na w za­leż­no­ści od re­gio­nu. Ge­ne­ral­nie praw­dą jest, że Chiń­czy­cy je­dzą ryż i to czę­ściej niż my ziem­nia­ki. W po­sta­ci kle­iku je­dzą ryż na­wet na śnia­da­nie. W kuch­ni wy­róż­nia się nor­mal­nie 4 sma­ki: słod­ki, ostry, kwa­śny i sło­ny, ale w kuch­ni chiń­skiej jest jesz­cze je­den: drę­twie­ją­co-ostry. Ten smak w po­tra­wach daje przy­pra­wa pieprz sy­czu­ań­ski i albo się ją lubi, albo nie­na­wi­dzi. Jest bar­dzo ostra i po­zo­sta­wia w ustach dziw­ne uczu­cie odrę­twie­nia, a prze­łyk wypala.

Kon­fa­bu­la: Ja­kie za­ku­py moż­na zro­bić za prze­cięt­ną chiń­ską pensję?
Kak­cia: Za­cznij­my od tego, że nie wszyst­ko tu jest ta­kie jak w Pol­sce. Przy­zwy­cza­je­nia ży­wie­nio­we spra­wia­ją, że nie­któ­re ar­ty­ku­ły spo­żyw­cze są droż­sze niż powinny.
Ceny bo­chen­ka chle­ba nie znam! Jak przy­je­cha­łam tu w 2007, to chleb moż­na było ku­pić tyl­ko w Car­re­fo­ur, a on był bar­dzo da­le­ko od domu i naj­wy­żej raz w ty­go­dniu, jeź­dzi­ło się na więk­sze za­ku­py, tak­sów­ką przez pół mia­sta, to przy oka­zji moż­na było i chleb ku­pić. W Szan­gha­ju jest ina­czej i tu moż­na ku­pić na­wet coś co w sma­ku jest bar­dzo zbli­żo­ne do na­sze­go chle­ba. Są tu roz­ma­ite za­gra­nicz­ne pie­kar­nie, któ­re pie­ką chle­by dla ob­co­kra­jow­ców, bo dla Chiń­czy­ków skór­ka na na­szym chle­bie jest za twar­da i ra­czej go nie je­dzą. Oni mają swój to­sto­wy, któ­ry sma­ku­je jak słod­ka gąb­ka. Pró­bo­wa­łam raz wie­le lat temu i dru­gi raz się nie sku­szę. To jed­na z waż­nych lek­cji w Chi­nach – rze­czy nie sma­ku­ją tak jak wy­glą­da­ją (tu hi­sto­ria na ten te­mat: Cu­kier­ki Pu­łap­ki). Ten chleb z za­gra­nicz­nych pie­kar­ni, może kosz­to­wać oko­ło 30 – 40 yuanów. Ja orien­tu­ję się na­to­miast w ce­nach ma­szyn do wy­pie­ku chle­ba, po pro­stu ku­pi­łam daw­no temu jed­ną za 300 yuanów i jak mam ocho­tę na chleb, to sama pie­kę. (na świe­żych droż­dżach przy­wie­zio­nych z Pol­ski i za­mro­żo­nych, bo tu moż­na do­stać tyl­ko suszone).

Mle­ko to też te­mat rze­ka. Kil­ka lat temu (w 2008 roku) wy­bu­chła afe­ra, bo fir­my pro­du­ku­ją­ce mle­ko w prosz­ku do­da­wa­li do nie­go me­la­mi­nę, w efek­cie 54.000 dzie­ci było ho­spi­ta­li­zo­wa­nych, było też kil­ka­na­ście przy­pad­ków śmier­tel­nych*. Spro­wa­dza­nie mle­ka w prosz­ku dla nie­mow­ląt z za­gra­ni­cy to na­dal wiel­ki biz­nes. Co­dzien­nie rze­sze „mró­wek” prze­kra­cza­ły gra­ni­cę mię­dzy Chi­na­mi, a spe­cjal­ną stre­fą Hong­kong z tor­ba­mi peł­ny­mi pu­szek z mle­kiem, aż w koń­cu Hong­kong na­rzu­cił ogra­ni­cze­nia na jego wy­wóz. Cena li­tra mle­ka jest więc też róż­na. Lo­kal­ne mle­ko moż­na do­stać już za oko­ło 10–12 yuanów, za­gra­nicz­ne bę­dzie kosz­to­wać oko­ło 20 yuanów. Ale jest też twór po­śred­ni mle­ko „za­gra­nicz­ne”. Dla­cze­go w cu­dzy­sło­wie, bo na­zwa wy­glą­da na za­gra­nicz­ną, ale za gra­ni­cą ta­kich ma­rek nie ma. Ist­nie­je dość duże praw­do­po­do­bień­stwo, że to mle­ko chiń­skie. Jest ono droż­sze od lo­kal­ne­go, ale tań­sze od za­gra­nicz­ne­go. Nie­kie­dy w skle­pach moż­na do­stać na­sze Ła­cia­te, albo Ło­wic­kie! Tak, tak!

Kon­fa­bu­la: A jak miesz­ka się w Szanghaju?
Kak­cia: W te­ma­cie wy­naj­mu to się znam do­brze, bo wła­śnie będę zmie­niać lo­kum. Otóż są tu pięk­ne, czy­ste, lśnią­ce no­wo­ścią osie­dla. Tu cena wy­naj­mu za miesz­ka­nie dwu­po­ko­jo­we to oko­ło 10.000 – 13.000 yuanów. Za dwie sy­pial­nie i sa­lon trze­ba bę­dzie za­pła­cić ok. 15.000 – 20.000.
W blo­ku chiń­skim, sza­rym i brud­nym, tak że jak za­jeż­dża się win­dą na wyż­sze pię­tro czło­wiek ma wra­że­nie, że zje­chał do piw­ni­cy za ka­wa­ler­kę na­dal trze­ba za­pła­cić pra­wie 6.000. Jed­nak je­śli od­da­lić się tro­chę od ści­słe­go cen­trum, ceny na lo­kal­nych osie­dlach spa­da­ją na­wet do 4.000 (za kawalerkę).
No i cie­ka­wost­ka do­ty­czą­ca po­szu­ki­wa­nia miesz­ka­nia. Oglą­dam ład­nie od­no­wio­ne, czy­ste miesz­kan­ko w sta­rym chiń­skim blo­ku. Za­uwa­żam pral­kę i mam oba­wy, że to lo­kal­ny mo­del, więc py­tam: „Pral­ka tyl­ko na zim­ną wodę?” Go­spo­darz na to zdzi­wio­ny: „A na jaką ma być?”. „Cie­płą”. On za­sko­czo­ny jesz­cze bar­dziej: „Na cie­płą?? Nie sły­sza­łem o ta­kich pral­kach!” Taka kon­wer­sa­cja może zdzi­wić ko­goś kto do­pie­ro przy­je­chał do Chin, ja mach­nę­łam ręką, bo wiem, że pral­ki na cie­płą wodę są już co­raz bar­dziej po­pu­lar­ne w Szanghaju.

Kon­fa­bu­la: Jak Po­la­cy są tam postrzegani?
Kak­cia: Gdy na py­ta­nie: „Skąd je­steś” od­po­wia­dam, że z Pol­ski, to czę­sto w od­po­wie­dzi sły­szę: „Hao di­fang”, co ozna­cza „do­bre miej­sce”, ale to od­po­wiedź ra­czej wy­mi­ja­ją­ca, świad­czą­ca o tym, że mój roz­mów­ca nie ma po­ję­cia gdzie leży Pol­ska. No cóż nie wi­nię Chiń­czy­ków za to, bo nasz 40 mi­lio­no­wy kraj, to taki tro­chę więk­szy Szan­ghaj (sza­cu­je się, że Szan­ghaj za­miesz­ku­je oko­ło 30 mln miesz­kań­ców). Ci któ­rzy się tro­chę w sy­tu­acji geo­gra­ficz­no-po­li­tycz­nej orien­tu­ją, py­ta­ją, czy na­dal je­ste­śmy pań­stwem ko­mu­ni­stycz­nym, a do­wie­dziaw­szy się, że nie wzdy­cha­ją, „O to te­raz wam pew­nie dobrze…”.

Kon­fa­bu­la: Naj­śmiesz­niej­sza sy­tu­acja zwią­za­na z miesz­kań­ca­mi Szan­gha­ju to…?
Kak­cia: W mo­rzu ma­łych, czar­no­wło­sych chiń­skich głó­wek moje buj­ne blond loki dość znacz­nie się wy­róż­nia­ją. Kie­dyś roz­ba­wi­ła mnie sy­tu­acja kie­dy idą­cy na­prze­ciw­ko mnie mło­dy czło­wiek tak się na nie za­pa­trzył, że wszedł na słup elek­trycz­ny. Ale to nie wszyst­ko. Pew­ne­go razu wra­ca­łam do domu ro­we­rem. Uli­ce były już pu­ste, bo i pora póź­na. Jadę ra­do­śnie, włos roz­wia­ny… Na­gle wy­prze­dził mnie czło­wiek na mo­to­rze z pa­pie­ro­sem w ką­ci­ku ust. Ob­ra­ca do tyłu gło­wę i po­nęt­nie za­cze­pia wo­ła­jąc: „Hal­lo” (nie upusz­cza­jąc przy tym pa­pie­ro­sa), nim ob­ró­cił się zno­wu do przo­du wpadł na tak­sów­kę, któ­ra aku­rat za­trzy­ma­ła się by wy­sa­dzić gości.

Kon­fa­bu­la: Cięż­ko pew­nie spa­ko­wać się ja­dąc do Chin. Co byś po­le­cia­ła by za­brać ze sobą by czuć się jak w domu?
Kak­cia: Na po­cząt­ku przy­wo­zi­łam wszyst­ko co zmie­ści­ło się do wa­liz­ki. Te­raz je­stem bar­dziej roz­sąd­na, przy­wo­żę kre­my (tu­tej­szym ko­bie­tom bar­dzo za­le­ży na wy­bie­la­niu cery, więc kre­my nie­wy­bie­la­ją­ce są trud­no do­stęp­ne), ge­ne­ral­nie ko­sme­ty­ki, no i droż­dże. Moi zna­jo­mi przy­wo­żą wę­dli­ny, a na­wet bia­ły ser. Ostat­nio do­sta­łam bar­dzo cen­ny pre­zent – ki­lo­gram mąki or­ki­szo­wej. Mąka pszen­na jest ogól­nie do­stęp­na, ale o bar­dziej wy­szu­ka­ne od­mia­ny mąki, to już jest trud­niej. W Chi­nach bar­dzo po­pu­lar­ne jest ro­bie­nie za­ku­pów On­li­ne na plat­for­mie Tao­bao (to ta­kie na­sze Al­le­gro, tyl­ko w ska­li XXL). Na Tao­bao moż­na do­stać do­słow­nie wszyst­ko. Je­dy­ny pro­blem to ist­nie­ją­ce ry­zy­ko pod­ró­bek, ale już od ja­kie­goś cza­su po­ko­na­łam swo­je uprze­dze­nia i na­wet ma­sło, czy żół­ty ser ku­pu­ję przez Internet.

Na ko­niec chcę do­dać, że przed­sta­wi­łam mój wła­sny, su­biek­tyw­ny ob­raz Chin. Tak ja wi­dzę Pań­stwo Środ­ka. Chi­ny są bar­dzo zróż­ni­co­wa­ne, ogrom­ne są dys­pro­por­cje spo­łecz­ne, więc nie każ­dy kto tu przy­je­dzie zgo­dzi się z moim opi­sem i ma do tego pra­wo. Wię­cej in­for­ma­cji na: kakcia.blox.pl.

* Źró­dło Wi­ki­pe­dia

Fot. Mr Think­tank, CC BY 2.0


Je­śli lu­bisz po­dróże z pal­cem po ma­pie, co śro­dę za­pra­szam na wy­prawę z jed­ną z Pol­ek miesz­ka­ją­cych za gra­nicą. Wpi­sy już pu­bli­ko­wane znaj­dzie­cie tu.

Autor | moniowiec Komentarze | 5 Data | 6 kwietnia 2016

kategorie i tagi

W kategorii: Wywiady

Otagowano:

  • Su­per foty i bar­dzo cie­ka­wa opowieść!

  • Za­nim prze­czy­ta­łam wy­wiad, po­my­śla­łam, że na­pi­szę coś mą­dre­go o chińsz­czyź­nie w Pol­sce, a oka­za­ło się, że tekst był zu­peł­nie o czymś in­nym 🙂 Ale prze­czy­ta­łam z za­cie­ka­wie­niem. No i jesz­cze wspo­mnę o chiń­skich bie­dron­kach, któ­re pra­wie wy­par­ły już tez na­sze czer­wo­ne w czar­ne kropki 🙁

    • Ja swe­go cza­su do­zna­łam szo­ku, że opła­ca się w cza­sie zbio­rów tru­ska­wek w Pol­sce ścia­gać chiń­skie tru­skaw­ki bo taniej!

  • cie­ka­wy wpis, pozdrawiam:)