Przydałby się klaps, bo tak najlepiej uspokoić dziecko

Przydałby się klaps, bo tak najlepiej uspokoić dziecko Image

Przydałby się klaps, bo tak najlepiej uspokoić dziecko

Z Ewą przy­jaź­ni­my się wir­tu­al­nie już po­nad 9 lat. Nasi sy­no­wie są w tym sa­mym wie­ku. Oby­dwie mia­ły­śmy ter­mi­ny po­ro­dów na ten sam dzień, ale jej An­drzej jest star­szy, gdyż uro­dził się jako wcze­śniak. To spo­wo­do­wa­ło, że dość dłu­go miał kło­po­ty ze zdro­wiem. Wła­ści­wie do dziś. Ni­gdy się nie spo­tka­ły­śmy na żywo, gdyż dzie­ci nas zbyt duża ilo­ść ki­lo­me­trów, jed­nak mamy ze sobą tyle prze­ga­da­ny­ch dni, że zna­my się jak łyse ko­nie. Pew­ne­go dnia Ewa opo­wie­dzia­ła mi hi­sto­rię, któ­ra na całe ży­cie utkwi jej w pa­mię­ci.

Przez wie­le lat Ewa by­wa­ła świad­kiem uspo­ka­ja­nia na róż­ne spo­so­by dzie­ci, któ­re mia­ły na­pad zło­ści w miej­scu pu­blicz­nym. Za­wsze cie­szy­ła się, że to nie jej dziec­ko i bę­dąc już w cią­ży de­li­kat­nie gła­dzi­ła brzu­ch. „Ty nie bę­dzie­sz taki, mama Cię wy­cho­wa le­piej!”. A po­tem uro­dził się An­drzej…

Wraz z mi­ło­ścią do syna na­de­szły też pro­ble­my. Kie­dy An­drzej stał się przed­szko­la­kiem zdia­gno­zo­wa­no u nie­go au­ty­zm. W ten spo­sób Ewa sta­ła się ro­dzi­cem dziec­ka, któ­re mie­wa­ło na­pa­dy zło­ści w miej­sca­ch pu­blicz­ny­ch.

Kie­dy miał gdzieś 6 lat za­bra­ła go do cen­trum han­dlo­we­go. Wie­dzia­ła, że kusi los. Aku­rat tego dnia byli u den­ty­sty. Wi­zy­ta u sto­ma­to­lo­ga bywa trud­na dla każ­de­go sze­ścio­lat­ka, a szcze­gól­nie dla au­ty­sty­ka, któ­ry bywa nad­wraż­li­wy na dźwię­ki czy nowe sy­tu­acje. Wpraw­dzie jej syn po­ra­dził so­bie cał­kiem do­brze, ale nie wie­dział, że za­mia­st do domu, tra­fi do skle­pu. Miej­sca, któ­re jest peł­ne gwa­ru, świa­teł, lu­dzi, no­wy­ch rze­czy. Dla Ewy to tyl­ko sklep, je­den przy­sta­nek i do domu.

Spra­wy nie po­szły tak gład­ko jak pla­no­wa­ła. W ko­lej­ce do kasy An­drzej do­stał na­pa­du zło­ści, bo nie po­ukła­dał pro­duk­tów na ta­śmie w ide­al­nym rząd­ku. Nor­mal­nie w ta­kiej sy­tu­acji Ewa bra­ła go za rękę i wy­cho­dzi­li. Tym ra­zem jed­nak nie mo­gli so­bie na to po­zwo­lić. Przed bu­dyn­kiem już cze­ka­ła już jej mama, z któ­rą mie­li je­chać do domu zmie­nić opa­tru­nek na ręce. Na ta­śmie le­ża­ły tak­że ban­da­że.

Ewa ja­koś wy­trzy­ma­ła tak­su­ją­cy ją wzrok in­ny­ch ko­lej­ko­wi­czów i ich po­stę­ki­wa­nia na to, jak te­raz są dzie­ci wy­cho­wy­wa­ne. An­drzej w tym cza­sie wił się na pod­ło­dze po­mię­dzy nią a wóz­kiem, drąc się w nie­bo gło­sy. Do sa­mo­cho­du tak­że wle­kł się za nią, a wła­ści­wie czoł­gał, krzy­cząc. Na­wet spa­dł mu but, co spo­wo­do­wa­ło jesz­cze więk­szy na­pad zło­ści.

Je­dy­ne o czym Ewa my­śla­ła, to aby we­pchnąć go do sa­mo­cho­du. Jed­nak pod­czas ata­ku w An­drze­ja wstę­po­wa­ły nad­ludz­kie siły. Tak bar­dzo wił się i wy­gi­nał, że nie mo­gła usa­do­wić go na sie­dze­niu. Mama nie mo­gła po­móc, ze wzglę­du na cho­rą rękę. Drzwi od sa­mo­cho­du były otwar­te po obu stro­na­ch, każ­dy więc wi­dział co dzie­je się w ich sa­mo­cho­dzie.

Na­gle z da­le­ka zo­ba­czy­ła idą­cą pro­sto w jej stro­nę ko­bie­tę. Już my­śla­ła, że za­raz we­zwie po­li­cję do bied­ne­go, mal­tre­to­wa­ne­go dziec­ka albo po­wie jej, że jest okrop­ną mat­ką sko­ro nie może po­ra­dzić so­bie z sy­nem. Jed­nak ona za­py­ta­ła czy może po­móc. Ewa po­czu­ła łzy na po­licz­ka­ch i przy­tak­nę­ła.

We dwie za­pię­cie pa­sa­mi An­drze­ja za­ję­ło im za­le­d­wie pięć mi­nut. Po ca­łej ak­cji za­py­ta­ła czy przy­pad­kiem syn Ewy nie jest au­ty­sty­kiem. Ewa po­twier­dzi­ła. Oka­za­ło się, że dziec­ko tej ko­bie­ty tak­że ma zdia­gno­zo­wa­ny au­ty­zm. Pod­czas gdy An­drzej miał na­pad zło­ści sta­ła w in­nej ko­lej­ce do kasy. Ktoś za nią skwi­to­wał całe zaj­ście kie­dyś to wy­star­czył klaps, a te­raz dzie­ci mogą w skle­pie cyrk wy­pra­wiać” i nie wy­trzy­ma­ła. Od­wró­ci­ła się i po­wie­dzia­ła za­sko­czo­ne­mu męż­czyź­nie: „Nie ma Pan pra­wa oce­niać ani mat­ki, ani tego dziec­ka! On może być cho­ry i Pan o tym na­wet nie wie!”.

Ewa zda­ła so­bie spra­wę, że była to jak do­tąd pierw­sza oso­ba, któ­ra nie tyl­ko po­mo­gła jej w uspo­ko­je­niu syna, ale na­wet bro­ni­ła ją przed osą­dem in­ny­ch.

Ewa po­dzię­ko­wa­ła ko­bie­cie. Ale to nie było wszyst­ko. Ko­bie­ta po­pro­si­ła, by Ewa po­cze­ka­ła chwi­lę i sama po­bie­gła do swo­je­go sa­mo­cho­du, gdzie cze­kał na nią mąż z jej au­ty­stycz­nym sy­nem. Wró­ci­ła z kar­tecz­ką, na któ­rej na­pi­sa­ła swój nu­mer te­le­fo­nu i imię.
— Gdy­byś kie­dyś po­trze­bo­wa­ła po­mo­cy, albo cho­ciaż wspól­nej za­ba­wy to dzwoń!

Od tego cza­su w te­le­fo­nie Ewy zna­leźć moż­na kon­takt pod­pi­sa­ny „Ania – Cen­trum Han­dlo­we”, a An­drzej zy­skał no­we­go ko­le­gę. I jego ro­dzi­nę, któ­rej nie prze­ra­ża­ją ata­ki zło­ści. Bo ni­gdy nie wie­sz kogo spo­tka­sz na swo­jej dro­dze.

Fot. ry­sun­ku Rem­brand­ta Art Gal­le­ry Erg­sArt — by Erg­Sap, CC 0

Autor | moniowiec Komentarze | 5 Data | 14 października 2016

kategorie i tagi

W kategorii: Dla dorosłych

Otagowano:

  • Przy­naj­mniej do­brze się skoń­czy­ła ta hi­sto­ria.

  • Sar­ka­zm przy ka­wie

    Nie wiem, czy bar­dziej win­ne jest nie­wy­edu­ko­wa­ne spo­łe­czeń­stwo (nie sły­sze­li w ży­ciu sło­wa au­ty­zm) czy po pro­stu na­sza skłon­no­ść do oce­nia­nia ob­cy­ch lu­dzi po po­zo­ra­ch.

  • Cu­dow­nie, że tra­fi­ła na po­krew­ną du­sze, a ma­lu­ch zy­skał ko­le­gę 🙂

  • Lid­ka Pa­lu­sin­ska

    cie­ka­wy, bar­dzo mą­dry wpis. Je­sli kie­dyś będę świad­kiem ta­kiej sce­ny na pew­no ina­czej na to spoj­rzę:) Dzię­ki:)

  • Jak za­wsze- mą­dry wpis.
    By­łam świad­kiem po­dob­nej sy­tu­acji w CH. Chło­piec wście­kł się i rzu­cił na pod­ło­gę, po­ło­żył na brzu­chu i za­tkał uszy- krzy­czał do tego okrop­nie. Obok nie­go przy­kuc­nął jego tata, któ­ry cier­pli­wie cze­kał, a mama tuż za nim drep­ta­ła w miej­scu. Wi­dzia­łam, ze chcie­li prze­cze­kać. Lu­dzie sztur­cha­li się i po­ka­zy­wa­li pal­ca­mi, pa­da­ły oczy­wi­ście ko­men­ta­rze typu „bez­stre­so­we wy­cho­wa­nie”. Mat­ka nie wy­trzy­ma­ła i chcia­ła chłop­ca wziąć na ręce- oj­ciec za­pro­te­sto­wał, a mat­ka zro­bi­ła swo­je. Wzię­ła dziec­ko (któ­re za­czę­ło ją ko­pać i się wy­gi­nać) i wy­szła. Nie wiem, czy chło­piec był cho­ry, czy po pro­stu zły, ale wiem jed­no- ro­dzi­ce nie mo­gli za­re­ago­wać na jego za­cho­wa­nie tak, jak za­wsze to ro­bi­li, bo wzrok lu­dzi im nie po­zwo­lił. Nie ukry­waj­my, kie­dy ktoś wy­ty­ka nas pal­ca­mi- nie wy­trzy­mu­je­my i pę­ka­my.