Traktuj dziecko jak dorosłego, ale inaczej

Traktuj dziecko jak dorosłego, ale inaczej Image

Traktuj dziecko jak dorosłego, ale inaczej

Kie­dy ro­dzi się dziec­ko jed­nym z pierw­szych py­tań, za­raz po tym ja­kiej płci i imie­nia jest, po­ja­wia się py­ta­nie do kogo jest po­dob­ne. Czy do ma­mu­si, czy do ta­tu­sia, a może wda­ło się w bab­cię? Jak ro­śnie, wi­dzi­my co­raz wię­cej po­do­bieństw. Tak­że w za­cho­wa­niu. Jed­nak czy po­win­ni­śmy trak­to­wać dziec­ko jak do­ro­słe­go, tyle że o mniej­szym wzro­ście? A może le­piej trak­to­wać dziec­ko jak dziec­ko? Praw­da jak zwy­kle stoi pośrodku.

Traktuj dziecko jak dziecko

Za­sta­na­wia­łam się kie­dyś jak to jest być trak­to­wa­nym jak dziec­ko. Ow­szem, lu­bię do­sta­wać pre­zen­ty, być chwa­lo­na czy jeść sło­dy­cze. Lu­bię też być przy­tu­la­na, ale to już ma swo­je gra­ni­ce. Jed­nak trak­to­wa­nie mnie sa­mej jak dziec­ka by­ło­by moc­no iry­tu­ją­ce. No bo zo­bacz­cie sami:

  • co chwi­lę otrzy­mu­jesz za­ka­zy i na­ka­zy bez żad­ne­go wy­tłu­ma­cze­nia („Nie do­ty­kaj tego!”)
  • igno­ro­wa­ne jest Two­je zda­nie („Pój­dzie­my do par­ku? Nie? No cóż, i tak pójdziemy!”)
  • za­da­ją Ci re­to­rycz­ne py­ta­nia o pa­syw­no-agre­syw­nym pod­ło­żu („Czy duzi chłopcy/dziewczynki płaczą?)
  • na Two­ją fru­stra­cję od­po­wia­da­ją ko­lej­ną daw­ką na­ka­zów i za­ka­zów („Prze­stań się obrażać!”)
  • Two­ja au­to­no­mia jest wła­ści­wie ze­ro­wa („Daj, zro­bię to za Cie­bie, bo jesz­cze coś so­bie zrobisz”)
  • a kary nie mają więk­sze­go sen­su przy­czy­no­wo-skut­ko­we­go („Nie do­ty­kaj akwa­rium, bo za­bio­rę Ci zabawki”)

Pa­trząc na to nie wiem czy wy­trzy­ma­ła­bym jako dziec­ko choć­by ty­dzień – tak bar­dzo róż­ni się trak­to­wa­nie go od trak­to­wa­nia do­ro­słych. Jed­nak czy w ta­kim ra­zie trze­ba trak­to­wać dziec­ko jak dorosłego?

Traktuj dziecko jak dorosłego

Nie cho­dzi tu wca­le o wrę­cza­nie do­wo­dów oso­bi­stych, po­zwa­la­nie na pa­le­nie, pi­cie i ha­zard już od przed­szko­la. Trak­to­wa­nie dziec­ka jak do­ro­słe­go po­win­no przede wszyst­kim ozna­czać trak­to­wa­nie jak peł­no­praw­ne­go czło­wie­ka. Czło­wie­ka, któ­ry ma przy­wi­le­je, pra­wa i obo­wiąz­ki. Na co dzień wy­glą­da­ło­by to mniej wię­cej tak:

Wytłumacz się

Dzie­ci uwiel­bia­ją wszel­kie dla­cze­go i po co. Wy­ko­rzy­staj to! Za­miast stra­szyć czar­ną woł­gą czy in­ny­mi kosz­mar­ka­mi, wy­tłu­macz, że her­ba­ta jest go­rą­ca i się po­pa­rzysz jak ją roz­le­jesz, nie­zna­ny pies może ugryźć, więc py­ta­my wła­ści­cie­la o po­zwo­le­nie po­gła­ska­nia, a ro­bie­nie głu­pich min może ko­goś ura­zić. W ten spo­sób dziec­ko po­zna po­wo­dy, a nie tyl­ko otrzy­ma pu­sty prze­kaz jak „bądź grzeczny”.

Zadawaj pytania

Wie­lu ro­dzi­ców na­rze­ka, że ich dzie­ci nic nie opo­wia­da­ją co dzia­ło się w przed­szko­lu czy szko­le. Nie do­ty­czy to na­sto­lat­ków – one z re­gu­ły chcą utrzy­mać swo­je ży­cie w ta­jem­ni­cy przed ro­dzi­ca­mi i to cał­kiem nor­mal­ne. Jed­nak jak ina­czej moż­na od­po­wie­dzieć na py­ta­nie „co tam w szko­le?” jak nie „do­brze”? I te­mat za­mknię­ty. A prze­cież na­wet wy­szu­ki­war­kę py­ta­my kon­kret­niej jak cze­goś chce­my się do­wie­dzieć. Py­taj­my nie o oce­ny, ale jak mi­nął dzień, czy dzia­ło się coś cie­ka­we­go, w co się ba­wi­li, czy ja­kaś lek­cja była cie­ka­wa itd. I nie znie­chę­caj­my, je­śli dziec­ko nie pa­mię­ta, nie chce po­wie­dzieć, zmy­śli albo twier­dzi, że co­dzien­nie na obiad w przed­szko­lu jest ulu­bio­na pomidorowa.

Daj wybór

De­cy­do­wa­nie za dziec­ko jest o wie­le prost­sze – wy­bie­rze­my prze­cież za­wsze tyl­ko to, co chce­my by dziec­ko ubra­ło, ja­dło, kie­dy się ba­wi­ło i co piło. Ale czy to nie za­pę­dza przy­pad­kiem tak­że Cie­bie w kozi róg? Nie­daw­no u Ar­tie­go no­co­wał ko­le­ga. Rano od­pa­li­li so­bie po ci­chu kom­pu­ter i sie­dzie­li przy grze aż ja się nie obu­dzę. Je­stem przy­zwy­cza­jo­na, że jak Arti wsta­je i jest głod­ny, to so­bie coś na śnia­da­nie zro­bi, choć­by płat­ki z mle­kiem czy ka­nap­kę z dże­mem. Jed­nak kie­dy po go­dzi­nie od mo­je­go wsta­nia żad­ne z nich nie przy­szło do kuch­nie, do jego po­ko­ju wkro­czy­łam z py­ta­niem, czy nie zje­dli­by może ja­kie­goś śnia­da­nia. Od­po­wiedź ko­le­gi mnie zdzi­wi­ła: „Ale nikt nie wo­łał na śnia­da­nie!”. Tak, jak­by ode­bra­no dziec­ku de­cy­do­wa­nie o wła­snym uczu­ciu gło­du. Po­zwa­la­jąc dziec­ku de­cy­do­wać, choć­by to był wy­bór spo­mię­dzy za­le­d­wie dwóch opcji, bu­du­je­my jego po­czu­cie wła­snej war­to­ści i wła­śnie po­dej­mo­wa­nie decyzji.

Daj przestrzeń

Niby wie­my, że aby za­cząć cho­dzić trze­ba się nie raz prze­wró­cić, ale czy na­praw­dę moje dziec­ko musi się prze­wra­cać? Czy mogę po­zwo­lić ba­wić się sa­mo­dziel­nie w po­ko­ju obok? A jak so­bie coś zro­bi? My, do­ro­śli, wie­my co może się przy­da­rzyć, ja­kie za­gro­że­nia czy­ha­ją na na­sze dzie­ci. Do­brze, je­śli nad nimi czu­wa­my. Jed­nak opie­ka nie po­win­na po­le­gać na od­su­wa­niu wszel­kich za­gro­żeń czy prze­ciw­no­ści losu. Bo wte­dy do­cho­dzi­my do de­mo­ni­zo­wa­ne­go wszę­dzie bez­stre­so­we­go wy­cho­wa­nia. Nie jest to wca­le po­za­wa­la­nie dziec­ku na wszyst­ko, a kon­tro­lo­wa­nie wszyst­kie­go i po­zwa­la­nie tyl­ko na to, co nie bu­rzy na­sze­go po­czu­cia bez­pie­czeń­stwa, od­su­wa­jąc na­wet my­śli od za­ka­za­nych re­jo­nów. W za­mian bu­rzy po­czu­cie wła­snej war­to­ści w dziec­ku i bu­dzi prze­ko­na­nie, że cały świat na­le­ży do dziec­ka. Bo w jego prze­ko­na­niu wszyst­ko wol­no. A dziec­ko ro­śnie, ro­sną jego wy­ma­ga­nia, kie­dy na­sze zo­sta­ją na tym sa­mym po­zio­mie. Tak na­praw­dę to my, do­ro­śli, po­win­ni­śmy wy­zbyć się wiecz­ne­go stra­chu o wła­sne dziec­ko. Nie po­ra­dzi so­bie? Bądź przy nim, ale nie rób nic za nie­go je­śli nie pro­si. Bo­isz się o kon­se­kwen­cje? Stwórz ja­kieś pod­sta­wo­we py­ta­nie, na któ­re w ta­kiej sy­tu­acji od­po­wiesz np. „Je­śli moje dziec­ko to ze­psu­je, to bę­dzie mnie kosz­to­wa­ło wię­cej niż 20 zł/ go­dzi­na sprzątania/ bę­dzie je bo­la­ło tak jak rana cię­ta?” (wszyst­ko tu za­le­ży od Two­je­go budżetu/ cza­su wolnego/ wy­trzy­ma­ło­ści na ból i Two­jej empatii).

Ćwicz defensywność w wychowaniu

Kom­pro­mis jest bar­dzo waż­ny w wy­cho­wa­niu. Je­śli za­ak­cep­tu­jesz, że dziec­ko to taki mały do­ro­sły, to zro­zu­miesz, że może chcieć wła­sny port­fel i za­rzą­dzać pie­niędz­mi (za­miast brać je z Two­je­go) czy że bia­łe ścia­ny trak­tu­je jak kart­ki pa­pie­ru (cze­mu nie zro­bić jed­nej ścia­ny po­kry­te far­bą ta­bli­co­wą?). Pa­mię­ta­jąc, że dziec­ko jed­nak do koń­ca do­ro­słym nie jest war­to stwo­rzyć spe­cjal­ną bi­blio­tecz­kę na dzie­cię­ce ksią­żecz­ki, za­miast wal­czyć z dar­ciem wła­snych po­zy­cji bi­blio­fil­skich czy ga­zet z ga­ze­tow­ni­ka. Cza­sem nie atak jest do­bry, a obrona.

Proś o pomoc

Dzie­ci uwiel­bia­ją na­śla­do­wać do­ro­słych i po­ma­gać. Jak wy­glą­da po­moc? Wie to każ­da mat­ka, któ­ra choć raz pie­kła świą­tecz­ne pier­nicz­ki z wła­sną po­cie­chą. Zwy­kle jest wię­cej szko­dy niż po­żyt­ku, ale cze­go się nie robi dla dzie­ci. Wpraw­dzie czas, kie­dy Ty się wy­god­nie po­ło­żysz na fo­te­lu, a dziec­ko samo wszyst­ko zro­bi jesz­cze może być da­le­ko, ale wszyst­ko trze­ba za­czy­nać od tego pierw­sze­go kro­ku: po­proś o po­moc. Pa­mię­tasz jak ro­dzi­ce po­zwo­li­li Ci po raz pierw­szy prze­je­chać się ich sa­mo­cho­dem? Tak wła­śnie czu­je się trzy­la­tek po­pro­szo­ny o po­zmy­wa­nie na­czyń (nie­tłu­ką­cych!), pię­cio­lat­ka, któ­ra sama zro­bi­ła muf­fin­ki, czy ośmio­la­tek, któ­ry wy­sprzą­tał na błysk ła­zien­kę. Może nie tak samo jak Ty, ale jed­nak. Nie po­rów­nuj tyl­ko dzie­ła dziec­ka do swo­je­go! Prze­cież sama dziec­kiem nie jesteś.

Fot. Ste­ve Track, Ste­ve Track

Autor | moniowiec Komentarze | 4 Data | 25 listopada 2016

kategorie i tagi

W kategorii: Dla dorosłych

Otagowano:

  • Bar­dzo mi się po­do­ba Twój post. Nie mam dzie­ci z wy­bo­ru — a prze­by­wa­nie 24h z kimś, za kogo się jest non stop od­po­wie­dzial­nym za­pro­wa­dzi­ło­by mnie wprost do wa­riat­ko­wa, a jed­nak uwa­żam, że dzie­ci na­le­ży trak­to­wać po ludz­ku i nie jak idio­tów, bo prze­cież kie­dyś te dzie­ci sta­ną się do­ro­sły­mi i będą po­wie­la­ły wzor­ce- po co od razu ska­zy­wać je na psychoterapie? 

    Uwa­żam, że dzie­ci moż­na w spo­sób fan­ta­stycz­ny uczyć świa­ta-bo one i tak więk­szość rze­czy przyj­mu­ją na wia­rę, tyl­ko dla­te­go, że ty tak po­wiesz. Mnie czę­sto zby­wa­no ha­słem „Je­steś za mała, nie zro­zu­miesz” — gdy py­ta­łam, co to jest rząd,sejm i se­nat. Nie­dłu­go po tym py­ta­niu zna­lazł się ktoś, kto mi wy­ja­śnił, jak się wy­mie­nia de­skę roz­dziel­czą w Ma­lu­chu — i ja ją wy­mie­ni­łam cał­ko­wi­cie sama, do­krę­ci­łam i po­pra­wiać na­wet nie trze­ba było 🙂
    Dziś na­wet pa­mię­tam ja­kie wte­dy mia­łam poj­mo­wa­nie świa­ta i uwa­żam, że to czę­sto do­ro­śli, któ­rym się nie chce z róż­nych po­wo­dów, ogra­ni­cza­ją poznawanie.
    Ale je­śli po­dej­dą do spra­wy tak, jak to opi­sa­łaś, to też bu­dzi za­ufa­nie na przy­szłość. Taki na­sto­la­tek prę­dzej do cie­bie przyj­dzie wie­dząc, że trak­tu­jesz go po­waż­nie. A w jesz­cze star­szym wie­ku może po­wstać świet­na part­ner­ska wręcz relacja.

    • Ma­rzy mi się, by moje dzie­ci jako na­sto­lat­ki nie bały się przyjść do mnie. Na­wet je­śli za coś bym je opier­dzie­li­ła. Ale taką re­la­cje bu­du­je się dłu­go, bar­dzo dłu­go i ni­gdy nie wia­do­mo, czy się uda.

  • To było ta­kie „pro­ste” do­pó­ki cór­ka była mała…Teraz ma sie­dem lat i nie jest lekko 🙂