Mój mąż jest lepszym rodzicem niż ja

Mój mąż jest lepszym rodzicem niż ja Image

Mój mąż jest lepszym rodzicem niż ja

Lu­dzie czę­sto dzi­wią się, że mąż nie ma nic prze­ciw­ko (nie masz ko­cha­nie, praw­da?), kie­dy wy­jeż­dżam na całe week­en­dy, by uczest­ni­czyć w spo­tka­niach blo­ger­skich lub kie­dy za­miast zro­bić dwu­da­nio­wy obiad ślę­czę nad książ­ką, bo się uczę. Albo zwy­czaj­nie czy­tam. Może tro­chę marsz­czy nos kie­dy jadę na kurs sa­mo­obro­ny i wra­cam zmę­czo­na i po­si­nia­czo­na. Ale on tak­że jest ro­dzi­cem.

Utar­ło się my­śle­nie, że to ko­bie­ta zaj­mie się wszyst­kim. Na­wet wte­dy, kie­dy sama pra­cu­je. Tak jak­by to, że ona pra­cu­je, było ok, ale jak męż­czy­zna pra­cu­je i po pra­cy zaj­mie się do­mem to jest su­per­ma­nem. Męż­czy­znom, któ­rzy po­tra­fią po­ma­gać w domu wra­ca­jąc z pra­cy wca­le nie na­le­ży się aplauz, ale skła­ma­ła­bym, gdy­bym po­wie­dzia­ła, że po­chwa­lam od­po­czy­wa­nia jed­nej oso­by, kie­dy dru­ga za­sta­na­wia się w co ma wło­żyć ręce. Rów­no­upraw­nie­nie nie po­le­ga na tym, by dzie­lić się po rów­no, ale by ro­bić to, co kto umie le­piej bez wy­zy­ski­wa­nia dru­giej oso­by. Jed­nak jed­no przy­znam: mój mąż jest lep­szym ro­dzi­cem niż ja.

Tak, nie prze­sły­sze­li­ście się. Nie mogę na­zwać sie­bie Per­fek­cyj­ną Pa­nią Domu, nie po­le­ru­ję swo­jej ko­ro­ny Kró­lo­wej Mat­ki za­raz po po­da­niu pię­cio­da­nio­we­go (dla każ­de­go co in­ne­go) obia­du z de­se­rem. Nie ozna­cza to jed­nak, że nie go­tu­ję, nie sprzą­tam czy nie opie­ku­ję się dzieć­mi. Śpie­wam wie­czo­rem ko­ły­san­ki, ła­sko­czę do utra­ty tchu czy ro­bię dla każ­de­go inny ro­dzaj piz­zy. Jed­nak, cóż, mąż jest lep­szy!

Pra­ca ko­bie­ty to za­wsze go­ni­twa. Co chwi­lę mu­szę prze­ska­ki­wać po­mię­dzy za­da­nia­mi. Je­śli masz etat – wiesz co mó­wię. Je­śli pra­cu­jesz w domu – jesz­cze bar­dziej to ro­zu­miesz. W ca­łym tym za­mie­sza­niu zda­rza się, że o pra­niu przy­po­mnisz so­bie wie­czo­rem jak wej­dziesz do ła­zien­ki i przy­wi­ta Cię mru­ga­nie pral­ki, a cza­sem obiad sta­no­wią fryt­ki wrzu­co­ne na bla­chę pie­kar­ni­ka i pa­lusz­ki ryb­ne. Naj­czę­ściej jest tak, że to ja dbam o to ogni­sko do­mo­we. Zwy­czaj­nie w domu je­stem wię­cej cza­su niż mój mąż.

Jed­nak w te dni, kie­dy mnie nie ma, nie czu­ję po­trze­by dzwo­nie­nia co pięć mi­nut i upew­nia­nia się czy wszy­scy żyją, czy nikt nie upiekł Na­tki za­miast kur­cza­ka na obiad czy też czy dzie­ci z bru­du nie przy­le­pią się do pod­ło­gi. Po week­en­dzie spę­dzo­nym od­dziel­nie wpraw­dzie mam wię­cej pra­nia (tego się nie tyka) czy na­czy­nia w dziw­nych miej­scach (np. szu­fla­dzie biur­ka), ale za to zmy­war­ka za­wsze jest opróż­nio­na — i ro­bią to dzie­ci, ma­lu­chy czy­ste i na­je­dzo­ne. I przede wszyst­kim – wy­ba­wio­ne. Bo nikt nie bawi się z nimi tak faj­nie jaka ta­tuś!

Kie­dyś ktoś po­wie­dział, że wy­gra­łam na lo­te­rii. Tak, wy­gra­łam: naj­faj­niej­sze­go mi­sia. Ta­kie­go, do któ­re­go mogę się przy­tu­lić, do któ­re­go przy­tu­la­ją się moje dzie­ci i któ­ry po­tra­fi nie tyl­ko jeść mio­dek, ale tak­że za­dbać o jego do­sta­wy czy ode­gnać wred­ne brzę­czą­ce psz­czo­ły. Wy­gra­łam nie tyl­ko męża, ale i ojca. Tyl­ko nie po­zwa­la mó­wić do sie­bie per mi­siu.

Fot. Chri­sto­pher Mi­chel, CC BY 2.0

Autor | moniowiec Komentarze | 1 Data | 27 stycznia 2017

kategorie i tagi

W kategorii: Dla dorosłych

Otagowano:

  • Faj­ny wpis. Faj­nie uję­łaś w nim swo­je­go mi­sia. Ups! Męża 🙂 

    Mój Hu­bert też jest świet­nym tatą i gdy przy­cho­dzi wie­czór, po prze­ana­li­zo­wa­niu ca­łe­go dnia, do­strze­gam jak świet­ny z nie­go part­ner i oj­ciec. Nie taki mąż bo mąż i nie taki oj­ciec, że tyl­ko ma ta­kie mia­no. Wspa­nia­ły part­ner, któ­ry po­ma­ga ogar­nąć, zaj­mie się dzieć­mi, że­bym mo­gła coś dla sie­bie zro­bić, za­dba, gdy się roz­cho­ru­ję. Taki faj­ny tata, co to po­wy­głu­pia się z dzieć­mi, wie­czo­rem po­czy­ta baj­ki, zaj­mie się ma­łym krzy­ka­czem, gdy mat­ce gło­wa pęka. 

    Mamy szczę­ście 😉