Nie lubię zachowania moich dzieci, bo są dokładnie takie jak ja

Nie lubię zachowania moich dzieci, bo są dokładnie takie jak ja Image

Nie lubię zachowania moich dzieci, bo są dokładnie takie jak ja

Od­dy­chaj głę­bo­ko. Licz d 10. 1… 2 … 3 … To mó­wię do sie­bie, kie­dy po raz na­sty tego dnia Nati ma­ru­dzi. Rano był płacz, bo nie ta blu­zecz­ka, przed au­to­bu­sem był płacz, bo chcia­ła, bym je­cha­ła z nią. Jak od­bie­ra­łam, to pła­ka­ła, bo się jesz­cze nie wy­spa­ła. Po­tem pła­ka­ła, bo nie wie­dzia­ła, cze­mu pac­nę­ła mnie ręką po gło­wie. W koń­cu – bo ją nogi bolą itd. Te­raz – bo nie ro­ze­bra­łam jej bu­tów w ta­kiej ko­lej­no­ści jak chcia­ła tyl­ko od­wrot­nie. Ale ja już mia­łam do­syć, na­praw­dę dosyć…

Wte­dy so­bie przy­po­mnia­łam, że do­kład­nie ty­dzień wcze­śniej mąż odło­żył mi­secz­ki od płat­ków w inne miej­sce niż są za­zwy­czaj, a ja, tak samo jak Na­tka te­raz, mu ma­ru­dzi­łam, że zro­bił ina­czej. Od tego cza­su przy każ­dej nada­rza­ją­cej się oka­zji wi­dzia­łam moją nie­per­fek­cyj­ność w tej ma­łej mini-mnie. W mo­jej córce.

Jak mogę wy­ma­gać kon­tro­lo­wa­nie swo­ich emo­cji od 3-lat­ki, sko­ro mnie, po­nad 30-let­niej ko­bie­cie, nie za­wsze, a wła­ści­wie naj­czę­ściej, nie uda­je się do­ko­nać tej sztu­ki? Tyle mamy ze sobą wspól­ne­go: oby­dwie nie po­tra­fi­my usie­dzieć w miej­scu, lu­bi­my ruch i ry­zy­kow­ne spor­ty jak cho­dze­nie po drze­wach czy nur­ko­wa­nie. Oby­dwie je­ste­śmy za­wzię­te i nie pro­si­my in­nych o po­moc, póki nie roz­pła­cze­my się z bez­sil­no­ści. Tak, mnie też to cza­sem się zdarza.

Pod­czas ko­lej­nej awan­tu­ry – tym ra­zem o ilość ket­chu­pu na piz­zy – wy­szłam z po­ko­ju, a do ak­cji wkro­czył mąż. Spo­dzie­wa­łam się ryku, roz­bi­ja­nych ta­le­rzy czy choć­by ma­ru­dze­nia. Nie było nic. Po­roz­ma­wia­li, a Na­tka, może z lek­kim fo­chem, ja­koś prze­łknę­ła in­for­ma­cję, że wię­cej ket­chu­pu nie po­trze­ba lać na ten ostat­ni ka­wa­łek. By­łam w szoku.

Kie­dy dzie­ci po­szły spać mu­sia­łam wy­du­sić z nie­go sekret:
— Jak to zrobiłeś?
— Co?
— Jak tak szyb­ko uspo­ko­iłeś Na­tkę? To było jak ma­gia! A też tak chcę!
— Cóż, lata doświadczeń!
— Taaa, ja­sne, kie­dy niby…
— Wiesz, ona jest zu­peł­nie jak Ty. A z Tobą mam już po­nad 10 lat do­świad­czeń! Kie­dy ona ma­ru­dzi to sta­ram się ro­bić do­kład­nie to samo, co ro­bię, by uspo­ko­ić Cie­bie. I to daje cał­kiem do­bre rezultaty.

Je­śli tyl­ko w porę zdam so­bie spra­wę, to trak­tu­ję Na­tkę tak jak sie­bie samą bym po­trak­to­wa­ła. Efek­ty by­wa­ją za­do­wa­la­ją­ce. Przy oka­zji ja uczę się jak ra­dzić co­bie i z wła­sny­mi emo­cja­mi, bo nie przy­cho­dzi mi to wca­le ła­two. Cóż, przy­szło mi na do­bre i złe mieć cór­kę, któ­ra jest jak ja. Być może uda mi się wy­cho­wać ją w taki spo­sób w jaki po­win­na być wy­cho­wa­na i w jaki da się ją wy­cho­wać. Po­dej­mu­ję wyzwanie!

Fot. Sami Ke­inänen, CC BY-SA 2.0

Autor | moniowiec Komentarze | 18 Data | 30 stycznia 2017

kategorie i tagi

W kategorii: Dla dorosłych

Otagowano: ,

  • Jo­an­na Mo

    Dzie­ci są na­szym lu­strem. Dla­te­go wy­cho­wy­wa­nie jest ta­kie roz­wo­jo­we ;p

  • 🙂 Bar­dzo to dla mnie praw­dzi­we. Za­rów­no ka­wa­łek z mę­żem, jak i z cór­ką. Spoj­rze­nie na dziec­ko z dy­stan­su, z taką ana­lo­gią do mnie też wie­le razy spra­wia­ło, że za­czę­łam się za­sta­na­wiać „O co cho­dzi?” I to po­zwa­la­ło wła­śnie na uspokojenie.

  • Wiesz co, jak tak Cie te­raz czy­tam to ro­zu­miem za­cho­wa­nie swo­jej sied­mio­lat­ki! Robi się z niej mala ko­bie­ta i co­raz bar­dziej jest po­dob­na cha­rak­te­rem do mnie! Sko­ro mi prze­szka­dza, że maz robi coś nie tak jak ja, to cze­mu sie wku­rzam kie­dy coś draż­ni moją córkę? 🙂

  • Tra­fi­łaś w sed­no, tyl­ko ja nie zro­bi­łam tego kro­ku da­lej, co Ty! Wi­dzę sie­bie w cór­ce, któ­ra nie sprzą­ta i nie ma spo­so­bu, aby ją do tego za­chę­cić (też tak mia­łam). Spo­ro w mo­ich dzie­ciach jest jed­nak z za­cho­wań na­szych obec­nych (mo­ich i męża). Przy­kłą­do­wo se­zon cho­ro­bo­wy trwał (oby już nie) u nas pra­wie 3 mie­sią­ce, no nie­ste­ty z bra­ku sił pod­no­si­łam głos — to na­uczy­li się krzy­czeć. Wcze­śniej nie zwra­ca­jąc na to uwa­gi, za­czy­na­łam kil­ka rze­czy i nie­wie­le koń­czy­łam. Do­pie­ro gdy zo­ba­czy­łam, że cór­ka idąc po coś wra­ca z czymś in­nym, albo robi zu­peł­nie coś in­ne­go, za­czę­łam się pil­no­wać. Ten krok da­lej to me­to­da. Z me­tod sto­so­wa­nych wo­bec mnie nie dzia­ła­ło prak­tycz­nie nic — umia­łam się za­przeć i już. Się­ga­my z mę­żem po zu­peł­nie inne roz­wią­za­nia, np. nie chce sprzą­tać, niech po­sie­dzi w ba­ła­ga­nie, kie­dyś jej się znudzi.

    • Z tym „kro­kiem da­lej” to cza­sem u nas dzia­ła, cza­sem nie. Szko­da, że nie moż­na się wy­cho­wa­nia dzie­ci na­uczyć jak ta­blicz­ki mnożenia.

  • naszebabelkowo.blogspot.com

    U mnie ra­dze­nie so­bie z wła­sny­mi emo­cja­mi to wręcz te­mat-rze­ka. I fak­tycz­nie do­strze­gam ogrom­ne po­do­bień­stwo mię­dzy za­cho­wa­nia­mi Bą­bla i tym, co sama cza­sa­mi do­sta­wiam. W ta­kich sy­tu­acjach rów­nież to mo­je­mu M. ła­twiej przy­cho­dzi uspo­ko­je­nie ma­łe­go ner­wu­ska i foch­mi­strza. Bo kie­dy ja pró­bu­ję — to czę­sto na­wza­jem się jesz­cze bar­dziej nakręcamy.

  • Wście­ka­łam się, że Da­mian się wście­ka, że bez po­wo­du, że o co mu cho­dzi, że cze­mu to, tam­to, owam­to… że ma over­re­ac­ting AAAAA!!! To jed­nak ja. Spo­koj­na mama to spo­koj­niej­sze dziecko 😉

  • Re­na­ta Orłowska

    By­cie Mat­ką to cięż­ki ka­wa­łek chle­ba 🙂 ale fak­tem jest że dzie­ci i na­śla­du­ją do­ro­słych i mają po­rząd­ne za­ple­cze cha­rak­te­ro­lo­gicz­ne prze­nie­sio­ne w genach 🙂

  • Gdy­by wy­cho­wa­nie dzie­ci było (dzie­cin­nie) pro­ste, to nie po­wsta­ło­by na ten te­mat tyle ksią­żek, po­rad­ni­ków czy… blo­gów 😉 Mam rację? 🙂

    • Niby tak, ale naj­gor­sze jest to, że na­wet jak się ich na­czy­tasz, to do­pie­ro za kil­ka­na­ście lat mo­żesz po­wie­dzieć, czy to, co ro­bisz, działa.

      • Dla­te­go nie czy­tam ta­kich rze­czy, a je­śli już, to na szczę­ście dzię­ki swo­jej skle­ro­zie — mało co po ta­kiej lek­tu­rze pamiętam 😉

  • Mam bar­dzo po­dob­nie z Po­two­rem star­szym. Z tą róż­ni­cą, że to ja się ła­twiej z nim do­ga­du­ję niż Mąż, po­nie­waż do­sko­na­le wiem, co on w da­nej chwi­li my­śli i czuje 🙂

  • Ja w za­leż­no­ści od sy­tu­acji je­stem bar­do za­do­wo­lo­ny a na­wet dum­ny, że mło­da jest taka jak ja. In­nym ra­zem bar­dzo mnie to wku­rza, bo mamy spo­ro nie­faj­nych, wspól­nych cech, np. upar­tość. A wie­cie, co się dzie­je, kie­dy ście­ra­ją się dwie upar­te osoby? 😉

  • ja bym tak chcia­ła, aby tyl­ko te do­bre ce­chy były po nas ko­pio­wa­ne. ale nie ma tak łatwo.
    poza tym każ­dy uczy się na swo­ich błę­dach, tak­że i dzie­ci mu­szą swo­je wycierpieć:)
    po­zdro­wie­nia Monia

  • Bo­rze­ile­sie jak­bym o so­bie czy­ta­ła… Ostat­nio, kie­dy Zo urzą­dzi­ła wście­kłą hi­ste­rię sta­nął mi przed ocza­mi taki ob­ra­zek: ja, drą­ca się, wrzesz­czą­ca , rzu­ca­ją­ca się jak ryba bez wody na pod­ło­dze, ma­cha­ją­ca rę­ka­mi i no­ga­mi tak wście­kle jak­bym wal­czy­ła o ży­cie… mia­łam wte­dy ja­kieś 3–4 lata a hi­ste­rię pa­mię­tam do dzi­siaj. Nie pa­mię­tam o co, nie pa­mię­tam jak się skoń­czy­ła, pa­mię­tam tyl­ko, że moja ko­cha­na bab­cia zu­peł­nie nie wie­dzia­ła jak so­bie ze mną po­ra­dzić… tak­że ten… kar­ma mnie do­pa­dła. Ale spró­bu­ję Two­je­go po­dej­ścia, może pomoże:)