Zaczarowana matrioszka — zabobony po porodzie

Zaczarowana matrioszka — zabobony po porodzie Image

Zaczarowana matrioszka — zabobony po porodzie

Jupi! Je­steś w cią­ży! Je­śli uda­ło ci się prze­żyć w mia­rę sta­bil­nie pierw­szą falę za­le­wa­ją­cych cię ze­wsząd za­bo­bo­nów, gra­tu­la­cje. Te­raz do­pie­ro za­cznie się praw­dzi­we tsu­na­mi! Przy­go­to­wa­na?

Za­cza­ro­wa­na mat­ka…

Mi­jasz ko­lej­ny wó­zek na uli­cy. Nie­waż­ne czy ró­żo­wy czy gra­na­to­wy, w krop­ki, pa­ski czy czasz­ki: więk­szość ma przy­pię­tą czer­wo­ną ta­siem­kę czy wstą­żecz­kę. Na­wet je­śli ro­dzi­ce nie wie­rzą w prze­są­dy, to tak w ra­zie cze­go. Głasz­czesz wy­pu­kły brzuch i po­wta­rzasz w my­ślach „nie zro­bię z sie­bie ta­kie­go ciem­no­gro­dzia­ni­na!”, a kil­ka mie­się­cy póź­niej, jeż­dżąc ze swo­im bo­ba­sem w gon­do­li sama za­kła­dasz ma­te­ria­ło­wą kar­mi­no­wą ró­życz­kę, bo a nóż wi­de­lec star­sza są­siad­ka spod 4-ki za­uro­czy two­je­go brzdą­ca. W ra­zie cze­go masz jed­nak w ko­mór­ce nu­mer szep­tu­chy. Na szczę­ście nie sły­sza­łaś od ni­ko­go, że przed chrzci­na­mi nie wy­cho­dzi­my z dziec­kiem z domu, bo chy­ba byś pół roku ki­si­ła się z ma­lu­chem na tych 39 m kwa­dra­to­wych.

…za­cza­ro­wa­ne dziec­ko…

Two­je dziec­ko to taki sło­dzia­czek, no lu­kier i miód! Każ­da na­po­tka­na ko­bie­ta mdle­je z za­chwy­tu nad jego oczę­ta­mi i za­lot­ny­mi locz­ka­mi na gło­wie:
— Jaka ślicz­na dziew­czyn­ka! — sły­szysz ze­wsząd.
— To chłop­czyk — zde­gu­sto­wa­na po­pra­wiasz czap­kę w pa­ją­ki. To już pią­ta taka uwa­ga dzi­siej­sze­go dnia, a mamy do­pie­ro po­łu­dnie.
— A jest pani pew­na?
Nie masz już sił ko­lej­ny raz tłu­ma­czyć, naj­chęt­niej chwy­ci­ła­byś za ma­szyn­kę do go­le­nia i ob­cię­ła na re­kru­ta. Do­brze jed­nak wiesz, że le­piej po­cze­kać do pierw­szych uro­dzin dziec­ka. Co je­śli oka­że się dys­lek­ty­kiem czy in­nym dys… tyl­ko dla­te­go, że ma­mu­sia nie mo­gła wy­tłu­ma­czyć świa­tu, że nie jest aż tak gen­der i nie ubie­ra cór­ki w śpio­chy w sa­mo­cho­dy.

Zbli­ża się 1 li­sto­pa­da, co­rocz­na piel­grzym­ka Po­la­ków na miej­sca po­chów­ku bli­skich. Są­siad­ka, wi­dząc iż pa­ku­jesz się do sa­mo­cho­du ze zni­cza­mi i no­si­dłem w ręku pro­te­stu­je:
— Ale jak to, z dziec­kiem na cmen­tarz? Tam dzie­ci się nie za­bie­ra, bo złe du­chy mogą du­sza za­wład­nąć!
Ma­chasz na to ręką. Przy­po­mi­nasz so­bie jed­nak, ze pe­dia­tra coś wspo­mi­na­ła o szko­dli­wo­ści dla ma­łych dzie­ci dymu ze zni­czy. Cóż, chy­ba po­je­dziesz kie­dy in­dziej, niech wy­pa­lą się te 12-to go­dzin­ne cho­ciaż.

…za­cza­ro­wa­na pierś.

Być może kar­misz pier­sią. Two­je pier­si nie są jed­nak już two­je. Nie są też dziec­ka. To obiekt uwa­gi wła­ści­wie każ­de­go: człon­ków ro­dzi­ny, zna­jo­mych, na­wet prze­chod­niów na uli­cy czy spa­ce­ro­wi­czów w par­ku, gdzie w odro­bi­ny ci­szy chcia­łaś la­tem na­kar­mić kwi­lą­ce nie­mow­lę. Je­śli nie ule­głaś pre­sji, że mle­ko z pier­si jest w obec­nych cza­sach tak za­nie­czysz­czo­ne, że kro­wie lep­sze i po­da­jesz da­lej wła­sną mie­szan­kę za­miast bu­tli, to za­pra­szam do lek­tu­ry co może cie­bie mimo wszyst­ko

Prze­gląd naj­cie­kaw­szych lak­ta­cyj­nych mi­tów wraz z ko­men­ta­rzem:

- pierw­sze dni: SIA­RA!
Pod ko­niec cią­ży za­cznij już re­gu­lar­nie od­cią­gać sia­rę, bo ina­czej po po­ro­dzie zro­bią się za­sto­je, a pier­si nie będą si­kać na ki­lo­metr mle­kiem. Wte­dy trze­ba bę­dzie do­kar­miać bu­tel­ką. Uwa­żaj na na­wał w 3–5 do­bie, bo je­śli nie bę­dziesz ścią­gać nad­mia­ru mle­ka do pu­stych pier­si to trze­ba bę­dzie ciąć pierś. Nie sil się na we­ge­ta­ria­nizm, te­raz nie czas na fa­na­be­rie mi­ło­śni­ków zwie­rząt. Chu­de mle­ko to głod­ne dziec­ko, od je­dze­nia tra­wy jesz­cze żad­na kro­wa mle­ka nie do­sta­ła.

- sła­by po­karm
Nie sil się na we­ge­ta­ria­nizm, te­raz nie czas na fa­na­be­rie mi­ło­śni­ków zwie­rząt. Nie­bie­ski od­cień mle­ka to chu­de mle­ko, chu­de mle­ko to głod­ne dziec­ko, od je­dze­nia tra­wy jesz­cze żad­na kro­wa mle­ka nie do­sta­ła. Nie wie­rzysz? A dziec­ko za­ci­ska piąst­ki pod­czas je­dze­nia? No wi­dzisz, wście­ka się, bo głod­ne! Ale znam na to spo­sób: pij du­uużo mle­ka, naj­le­piej z litr dzien­nie. Albo choć­by ba­war­kę. Mle­ko to mle­ko!

- pie­lę­gna­cja pier­si pod­czas lak­ta­cji
Przed każ­dym kar­mie­niem trze­ba myć pier­si, cie­płą wodą z my­dłem. Po kar­mie­niu de­zyn­fe­ku­je­my je spi­ry­tu­sem. To ko­niecz­ne, nie krzyw się! Nie po­zwa­laj też za dłu­go wi­sieć na cyc­ku czy gryźć bro­daw­ki. Chy­ba nie chcesz do­stać grzy­bi­cy od dłu­gie­go kar­mie­nia czy raka od ran?

- tryb ży­cia a ja­kość mle­ka
Ab­so­lut­nie nie rób so­bie dłuż­szych przerw, po­wiedz­my kil­ku­dnio­wych, w kar­mie­niu. Mle­ko się wte­dy w pier­siach ze­psu­je, prze­pa­li. Nie, lak­ta­to­rem też go nie ścią­gaj, to pro­wa­dzi do raka pier­si! No nie de­ner­wuj się, bo bę­dziesz mia­ła wście­kłe mle­ko. Uwa­żaj na upa­ły, ła­two wte­dy o prze­grza­nie mle­ka w pier­siach. Ki­szo­ne ogór­ki za­ka­za­ne! Nie, nie cho­dzi o kol­kę u dziec­ka, mle­ko kwa­śnie­je, głup­ta­sku. A je­śli dziec­ko bę­dzie ro­bić zie­lo­ne kupy, to mle­ko w pier­si jest za zim­ne i trze­ba je pod­grzać. Nie wiem, może na trzy zdro­waś­ki do pie­ca cyc­ki wstaw? Za­po­mnia­ła­bym, na szko­le­niu prze­ka­za­no mi, że kar­mie­nie chro­ni przed oste­opo­ro­zą. Ktoś tam wpraw­dzie się rzu­cał, że to nie kar­mie­nie, a die­ta mat­ki ma na to wpływ, ale co oni, la­icy, tam wie­dzą.

- cho­ro­by a kar­mie­nie
Je­śli mat­ka ma go­rącz­kę, to nie może kar­mić, bo mle­ko ki­śnie. Uwa­żaj tak­że je­śli zro­bi ci się za­stój, a w efek­cie ro­pień pier­si. Trze­ba wte­dy od­cią­gnąć cały po­karm i spa­lić, bo jest ra­ko­twór­czy.

- kar­mie­nie chłop­ca
Z chłop­ca­mi to od po­cząt­ku jest pro­blem. Nie dość, że lu­bią cyc­ki (wia­do­mo!), gło­śniej pła­czą to jesz­cze z kar­mie­niem nie moż­na prze­sa­dzać. Hor­mo­ny w mle­ku mat­ki po­wo­du­ją za­bu­rze­nia płcio­we lub ho­mo­sek­su­alizm u chłop­ców. Z tego po­wo­du część z nich po­peł­nia sa­mo­bój­stwa, je­śli kar­misz na tyle dłu­go, że ten ob­raz wy­rył mu się w pa­mię­ci

- dłu­gie kar­mie­nie
Dłuż­sze kar­mie­nie pier­sią po­wo­du­je oste­opo­ro­zę, bo wy­cią­ga z mat­ki tyle mi­kro­ele­men­tów, że na­wet wapń z ko­ści jest za­bie­ra­ny. Pi­sa­łam gdzieś że chro­ni przed oste­opo­ro­zą? No ja­sne, ale krót­kie kar­mie­nie, a nie ja­kiś wy­pas. Jak dziec­ko koń­czy pół roku to po­karm nie ma już żad­nych war­to­ści od­żyw­czych, a jak koń­czy 9 mie­się­cy, to na­wet sta­je się tru­ją­cy. Nie ma więc sen­su kar­mić da­lej. Jak ro­sną zęby ma­luch tra­ci od­ruch ssa­nia, war­to więc w tym cza­sie po­my­śleć o od­sta­wie­niu od pier­si. Żeby stra­cić po­karm trze­ba od­cią­gnąć ciut mle­ka na ły­żecz­kę, do­dać odro­bi­nę spi­ry­tu­su i za­pa­lić.

Jak już mó­wi­my o spi­ry­tu­sie, to wy­pij­my za zdro­wie ma­lusz­ka! Nie martw się, kie­li­szek wina jesz­cze ni­ko­mu nie za­szko­dził, a ma­luch bę­dzie spo­koj­niej­szy. Zdrów­ko!

Autor | moniowiec Komentarze | 0 Data | 22 lutego 2015

kategorie i tagi

W kategorii: Dla dorosłych

Otagowano: