Mamicórka nie istnieje

Mamicórka nie istnieje Image

Mamicórka nie istnieje

Do­ro­sły fa­cet. Na oko ma te 25 lat. Po­dob­no gdzieś stu­diu­je i przy­szedł ze swo­im po­da­niem o prak­ty­ki. Ma głos wal­czą­cy jesz­cze z reszt­ka­mi mu­ta­cji albo an­gi­ny. Ko­szu­la do­brej mar­ki. Wy­pra­so­wa­ny koł­nie­rzyk bije po oczach bia­ło­ścią tak samo jak rów­ny rzą­dek zę­bów. Pod pra­cę pod­jeż­dża naj­now­szym mo­de­lem Alfa Ro­meo.

Jak każ­dy sta­ży­sta otrzy­mu­je kar­ko­łom­ne za­da­nie zło­że­nia wy­dru­ko­wa­nej fak­tu­ry na 3 i wło­że­nia do ko­per­ty DL tak, by dane ad­re­sa­ta wid­nia­ły w okien­ku. Po 20 mi­nu­tach wal­ki z for­ma­tem A4 przy­cho­dzi z wy­mię­to­lo­ną kart­ką i wy­ra­zem po­raż­ki na twa­rzy. — Może Pani mi po­móc? — sły­szysz bła­gal­ny ton. Po­ma­gasz, krę­cąc gło­wą.

W prze­rwie śnia­da­nio­wej do­wia­du­jesz się, że pla­nu­je wa­ka­cje ze swo­ją li­ce­al­ną jesz­cze mi­ło­ścią, bo na­dal nie wi­dzie­li Ma­jor­ki, a po­dob­no tam są naj­lep­sze im­pre­zow­nie i naj­cie­kaw­sze drin­ki. W koń­cu mama za­pła­ci, więc nie ma pro­ble­mu. Pro­ble­mem sta­je się jed­nak star­cie ku­rzu z biu­ro­wych sza­fek, gdyż w domu zaj­mo­wa­ła się tym służ­ba. Być może na­zy­wa tak wła­sną ro­dzi­ciel­kę. Tak jak inni na­zy­wa­ją jego ma­mi­syn­kiem.


Prze­glą­da­jąc zdję­cia w al­bu­mie ro­dzin­nym trud­no ja do­strzec. Cza­sem sie­dzi ci­cho pod sto­łem i wi­dać tyl­ko jej sto­py, cza­sem kur­czo­wo trzy­ma ma­mi­ną spód­ni­ce i zer­ka jed­nym okiem, cza­sem cho­wa twarz w dło­niach przed obiek­ty­wem. Od za­wsze nie­śmia­ła, na­wet cio­ci nie chcia­ła dać bu­zia­ka, ni­gdy nie błysz­cza­ła w tłu­mie, nie wy­gła­sza­ła wier­szy na szkol­nych aplach i nie pro­si­ła bę­dąc w cią­ży o miej­sce sie­dzą­ce w tram­wa­ju.

W tro­sce o jej przy­szłe ży­cie ro­dzi­ce zro­bi­li to, co uwa­ża­li za naj­lep­sze: dali do­brą szko­łę. Nie tyl­ko edu­ka­cję w sen­sie zna­jo­mość li­te­ra­tu­ry, ma­te­ma­ty­ki, ale przede wszyst­kim szko­łę ży­cia. I dziś, gdy na­dal sło­wa sta­ra­ją dęba w gar­dle na myśl o wy­ra­że­niu wła­sne­go zda­nia pu­blicz­nie, ona wie, jak za­ła­twić spra­wę w urzę­dzie, jak ode­tkać za­pcha­ny zlew w kuch­ni czy za­szyć dziu­rę w skar­pet­ce. Nie musi kon­sul­to­wać te­le­fo­nicz­nie prze­pi­su na ro­sół ani hi­sto­rii swo­jej cho­ro­by.

Ma­mi­syn­ków spo­ty­ka­my wszę­dzie. Gdzie jed­nak znaj­dzie­my choć jed­ną ma­mi­cór­kę?

Fot. Vi­noth Chan­dar, CC BY 2.0

Autor | moniowiec Komentarze | 0 Data | 10 lipca 2015

kategorie i tagi

W kategorii: Dla dorosłych

Otagowano: