Kiedy Polska to za mało — matka w Stanach Zjednoczonych Ameryki

Kiedy Polska to za mało — matka w Stanach Zjednoczonych Ameryki Image

Kiedy Polska to za mało — matka w Stanach Zjednoczonych Ameryki

Ame­ry­kań­ski sen… Któż z nas nie chciał­by być Roc­ke­fe­le­rem czy For­dem, za­rzą­dzać Fa­ce­bo­okiem czy Go­ogle, pro­jek­to­wać no­we­go Ap­ple Wat­cha czy ro­bić in­te­re­sy na Wall Stre­et. A może ma­rzy się miesz­ka­nie na Man­hat­ta­nie, co­dzien­nie kawa ze Starbucks’a i wa­ka­cje na Flo­ry­dzie? Może bi­wa­ko­wa­ła­byś w la­sach Yel­low­sto­ne, upra­wia­ła sky di­ving w Wiel­kim Ka­nio­nie Co­lo­ra­do czy nur­ko­wa­ła na szel­fie Ha­wa­jów? Za­nim na­sze ma­rze­nia się zisz­czą, po­drep­ta­my tro­chę przed kon­su­la­tem. Do Sta­nów po­trzeb­na jest wiza!

Masz wizę? Gra­tu­la­cje! Cze­ka Cię te­raz kil­ku­go­dzin­ny lot (15h mi­ni­mum!), ko­lej­ne spo­tka­nie z urzęd­ni­ka­mi pań­stwo­wy­mi już na lot­ni­sku i, je­śli los nie spła­ta fi­gla, We­lco­me in Uni­tet Sta­tes of Ame­ri­ca! Tak wła­śnie jak Do­ro­ta, mama ma­łej Ani, któ­ra w 2011 roku wy­le­cia­ła z lot­ni­ska Okę­cie na pod­bój Ame­ry­ki.   Mo­nio­wiec: Wo­lisz jak mó­wię Do­ro­ta czy Do­ro­thy?
Do­ro­ta: Zde­cy­do­wa­nie Do­ro­ta. W koń­cu prze­by­wa­łam w USA tyl­ko trzy lata.

Mo­nio­wiec: Co skło­ni­ło Cię do wy­lo­tu?
Do­ro­ta: Przede wszyst­kim per­spek­ty­wy. Moim ce­lem była Do­li­na Krze­mo­wa. Je­stem spe­cja­li­stą IT, a Ka­li­for­nia to naj­le­piej roz­wi­ja­ją­ce się pod tym wzglę­dem miej­sce na świe­cie. Dla pro­gra­mi­stów to praw­dzi­wy raj! Do­dat­ko­wo kusi ogrom kra­ju, jego pięk­no, moż­li­wo­ści zwie­dza­nia bez pro­ble­mów z ko­mu­ni­ka­cją czy prze­kra­cza­niem gra­nic.

Mo­nio­wiec: O Ame­ry­ce i sty­lu ży­cia do­wia­du­je­my się w nie­mal­że każ­dym hol­ly­wo­odz­kim fil­mie. Co mimo to wpra­wi­ło Cię w osłu­pie­nie?
Do­ro­ta: Ame­ry­kań­skie „keep smi­ling” i otwar­tość. W Ame­ry­ce re­la­cje mię­dzy ludź­mi są bar­dzo po­zy­tyw­ne — wszy­scy są dla sie­bie mili, po­cząw­szy od pani w urzę­dzie, przez pa­nią na po­czcie i w skle­pie. Każ­dy chęt­nie Ci po­ma­ga, w pra­cy i na uli­cy. Nikt Cię nie oce­nia pod wzglę­dem Two­ich po­glą­dów, wy­kształ­ce­nia czy wy­glą­du. Li­czy się je­dy­nie to co masz w gło­wie.
Tu, gdzie miesz­kam, mnó­stwo jest par­ków z roz­bu­do­wa­ny­mi dla dzie­ci pla­ca­mi za­baw. In­fra­struk­tu­ra miej­ska prze­wi­du­je, że w nowo wy­bu­do­wa­nych do­mach będą dzie­ci i nie­mal przy każ­dym sku­pi­sku miesz­kań, w cen­trum mia­sta i poza nim są pla­ce za­baw, szko­ła, bi­blio­te­ka. Duże jest wspar­cie dla ro­dzin z dzieć­mi, po­cząw­szy od prze­wi­ja­ków w każ­dej nie­mal re­stau­ra­cji po wóz­ki dla ma­lut­kich dzie­ci w skle­pach. Po­nad­to wszyst­kie spra­wy urzę­do­we, wi­zy­ty le­kar­skie, za­ku­py moż­na za­ła­twić przez in­ter­net, dzię­ki cze­mu nie tra­ci się cza­su na sta­nie w ko­lej­kach. Do tego opie­ka me­dycz­na jest na­praw­dę na po­zio­mie. No i w Ka­li­for­nii jest su­per po­go­da, lato cały rok!
Mimo udo­god­nień dla ma­tek i dzie­ci ne­ga­tyw­nie za­sko­czy­ło mnie, że urlop ma­cie­rzyń­ski trwa tyl­ko 12 ty­go­dni i jest ni­ski (60% pen­sji). Stan­dar­dem jest od­da­wa­nie dzie­ci do day care (żło­bek) wła­śnie w wie­ku 3 mie­się­cy na śred­nio 12–14h dzien­nie, bo tyle zwy­kle trwa dzień ro­bo­czy. Do tego ilość urlo­pu nie jest re­gu­lo­wa­na praw­nie i jego dłu­gość za­le­ży od fir­my. Z re­gu­ły jest to 15 dni.

Mo­nio­wiec: Pa­mię­tam mój ty­dzień pra­cy, któ­ry li­czył 96 go­dzin. Je­śli do­li­czyć do tego do­jaz­dy to w domu tyl­ko spa­łam. Opła­ca się tak ha­ro­wać?
Do­ro­ta: Śred­nia mie­sięcz­na pen­sja Ame­ry­ka­ni­na to 3250 do­la­rów. Nie jest może to dużo, jed­nak bio­rąc pod uwa­gę, że ben­zy­na jest po 1$ za ga­lon (wię­cej niż litr), litr mle­ka to 2$, kawa z mle­kiem w Starbucks’ie 2$, a chleb, taki ja­dal­ny, a nie na­pom­po­wa­ny, to wy­da­tek 5–7$, nie wy­cho­dzi się wca­le tak źle. Elek­tro­ni­ka jest ta­nia. Jed­nak dużo moż­na stra­cić wy­naj­mu­jąc miesz­ka­nie. Sy­pial­nia z sa­lo­nem, kuch­nią i ła­zien­ką (60–70m kwa­dra­to­wych) w Do­li­nie Krze­mo­wej to koszt oko­ło 2500–3500$ mie­sięcz­nie. Miesz­ka­nie jest zu­peł­nie pu­ste, nie ma ani jed­ne­go me­bla. Są tań­sze miesz­ka­nia, ale w ta­kich dziel­ni­cach, gdzie bez pi­sto­le­tu i gazu pie­przo­we­go na­wet ze śmie­cia­mi bym nie wy­szła. Gdy­by nie od­le­głość od Pol­ski, 9h róż­ni­cy w stre­fach cza­so­wych i oczy­wi­ście ta dziw­na za­sa­da „żyję by pra­co­wać” za­miast „pra­cu­ję by mieć za co żyć” to mo­gła­bym tam miesz­kać na sta­łe.

Mo­nio­wiec: Czę­sto sły­szy się, że Ame­ry­ka­nie to kraj gril­la i fast fo­oda. Jak z die­tą w ta­kim miej­scu?
Do­ro­ta: Rze­czy­wi­ście Ame­ry­ka­nie kró­lu­ją w spo­ży­ciu bur­ge­rów czy ste­ków. Jed­nak w skle­pach cały rok do­stęp­ne są wszyst­kie pro­duk­ty, nie ma se­zo­no­wo­ści np. tru­skaw­ki. Do tego są świe­że, bo we­ge­ta­cja prze­bie­ga ina­czej wła­ści­wie w każ­dym sta­nie. Die­tę ła­two więc skom­po­no­wać zdro­wo. Do tego awo­ka­do ma wy­śmie­ni­ty smak, inny niż w Pol­sce!
Stan­dar­do­wa Ame­ry­kan­ka nie go­tu­je, bo nie ma cza­su. Nie ma też w su­mie dla kogo – więk­szość ro­dzi­ny jest albo w pra­cy albo w szkole/ żłobku/przedszkolu. Nor­mą są od­grze­wa­ne w mi­kro­fa­li go­to­we obia­dy, śnia­da­nia w re­stau­ra­cji. Ro­dzin­ne obia­dy zda­rza­ją się ra­czej w week­en­dy, a i wte­dy czę­ściej lu­dzie wy­bie­ra­ją się do re­stau­ra­cji czy na pik­nik, niż go­tu­ją w domu.

Mo­nio­wiec: A co z sys­te­mem edu­ka­cji?
Do­ro­ta: Dla Ame­ry­ka­nów jest ona bar­dzo waż­na. I dro­ga. Wła­ści­wie obcy lu­dzie wy­cho­wu­ją ko­lej­ne po­ko­le­nia, bo dzie­ci od nie­mow­la­ka po­wie­rza­ne są fa­cho­wej opie­ce. Ucznio­wie mają masę do­dat­ko­wych za­jęć, czę­sto bar­dzo cie­ka­wych. Szko­ła uczy na­praw­dę pod­staw, jed­nak jed­nost­ki wy­bit­ne są pre­mio­wa­ne, do­sta­ją sty­pen­dium, moż­li­wość bez­płat­nej edu­ka­cji, tak­że na naj­lep­szych póź­niej uczel­niach.

Mo­nio­wiec: Jak po­strze­ga­ni są tam Po­la­cy?
Do­ro­ta: Szcze­rze mó­wiąc nie wiem. Malo ich tu spo­tka­łam, być może ze wzglę­du na miej­sce, w któ­rym miesz­ka­łam. Mnie samą cza­sem ze wzglę­du na ak­cent utoż­sa­mia­no z Ro­sja­na­mi. Ogól­nie Ame­ry­ka­nie są po­zy­tyw­nie na­sta­wie­ni do Po­la­ków.

Mo­nio­wiec: Cze­go bra­ko­wa­ło Ci w Ame­ry­ce poza ro­dzi­ną?
Do­ro­ta: Ta­kich sma­ków jak do­bry chleb, ki­szo­ne ogór­ki czy kieł­ba­sa. Jed­nak nie za­bra­ła­bym ich le­cąc z Pol­ski. Za to war­to za­ku­pić w kra­ju kil­ka pa­czek do­brej czar­nej her­ba­ty, bo ta na­praw­dę do­bra jest tam bar­dzo dro­ga. Poza tym wszyst­ko moż­na ku­pić. Na­le­ży jed­nak pa­mię­tać, że urzą­dze­nia elek­trycz­ne mają tu inne wtycz­ki i w gniazd­ku jest tak­że inne na­pię­cie. Nie wszyst­kie będą dzia­łać na­wet na przej­ściów­ce. Przy­kła­do­wo moja pol­ska pro­sow­ni­ca nie dzia­ła.

Mo­nio­wiec: Za co naj­bar­dziej ko­chasz Ame­ry­kę?
Do­ro­ta: Za ten bar­dzo po­zy­tyw­ny i opty­mi­stycz­ny sto­su­nek do ży­cia. Wszy­scy chęt­nie za­ga­du­ją i roz­ma­wia­ją. Wte­dy na­wet sza­ry dzień wy­da­je się przy­jem­niej­szy.

Fot. Mar­cin Wi­cha­ry, CC BY 2.0


Je­śli lu­bisz po­dróże z pal­cem po ma­pie, co śro­dę za­pra­szam na wy­prawę z jed­ną z Pol­ek miesz­ka­ją­cych za gra­nicą. Wpi­sy już pu­bli­ko­wane znaj­dzie­cie tu.

Autor | moniowiec Komentarze | 0 Data | 15 lipca 2015

kategorie i tagi

W kategorii: Wywiady

Otagowano: