10 filmów na Dzień Nauczyciela

10 filmów na Dzień Nauczyciela Image

10 filmów na Dzień Nauczyciela

Obyś cu­dze dzie­ci uczył mó­wi­li. Wie­dzie­li co mó­wią. Jest to je­den z chy­ba naj­bar­dziej nie­do­ce­nia­nych za­wo­dów. Prze­cież od ta­kie­go na­uczy­cie­la, czę­sto nie­zmo­ty­wo­wa­ne­go ani fi­nan­so­wo ani we­wnętrz­nie, za­le­ży szli­fo­wa­nie tych dia­men­tów, któ­re obo­wiąz­ko­wo sys­tem wrzu­cił w szkol­ne ław­ki. Wpraw­dzie nie tyl­ko warsz­tat pra­cu­ją­cych w szko­le lu­dzi sta­no­wi o efek­cie ob­rób­ki — czy szlif bę­dzie do­bry, czy ka­mień się zmar­nu­je. Jed­nak to wła­śnie na­uczy­cie­le po­ma­ga­ją zro­bić pierw­szy krok i od nich czę­sto za­le­ży, czy uczeń pój­dzie zdo­by­wać szczyt, czy pro­sto w przepaść.

Z oka­zji Dnia Edu­ka­cji Na­ro­do­wej przed­sta­wiam cał­ko­wi­cie su­biek­tyw­ny ze­staw naj­lep­szych fil­mach o na­uczy­cie­lach i ucze­niu (się).

1. Karate Kid

Ja i fil­my ka­ra­te? No way! A jed­nak! Nie je­stem en­tu­zja­stą wszel­kich strze­la­nek, fru­wa­nia ja­poń­skich sa­mu­ra­jów czy walk na rin­gu. Zwy­czaj­nie nu­dzi mnie mę­skie kino nie mniej, niż męż­czyzn oglą­da­nie Ti­ta­ni­ca (chy­ba że do­pin­gu­ją śmierć Leo: die, die, die!). Jed­nak w pierw­szym fil­mie o mło­dym ka­ra­te­ce Dan­nym było coś, co za­pa­mię­ta­łam do koń­ca ży­cia, mimo że film oglą­da­łam lata temu: prze­sła­nie. Nie jest nim to, że każ­dy może zo­stać kimś, je­śli bę­dzie dużo tre­no­wać. Ra­czej za­pa­mię­ta­łam, że cza­sa­mi rze­czy, któ­re uwa­ża­my za zbęd­ne, są dro­gą do celu. Jak ma­lo­wa­nie pło­tu czy wo­sko­wa­nie sa­mo­cho­du przez Dannego.

Tak, pan Mi­ja­gi to fan­ta­stycz­ny nauczyciel.

2. Kung Fu Panda

Ani­ma­cja Dre­am­Works z 2008 roku. Jak w „Ka­ra­te Kid” po­ka­zu­je, że dro­ga do by­cia mi­strzem kung fu bywa krę­ta. A do tego – że cza­sem wie­le za­le­ży od na­uczy­cie­la i jego wi­zji przed­sta­wio­ne­go świa­ta. Moż­na rze­czy przyj­mo­wać ta­kie ja­kie są, jak Mistrz Oogway, lub wal­czyć z wszyst­kim ma­jąc w swej pa­mię­ci cią­gle cień wła­snych błę­dów, jak Mistrz Shi­fu. A cza­sem moż­na dać lek­cję ży­cia, na­wet o tym nie wie­dząc, jak oj­ciec Po.

3. Harry Potter – cała seria

W mało któ­rym cy­klu fil­mo­wym czy książ­ce nie ma tak wie­lu cha­rak­te­ry­stycz­nych i cie­ka­wych po­sta­ci na­uczy­cie­li i men­to­rów jak w ob­ra­zach o cza­ro­dzie­ju z bły­ska­wi­cą na czo­le. Od cha­ry­zma­tycz­ne­go Pro­fe­so­ra Dum­ble­do­ra, przez nie­okrze­sa­ne­go Ha­gri­da, sza­lo­ne­go Mo­odie­go, sta­tecz­ną McGo­na­gall, do­bro­dusz­ną Po­mo­nę Spro­ut, na­wie­dzo­ną i za­krę­co­ną Sy­bill Tre­law­ney, twar­do stą­pa­ją­cą po zie­mi Ro­lan­dę Ho­och (co cie­ka­we – uczy­ła la­ta­nia na mio­tle), cza­ru­ją­ce­go Gilderoy’a Loc­khar­ta, spo­koj­ne­go (do peł­ni księ­ży­ca) Lu­pi­na, ró­żo­wą i po­zba­wio­ną skru­pu­łów Um­brid­ge, nie­śmia­łe­go i ta­jem­ni­cze­go Qu­irel­la czy su­ro­we­go, strasz­ne­go, dwu­li­co­we­go Snape’a.

Sama do dziś nie wiem czy Ri­chard Har­ris (Dum­ble­do­re)

czy Alan Ric­kan (Sna­pe) stwo­rzył lep­szą kre­ację – obie są tak róż­ne i tak wyśmienite.

Choć­by ze wzglę­du na ich grę, bo, nie oszu­kuj­my się, sam Da­niel Radc­lif­fe był sła­bym ak­to­rem, war­to obej­rzeć Har­re­go Pottera.

4. Akademia Pana Kleksa

Nasz ro­dzi­my „Har­ry Pot­ter”. Kre­acja Pio­tra Fron­czew­skie­go jest na mia­rę Osca­ra! A za­ję­cia z klek­so­gra­fii czy le­cze­nie cho­rych sprzę­tów po­win­ny być tak­że w na­szych szkołach.

5. Matylda

Pięk­ny film fa­mi­lij­ny. Bez prze­szkód moż­na go oglą­dać z dzieć­mi szkol­ny­mi. Będą się cie­szy­ły, że w ich szko­łach dy­rek­tor­ką nie jest en­tu­zjast­ka spor­tów si­ło­wych na ana­bo­li­kach, że nie mają dła­wi­ka i mogą no­sić słod­kie ku­cy­ki na gło­wie. Za to pew­nie nie­jed­na oso­ba za­tę­sk­ni za słod­ką jak miód pan­na Honey.

6. Młodzi gniewni

To film-le­gen­da. Chy­ba każ­dy choć­by raz w ży­ciu oglą­dał, jak odzia­na w skó­rza­ną kurt­kę ma­ri­nes Mi­chel­le Pfe­if­fer, z no­ga­mi na biur­ku cze­ka na po­ja­wie­nie się swo­ich uczniów, jak or­ga­ni­zu­je kon­kurs Dy­lan-Dy­lan, jak z wście­kło­ści się mio­ta, bo Emi­lio nie za­pu­kał do drzwi po­ko­ju dy­rek­tor­skie­go i za­miast uzy­skać po­moc – zo­stał ode­sła­ny. Moje dzie­cia­ki na­wet na swo­jej li­ście prze­bo­jów, któ­rą czę­sto słu­cha­ją w domu, mają „Gang­sta pa­ra­di­se” Co­olio. Kie­dyś pew­nie po­ka­żę im tak­że film.

7. Stowarzyszenie umarłych poetów

Po co jest ję­zyk? — pyta Ro­bin Wil­liams – Po to by uwo­dzić kobiety!
Cóż może bar­dziej po­bu­dzić wy­obraź­nię mło­dych chłop­ców, niż na­uczy­ciel gło­szą­cy ta­kie idee? Albo taki, któ­ry fan­ta­stycz­nie na­śla­du­je gło­sy zna­nych ak­to­rów-ido­li mło­de­go po­ko­le­nia czy­ta­jąc wier­sze Szek­spi­ra? Któż nie boi się wy­ra­żać wła­sne zda­nie, je­śli na­uczy­ciel każe po­drzeć książ­kę i my­śleć? Kto może po­rwać lu­dzi ideą, je­śli nie wol­ny umysł, któ­re­go od mło­do­ści nie szu­flad­ko­wa­no, nie sta­wia­no sztucz­nych gra­nic, nie uczo­no my­śleć we­dług klu­cza? Ktoś, komu po­ka­za­no róż­ne punk­ty widzenia:

Ta­kie­go na­uczy­cie­la ży­czę każdemu!

8. Pan od muzyki

Szko­ły bez na­dziei, prze­cho­wal­nie mło­dych ciał bez po­lo­tu, po­my­słu, ska­za­nych na by­cie mier­no­tą, na­wet nie prze­cięt­no­ścią. Wszę­dzie taką się znaj­dzie. Ale je­śli do­łą­czy­my do tego wzmian­kę, że cho­dzą do ta­kiej szko­ły sie­ro­ty wo­jen­ne, wia­do­mo, że zbyt wie­le nie moż­na się po niej spo­dzie­wać. Do­łącz­my jesz­cze su­ro­we­go dy­rek­to­ra, któ­ry każe dzie­ci bez skru­pu­łów za każ­de prze­wi­nie­nie. A gdy­by tak… dać mi­łość? Nie­ko­niecz­nie w for­mie przy­tu­le­nia. Ot, choć­by mi­łość do mu­zy­ki? Wte­dy… wte­dy moż­na wzle­cieć wy­so­ko w górę!

9. Fortepian

Pod wzglę­dem do­pa­so­wa­nia mu­zy­ki jest to chy­ba mój ulu­bio­ny ob­raz. Prze­pięk­na gra na for­te­pia­nie i utwo­ry skom­po­no­wa­ne przez Mi­cha­ela Ny­ma­na ! Choć­by dla słu­cha­nia war­to się­gnąć po tą pozycję.
Gdzie tu na­uczy­ciel? Głów­na bo­ha­ter­ka, Ada, ska­za­na na mał­żeń­stwo bez mi­ło­ści, jest oso­bą nie­mą. Po­ro­zu­mie­wa się na migi, ge­sta­mi i mu­zy­ką. Gdy mąż nie po­zwa­la na trans­port ulu­bio­ne­go for­te­pia­nu i kon­fi­sku­je go nie­okrze­sa­ny są­siad, z uczu­cia do in­stru­men­tu uczy gry na nim tyl­ko po to, by zno­wu po­czuć kla­wi­sze pod pal­ca­mi. Ko­bie­ta uczy mu­zy­ki tu­byl­ca, za­ko­chu­je się w nim, co pro­wa­dzi do tra­ge­dii, ale tak­że hap­py endu. Bez ręki moż­na żyć. Bez mi­ło­ści i po­czu­cia god­no­ści – nie. I tego uczy Ada. Tak­że siebie.

10. Lektor

To trud­ny film. I zde­cy­do­wa­nie nie jest to kino dla ca­łej ro­dzi­ny. Ogól­nie fa­scy­nu­je mnie te­ma­ty­ka ho­lo­cau­stu, dla­te­go też z chę­cią się­gnę­łam po nie­go. Wrył mi się w pa­mięć. Nie przez to, że były w nim sce­ny ero­tycz­ne, nie ze wzglę­du na śmierć, nie ze wzglę­du na za­ka­za­ną mi­łość. Ze wzglę­du na to, jak ła­two moż­na po­peł­nić błąd, jak bar­dzo może czło­wie­ko­wi uwie­rać brak pod­sta­wo­wych umie­jęt­no­ści w ży­ciu jak czy­ta­nie, jak bar­dzo może to za­wa­żyć na ży­ciu – nie tyl­ko własnym.

A Wy, zna­cie ja­kieś cie­ka­we fil­my o na­uczy­cie­lach, men­to­rach czy trenerach?

Fot. Swe­et Flo­ur Bake Shop, CC BY 2.0

Autor | moniowiec Komentarze | 0 Data | 14 października 2015

kategorie i tagi

W kategorii: Kultura

Otagowano: