Matka w Irlandii — Kiedy Polska to za mało

Matka w Irlandii — Kiedy Polska to za mało Image

Matka w Irlandii — Kiedy Polska to za mało

Na­zy­wa­ją ją Zie­lo­ną Wy­spa. Na zdję­ciach z sa­te­li­ty rze­czy­wi­ście wy­glą­da jak pły­wa­ją­ca po­środ­ku wody zie­leń. Zie­lo­ny jest więc nie bez ko­ze­ry jej ko­lo­rem na­ro­do­wym. Jed­nak Ir­lan­dia ma wię­cej barw niż tyl­ko (0, 128, 0) w RGB. Inne ko­lo­ry Ir­lan­dii moż­na po­dzi­wiać do woli na blo­gu Kasi w Kra­inie Desz­czow­ców.

Mo­nio­wiec: Dłu­go po­dzi­wiasz już ir­landz­ką zie­leń?
Ka­sia w Kra­inie Desz­czow­ców: W Ir­lan­dii miesz­kam już 7,5 roku, a wy­je­cha­łam tyl­ko na je­den rok (!). Żyło nam się do­brze w ro­dzin­nym mie­ście, aż pew­ne­go dnia za­chcia­ło nam się zmia­ny. Chcie­li­śmy wy­je­chać, od­kryć nowe miej­sce, po­znać lu­dzi, a przede wszyst­kim spró­bo­wać sił na nie­zna­nym nam ryn­ku pra­cy. Gdy za­sta­na­wia­li­śmy się, do któ­re­go mia­sta (pol­skie­go) chcie­li­by­śmy się wy­pro­wa­dzić, przy­szła ofer­ta pra­cy w… Sło­wa­cji, a po­tem w Ir­lan­dii. Stwier­dzi­li­śmy dość szyb­ko, że w su­mie nie jest to pro­blem. Mia­ło być inne mia­sto – bę­dzie inne pań­stwo. Pro­ces re­kru­ta­cyj­ny w oby­dwu przy­pad­kach wy­glą­dał tak samo – naj­pierw kil­ka roz­mów te­le­fo­nicz­nych, a na­stęp­nie roz­mo­wa już na miej­scu w sie­dzi­bie fir­my (oczy­wi­ście po­dróż i noc­leg na ich koszt). Zwie­dzi­li­śmy naj­pierw mia­sto w Sło­wa­cji, któ­re po­ten­cjal­nie mia­ło się stać się na­szym, wie­czo­rem kil­ka knaj­pek, żeby po­czuć kli­mat. Od­po­wia­da­ło nam. Spraw­dzi­li­śmy ja­kie są ceny wy­naj­mu miesz­ka­nia i ogól­nie kosz­ty utrzy­ma­nia, żeby upew­nić się, że spo­koj­nie moż­na żyć z jed­nej wy­pła­ty do­pó­ki dru­gie z nas nie znaj­dzie pra­cy na mia­rę swo­je­go wy­kształ­ce­nia. Jed­nak wy­bra­li­śmy Du­blin i Ir­lan­dię. Po­le­cie­li­śmy z dwo­ma wa­liz­ka­mi.

Mo­nio­wiec: Jacy są Ir­land­czy­cy?
Ka­sia w Kra­inie Desz­czow­ców: Pra­co­wa­łam z Ir­land­czy­ka­mi jesz­cze w Pol­sce, więc wie­dzia­łam, co mogę się po nich spo­dzie­wać. Są to lu­dzie są spo­koj­ni, mili i ła­god­ni wo­bec dru­gie­go czło­wie­ka.

Mo­nio­wiec: My mamy swo­je scha­bo­we z za­sma­ża­ną ka­pu­stą i ziem­nia­ka­mi. Co jada Ir­land­czyk na obie­dzie u mamy?
Ka­sia w Kra­inie Desz­czow­ców: Tra­dy­cyj­ne ir­landz­kie je­dze­nie jest dość pro­ste i mdła­we, nie uży­wa się tu wie­le przy­praw. Nie­dziel­nym da­niem tra­dy­cyj­nym jest go­to­wa­ny bo­czek, go­to­wa­na ka­pu­sta i ziem­nia­ki. Ir­land­czy­cy lu­bią jeść do­brze i są otwar­ci na róż­ne kuch­nie świa­ta.

irish8

Mo­nio­wiec: Czy prze­cięt­ny Ir­land­czyk na­praw­dę tyle prze­by­wa w pu­bie czy to tyl­ko taka fik­cja li­te­rac­ka i wy­mysł prze­my­słu fil­mo­we­go?
Ka­sia w Kra­inie Desz­czow­ców: Ir­land­czy­cy uwiel­bia­ją swo­je puby i chy­ba nie znaj­dzie się więk­szej wio­secz­ki bez pubu. Na­to­miast w cen­trum miast i mia­ste­czek trud­no zna­leźć uli­cę, na któ­rej nie by­ło­by pubu. Le­opold Blo­om, bo­ha­ter Ulys­se­sa au­tor­stwa Ja­me­sa Joy­ce, stwier­dził, że nie­zła by to była sza­ra­da spró­bo­wać przejść Du­blin nie prze­cho­dząc po dro­dze obok pubu.

Good puz­zle wo­uld be cross Du­blin wi­tho­ut pas­sing a pub”

Ir­landz­kie puby moż­na po­dzie­lić na dwie ka­te­go­rie: puby do od­po­czyn­ku oraz puby na im­pre­zę. Jed­nak nie­za­leż­nie od ka­te­go­rii, pierw­sze ze­tknię­cie z ir­landz­kim pu­bem w Ir­lan­dii może być dość szo­ku­ją­ce – oczy­wi­ście po­zy­tyw­nie. W pu­bach po­ło­żo­nych poza cen­trum miast lub w wio­secz­kach za­wsze zje­my do­brze oraz ura­cze­ni zo­sta­nie­my to­wa­rzy­stwem sta­łych klien­tów. Nie za­wsze pierw­si do nas za­ga­da­ją, ale je­śli już my się ode­zwie­my to im się bu­zia nie za­mknie oraz chęt­nie wy­pi­ją z nami kil­ka ko­le­jek.
Przy oka­zji przy­po­mi­nam o ir­landz­kim zwy­cza­ju ku­po­wa­nia ko­le­jek. Gdy idzie­my do pubu i ktoś się nas pyta „co pi­jesz?”, je­śli od­po­wie­my to zo­sta­nie nam to ku­pio­ne. Na­le­ży wte­dy pa­mię­tać, kto nam ku­pił coś do pi­cia i co on sam pije, aby idąc po ko­lej­ny na­pój dla sie­bie, „od­ku­pić” wcze­śniej nam ku­pio­ny drink i „od­dać”. Im wię­cej osób w gru­pie, tym czę­ściej bę­dzie­my py­ta­ni co pi­je­my. Bez­piecz­niej jest od­ma­wiać i nie przyj­mo­wać drin­ka mó­wiąc, że jesz­cze się ma co pić z dwóch po­wo­dów:
a) szyb­ko przed nami bę­dzie sta­ło kil­ka szkla­nek ,
b) wy­pa­da każ­dej oso­bie, któ­ra nam ku­pi­ła pi­cie, od­wdzię­czyć się i „od­ku­pić”. Może więc dojść do tego, że do­sta­nie­my 7 run­dek ale wy­pa­da też te 7 run­dek od­ku­pić, a my tyl­ko mamy czas/głowę/ochotę (nie­po­trzeb­ne skre­ślić) na 3 rund­ki.
W pu­bach w cen­trum miast Po­la­ków przy­zwy­cza­jo­nych do pu­bów w kra­ju oj­czy­stym zdzi­wi przede wszyst­kim tłum lu­dzi. W tych pu­bach rzad­ko się sie­dzi, ra­czej stoi gdzieś w tłu­mie. W wie­lu pu­bach za­uwa­ży­my na ścia­nach kil­ka­na­ście ekra­nów te­le­wi­zo­rów, a każ­dy z in­nym spor­tem. Do tego mu­zy­ka tak gło­śno pusz­cza­na, że nie sły­chać oso­by sto­ją­cej obok, chy­ba że krzy­czy nam do ucha. Z tego typu pu­bów sły­nie przede wszyst­kim dziel­ni­ca Tem­ple Bar w Du­bli­nie. Z tego też po­wo­du dużo Du­bliń­czy­ków „nie robi” Tem­ple Bar. Tem­ple Bar jest ra­czej dla tu­ry­stów lub dla wie­czo­rów panieńskich/ ka­wa­ler­skich. Je­śli nie na­le­ży­my do żad­nej z po­wyż­szych grup, w cen­trum Du­bli­na cho­dzi­my do pu­bów w po­bli­żu Gra­fton Stre­et, Kil­da­re Stre­et. Oczy­wi­ście też jest gło­śno, ale moż­na zna­leźć kil­ka spo­koj­nych by pogadać…tylko po co? Nie o to cho­dzi Ir­land­czy­kom w week­en­do­wych wyj­ściach do pubu!
A cho­dzi o „prze­wi­ja­nie”. Nie sie­dzi się w pu­bie, nie za­pusz­cza ko­rze­ni tyl­ko cho­dzi się z pubu do pubu czy­li upra­wia się tak zwa­ne „pub crawl” czy­li cho­dzi się z knaj­py do knaj­py. Sie­dze­nie i wy­pi­cie kil­ku ko­le­jek w jed­nym miej­scu przez cały wie­czór jest ra­czej nie­ir­landz­kie. Wy­pa­da za­li­czyć z dwie, trzy knaj­py, żeby wie­czór był uda­ny. Je­den pub tyl­ko je­śli jest je­dy­ny, je­śli przy­szli­śmy na szklan­kę piwa po pra­cy albo je­śli coś z nami jest nie tak / je­ste­śmy drę­twym cu­dzo­ziem­cem (więc w su­mie jest z nami coś nie tak). Ir­land­czy­cy uwiel­bia­ją roz­ma­wiać i są otwar­ci, a ir­landz­ki bar­man te ce­chy ma chy­ba ge­ne­tycz­nie w nad­mia­rze. To jest też je­den z po­wo­dów, dla któ­rych chce się wra­cać do lo­kal­ne­go pubu – bar­man zna nas po imie­niu, wie co pi­je­my i za­wsze moż­na z nim po­ga­dać.

Mo­nio­wiec: W Ir­lan­dii obec­nie jest wie­lu po­la­ków. Jak są oni po­strze­ga­ni?
Ka­sia w kra­inie Desz­czow­ców: Po­la­ków spo­tka­my w Ir­lan­dii na każ­dym kro­ku i w każ­dym za­wo­dzie. W roku 2011 prze­pro­wa­dzo­no ostat­ni spis po­wszech­ny. Do­wia­du­je­my się ze spi­su, że naj­więk­szą mniej­szo­ścią na­ro­do­wą są Po­la­cy, a nie jak do tej pory An­gli­cy. Tym sa­mym dru­gim naj­po­pu­lar­niej­szym ję­zy­kiem po ję­zy­ku an­giel­skim jest ję­zyk pol­ski. Za pol­skim jest fran­cu­ski, li­tew­ski i nie­miec­ki. Po­la­ków w Ir­lan­dii jest po­nad 100 ty­się­cy, co sta­no­wi 15 in­nych na­ro­do­wo­ści w Ir­lan­dii. To w su­mie tłu­ma­czy pew­nie żart któ­ry mu­szę przy­to­czy po an­giel­sku bo ina­czej stra­ci sens:
„The la­test poll ta­ken by the Go­vern­ment asked pe­ople who live in Ire­land if they think Po­lish im­mi­gra­tion is a se­rio­us pro­blem:
25% of re­spon­dents an­swe­red: Yes, it is a se­rio­us pro­blem.
75% of re­spon­dents an­swe­red: Nie, to nie jest ża­den pro­blem.”

irish3

Mo­nio­wiec: Komu ki­bi­co­wa­łaś w nie­daw­nym me­czu Pol­ska-Ir­lan­dia?
Ka­sia w Kra­inie Desz­czow­ców: Pol­sce, ale w związ­ku z me­czem zda­rzy­ła mi się śmiesz­na sy­tu­acja. Ko­le­ga w pra­cy, po­wie­dział do mnie: „Wiesz, że w week­end gra­my z Pol­ską (ma­jąc na my­śli mecz pił­ki noż­nej Ir­lan­dia – Pol­ska)?”. Ja mu na to od­po­wie­dzia­łam: „Tak? Gra­my?”, po czym ro­ze­śmia­łam się, bo zda­łam so­bie spra­wę z tego co po­wie­dzia­łam i po­pra­wi­łam się: „Tak? Gra­cie?”. Obo­je ser­decz­nie się z tego śmia­li­śmy.

plirlAndrzejHrechorowicz1

Zdję­cie: An­drzej Hre­cho­ro­wicz, Mecz Pol­ska-Ir­lan­dia, 11.10.2015. Na try­bu­nach m.in. Pre­zy­dent Pol­ski An­drzej Duda i Am­ba­sa­dor Ir­lan­dii Ge­rard Ke­own (chy­ba wia­do­mo któ­ry to).

Mo­nio­wiec: Jak to jest być mat­ką w Ir­lan­dii?
Ka­sia w Kra­inie Desz­czow­ców: Ir­landz­kie dzie­ci są do­brem na­ro­do­wym. Są lu­bia­ne w prze­strze­ni pu­blicz­nej, re­stau­ra­cje i ka­fej­ki mają za­wsze menu dla dzie­ci, prze­wi­ja­ki, krze­seł­ka do kar­mie­nia, ko­lo­ro­wan­ki itp. Dużo jest ko­lo­ro­wych pla­ców za­baw, ką­ci­ki dla dzie­ci w mu­ze­ach i bi­blio­te­kach. Na dzie­ci się nie krzy­czy, nie stra­szy, nie za­ka­zu­je ani na­ka­zu­je tyl­ko roz­ma­wia i tłu­ma­czy. Ir­landz­cy ro­dzi­ce mają wię­cej cier­pli­wo­ści niż pol­scy, ale to wy­ni­ka ogól­nie z na­tu­ry Ir­land­czy­ków. Za­zwy­czaj jak gdzieś w skle­pie czy w par­ku sły­szę pła­czą­ce dziec­ko i krzy­czą­ce­go ro­dzi­ca to jest to za­zwy­czaj w ję­zy­ku pol­skim.

irish4
Ir­land­czy­cy mają za­zwy­czaj trój­kę dzie­ci, cho­ciaż po­przed­nie po­ko­le­nia mia­ły o wie­le wię­cej. Czę­sto dzie­ci są ro­dzo­ne rok po roku i Ir­land­czy­cy sami mó­wią na nie „ir­landz­kie bliź­nia­ki”. Dzie­ci są za­bie­ra­ne wszę­dzie i ir­landz­kie mamy nie uni­ka­ją skle­pów, urzę­dów czy po­dró­ży sa­mo­lo­tem z nie­mow­la­ka­mi czy więk­szy­mi dzieć­mi. Ocze­ku­je się, że dzie­ci szyb­ko uspo­łecz­nią się, dla­te­go gdy spo­tka­my zna­jo­mych z dzieć­mi, wy­pa­da abyś kil­ka zdań z nimi za­mie­ni­li, na­wet je­śli są to małe dzie­ci. Mó­wi­my im wte­dy, że mają na przy­kład ład­ną blu­zecz­kę z mi­siem, py­ta­my czy idą na spa­cer i ta­kie tam. Gdy zi­gno­ru­je­my dziec­ko, bę­dzie­my uwa­ża­ni za oso­bę nie­grzecz­ną i aro­ganc­ką. Tak samo w re­stau­ra­cjach, za­wsze wi­dzę jak kel­ner ob­słu­gu­ją­cy ro­dzi­nę przy sto­li­ku, roz­ma­wia z na­wet ma­ły­mi dzieć­mi i pyta je na co mają ocho­tę do je­dze­nia.

irish5
Ir­landz­kie mamy ma­ją­ce kil­ko­ro dzie­ci czę­sto nie pra­cu­ją za­wo­do­wo lub bio­rą so­bie bez­płat­ne kil­ku­let­nie urlo­py z pra­cy tzw “ca­re­er bre­ak”. Wy­ni­ka to za­zwy­czaj z po­wo­dów fi­nan­so­wych.
Szko­ły w młod­szych kla­sach mają za­ję­cia od dzie­wią­tej do pierw­szej i nie ist­nie­je coś ta­kie­go jak bez­płat­na świe­tli­ca czy bez­płat­ne szkol­ne kół­ka za­in­te­re­so­wań. W szko­łach nie ma sto­łó­wek. Ze wzglę­du na ja­kieś dziw­ne pra­wo do­ty­czą­ce od­po­wie­dzial­no­ści czy ubez­pie­cze­nia, dzie­ci nie wcho­dzą do szko­ły przed za­ję­cia­mi. Ra­zem z ro­dzi­ca­mi cze­ka­ją na bo­isku do tej go­dzi­ny dzie­wią­tej aż za­dzwo­ni dzwo­nek i moż­na wejść do szko­ły. Po­wiem szcze­rze, że nie wiem dla­cze­go tak jest, py­ta­łam wie­le mo­ich ko­le­ża­nek w związ­ku z tym po­stem, ale żad­na nie wie­dzia­ła dla­cze­go. Nie bar­dzo też ro­zu­mia­ły moje py­ta­nie, one mia­ły tak samo gdy same cho­dzi­ły do szko­ły i dzi­wi­ły się, że w pol­skich szko­łach jest ina­czej.

irish6
Jak się do­my­śla­cie, opła­ce­nie opie­ki nad dzieć­mi przed go­dzi­ną dzie­wią­tą oraz od pierw­szej w szcze­gól­nie przy kil­ko­ro dzie­ciach jest bar­dzo dro­gie. Nie­pra­cu­ją­ce za­wo­do­wo mat­ki nie spo­ty­ka­ją się jed­nak z ostra­cy­zmem spo­łecz­nym tak jak w Pol­sce. Czę­sto też któ­reś z ro­dzi­ców pra­cu­je tyl­ko kil­ka dni w ty­go­dniu lub przez pół dnia. Pań­stwo­wych żłob­ków i przed­szko­li nie ma pra­wie wca­le. Dla­te­go koszt ta­kiej opie­ki nad dzieć­mi jest spo­ry – mie­siąc kosz­tu­je oko­ło 1000 euro za dziec­ko. Rok przed pój­ściem do szko­ły dzie­ci mogą sko­rzy­stać z dar­mo­we­go przed­szko­la ale jest to tyl­ko kil­ka go­dzin dzien­nie. Dużo pol­skich mam nie po­sy­ła dzie­ci do żłob­ka lub na cały dzień do przed­szko­la, cze­ka­ją aż dzie­ci osią­gną wiek, w któ­rym przy­słu­gu­ją im dar­mo­we go­dzi­ny i po­sy­ła­ją tyl­ko na te kil­ka go­dzin. Bar­dzo wie­le ro­dzin ir­landz­kich ma też tak zwa­ne „au pair”. Są to mło­de dziew­czy­ny z róż­nych kra­jów, któ­re chcą pod­szli­fo­wać ję­zyk, a za­ra­zem po­zwie­dzać Ir­lan­dię. Miesz­ka­ją one z ro­dzi­ną, za­pro­wa­dza­ją dzie­ci do szko­ły i ze szko­ły, opie­ku­ją się nimi, gdy ro­dzi­ce są w pra­cy. W za­mian mają miesz­ka­nie, wy­ży­wie­nie i ty­go­dnio­we kie­szon­ko­we na drob­ne wy­dat­ki. W mo­jej pra­cy nie­mal wszyst­kie ko­le­żan­ki, któ­re mają dzie­ci mają też „au pa­irs”. Są one za­zwy­czaj z Bra­zy­lii, Hisz­pa­nii i Wło­szech.

irish10

Dzie­ci idą do szko­ły w wie­ku lat czte­rech lub pię­ciu — w za­leż­no­ści od tego w ja­kim mie­sią­cu roku się uro­dzi­ły. Więk­szość szkół jest re­li­gij­na i są w nich wy­ma­ga­ne mun­dur­ki. Jest garst­ka szkół nie­re­li­gij­nych i mun­dur­ki w nich nie obo­wią­zu­ją. W Du­bli­nie i pew­nie kil­ku in­nych du­żych mia­stach, do­sta­nie się do do­brej szko­ły za­le­ży od miej­sca za­miesz­ka­nia, bo obo­wią­zu­je re­jo­ni­za­cja, cza­sem oprócz tego też ter­min za­pi­sów. Bywa tak, że dzie­ci są za­pi­sy­wa­ne do szko­ły za­raz po uro­dze­niu. Do­bre szko­ły i re­jo­ni­za­cja dyk­tu­ją ceny do­mów i miesz­kań na kup­no bądź też wy­na­jem. Zda­rza się, że dom na jed­nej uli­cy, mimo że w o wie­le gor­szym sta­nie niż po­dob­ny na są­sied­niej uli­cy, jest o wie­le droż­szy. Zna­czy to, że ten droż­szy dom na­le­ży do re­jo­nu pod­le­ga­ją­ce­go pod lep­szą szko­łę. Po­dob­nie jest ze szko­ła­mi śred­ni­mi. Do­dat­ko­wo, w nie­któ­rych z nich pierw­szeń­stwo mają dzie­ci ab­sol­wen­tów szko­ły. Spo­ro szkół śred­nich jest tyl­ko wy­łącz­nie mę­ska lub żeń­ska, ale są też szko­ły ko­edu­ka­cyj­ne. Kla­sy są licz­ne, oko­ło 30 oso­bo­we, a na­wet cza­sem ciut wię­cej za­rów­no w szko­łach pod­sta­wo­wych jak i śred­nich.

irish7
Ir­landz­kie dzie­ci są lek­ko ubie­ra­ne, czę­sto bose lub w ko­szul­ce w krót­kim rę­kaw­ku wte­dy gdy ja się trzę­sę i za­kła­dam ko­lej­ny swe­te­rek. Nie no­szą cza­pek czy sza­li­ków. Pew­nie to ce­lo­we har­to­wa­nie dzie­ci, gdyż nikt nie bie­rze urlo­pu w pra­cy z byle ka­tar­ku u dziec­ka itp. W Ir­lan­dii ro­dzi­com nie przy­słu­gu­je cho­ro­bo­we na dziec­ko tak jak w Pol­sce i ro­dzi­ce przy po­waż­nych cho­ro­bach dziec­ka mu­szą brać urlop. Ko­le­żan­ki w pra­cy opo­wia­da­ją jak cza­sem wy­sy­ła­ją dzie­ci bę­dą­ce trze­ci dzień na an­ty­bio­ty­ku do żłob­ka. Do­dat­ko­wo każ­da wi­zy­ta u le­ka­rza jest płat­na, chy­ba że jest się bar­dzo ubo­gim, więc Ir­land­czy­cy uni­ka­ją cho­dze­nia do le­ka­rza z byle po­wo­du. Le­czą sami pa­ra­ce­ta­mo­lem.

irish9

Dzie­ci je­dzą ra­czej śmie­cio­we je­dze­nie, tak jak i do­ro­śli. Dużo fry­tek, chru­pek i kieł­ba­sek. Ir­landz­cy ro­dzi­ce się tym nie przej­mu­ją.
Ir­landz­kie dzie­ci dłu­go mają smocz­ki, cza­sem moż­na zo­ba­czyć dziec­ko wy­glą­da­ją­ce na czte­ry lata ze smocz­kiem. Ko­micz­nie to cza­sem wy­glą­da – dziec­ko wy­cią­ga smo­czek, coś po­wie, zje i na­stęp­nie wkła­da smo­czek z po­wro­tem.
Jest dużo klu­bo spo­tkań dla ma­tek z dzieć­mi, czę­sto ta­kie spo­tka­nia są or­ga­ni­zo­wa­ne w bi­blio­te­kach, do­mach kul­tu­ry czy przy­ko­ściel­nych sa­lach pa­ra­fial­nych. Wy­da­je mi się, że nie jest trud­no być ir­landz­ką mamą, w szcze­gól­no­ści gdy ma się wo­kół mnó­stwo ko­le­ża­nek i ku­zy­no­stwa z dzieć­mi w po­dob­nym wie­ku. A w ma­łej Ir­lan­dii jest to dość po­wszech­ne.
Ir­lan­dia nie jest ra­jem na zie­mi, ma wie­le wad ale jak każ­de miej­sce. Ja się na­uczy­łam te wady ak­cep­to­wać tak jak się ak­cep­tu­je wady swe­go part­ne­ra i ce­nić ją bar­dziej za jej za­le­ty. Ja­kiś czas temu ku­pi­łam dom w Du­bli­nie i póki co tu jest moje miej­sce, a mia­łam tu zo­stać prze­cież tyl­ko rok.


Je­śli lu­bisz po­dróże z pal­cem po ma­pie, co śro­dę za­pra­szam na wy­prawę z jed­ną z Pol­ek miesz­ka­ją­cych za gra­nicą. Wpi­sy już pu­bli­ko­wane znaj­dzie­cie tu.

Autor | moniowiec Komentarze | 0 Data | 28 października 2015

kategorie i tagi

W kategorii: Wywiady

Otagowano: