Kom za kom, obs za obs — blogowy kodeks Hammurabiego

Kom za kom, obs za obs — blogowy kodeks Hammurabiego Image

Kom za kom, obs za obs — blogowy kodeks Hammurabiego

Re­kla­ma dźwi­gnią han­dlu mó­wią. I do­ty­ka to za­rów­no Pani Wie­si z wa­rzyw­nia­ka, któ­ra za­chwa­la jabł­ka tań­sze niż w Bie­dron­ce wy­pi­su­jąc „Dziś ja­buł­ka ta­niei niż u koń­ku­ren­cji” na ka­wał­ku tek­tu­ry wi­szą­cym w wi­try­nie jej bud­ki z włosz­czy­zną jak i naj­więk­szych kre­zu­sów, tych od czer­wo­nych cię­ża­ró­wek z Coca Colą przy­kła­do­wo. Na re­kla­mę idą wiel­kie pie­nią­dze kon­cer­nów, or­ga­ni­za­cji, me­diów, blo­ge­rów.

Ale re­kla­ma to tak­że po­le­ca­nie się na­wza­jem. Pan Ge­nek do­brze zre­pe­ro­wał mi pral­kę, więc po­le­cę go są­siad­ce z par­te­ru, któ­rej ze­psu­ła się wie­ko­wa Fra­nia. Je­śli blo­ger lubi dru­gie­go blo­ge­ra to po­ka­zu­je go swo­im czy­tel­ni­kom, krę­gi się za­zę­bia­ją i jest pięk­nie. Ale… nie za­wsze, bo jest jesz­cze trze­ci ro­dzaj re­kla­my – ta fał­szy­wa.

Chcia­ła­bym żyć w ide­al­nym świe­cie. Ta­kim, gdzie jak coś mi się spodo­ba, to sko­men­tu­ję, za­laj­ku­ję, dam ser­dusz­ko na In­sta i co tam jesz­cze dać moż­na. Nie dla­te­go, że ko­goś lu­bię i klik­nę kciuk w górę na­wet jak na­pi­sze o śmier­ci swo­je­go psa. Nie z przy­zwy­cza­je­nia. Nie z po­wo­du za­się­gów na Fa­ce­bo­oku. Ze zwy­czaj­nej przy­zwo­ito­ści. W świe­cie, gdzie nikt nie ku­pu­je gło­sów w róż­nych kon­kur­sach, nie uży­wa che­atów w grach, nie prze­krę­ca licz­ni­ka od­wie­dzin, nie za­trud­nia mi­lio­na Azja­tów by pod­bi­li licz­bę fa­nów na fanpage’u stro­ny. Wresz­cie, że nie ko­men­tu­je na blo­gu bo ja mam od­wdzię­czyć się tym sa­mym, nie za­sub­skry­bu­je ka­nał bo li­czy na moją sub­skryb­cję itd. W świe­cie, gdzie li­czy się warsz­tat, po­mysł, a nie po­klask i roz­głos.

[mo­ni­ca] kur­de od­kąd na ba­shu nie ma licz­by gło­sów, to nie wiem z cze­go się śmiać
Źró­dło: bash.org.pl

Lu­bię Was, moi ko­men­tu­ją­cy przy­ja­cie­le. Lu­bię jak kle­pie­cie mnie po gło­wie, ob­le­je­cie dla otrzeź­wie­nia lo­do­wa­tą wodą czy cza­sem wbi­je­cie na­wet ło­kieć w że­bro. To dla mnie pre­mia uzna­nio­wa za pra­cę, jaką jest prze­cież pi­sa­nie. Mo­gła­bym w tym cza­sie po­czy­tać książ­kę, po­ma­lo­wać pa­znok­cie, obej­rzeć se­rial, a jed­nak wy­bra­łam pi­sa­nie. Fa­na­be­ria ja­kich mało. Lu­bię Was, bo nie pa­trzy­cie na mnie przez pry­zmat fa­nów w me­diach spo­łecz­no­ścio­wych, bo czę­sto nie zna­cie mnie oso­bi­ście (nie wiem czy dużo tra­ci­cie), a mimo to je­ste­ście tu­taj.

Ale je­śli sami two­rzy­cie ja­kieś tre­ści, czy to pi­sa­ne czy fil­mo­we, to nie, nie będę Wa­szym czy­tel­ni­kiem tyl­ko dla­te­go, że sami mnie czy­ta­cie, nie będę oglą­dać Wa­szych ka­na­łów tyl­ko dla­te­go, że mnie ob­ser­wu­je­cie. Mój czas – i Wasz też! — jest zbyt cen­ny, by sku­piać się na byle czym. Uwa­ża­cie mój blog za tonę sia­na? Mogę się nim wy­pchać. To co pi­szę to wia­dro mułu? To choć­by nie wiem co i tak Was nie wcią­gnie. Je­śli jed­nak za któ­rymś wy­ra­zem w ar­ty­ku­le znaj­dzie­cie swo­je­go Świę­te­go Gra­ala – daj­cie mi znać. Dzię­ku­ję.

Fot. Cra­igh­ton Mil­ler, CC BY-SA 2.0

Autor | moniowiec Komentarze | 40 Data | 25 stycznia 2016

kategorie i tagi

W kategorii: Dla dorosłych

Otagowano:

  • Szko­da, ze ten świat ide­al­ny nie ist­nie­je!

  • Nie mu­si­my. Zwy­czaj­nie. Rzad­ko u Cie­bie ko­men­tu­ję. Ra­czej z bra­ku cza­su niż chę­ci. Ale mam po­dob­ne spo­strze­że­nia. „Daj koma a ja ci sko­men­tu­ję”. Tyl­ko, że ja — czy­ta­jąc mnó­stwo blo­gów — nie ko­men­tu­ję każ­de­go tek­stu, gdyż nie każ­dy leży w mo­ich za­in­te­re­so­wa­niach. I wolę nie ko­men­to­wać niż pi­sać dwa zda­nia na siłę.

    • Cza­sem le­piej nic nie do­da­wać niż na­pi­sać zdaw­ko­we „faj­ny tekst, za­pra­szam do mnie”

  • Iry­tu­je mnie kie­dy po raz set­ny wi­dzę wpis: „kom za kom, obs za obs.” Po­mi­jam fakt, ze w więk­szo­ści ta­kie po­sty pi­sa­ne są przez dzie­ci, ale kur­cze. Czy to o to cho­dzi? Żeby mieć sztucz­nych czy­tel­ni­ków? Nie. I to jest pro­ste jak drut.
    Zga­dzam się z Tobą w 100% i oso­bi­ście wolę mieć mniej praw­dzi­wych czy­ta­ją­cych i lu­bią­cych niż ta­kich sztucz­nych, tyl­ko dla sta­ty­styk… :/

    • W obec­nych cza­sach wy­da­je mi się, że po­zy­cja książ­ko­wa Go­go­la „Mar­twe du­sze” jest bar­dziej re­al­na niż za cza­sów car­skiej Ro­sji…

  • blond &bru­net­te

    Nie­ste­ty ta­kie są re­alia. Ja też do­pie­ro za­czy­nam i przy­znam się, że cza­sa­mi ko­rzy­stam z ta­kiej pro­po­zy­cji. No nie­ste­ty. Tak samo za­cho­wu­ją się youtu­be­rzy „daj­cie laj­ka” „łap­ka w górę” „sub­skry­buj­cie”, na każ­dym fil­mi­ku się coś ta­kie­go sły­szy. Tak samo blo­ge­rzy. Trze­ba so­bie ja­koś ra­dzić 🙂 Na­to­miast nie moż­na prze­sa­dzić, bo co za dużo to nie zdro­wo 🙂
    Po­zdra­wiam

    • Bar­dzo faj­nie śmie­je się z tego np. Gon­ciu czy Ra­dek Ko­tar­ski w swo­ich vlo­gach. Zbyt dłu­gie i na­chal­ne na­ga­by­wa­nie (zwy­kle pod ko­niec fil­mu) naj­czę­ściej prze­ry­wam i oglą­dam inny film. Tyl­ko cza­sem się za­sta­na­wiam — może zwy­kli lu­dzie, nie­zwią­za­ni z bran­żą, zwy­czaj­nie nie wie­dzą, że moż­na sko­men­to­wać, za­laj­ko­wać czy sub­skry­bo­wać?

  • kom za kom, obs za obs dzia­ła na mnie jak płach­ta na byka i bar­dzo znie­chę­ca do lek­tu­ry blo­ga

    • Wy­da­je mi się, że to jest tyl­ko za­gra­nie ma­ło­la­tek, któ­re do­pie­ro co we­szły w wiek na­sto­let­ni… Tego nie prze­sko­czy­my, choć­by nie wiem co. Z wie­kiem wy­ro­sną, ra­czej! 😉

  • I to jest zdro­we po­dej­ście 🙂 w peł­ni się z Tobą zga­dzam. Ostat­nio wi­dzę cud­ną ten­den­cję na In­sta­gra­mie. Ktoś za­czy­na mnie ob­ser­wo­wać i je­śli w cią­gu 24 h ja go nie za­cznę to prze­sta­je. Sor­ry ale ła­ski bez. Choć są i gor­sze zja­wi­ska. Szko­da na ta­kich lu­dzi cza­su. Nie­daw­no było wszę­dzie peł­no mą­dro­ści w sie­ci, że trze­ba ko­niecz­nie od­wie­dzić ko­goś kto cię sko­men­to­wał i się zre­wan­żo­wać. No li­to­ści. Nie będę ko­men­to­wać na siłę. Sama czę­sto do mo­ich ko­men­ta­to­rów za­glą­dam, lecz rzad­ko ko­men­tu­ję. Naj­czę­ściej przez brak cza­su. Ogra­ni­czam so­bie za­się­gi? Trud­no. Ży­cie to nie tyl­ko kom za kom obs za obs…

    • o do­kład­nie też to za­ob­ser­wo­wa­łam, za­czy­na mnie ktoś ob­ser­wo­wać a za chwi­lę już go nie ma, omg, gdzie ten świat le­zie…

    • Wła­śnie — na głu­po­ty cza­su szko­da. Le­piej zna­leźć cie­ka­wy te­mat i tam spo­koj­nie sko­men­to­wać. Przy­naj­mniej wte­dy ko­men­tarz jest na­praw­dę me­ry­to­rycz­ny i wpro­wa­dza coś do­dat­ko­we­go, no­we­go do sko­men­to­wa­ne­go po­sta.

  • ja nie mam pro­ble­mu z od­da­niem ko­men­ta­rza, ale je­śli na­praw­dę mam cos w da­nym te­ma­cie do po­wie­dze­nia. za­wsze od­wie­dzam lu­dzi, któ­rzy do mnie za­glą­da­ją, z czy­stem cie­ka­wo­ści kto mnie czy­ta. dzie­ki temu cza­sa­mi znaj­du­je na­praw­de piek­ne pe­rel­ki:)

    • Za­glą­da­nie na blo­gi osób ko­men­tu­ją­cych to ra­czej cie­ka­wość. Co in­ne­go wrzu­ca­nie swo­je­go po­sta z głów­nym za­le­ce­niem, że za ko­men­tarz sa­me­mu się ko­men­tarz zo­sta­wi u oso­by czy­ta­ją­cej.

  • Jak wi­dzę gdzieś tekst „od­da­ję ko­men­ta­rze” to py­tam „a za­bra­łaś ko­muś?”. Też nie lu­bię po­dej­ścia ko­men­to­wa­nia tyl­ko po to, żeby ktoś i mnie sko­men­to­wał. Jest wie­le blo­gów, któ­re czy­tam re­gu­lar­nie, ale nie za­wsze ko­men­tu­ję. Nic na siłę.

  • Ogól­nie nie wy­zna­je­my za­sa­dy kom za kom, ale np. w na­szych po­le­caj­kach nie po­le­ca­my sa­mych ko­le­ża­nek, czy ko­le­gów, a je­dy­nie ar­ty­ku­ły, któ­re może nam się nie spodo­ba­ły, ale mogą się przy­dać in­nym. To nie jest też tak, że blo­go­wa­nie to za­mknię­ty krąg, choć za­wsze zda­rza­ją się wy­jąt­ki.

    • Nie­mniej do­brze jest znać ko­goś z blo­gos­fe­ry. To jed­nak zu­peł­nie nor­mal­ne — prę­dzej po­le­cisz ko­goś kogo znasz, niż nie­zna­jo­me­go.

      • My aku­rat nie mamy z tym pro­ble­mu, żeby po­le­cić ko­goś, kogo nie zna­my. Fak­tem jed­nak jest, że trud­niej tra­fić na ko­goś, o kim się nie sły­sza­ło.

  • Ja lu­bię od­wie­dzać oso­by, któ­re u mnie ko­men­tu­ją, ale tyl­ko te któ­re ko­men­tu­ją na te­mat. No i ja u nich ko­men­tu­ję tyl­ko wte­dy gdy mam coś do na­pi­sa­nia, bo bez tego szko­da mo­ich li­te­rek 😉

  • Ja laj­ku­ję „z przy­zwy­cza­je­nia” tyl­ko u zna­jo­mych (no prze­cież jak przy­ja­ciół­ka doda nowe zdję­cie to głu­pio nie po­lu­bić). Mimo to sta­ram się od­wie­dzać oso­by, któ­re ko­men­tu­ją mo­je­go blo­ga, ale nie kie­ru­ję się za­sa­dą „kom za kom”, bo cza­sa­mi po pro­stu nie mam nic do po­wie­dze­nia, a nie lu­bię ko­men­to­wa­nia na siłę. Też chcia­ła­bym żyć w pięk­nym, spra­wie­dli­wym świe­cie o któ­rym pi­szesz… ale to wszyst­ko po­szło w złą stro­nę i za­szło za da­le­ko, już się z tego nie wy­le­czy­my. Re­kla­ma dźwi­gnią han­dlu, na­wet, je­śli nie­któ­rzy uwa­ża­ją, że jest nią na­pi­sa­nie ko­men­ta­rza w sty­lu „faj­ny blog, wpad­nij do mnie”.

    • A dla­cze­go nam głu­pio jak nie sko­men­tu­je­my, nie za­laj­ku­je­my zdję­cia zna­jo­me­go? Prze­cież on/ona na­wet nie wie, czy go wi­dzie­li­śmy! Czy do­cho­dzi­my do cza­sów, kie­dy każ­dy jest 24h na dobę na fej­sie, in­sta czy in­nym so­cial­shi­cie?

      • Ja, nie­ste­ty, do­szłam.

        • Po­le­cam mały od­wyk, cho­ciaż ty­dzień cza­su. Hmm w su­mie, je­śli masz tak cięż­ki przy­pa­dek uza­leż­nie­nia, je­den dzień może wy­star­czy 😀 I zo­bacz, jaki bę­dziesz mia­ła świet­ny ma­te­riał na wpis! „moje ży­cie bez in­ter­ne­tu” 😀

  • Za­po­mnia­łaś do­dać, że ist­nie­ją jesz­cze gru­py wza­jem­nej ad­o­ra­cji. Wspie­ra­ją tyl­ko garst­kę tych, któ­rzy rów­nież ich po­le­ca­ją, a nie­któ­re ich wpi­sy na ta­bli­cy FB są aż mdłe. Przy­naj­mniej były, bo więk­szo­ści już nie ob­ser­wu­je.
    Mam kil­ka blo­gów do któ­rych chęt­nie za­glą­dam, je­śli mam coś do po­wie­dze­nia w ja­kimś te­ma­cie- po­ru­szo­nym we wpi­sie- to się udzie­lam, je­śli nie, to po pro­stu prze­czy­tam do koń­ca, po­lu­bię, udo­stęp­nię da­lej.
    Na FB czę­sto kli­kam ‘Lu­bię to’, cho­ciaż­by po to, by zwięk­szyć za­sięg po­stów ulu­bio­nych blo­ge­rek i nie li­czę na to samo w za­mian.
    Nie lu­bię obs za obs, czy kom za kom. Draż­ni mnie to.
    Je­śli ktoś nowy po­ja­wi się na moim blo­gu i zo­sta­wi ko­men­tarz, to za­glą­dam na jego pro­fil i je­śli jego blog mi się spodo­ba, to do­da­ję do ulu­bio­nych, je­śli nie, to prze­cież nic na siłę.
    Nie lu­bię też ko­men­ta­rzy typu „Świet­ny tekst, za­pra­szam do sie­bie” …
    I smut­ny jest fakt, że dużo osób za­glą­da na blo­gi z ład­ny­mi zdję­cia­mi i misz­ma­szem w tek­ście, niż na blo­gi z war­to­ścio­wą tre­ścią.

    • Nie­ste­ty wra­ca­my do ja­skiń — a wła­ści­wie do pi­sma ob­raz­ko­we­go. Bar­dziej li­czą się fot­ki niż do­bry tekst. Smut­ne to…

      • Mamapediatra.blog.pl

        Ja­ski­nia może być cie­ka­wa, ale ob­raz­ki przed­sta­wia­ją­ce pie­ska z tyłu,boku, z góry i dołu to za dużo pie­ska w jed­nej ja­ski­ni! 😉 j

  • Nie je­stem w sta­nie czy­tać wpi­su, któ­ry mnie nu­dzi i zmu­szać się tyl­ko po to, żeby coś sko­men­to­wać. Ja mam inny pro­blem. Tak wie­le jest cie­ka­wych tek­stów, że nie daję rady „ob­czy­tać”

  • Mi się oso­bi­ście chy­ba nie zda­rzy­ło wejść na blo­ga, gdzie dana oso­ba na­chal­nie wrzu­ca­ła lin­ka wszę­dzie gdzie się da i naj­chęt­niej to by chy­ba spray­em mi na ple­cach na­pi­sa­ła ad­res swo­je­go blo­ga­ska 🙂 A wszel­kie obsy, komy, suby i do­ma­ga­nie się rewanżu…masakra, jak wi­dzę te „ty za­cznij” lub „wy­ślij scre­en”, to mam ocho­tę ogła­szać ta­kie po­sty że­na­dą ty­go­dnia 🙂

  • Ja­koś uni­kam blo­gów gdzie ktoś usku­tecz­nia ta­kie prak­ty­ki. Je­śli ko­goś lu­bię to laj­ku­ję gdy mam cie­ka­wy atry­kuł przed sobą sko­men­tu­ję. Zda­rza mi się dość czę­sto od­wie­dzić blo­gi ko­men­tu­ją­cych u mnie i na­gle oka­zu­je się że wcią­gnę­la mnie te­ma­ty­ka.

  • Po ta­kim tek­ście na­wet nie chce mi się ko­men­to­wać, bo i tak do mnie nie zaj­rzysz :p
    Mimo to jed­nak dam Ci znać, że tu by­łam i czy­ta­łam te Two­je wy­po­ci­ny 😉

  • Wszyst­ko wszyst­kim, ale naj­bar­dziej wku­rza mnie że­bra­nie o laj­ki. Mają na licz­ni­ku ty­sią­ce po­lu­bień a cią­gły płacz, że za­się­gi małe. Zrób coś żeby były więk­sze. Sor­ry, ale mnie ta­kie ak­cje sku­tecz­nie znie­chę­ca­ją.

  • Amen.

  • Kur­cze, jed­nak męż­czy­zna za bar­dzo bie­rze do sie­bie i oba­wia się cze­goś co może wo­gó­le się nie wy­da­rzyć. Skąd ma pew­ność że dziec­ko go bę­dzie ko­ja­rzyć z bó­lem, i ko­ja­rzyć tyl­ko jego a nie np mamę czy pana dok­to­ra co też mu­szą dla do­bra dziec­ka mu ro­bić bo­le­sne rze­czy. Nie­ste­ty wie­le oj­ców jak tra­ci cier­pli­wość jest w sta­nie dać dziec­ku klap­sa kie­dy ono nie chce słu­chać. Czy to też nie ból? I wła­śnie z ta­kim bó­lem z prze­mo­cy naj­bar­dziej go sko­ja­rzy a nie z ta­kim, któ­ry po­ja­wia się jako sku­tek nie­sie­nia dziec­ku po­mo­cy.

  • U nas sy­tu­acja ta sama — fa­cet pra­cu­je w dom, więc i dzieć­mi wię­cej się zaj­mu­je niż prze­cięt­ny, bo jak córa chce „kal­kał­ko” to pój­dzie i zro­bi. Ale tak jak Ty, ja sama ja­koś ją za­wra­cam „nie prze­szka­dzaj te­raz, papa pra­cu­je”. No i ro­bie to „kał­kał­ko” jed­no­cze­śnie prze­bie­ra­jąc dru­gie dziec­ko i mie­sza­jąc zupę.

  • Czy ja wiem… Ból (nie­ste­ty) jest nie­od­łącz­nym ele­men­tem ży­cia, więc ktoś ko­ja­rzą­cy się z bó­lem, rów­nież 😉

  • O masz ci los. Ale fakt fak­tem, Oj­ciec Po­lak ni­gdy nie był z żad­nym z na­szym dzie­ci na szcze­pie­niu. pew­nie nie tyle nie chciał się ko­ja­rzyć z bó­lem a boi się igły 😛

  • le­piej, żeby nie ko­ja­rzy­ły w ogó­le 😉

  • Aż mam ocho­tę opier­ni­czyć ojca Omena…ja je­stem ta zła i nie­do­bra od naj­gor­szej ro­bo­ty, den­ty­stów, wy­bie­ra­nia za­jęć i pła­ce­nia za nie (któ­re i tak po­tem ja­śnie ta­tuś skry­ty­ku­je), szcze­pień, le­że­nia w szpi­ta­lach, bez moż­li­wo­ści by­cia za­stą­pio­ną przez niego…grrr Grunt, że Ga­jo­wy sta­ra się mi po­ma­gać.