Share week 2016

Share week 2016 Image

Share week 2016

Po raz ko­lej­ny An­drzej Tu­chol­ski z jestkultura.pl za­pra­sza do wspól­nej ak­cji „Sha­re week”, w któ­rej au­to­rzy po­le­ca­ją au­to­rów, blo­ge­rzy blo­ge­rów, vlo­ge­rzy vlo­ge­rów. Po raz ko­lej­ny mo­że­my po­znać au­to­rów przez pry­zmat tego, co czy­ta­ją i zna­leźć od­po­wiedź na py­ta­nie „po co komu blogi?”.

A są one:

Dla śmiechu – Fabjulus

Nie­kwe­stio­no­wa­na naj­lep­sza przy­ja­ciół­ka Ha­lin­ki, pod­ry­wa­nej no­to­rycz­nie przez pew­ne­go An­dże­ja. Kró­lo­wa pla­stycz­ne­go dia­lo­gu, mi­strzy­ni ri­po­sty i miss pu­en­ty. Do tego wszyst­kie­go ko­bie­ta o tak pięk­nej twa­rzy, że gdy­bym jej zdję­cie po­wie­si­ła na lo­dów­ce, to za­miast ją otwie­rać pew­nie bym się na nią ga­pi­ła ze śli­ną ście­ka­ją­cą z ką­ci­ka roz­chy­lo­nych ust. Ust o wie­le mniej kształt­nych niż ona po­sia­da. A po­tem otwie­ram lo­dów­kę i żrę, bo nie wy­glą­dam jak ona 😉

Dla zastanowienia się – Zorkownia

Jej wpi­sy chwy­ta­ją za ser­ce. Jej po­sta­wa chwy­ta za ser­ce. Po­tra­fi po­ka­zać to, cze­go nie wi­dać, w taki spo­sób, że na­dal się nie wi­dzi, ale czu­je. Na­wet te­raz, jak pi­szę te sło­wa, przez my­śli prze­wi­ja­ją mi się ob­ra­zy tych lu­dzi, z któ­ry­mi jest ona na co dzień. Ję­drek, Kuba, Wan­dzia… Ci, któ­rzy jesz­cze są, ci, któ­rzy już ode­szli. Wszy­scy tak samo ważni.

Dla nauki – Róża Marzy

To blog mamy-le­kar­ki. Ale nie znaj­dzie­my tu po­rad proz­dro­wot­nych, a pro­bli­sko­ścio­we. Bo czę­sto dzie­ci są bar­dziej cho­re z bra­ku bli­sko­ści niż zmniej­szo­nej od­por­no­ści czy se­zo­nu gry­po­we­go. Jej spo­sób pi­sa­nia, jak­że da­le­ki od oce­nia­ją­ce­go, wpro­wa­dza spo­kój w mo­jej gło­wie. Bo ona też mie­wa gor­sze dni, też po­tra­fi być nie­ide­al­na, ale spo­koj­nie to ak­cep­tu­je. A kto ak­cep­tu­je jest w sta­nie zmie­nić siebie.

Dla widoków – Pojechana

Od pew­ne­go cza­su za­czę­łam czy­tać blo­gi po­dróż­ni­cze. Jest to jak na obec­ną chwi­lę je­dy­ny spo­sób w jaki mogę bez pro­ble­mu po­dró­żo­wać (poza wy­wia­da­mi z ma­ma­mi z in­nych kra­jów, któ­re prze­pro­wa­dzam). O ile zdję­cia pięk­nych dzie­ci, tak wszę­do­byl­skie w pa­ren­tin­go­wej blo­gos­fe­rze, mnie nu­dzą, o tyle fo­to­gra­fie nie­znaych mi re­gio­nów za­wsze fa­scy­nu­ją. Tu mamy nie tyl­ko cu­dow­ne fot­ki, ale tak­że barw­ne opo­wie­ści o kra­jach bli­skich i dalekich.

Dla smaków – Moje wypieki

Nie je­stem ku­li­nar­nym guru, da­le­ko mi do mi­strza cu­kier­nic­twa, ale do­brze zjeść lu­bię. Za­czy­nam na­wet na taką wy­glą­dać. Dzię­ki temu blo­go­wi po­zna­łam naj­lep­szy prze­pis na cia­sto na piz­zę i od tego cza­su na moim sto­le lą­du­ją prze­pysz­ne do­mo­wej ro­bo­ty wło­skie spe­cja­ły. Do tego dzie­ci wcią­gnę­ły się w kom­po­no­wa­nie wła­snych far­szów i mamy na­praw­dę nie­zła za­ba­wę na pół dnia!

Dla kultury – Kulturą w płot

Za­sta­na­wiam się, czy bar­dziej lu­bię blo­ga, któ­ry przed­sta­wia fil­my z zu­peł­nie in­nej niż sie­dzą­cy w fo­te­lu kry­tyk per­spek­ty­wy, czy fan­pa­ge, na któ­rym co­dzien­nie do­da­wa­ne zdję­cia wbi­ja­ją mnie czę­sto w fotel.

Dla rysunków – Matka po godzinach

Nic tak nie bawi, jak przed­sta­wie­nie we­so­łe­go świa­ta mat­ki oczy­ma in­nej mat­ki. A bawi jesz­cze bar­dziej, je­śli tek­sty okra­szo­ne są we­so­ły­mi obrazkami.

Dla elfów pogardy – Riennahera

Jed­na z nie­licz­nych sza­fia­rek, któ­rą war­to czy­tać. Nie wiem, czy wolę ją w blond pe­ru­ce czy ru­dej bu­rzy wło­sów, ale nosa nie dam jej zo­pe­ro­wać za żad­ne skar­by. Elf po­gar­dy musi tak wy­glą­dać jak ona i ba­sta! Wszy­scy inni to tyl­ko zwy­kli kra­sno­lu­dzi przy niej, nie­okrze­sa­ni, dzi­cy, nie do­ra­sta­ją­cy do pięt.

Dla zmiany kąta widzenia – Stay Fly

W blo­gos­fe­rze fa­ce­tów tro­chę jest, ale ża­den z nich nie może się rów­nać z nim. Może i apa­ry­cją do­rów­nu­je no­wo­huc­kim dre­sia­rzom, a po­ran­ka­mi słu­cha nie­zna­nej mi muzy (cóż, sta­ra je­stem), ale przed­sta­wia­ny przez nie­go świat za­wsze jest cie­kaw­szy niż ten przez szy­bę w tram­wa­ju: nie­zna­jo­mi męż­czyź­ni dzię­ku­ją mu za kom­ple­men­ty, na­sto­lat­ko­wie prze­pra­sza­ją za stra­to­wa­nie la­bra­do­rem, a te­le­fo­nist­ki wzy­wa­ją imię Je­zu­sa nadaremno.

Autor | moniowiec Komentarze | 3 Data | 25 marca 2016

kategorie i tagi

W kategorii: Dla dorosłych

Otagowano:

  • no to lece nad­ra­biać, bo wstyd się przy­znać, ale znam tyl­ko dwa blo­gi z Two­ich poleconych.

  • Mniej­szą po­ło­wę zna­my, resz­ta do nad­ro­bie­nia. Za­raz zaj­rzy­my, może ja­kiś nam wpad­nie w oko na dłużej.

  • Faj­ne blo­gi i część na­wet znam 🙂