15 przypadkowych uszkodzeń własnych dzieci

15 przypadkowych uszkodzeń własnych dzieci Image

15 przypadkowych uszkodzeń własnych dzieci

Prze­pra­szam, nie chcia­łam” — to wy­ra­że­nie to­wa­rzy­szy mi każ­de­go dnia, bo bar­dzo czę­sto zda­rza­ją nam się nie­szczę­śli­we wy­pad­ki. Kto nic nie robi ten nie po­peł­nia błę­dów, a ro­dzic – nie oszu­kuj­my się – robi ich na­praw­dę dużo. Bo dużo rze­czy musi zro­bić: pra­nie, sprzą­ta­nie, obiad. Wszyst­ko to z asy­stą czło­wie­ka o po­stu­rze kra­sno­lud­ka. Ileż to razy na­dep­nę­łaś na dziec­ko sto­ją­ce tuż za Tobą? Ja już tego na­wet nie li­czę! Oto nie­zdar­na stro­na mo­je­go ma­cie­rzyń­stwa:

1. Po­trą­ce­nie mo­je­go żłob­ko­wi­cza gi­gan­tycz­nym cią­żo­wym brzu­chem. Kto by za­uwa­żył ma­lu­cha je­śli nie wi­du­je na­wet swo­ich wła­snych stóp?

2. Brak orien­ta­cji prze­strzen­nej ob­ja­wia­ją­cy się tym, że nio­sąc dziec­ko na ręce nie za­uwa­żam, że zaj­mu­je­my w drzwiach wię­cej miej­sca niż ja sama. Efek­tem było ude­rze­nie głów­ką dziec­ka o fu­try­nę. Pro­blem ten do­ty­czył też no­sze­nia dziec­ka na wła­snych bar­kach – wte­dy zda­rza­ło się, że przy­ło­żył czo­łem w gór­ną część fra­mu­gi. Na szczę­ście wy­star­czył je­den raz, bym za­wsze chro­ni­ła gło­wę wła­sną ręką przed moją nie­zdar­no­ścią.

3. Przy­pad­ko­we ude­rze­nie pię­ścią pod­bród­ka kie­dy za­pi­na­łam kurt­kę na su­wak, a z ręki wy­su­nął mi się za­mek.

4. I tak samo przy­pad­ko­we za­pię­cie su­wa­ka ra­zem ze skó­rą, naj­czę­ściej na szyi. Ale to i so­bie po­tra­fię ta­kie kuku zro­bić.

5. Ob­cię­cie pa­znok­ci za krót­ko – nie­waż­ne czy no­życz­ka­mi czy cąż­ka­mi. Moja bab­cia po­tra­fi­ła ob­ciąć pa­znok­cie wiel­ki­mi no­ży­ca­mi kra­wiec­ki­mi i do dziś nie wiem ja­kich for­te­li uży­wa­ła, by nie od­ciąć ca­łe­go pal­ca kie­dy to dziec­ko zmie­nia się w ma­łe­go za­cie­kle wal­czą­ce­go wo­jow­ni­ka.

6. Upusz­cze­nie bu­tel­ki z oliw­ką dla dzie­ci na dziec­ko. Zwy­kle z cał­kiem spo­rej wy­so­ko­ści. Jako ro­dzic nr 2 wie­dzia­łam już, że sta­wia­nie ja­kiej­kol­wiek bu­tel­ki na pół­ce nad prze­wi­ja­kiem jest złym po­my­słem. Szcze­gól­nie kie­dy ręce są uma­za­ne śli­ska sub­stan­cją, bo prze­cież sma­ro­wa­li­śmy wła­śnie całe dziec­ko.

7. Otwie­ra­nie drzwi bez upew­nie­nia się czy ktoś za nimi nie stoi. Zwy­kle trzy­ma­jąc w ręku wiel­ką mi­skę z ciu­cha­mi do pra­nia. Za­wsze koń­czy się to lą­do­wa­niem ma­lu­cha na tył­ku i tym smut­nym wy­ra­zem oczu.

8. Go­nie­nie dla za­ba­wy dziec­ka do­oko­ła sto­łu tak dłu­go, że za­czy­na krę­cić mu się w gło­wie i za­ha­cza o pierw­szą prze­szko­dę na dro­dze. Zwy­kle jest to dy­wan. I zwy­kle ude­rza czo­łem w kant sto­łu.

9. Nie­umyśl­ne za­trza­ski­wa­nie ru­cho­mej tac­ki w krze­seł­ku do kar­mie­nia na kur­czo­wo trzy­ma­ją­cych się za­trza­sku rącz­kach. A my­śla­łam, że trzy­ma je grzecz­nie na ko­lan­kach…

10. Za­po­mi­na­nie o wy­tar­ciu mo­krych stóp po ką­pie­li. Za­wi­nię­te w ręcz­nik dziec­ko mia­ło kil­ku me­tro­wy ślizg, koń­czą­cy się groź­nie wy­glą­da­ją­cym upad­kiem. Do­brze, że ręcz­nik taki gru­by!

11. Za­kro­pie­nie fio­le­tem (roz­twór wod­ny nad­man­ga­nia­nu po­ta­su???) za­miast wi­ta­mi­ną D3 w kro­pel­kach. Cóż, bu­tel­ki były ta­kie same. Na szczę­ście od tego cza­su za­wsze do­zu­ję leki na ły­żecz­kę, tak jak pro­du­cent przy­ka­zał.

12. Otar­cie łez za­raz po tym, jak kro­iłam ce­bu­lę lub pa­pry­kę. Nie po­le­cam ni­ko­mu, sama spraw­dzi­łam. Pie­cze!

13. Za­po­mi­na­nie o roz­pię­ciu gu­zi­ka kie­dy zdej­mu­ję ko­szul­kę przez gło­wę. I jesz­cze dzi­wie­nie się, że tak szyb­ko dziec­ko uro­sło od rana, bo nie moż­na zdjąć ubra­nia.

14. Za­trza­śnię­cie pa­lusz­ka w za­pię­ciu od fo­te­li­ka sa­mo­cho­do­we­go. Bo prze­cież dziec­ko chce „sia­mo, sia­mo!”.

15. Ude­rze­nie gło­wą dziec­ka w dach sa­mo­cho­du pod­czas wkła­da­nia do fo­te­li­ka. Za­po­mi­nam, że są już tak duże. Ja­koś za mało oglą­dam fil­mów z po­li­cjan­ta­mi po­chy­la­ją­cy­mi gło­wę zło­czyń­cy pod­czas wsia­da­nia do sa­mo­cho­du, by o tym pa­mię­tać wkła­da­jąc wła­sne dzie­ci do wozu.

Zda­rza się. A kie­dy zro­bisz jed­na z ta­kich rze­czy czu­jesz wy­rzu­ty su­mie­nia. Do cza­su, aż ktoś przy­to­czy Ci wła­sną aneg­dot­kę jak to dziec­ku przy­ciął zam­kiem bły­ska­wicz­nym wło­sy itd. Na szczę­ście dzie­ci tego nie pa­mię­ta­ją. Na szczę­ście nie dla­te­go, że zbyt czę­sto ude­rza­ły w coś gło­wą. Zwy­czaj­nie – zwy­kle są jesz­cze za małe, a my, do­ro­śli, uczy­my się na do­świad­cze­niach. Tak­że tych złych.

Fot. Eel­ke, CC BY 2.0

Autor | moniowiec Komentarze | 8 Data | 30 września 2016

kategorie i tagi

W kategorii: Dla dorosłych

Otagowano: ,

  • Nu­mer 4…któż tego nie prze­żył? 😀
    Ja ostat­nio tra­fi­łam na taki ob­raz­ko­wy „tu­to­rial’ jak nie trzy­mać dzie­ci, bo moż­na im uszko­dzić cia­ło zwłasz­cza krę­gi — np. nie pod­rzu­cać i nie cią­gnąć na rękę (słyn­ne ska­ka­nie przez ka­łu­żę:) Nie wiem na ile to praw­da bo ro­dzi­ce od lat to ro­bią 🙂 .… ale może coś w tym jest sko­ro obec­nie co dru­gie dziec­ko ma ja­kieś pro­ble­my z krę­go­słu­pem?

    • Kie­dyś po ta­kim krę­ce­niu do­oko­ła syna ręce bo­la­ły, więc wie­rzę.

    • Mo­żesz po­dzie­lić się tym tu­to­ria­lem? Bo aż je­stem cie­ka­wa 🙂
      Z pod­rzu­ca­niem czy­ta­łam i też by­łam za­sko­czo­na, bo prze­cież wszy­scy i za­wsze i każ­de dziec­ko, a tu na­gle nie moż­na? Jak to?!?

  • Nor­mal­nie aż mi się włos na gło­wie je­żył, jak to czy­ta­łam. Moje szczę­ście na ra­zie jest ma­lut­kie i z wy­mie­nio­nych uda­ło mi się raz nie do koń­ca zmie­ścić w drzwi — nóż­ka pod ręcz­ni­kiem wy­sta­wa­ła bar­dziej niż mi się wy­da­wa­ło i klam­ka się na nią rzu­ci­ła 😉 Na szczę­ście na tyle lek­ko, że dzie­cin­ka na­wet nie mru­gnę­ła.
    Poza tym sta­ram się uwa­żać, bo moja buj­na wy­obraź­nia sza­le­je i za­wsze pod­po­wia­da bar­dzo re­ali­stycz­ne ob­ra­zy tego, co może się stać w da­nym mo­men­cie 😉

  • Tak­że, że ten…Matka De­mol­ka 😀 Ale spo­ko, każ­dy z nas za­li­czył coś po­dob­ne­go, ja do dziś mam wy­rzu­ty su­mie­nia, jak so­bie przy­po­mnę, że moje bied­ne ma­leń­stwo za­li­czy­ło bli­skie spo­tka­nie ze sto­łem, głów­nie z mo­jej winy. Oj pła­ka­łam ra­zem z nim wte­dy.

  • Za­pię­te bluz­ki mi się bar­dzo czę­sto uda­je zdjąć, albo blu­zę przez gło­wę, mimo, że ma su­wak. Stan­dard, oj stan­dard.

  • Hehe, chy­ba każ­de­mu ro­dzi­co­wi się zda­rza 😉 Po­trą­ce­nie, przy­cię­cie, pod­ło­że­nie nogi.. te na­sze dzie­ci ja­kieś nie­znisz­czal­ne mu­szą być, że jesz­cze nie do­zna­ły trwa­łe­go uszczerb­ku 😉

  • Haha zda­rza się;) U mnie jesz­cze przy­pad­ko­we na­dep­nię­cie, jak się dzieć krę­ci pod no­ga­mi 😉