Rodzic pracujący w domu — jak wygląda to naprawdę

Rodzic pracujący w domu — jak wygląda to naprawdę Image

Rodzic pracujący w domu — jak wygląda to naprawdę

Och, zno­wu mu­szę wsta­wać do pra­cy – przy­naj­mniej pięć dni w ty­go­dniu w więk­szo­ści do­mów na ca­łym świe­cie moż­na usły­szeć wła­śnie ten tekst. Mus to mus, bu­dzik za­dzwo­nił, trze­ba wsta­wać. Pra­ca sama się nie zro­bi, a pie­nią­dze rzad­ko lecą z nie­ba. Są jed­nak na zie­mi szczę­ścia­rze, któ­rzy mogą pra­co­wać w domu. Tacy jak ja. Ale czy szczę­ścia­rze? Jak wy­glą­da dzień ty­po­we­go ro­dzi­ca pra­cu­ją­ce­go w domu?

Dlaczego pracujesz w domu?

Zwy­kle oso­by pra­cu­ją­ce w domu to fre­elan­ce­rzy: pi­sa­rze, tłu­ma­cze, gra­fi­cy, fo­to­gra­fo­wie, wi­za­ży­ści, sty­li­ści i fry­zje­rzy, mu­zy­cy, in­for­ma­ty­cy i pro­gra­mi­ści, a na­wet ar­chi­tek­ci. Moż­na tak­że zna­leźć za­trud­nie­nie w fir­mach typu call cen­ter, w któ­rych pra­cę moż­na wy­ko­ny­wać z domu. Jed­nak więk­szość przed­się­biorstw nie prze­wi­du­je na­wet moż­li­wo­ści de­le­go­wa­nia pra­cow­ni­ka poza biu­ro czy za­kład, by wy­ko­ny­wał swo­je za­da­nia. Zwy­kle nie dla­te­go, ze jest to nie­moż­li­we, a z po­wo­du ogra­ni­czo­ne­go za­ufa­nia do pra­cow­ni­ków. „Bo bę­dzie sie­dział w domu i nic nie ro­bił!”. Szcze­gól­nie krzyw­dzą­ce jest to w przy­pad­ku mło­dych ma­tek, któ­re mo­gły­by spo­koj­nie pra­co­wać w domu, za­miast my­śleć jak w pra­cy od­cią­gnąć po­karm dla dziec­ka, czy dziec­ko jest szczę­śli­we w przed­szko­lu lub z opie­kun­ką itd. Mamy mają wpraw­dzie moż­li­wość skró­ce­nia cza­su pra­cy, ale wią­że się to z po­mniej­sze­niem za­rob­ków, a nie o to prze­cież wra­ca­jąc do pra­cy eta­to­wej chodzi.

W moim przy­pad­ku po skoń­czo­nym urlo­pie wy­cho­waw­czym tak­że wy­stą­pił dy­le­mat „i co da­lej?”. Mia­łam w per­spek­ty­wie albo po­szu­ka­nie no­wej pra­cy, albo inny po­mysł. Dłu­go szu­ka­łam swo­je­go miej­sca, jesz­cze jako „sie­dzą­ca” w domu mama. Uda­ło mi się ja­kiś czas ra­zem z dziec­kiem (tak, moż­na!) pra­co­wać jako opie­kun­ka w świe­tli­cy, jed­nak było to tyl­ko za­stęp­stwo. Po­sta­no­wi­łam więc wziąć spra­wy w swo­je ręce i za­ra­biać na tym, co lu­bię ro­bić – czy­li na pisaniu.

Fajnie pracować w domu?

Pra­ca w domu ro­dzi­ca ma to do sie­bie, że nie mo­żesz od­faj­ko­wać ośmiu go­dzin i ra­do­śnie odejść od kom­pu­te­ra ze sło­wa­mi „mama wró­ci­ła z pra­cy!”, by dzie­ci rzu­ci­ły Ci­sie ra­do­śnie na szy­ję. Naj­czę­ściej rzu­ca­ją się na szy­ję wła­śnie w cią­gu tych ośmiu go­dzin! Do tego chcą jeść, pić, zna­leźć za­baw­kę, pra­nie kisi się w pral­ce, obiad go­tu­je, trze­ba iść po star­sza­ka do przed­szko­la, do skle­pu po za­ku­py, z dziec­kiem na szcze­pie­nie i… jest wie­czór. Tak na­praw­dę cięż­ko po­wie­dzieć na­wet ile się pracuje.

Ja mam czas po­mię­dzy 8 a 13. W tym cza­sie moje dzie­ci są w przed­szko­lu i szko­le. Je­śli nie mam in­nych pla­nów (le­karz, den­ty­sta, we­te­ry­narz, za­ku­py) to zwy­kle i tak jed­ną go­dzi­nę spę­dzam na czymś in­nym niż pra­ca, bo trze­ba po­sprzą­tać, ugo­to­wać, po­zmy­wać itd. Czy­li ro­bię w go­dzi­nę dru­gi etat. Zo­sta­je mi spo­ko­je czte­ry go­dzi­ny, pod­czas któ­rych sta­ram się ogar­nąć zle­ce­nia klien­tów, zna­leźć nowe, po­pra­wić sza­blon blo­ga, na­pi­sać coś no­we­go i jesz­cze być może zro­bić zdję­cia. Je­śli nie zdą­żę – a czę­sto nie daję rady – po­zo­sta­je mi ufać, że po obie­dzie dzie­ci będą się w mia­rę spo­koj­nie ba­wi­ły albo że wie­czo­rem będę mia­ła siły, by do­koń­czyć plan dnia. Mam prze­wa­gę, że ro­bię co chcę i je­stem do tyłu, bo ni­gdy nie wiem co przy­nie­sie dzień, czy któ­reś z dzie­ci się nie roz­cho­ru­je i nie zo­sta­nie mi ode­bra­na ta 4-go­dzin­na ci­sza i spo­kój. A po­tem do­cho­dzi do ta­kich wpa­dek, że dwa razy wy­sy­łam to samo klien­to­wi my­śląc, że wy­sła­łam nowy tekst…

Problem ogólnoświatowy rodziców pracujących w domach

Na­wet po­sia­da­nie nia­ni nie roz­wią­zu­je cza­sem pro­ble­mu. W koń­cu cią­gle do­cho­dzą do nas od­gło­sy za­ba­wy czy wo­ła­nie dziec­ka pod drzwia­mi (chwi­li kie­dy to pi­szę, przy­szła do mnie Nati, bym za­pię­ła jej gu­zik w ka­mi­zel­ce i pyk! wena ucie­kła). Pro­blem ten jest szcze­gól­nie duży, je­śli mu­si­my kon­tak­to­wać się z klien­tem te­le­fo­nicz­nie czy też po­przez ko­mu­ni­ka­tor gło­so­wy na kom­pu­te­rze i do­ty­czy na­praw­dę każ­de­go. Przy­kła­do­wo Ro­bert Kel­ly, eks­pert sto­sun­ków mię­dzy­na­ro­do­wych i pro­fe­sor na Pu­san Na­tio­nal Uni­ver­si­ty w Ko­rei Po­łu­dnio­wej, udzie­lał te­le­wi­zji BBC News wy­wia­du na te­mat sy­tu­acji w kraju.

Re­la­cja nada­wa­na była na żywo z jego miesz­ka­nia. Kel­ly po­peł­nił jed­nak błąd: nie za­mknął jed­nak drzwi do po­ko­ju, w któ­rym prze­by­wał. Po kil­ku mi­nu­tach wy­wia­du do po­ko­ju we­szła jego có­recz­ka. Jak­by tego było mało za nią wkro­czy­ło małe dziec­ko w cho­dzi­ku. Za­raz po nich do po­miesz­cze­nia wbie­gła ko­bie­ta i za­bra­ła dzie­ci, ale było je jesz­cze sły­chać do­brych kil­ka mi­nut. Kel­ly tyl­ko prze­pro­sił za prze­szko­dy. Cze­go nie za­po­mnę? Jego re­ak­cji na wi­dok dzie­ci: przy­mknął oczy, jak­by uwa­żał sy­tu­ację za zły sen, po czym ro­ze­śmiał się gorz­ko, prze­pro­sił, po­cze­kał w ci­szy aż dzie­ci wyj­dą i gło­śno wes­tchnął. Tak jak ja cza­sem, kie­dy w środ­ku mo­jej pra­cy przy­cho­dzi Na­tka, by za­piąć jej gu­zik od kamizelki.

Pracujące mamy z naszego podwórka

Co mają na ten te­mat do po­wie­dze­nia pol­skie mat­ki pra­cu­ją­ce w domu? Ja­kie były ich wpad­ki kie­dy ra­zem z dziec­kiem pra­co­wa­ły w domu?

Mo­ni­ka, za­rząd­ca nie­ru­cho­mo­ści: Kie­dyś pod­czas roz­mo­wy przez te­le­fon, moje dzie­ci urzą­dzi­ły so­bie nie­złą fraj­dę ro­biąc śnieg, tzn. roz­sy­pu­jąc wszę­dzie w sa­lo­nie mąkę ziem­nia­cza­ną… Moje dzie­ci uwiel­bia­ją śpie­wać, kie­dy roz­ma­wiam przez te­le­fon, więc nie da się ukryć, że pra­cu­ję wte­dy w domu.
Ka­ta­rzy­na, kon­sul­tant ko­sme­tycz­ny: Do mnie kie­dyś klient wy­pa­lił (mło­da za­czę­ła mi coś ga­wo­rzyć, 19 mie­się­cy): Sły­szę że mają Pań­stwo bar­dzo mło­dy zespół.
Ania, Mat­ka w pi­guł­ce: „dziec­ko chcia­ło­by pi­sać ra­zem i spraw­dzać, któ­rę­dy wcho­dzi pły­ta, za­cie­ka­wi je, dla­cze­go je­den kla­wisz kla­wia­tu­ry jest dłu­gi, a inny krót­ki i co zro­bić, żeby kom­pu­ter zro­bił pip. Po po­łu­dniu, gdy teo­re­tycz­nie po­win­nam mieć z gło­wy wszyst­kie za­pla­no­wa­ne na ten dzień tek­sty, zo­sta­wa­ła jesz­cze po­ło­wa. Czu­łam się przy­tło­czo­na, szcze­gól­nie gdy mia­łam tzw. de­adli­ne” (wię­cej o róż­ni­cach po­mię­dzy pra­cą w domu i pra­cą w biu­rze tu <klik>)
Be­ata, Tamjedziemy.pl: Ja kie­dyś po­my­li­łam pro­duk­ty i opi­sy­wa­łam je­den, a na­zwy i zdję­cia da­łam dru­gie­go. Oczy­wi­ście dwaj inni klien­ci. Po­szło to do jed­ne­go, ale na szczę­ście był wy­ro­zu­mia­ły i zwró­cił mi uwa­gę że chy­ba pli­ki pomyliłam. 
Aga­ta, Mi­nia­tu­ro­we Skarby: Syn ro­bił so­bie ko­la­cję i usły­sza­łam za ple­ca­mi ka­ta­stro­fę, w któ­rej udział bra­ła mi­secz­ka, mle­ko i płat­ki. Wszyst­kie wbrew swo­jej woli są­dząc po ha­ła­sie. Po­le­cia­łam po­móc mu to ogar­nąć, a wte­dy za­dzwo­nił te­le­fon jed­no­cze­śnie z dzwon­kiem do drzwi. Śli­zga­jąc się na mo­krych z mle­ka kap­ciach po­le­cia­łam po te­le­fon i do pu­deł­ka z go­to­wy­mi kol­czy­ka­mi i to­tal­nie nie wiem jak to zro­bi­łam, że da­łam dwa róż­ne, na do­da­tek jesz­cze je prze­pa­ko­wa­łam do ozdob­ne­go wo­recz­ka i pę­dem le­cia­łam do drzwi otwie­rać. Wyda­łam klient­ce dwa róż­ne ko­lo­ry­stycz­nie kol­czy­ki i jesz­cze 20 min ple­pla­ły­śmy o tych kol­czy­kach i się nie zo­rien­to­wa­ły­śmy. Na­stęp­ne­go dnia przy­je­cha­ła wy­mie­nić.
Wio­let­ta, Mama Blo­gu­je: Raz jak od­pi­sy­wa­łam na waż­ną wia­do­mość dziec­ko w trak­cie klik­nę­ło wy­ślij. Oka­za­ło się ze przy ofer­cie ce­no­wej nie zdą­ży­łam wpi­sać jed­ne­go zera. W ten spo­sób raz pra­co­wa­łam ze staw­ka po­nad 10razy niższa.
Mar­ta, Buba broi: Kon­ty­nu­acja roz­mo­wy z jed­ną klient­ką, w okien­ku dru­giej. A wszyst­ko dla­te­go, że mło­dy i mło­da po­sta­no­wi­li chcieć wszyst­ko, tu i te­raz. No i jak kro­iłam spoden­ki do za­mó­wie­nia… z ja­kie­goś po­wo­du mia­ły po­wstać z trzech czę­ści, za­miast dwóch. A ja na­wet nie by­łam w sta­nie przy­po­mnieć so­bie kie­dy wy­cię­łam nad­pro­gra­mo­wy ka­wa­łek (mimo tego, że było to mi­nu­tę wcześniej!).

Wię­cej o pla­no­wa­niu pra­cy w domu tak­że na Szczę­śli­wa w biz­ne­sie.

Fot. Da­vid Mar­tyn Hunt, CC BY 2.0

Autor | moniowiec Komentarze | 34 Data | 13 marca 2017

kategorie i tagi

W kategorii: Dla dorosłych

Otagowano:

  • Pra­co­wa­łam w domu. Te­raz pra­cu­je w du­żej fir­mie. A domu nie czu­łam by do­ce­nio­no moją pra­cę. Czu­łam się przez to przy­bi­ta. Lu­dzie my­ślą, że w domu wszyst­ko samo się robi.

    • Ra­cja, cho­ciaż jak do­sta­je się pie­nią­dze, to ja­koś bar­dziej wi­dać, że się pracuje.

  • Na pew­no pra­ca w domu to nie wa­ka­cje, choć pew­nie nie­któ­rzy tak my­ślą. A fil­mik wi­dzia­łam, cóż uro­cza wpadka. 🙂

  • Tak, pra­ca w domu ma ten mi­nus, że dzie­ci wi­szą w każ­dej chwi­li, no chy­ba, że są w pla­ców­kach 🙂 Poza tym w domu za­wsze roz­pra­sza nas świa­do­mość, że jesz­cze jest coś do zro­bie­nia, pra­ca w domu nie ogra­ni­cza się do 8h 🙂

    • Oj tak, dziś do 11:30 szu­ka­łam w sto­sie za­ba­wek (przy oka­zji po­rząd­ku­jąc i ro­biąc prze­me­blo­wa­nie) książ­ki z bi­blio­te­ki. Cóż, po­rzą­dek mam, książ­ki nie, zle­ce­nie leży…

  • Sza­ro­Ko­lo­ro­wa

    To praw­da, pra­ca w domu nie na­le­ży do lekkich

  • Ka­ro­li­na www.wNaszejBajce.pl

    Mój mąż ma je­den dzień w ty­go­dniu pra­cy zdal­nej i cza­sem wy­glą­da to do­słow­nie tak samo jak na po­wyż­szym fil­mi­ku 🙂 Na czas te­le­kon­fe­ren­cji za­zwy­czaj wy­cho­dzę z tymi mo­imi urwi­sa­mi na spacer 😉

  • Iwo­na Kosińska

    Ja mu­sia­łam zu­peł­nie prze­rzu­cić się na tryb noc­ny. Ina­czej się nie dało, nie wiem jak dłu­go po­cią­gnę w ten spo­sób i mimo wiel­kich mo­ich roz­te­rek chy­ba trze­ba bę­dzie to­wa­rzy­stwo za­pi­sac do przedszkola.

  • Prze­czy­ta­łam z przy­jem­no­ścią 🙂 Sama też pra­cu­ję w domu, choć te­raz tej pra­cy jest ma­lut­ko, ze wzglę­du na cią­żę. Cie­ka­we, co przy­nie­sie mi przy­szłość pod tym względem 🙂

  • Rów­nież pra­cu­je­my w domu. To praw­da, że cięż­ko zli­czyć ile go­dzin się pra­cu­je. Raz jest to 4, a nie­kie­dy 12. Naj­więk­szą za­le­tą jest wła­śnie ta ela­stycz­ność. Wpa­dek tak za­baw­nych w pra­cy nie było, jesz­cze:). Pozdrawiamy.

  • Cie­ka­wa je­stem co mnie cze­ka 🙂 pra­cu­ję w domu od czte­rech lat i cza­sa­mi sama ze sobą mam pro­blem. Te­raz spo­dzie­wam się dziec­ka i nie mogę do­cze­kać się do­dat­ko­wych atrakcji 🙂

  • Ten tekst jest taki praw­dzi­wy! Jak na ra­zie do­pie­ro za­czy­nam ogar­niać pra­cę w domu i po­wiem naj­zu­peł­niej szcze­rze, że nie jest to pro­ste, ale ko­niec koń­ców ja­koś ten czas się za­wsze znajdzie 🙂

  • Ja jed­nak nie lu­bię pra­co­wać w domu 🙂 Oczy­wi­ście na wła­sny ra­chu­nek tak, ale z domu mu­szę wyjść. Ina­czej cały dzień dres, roz­czo­chra­ne wło­sy i ogól­ne roz­mem­ła­nie. Niby ro­bo­ta do przo­du — ale ja w tyle 🙂

  • Ka­ta­rzy­na Mirek

    Mi jest bar­dzo cięż­ko pra­co­wać w domu, szcze­gól­nie że ja­koś na­dal po­ku­tu­je myśl iż tak na­praw­dę nie pra­cu­ję. te­raz kie­dy po­szłam do pra­cy i nie ma mnie w domu 8h ja­koś le­piej oto­cze­nie to docenia

  • Bar­dzo mi miło, że uję­łaś mnie w tek­ście. 🙂 Dziękuję!

  • Jo Asia

    Przede wszyst­kim pra­ca w domu się nie koń­czy. Na­wet jak się koń­czy to za­wsze coś się znaj­dzie do zro­bie­nia, zszy­cia, na­pra­wie­nia, umy­cia. A czę­sto pra­ca w domu trak­to­wa­na jest jak urlop. Je­stem z cór­ką już dwa lata w domu, i po­wiem szcze­rze, że nic mnie tak nie na­uczy­ło or­ga­ni­za­cji jak wła­śnie ten czas.

  • Dzię­ku­ję Mo­ni­ko za po­le­ce­nie mo­je­go ar­ty­ku­łu i za świet­ny tekst! Tak na­praw­dę, kie­dy ma się ma­lut­kie dzie­ci do pra­cy wy­cho­dzi się od­po­cząć, a pra­ca w domu za­nim dzie­ci za­czną cho­dzić do przed­szko­la to jak bieg przez płot­ki z nogą w gip­sie i siat­ka­mi peł­ny­mi zakupów.

    • Świę­ta ra­cja! Ja w pra­cy w koń­cu mo­głam ode­tchnąć od tych ku­pek i zu­pek, mimo że lo­gi­stycz­nie było wszyst­ko bar­dzo karkołomne.

  • Pra­ca w domu z dziec­kiem wy­da­je się więk­szo­ści, że to buł­ka z ma­słem. W rze­czy­wi­sto­ści wię­cej zro­bisz sie­dząc w biu­rze, bo nic „do­mo­we­go” Cie nie bę­dzie od­ry­wać 🙂 Mimo to, moż­li­wość cza­sem pra­cy z domu jest wiel­ką zaletą 🙂

  • Co praw­da, nie mam jesz­cze dzie­ci, ale pra­cu­ję czę­sto z domu i wiem, jak trud­ne jest cał­ko­wi­te sku­pie­nie się na pra­cy, kie­dy inni prze­szka­dza­ją. Mam tu na my­śli te­le­fo­ny typu „zro­bisz za­ku­py?”, „pod­sko­czysz do urzę­du coś za­ła­twić”? itp. No bo prze­cież sie­dzę w domu to mogę wszyst­ko po­za­ła­twiać 😉 Bar­dzo dłu­go wal­czy­łam z mę­żem o to, by zro­zu­miał, że w go­dzi­nach 8–16 je­stem w pra­cy nie będę w tym cza­sie prać, sprzą­tać, go­to­wać, za­ła­twiać spraw na mie­ście i ro­bić za­ku­pów. Nie­ste­ty ta­kie jest po­strze­ga­nie pra­cy w domu przez oto­cze­nie. Moja ro­dzi­na też chy­ba nie do koń­ca jesz­cze to wszyst­ko ro­zu­mie 🙂 No ale już po­wo­li się przy­zwy­cza­ja­ją 🙂 Na­to­miast prze­ra­ża mnie wi­zja sie­dze­nia w domu z dziec­kiem. Oba­wiam się, że wte­dy to już w ogó­le nic bym nie zro­bi­ła, po­dzi­wiam ko­bie­ty, któ­re umie­ją się w ta­kich sy­tu­acjach zorganizować.

  • Nie mamy jesz­cze dzie­ci, ale wia­do­mo, jak to jest z pra­cą w domu. Za­wsze znaj­dzie się coś, co nas rozproszy.

  • Ojej, skąd ja to znam. Ja w domu pra­cu­je za­wo­do­wo tyl­ko wte­dy jak cór­ki nie ma w po­bli­zu, jak spi, albo jest w szko­le. Kaz­da pro­ba „pra­cy” przy dziec­ku jest bar­dzo trud­na i bar­dzo nie­spra­wie­dli­wa w sto­sun­ku do dziec­ka, któ­re non stop wisi na ko­la­nie mamy i sły­szy: po­cze­kaj, se­kun­dę, jesz­cze minutke…

  • Ostat­nio wzię­łam wol­ne w HS, bo mu­sia­łam ogar­nąć urząd. Oczy­wi­ście co…miałam jesz­cze po­sprzą­tać i na­pi­sać 2 artykuły…ale Te­ścio­wa po­pro­si­ła że­bym za­stą­pi­ła ją w kuch­ni. Te­ścio­wej ni­gdy nie od­ma­wiam ni­cze­go, tak­że „ro­bi­łam co się da” i my­śla­łam, że pad­nę 😛 Ar­ty­ku­łu nie napisałam.

  • Ja chcia­łem pra­co­wać w domu, gdy jesz­cze by­łem w pod­sta­wów­ce (lata 80-te), kie­dy w Pol­sce po­ję­cie fre­elan­cin­gu jesz­cze nie ist­nia­ło. Te­raz pra­cu­ję w domu i cho­ciaż cza­sa­mi mi od­wa­la (ga­da­nie do ko­tów nie jest nor­mal­ne) to po jed­nym dniu spę­dzo­nym w ką­ci­ku co­wor­kin­go­wym, z ra­do­ścią wra­cam do swo­je­go do­mo­we­go kom­pu­te­ra. Nie wy­obra­żam so­bie pra­cy gdzieś w biurze.
    Tro­chę go­rzej jest, gdy mło­da cho­ru­je i bar­dzo mi „po­ma­ga”, ale to ta­kie uro­ki ta­cie­rzyń­stwa. Gdy­bym pra­co­wał na eta­cie, mu­siał­bym ja (lub żona) brać urlop. A tak nie muszę 🙂

  • Każ­da pra­ca ma swo­je uro­ki (bądź nie :D), a pra­ca w domu z dzieć­mi to jest wy­zwa­nie. Mimo to, jed­nak do­brze to wy­cho­dzi. Cza­sem le­piej cza­sem go­rzej ale wychodzi.

  • O, kur­cze, ale prze­bo­je. Ja w ta­kich sy­tu­acjach sta­wiam na swin­ke Pep­pe, jest nie­za­wod­na. Ale moi star­si chlop­cy, kie­dy ba­wi­li sie moim te­le­fo­nem, za­cze­li roz­sy­lac ja­kies dziw­ne zdje­cia po sie­ci, pra­wie ze ucier­pia­la na tym moja re­pu­ta­cja. Szcze­sli­wie w tym wie­ku dzie­ci tak szyb­ko ku­ma­ja jak to dzia­la, ze my do­ro­sli tyl­ko mo­ze­my im po­zaz­dro­scic. Po­zdra­wiam ser­decz­nie Beata

  • Ja nie wy­obra­żam so­bie pra­cy w domu. Nie przy moim dziec­ku. Mu­sia­ła­bym się od­izo­lo­wać całkowicie.

  • Pra­ca w domu sama w so­bie nie jest wca­le taka lek­ka, ła­twa i przy­jem­na jak by się wy­da­wa­ło. Tyl­ko z boku może się wy­da­wać, że taka oso­ba „sie­dzi w domu i nic nie robi” a tak na­praw­dę zda­rza­ją się dni, kie­dy czę­sto jest to pra­ca ca­ło­dnio­wa z prze­rwa­mi na ży­cie. Nie wy­obra­żam so­bie do tego pra­cy w domu z dzieć­mi. To tzw. le­vel up! Ro­dzić pra­cu­ją­cy w domu musi być mi­strzem or­ga­ni­za­cji, opa­no­wy­wa­nia dez­or­ga­ni­za­cji i prze­wi­dy­wa­nia nieprzewidywalnego 🙂

  • pra­ca w domu jest cięż­ka, to tak jak­bym pra­co­wa­ła na 3 etaty
    1. freelancing
    2.opieka nad dziec­kiem, choć ma 9 lat, to wia­do­mo małe dzie­ci mały kło­pot, duże .…
    3.pani domu
    po ca­łym dniu pa­dam na twarz