Całkiem blogowo

Czego nie mówią popularni blogerzy, choć wiedzą?

Tak jak spe­cja­li­ści spo­ty­ka­ją się na tar­gach, tak blo­ge­rzy maja swo­ja dedy­ko­wa­ną blo­go­wa­niu impre­zę. W Gdy­ni naj­bar­dziej zna­ny jest See Blog­gers, któ­ry już pią­ty raz ścią­gnął set­ki piszą­cych czy krę­cą­cych. Byli ci bar­dzo zna­ni i total­ni nowi­cju­sze. Byli też tacy jak ja. Jako że na nie­jed­nym takim spę­dzie byłam, dar­mo­we piwo piłam, to mogę Wam uchy­lić rąb­ka, a nawet całe­go metra tajem­ni­cy: cze­go nie mówią popu­lar­ni blo­ge­rzy?

Wykłady i warsztaty

Po pierw­sze: zna­ny blo­ger je pro­wa­dzi. Ale jeśli jed­nak nie, to słu­cha, choć­by nawet wie­dział wię­cej niż pre­le­gent. Jak zada­je pyta­nia to nie to samo, co minu­tę wcze­śniej inny blo­ger i nie pięć minut niż pre­le­gent. Napraw­dę umie słu­chać ze zro­zu­mie­niem.

Stoisko marki

Sza­nu­ją­cy się blo­ger nie mówi z peł­ny­mi usta­mi, że chce zjeść jesz­cze jed­ną krów­kę oraz zapas tych­że na uro­dzi­ny syna szwa­gra bra­ta cio­tecz­ne­go mat­ki chrzest­nej cór­ki. Im więk­sza roz­po­zna­wal­ność blo­go­wej facja­ty tym mniej­sza ocho­ta na głu­pie zdję­cia, fil­mi­ki z masecz­ką na twa­rzy czy testo­wa­nie sprosz­ko­wa­nych alg orga­no­lep­tycz­nie w zamian za kre­mik do poślad­ków. Napraw­dę zna­ny blo­ger nie będzie też skłon­ny zro­bić sia­ry nad sia­ra­mi, czy­li poży­czyć na wiecz­ne nie­od­da­nie sprzę­tu ze sto­iska, smart­fo­nów, fote­li itp. czy też całych pudeł z i tak dar­mo­wym alko­ho­lem, by wypić je w pobli­skim par­ku. Nawet przy­pad­ko­wo. No to nie przy­stoi. Zna­ny blo­ger może wymie­nić się wizy­tów­ka­mi i zgło­sić już osob­no chęć testo­wa­nia takie­go towa­ru oraz odpo­wied­nią opła­tę. Serio, moż­na tak zro­bić. Oni to wie­dzą, nawet o tym mówią!

Spotkanie z kimś, kogo znamy tylko online

Jeśli zna­ny blo­ger uma­wia się z kimś, to raczej nie musi zapa­dać w jego pamię­ci, bo już zapadł. Ale jeśli masz grup­kę ludzi z inter­ne­tów, to dobrze by było, gdy­by wrył się im w pamięć. Moż­na pozy­tyw­nie dając radę, wycią­ga­jąc z palą­ce­go się budyn­ku, o ile jakiś się pali, zdej­mu­jąc pają­ka z ramie­nia czy też poda­jąc piwo. Moż­na śmiesz­nie rzu­ca­jąc sucha­ra­mi, wywra­ca­jąc się o kra­węż­nik pod­czas wspól­ne­go sel­fie czy też myląc oso­bę z kim innym. A nie, to nie jest śmiesz­ne. Ale moż­na też nega­tyw­nie, bo prze­cież jak powiesz pro­sto w twarz, że wszyst­kie blo­gi z nazwą „mama” są dla Cie­bie podob­ne i bez wyra­zu, więc nie masz poję­cia kim ktoś z paren­tin­gu jest. Nie­waż­ne jak, byle o Tobie mówi­li.

Przedstawianie się komuś zupełnie nowemu

Przede wszyst­kim popu­lar­ny blo­ger nie musi się przed­sta­wiać. Każ­dy go zna, uwiel­bia, ścią­ga cicha­czem jego książ­kę z ser­wi­su z gry­zo­niem, hej­tu­je za ple­ca­mi i pro­si o sel­fiacz­ka będąc twa­rzą w twarz. Wpraw­dzie jako mniej zna­ny blo­ger też może­cie uda­wać, że macie zna­ne ple­cy, a nie twarz, jed­nak zbyt dłu­gie świe­ce­nie ocza­mi spo­wo­du­je tyl­ko wypa­le­nie a nie prze­błysk u nowo pozna­nej na kon­fie oso­by. Jak więc się przed­sta­wiać, sko­ro nie wie­my jak to robią blo­ge­rzy z top 20 wyszu­ki­wa­rek? Naj­le­piej tak, by każ­dy zapa­mię­tał:

- Cześć, mam blo­ga life­sty­lo­we­go, bo goto­wać nie umiem, a jestem za brzyd­ka na kosme­tycz­ny.
— Hej, pro­wa­dzę blo­ga paren­tin­go­we­go, bo mi 500+ nie star­cza na waci­ki.
— Zgad­nij jakie­go blo­ga pro­wa­dzę jako Pani Podróż­nik?
— Hej, jestem Minia­tu­ro­wa, ale mój blog nie jest o mini­ma­li­zmie.

A jak przed­sta­wisz się Ty?