Całkiem wesoło

Mama Madzi jest blogerką!

Powiedz­my sobie szcze­rze – wła­ści­wie każ­dy głu­pi może być blo­ge­rem. Wystar­czy wie­dzieć cokol­wiek albo myśleć, że się wie. Parę spo­tkań, może jakiś wywiad, tele­wi­zja śnia­da­nio­wa, pięk­ne zdję­cia, dobra histo­ria i widow­nia, a raczej czy­tel­nia, zapew­nio­na.

Na kan­wie dziw­nych oskar­żeń, jako­by mat­ki dzie­ci nie­peł­no­spraw­nych mia­ły łatwiej w docie­ra­niu do czy­tel­ni­ka, bo ten uwiel­bia rzew­ne histo­rie jak to inni mają gorzej, stwo­rzy­łam fik­cyj­ny mini-blog naj­bar­dziej zna­nej chy­ba mat­ki ostat­nich lat. Mat­ki, któ­ra mia­ła nie­zły poten­cjał: ład­na, zgrab­na, faj­ny mąż, zagi­nio­ne dziec­ko, zagad­ka, kry­mi­nał, uciecz­ka, areszt, ska­za­nie, wię­zie­nie… Mat­ki, któ­ra była sław­na. Mat­ki, któ­rą nikt z nas nie chciał­by jed­nak być. Mimo to gdy­by była blo­ger­ką to przez kil­ka lat spo­koj­nie zdo­by­ła­by rze­szę fanów i jesz­cze więk­szą gru­pę hej­te­rów!


Nazy­wam się K. K jak kobie­ta. Bar­dzo lubię jaz­dę kon­ną oraz spa­ce­ry po par­ku. Na moim blo­gu opi­su­ję bla­ski i cie­nie macie­rzyń­stwa, z któ­rym jestem zmu­szo­na się zmie­rzyć. Może cza­sem tro­chę owi­jam praw­dę w kocyk z kłam­stwa, pudru­ję jej policz­ki, by wyglą­da­ła lepiej. Ale praw­da zawsze jest na wierz­chu. Jeśli chce­cie zoba­czyć nasze codzien­ne życie zapra­szam tak­że na FB i Insta­gram.

24.12.2011

Nasze pierw­sze świę­ta. We trój­kę. Może zła ze mnie pani domu, ale nie potra­fię ufor­mo­wać ide­al­nych uszek czy ule­pić pie­ro­gów. Mag­da ma jed­nak dobre­go i wyro­zu­mia­łe­go ojca, któ­re­mu nie prze­szka­dza goto­wa, kup­na gar­ma­żer­ka. Za to barsz­czyk wyszedł mi pierw­sza kla­sa. Taki lek­ki, na zakwa­sie. Nada­je się nawet dla mojej kocha­nej cór­ki. Wpraw­dzie tro­chę się krzy­wi­ła przy pierw­szej łyżecz­ce, ale dla niej jedze­nie sta­łych pokar­mów nadal jest nowo­ścią.
A Wy macie jakieś spraw­dzo­ne prze­pi­sy na obia­dy dla pół­rocz­nia­ka?

01.01.2012

Mia­ła być wiel­ka feta, mia­ły być fajer­wer­ki, mia­ła być pieśń na ustach. I czę­ścio­wo jest: oto tań­czę całą noc z ząb­ku­ją­cą Mag­dą na rękach, oglą­da­my sztucz­ne ognie przez okno aż do rana, a usta omdle­wa­ją od koły­sa­nek. Kie­dy zaczę­ło świ­tać cał­ko­wi­cie zmę­czo­ne zasnę­ły­śmy w fote­lu. Żad­nej z nas nie było w nim wygod­nie, jed­nak Mor­fe­usz jest bez­li­to­sny i syp­nął pia­skiem snu w oczy aku­rat wte­dy, kie­dy pierw­szy pro­mień słoń­ca wyszedł zza sosno­wiec­kie­go blo­ko­wi­ska.
A Wy jak spę­dzi­li­ście Syl­we­stra w tym roku?

10.01.2012

Rekla­ma dźwi­gnią han­dlu mówią. Praw­da to. Prze­cho­dząc codzien­nie w pobli­żu skle­pu z arty­ku­ła­mi dla dzie­ci nie mogłam napa­trzeć się na prze­pięk­ny kocyk w weso­łe kwiat­ki, jak wycią­gnię­te z magicz­nej łąki. Mięk­ki, z deli­kat­nie śli­skie­go mate­ria­łu. Ide­al­ny w tak mroź­ny dzień jak dziś. Wal­czy­łam i wal­czy­łam z sobą, by go nie kupo­wać. Wszak­że w domu mamy już kil­ka innych okryć. Jed­nak to było sil­niej­sze ode mnie.
Weszły­śmy z Mag­dą do skle­pu. Dotknę­łam mate­ria­łu. Deli­kat­nie ugiął się pod moimi pal­ca­mi, naprę­żył i oto­czy­ła cie­płem moją dłoń. Jak­by chciał, byśmy byli jego wła­ści­cie­la­mi. Spoj­rza­łam na śpią­cą w wóz­ku córecz­kę. Tak, będzie w nim wygod­nie. Aż na wie­ki.

25.01.2012

Został mi tyl­ko kocyk. I łzy. Morze łez… To, co się mia­ło, doce­nia się zawsze moc­niej, jak się stra­ci­ło.
Ock­nę­łam się mokra, na środ­ku chod­ni­ka. W ręku trzy­ma­łam róg kocy­ka, tego same­go kocy­ka w kwia­ty, któ­ry jesz­cze nie­daw­no kusił mnie z witry­ny skle­po­wej. Zła­pa­łam się za obo­la­łą gło­wę. Krew. Musia­łam się nie­źle pośli­zgnąć… Ale… prze­cież chod­nik jest odśnie­żo­ny i posy­pa­ny pia­skiem.
I wte­dy dotar­ło do mnie, że wca­le się nie pośli­zgnę­łam, a czasz­ka nie bola­ła od ude­rze­nia w chod­nik, ale zaczę­ła krwa­wić na kil­ka sekund przed upad­kiem. Spoj­rza­łam w stro­nę wóz­ka i zemdla­łam…
Nie było tam Madzi.
Kocha­ni, jeśli mnie czy­ta­cie, pomóż­cie zna­leźć moją córecz­kę! Zwra­cam się do każ­de­go z osob­na, to waż­ne! Szu­kaj­cie razem ze mną małej Mag­dy!

01.02.2012

Dzię­ku­ję za set­ki listów i maili, a sło­wa popar­cia i otu­chy. Dzię­ku­ję, że jeste­ście tu przy mnie. Codzien­nie prze­mie­rzam wzdłuż i wszerz naszą dro­gę spa­ce­ro­wą. Tyl­ko tym razem cho­dzę z pustym wóz­kiem…
Ser­decz­ne podzię­ko­wa­nia kie­ru­ję tak­że do chy­ba naj­bar­dziej zna­ne­go detek­ty­wa w Pol­sce. Nie śpi on po nocach, by dowie­dzieć się kto stoi za porwa­niem mojej córecz­ki. Bo że tak jest wie­cie już pew­nie z gazet i wia­do­mo­ści. Jak bar­dzo moż­na nie mieć ser­ca, by ode­brać rodzi­com ich uko­cha­ne dziec­ko? Nie wiem… to potwor­ne…
Jeśli chce­cie być na bie­żą­co to oglą­daj­cie mnie codzien­nie w tele­wi­zyj­nych wia­do­mo­ściach.

02.02.2012

Tak, Wy wie­cie wszyst­ko. Jeste­ście lep­si niż detek­ty­wi. Pew­nie nie­je­den z Was, widząc mnie teraz w tele­wi­zji zala­ną łza­mi stwier­dzi, że nie­zła ze mnie aktor­ka. Bo jak tak moż­na – całą Pol­skę okła­my­wać, bo nie mia­ło się odwa­gi wła­sne­mu mężo­wi powie­dzieć „zabi­łam Two­je dziec­ko… nasze dziec­ko!”.
Wypa­dek… tak, to był wypa­dek. Jak ude­rze­nie samo­cho­dem w drze­wo, jak obe­rwa­nie donicz­ką w gło­wę kie­dy prze­cho­dzi się pod bal­ko­nem, jak pośli­zgnię­cie się na scho­dach zimą. Tyle, że śmier­tel­ny i z udzia­łem dziec­ka. I jego nie­udol­nej mat­ki…
Kto bez winy niech pierw­szy rzu­ci kamień…

04.02.2012

Bar­dzo dzię­ku­ję wszyst­kim, któ­rzy przez te kil­ka mie­się­cy czy­ta­li moje­go blo­ga. Nale­żą Wam się grom­kie bra­wa, bo Wy, jako nie­licz­ni, byli­ście ze mną we wszyst­kich moich trud­nych chwi­lach.
Tak, zabi­łam. Tak, przy­pad­kiem. Tak, zna­le­zio­no cia­ło.
Teraz cze­ka mnie kara… Jak jest zbrod­nia to i kara… ale wspo­mnie­nia są o wie­le więk­szą karą niż jakieś tam kra­ty…

28.04.2012

Jestem w aresz­cie. Dobrze, że cho­ciaż mogę widy­wać się z mężem. Wie­cie ile dla mnie zna­czy kon­takt z innym czło­wie­kiem? Wyobraź­cie sobie, że cały dzień jeste­ście sami. Jed­ną dobę to czło­wiek nawet wypocz­nie: żad­ne­go glę­dze­nia, maru­dze­nia, nie trze­ba robić posił­ków, bo tu dosta­je się wszyst­ko na tacy, do tego TV i książ­ki bez ogra­ni­czeń. Ale po kil­ku dniach język aż świerz­bi by choć­by służ­by wię­zien­nej nie zapy­tać o zwy­kłe ludz­kie „Jaka dziś pogo­da? Jak się masz?”
Może dla­te­go jak tyl­ko zgło­sił się dzien­ni­karz chęt­ny mnie wysłu­chać, sypa­łam fak­ta­mi jak z ręka­wa. Mogę powie­dzieć Wam tyl­ko jesz­cze jed­no. Wyba­czy­cie mi?… tak, wła­śnie to. Tak też będzie nazy­wać się książ­ka, w któ­rej opi­su­ję jak to jest być mną. Do kupie­nia nie­dłu­go w naj­lep­szych księ­gar­niach w kra­ju.

17.10.2014

Dziś jest kolej­ny dzień moje­go życia. Przede mną 25 cięż­kich lat. W osa­mot­nie­niu, nie­zro­zu­mie­niu, stra­chu. A może to tyl­ko sen? Kosz­mar­ny sen? Może jutro obu­dzę się, obok będzie spa­ła cichut­ko Madzia, a mąż pogłasz­cze mnie po policz­ku? Może spo­glą­da­ją w lustro zoba­czę swój uśmiech, a nie zło­wro­gie­go demo­na niczym Bob z „Twin Peaks”…
Jak powie­dział Bob: do zoba­cze­nia za 25 lat!


Pyta­nie, jakie chcia­ła­bym dziś zadać to: „A co Ty byś zrobił/a swo­je­mu dziec­ku, by być sław­ną blogerem/ką?”

Pozdra­wiam wszyst­kich, szcze­gól­nie blo­gu­ją­cych rodzi­ców z dzieć­mi pro­ble­ma­tycz­ny­mi.

Fot. Eri­ca Che­rub, CC BY-SA 2.0