Site icon Konfabula

Lekarz rodzinny, powieść Aleksandry Zając

Wiecie czego podobno nie lubią lekarze? Spotkań rodzinnych. Bo zawsze znajdzie się ta jedna ciocia (lub kilka), która będzie pytała o poradę lekarską. Nawet jeśli jesteś z zupełnie innej specjalizacji niż tego powinna dotyczyć porada. A co dopiero, jakby takim lekarzem była np. sąsiadka?! To dopiero na wsi byłoby dobrze! Właśnie taką wizje przyszłości widzi dla bohaterki „Lekarza rodzinnego” Aleksandry Zając społeczność śląskich Markowic. Czy się ziści?

Bohaterowie

Właściwie bohaterami jest tu cała rodzina Zorków. Dla mnie to… problem. Nie, żebym miała coś do Zorków, pewnie fajni ludzie. Jednak mam tak, że jeśli w książce znajduję więcej niż pięć imion/nazwisk to zwyczajnie jednego od drugiego nie odróżniam. I mam tak przez pierwsze sto (!) stron lektury, bo poznajemy dosyć dokładnie życiorysy najbliższych pradziadków, dziadków, krótko rodziców i ich rodzeństwa. Do tego potem jeszcze jedną z krakowskich rodzin (z dziadkami, a jakże!). Przydałaby mi się rozpisana na pierwszych stronach krótka notka lub drzewo genealogiczne.

Najwięcej jednak fabuły znajduje w książce Agnieszka. Po tragicznej śmierci rodziców wychowuje ją babcia, Regina. Pomaga ciocia Agata i Jerzyk, rodzice Sylwii, rówieśniczki Agnieszki. Czasem pomaga też mieszkająca poza wioską Marzena. Agnieszka to ta pokorna, spokojna, dobrze ucząca się dziewczynka, wiecznie wdzięczna za opiekę. Pięknie śpiewa w kościele i wszyscy ja lubią, zwłaszcza dorośli. Bo tak grzeczna, poukładana. Przyszłość narodu! Idealna na lekarza! Właściwie dopiero na studiach rozpoczyna się dla niej takie prawdziwe życie, własne decyzje i… błędy. Cóż, tak to jest jak się wyjdzie spod klosza. Nieco w jej cieniu dorasta Sylwia. Też utalentowana, zwłaszcza literacko. Pisze wiersze, jest wygadana, ma swoje pomysły, ale… brakuje jej odwagi, by robić coś po swojemu. Tym bardziej, że jej pomysły torpedują rodzice lub je zupełnie ignorują.

Fabuła

Po burzliwych losach rodziny Zorków dwie młode kobiety, Sylwia i Agnieszka, zaczynają studia w Krakowie. Tu, na Uniwersytecie Jagiellońskim jedna zaczyna medycynę, druga na politologię. Dla jednej będą to studia ciężkie, dla drugiej niechciane. Ale dla obydwu otwiera się nowy świat. Wolność oznacza tez wybór: uczyć się czy kochać, być lojalnym czy robić po swojemu.

Tu poznają Mateusza i dzięki niemu świat dyskotek. Ale też pierwszych porażek. Agnieszki, dziewczyny z prowincji, która zawróciła w głowie synkowi, nie akceptuje rodzina Krasów. Sylwia ma blokadę twórczą i coraz częściej czuje się w towarzystwie zakochanych jak piąte koło u wozu. W końcu Agnieszka musi wracać do wsi nie ukończywszy studiów. Jak się tam pokaże? Przecież wszyscy tak liczyli na jej wykształcenie i wiedzę. Przecież była taka poukładana… I czemu nie ma przy niej Mateusza?

Język

To książka po polsku i… śląsku. Ale nie martwicie się, autorka zadbała o przypisy dolne i wszystko jest jasne. Dla mnie i tak były to dość czytelne gwarowe treści, bo wiele śląskich słów jest pochodzenia germańskiego, tak jak rodzimych mi kociewskich. Czułam się więc jak w domu, gdzie dzieci to rojbry, a garnkiem o blat można ciepnąć. Za to nie wiedziałam, że rower ukraina to też gwara, ja znalazłam informację, że to marka rowerów. Ba, sama mam nadal niebieską po mojej babci i śmiga aż miło!

Ważne tematy

„Lekarz rodzinny” nie stroni od trudnych i ważnych tematów. Pojawia się problem emigracji, trudnej przeszłości AK-owców, sieroctwa, ale i niechcianej ciąży i macierzyństwa, zdrady, depresji czy ślepego posłuszeństwa. Sama wychowałam się w czasach, kiedy każdego namawiano na studia i rozumiem problemy, z jakimi borykała się Sylwia i jej rodzice. Ważne jest to, że książka pokazuje, że żadna droga nie jest ta jedyną. Można popełnić błąd, ale nic nie stoi na przeszkodzie, by go naprawić. Tyle, że czasem trzeba więcej wytrwałości i uporu, by postawić na swoim.

Podsumowanie

Książka jest właściwie sagą rodzinna z przedstawieniem dłuższej historii najmłodszej Zorkówny. Narracja prowadzona jest w czasie teraźniejszym w trzeciej osobie, co czasem może nieco zdziwić, kiedy natrafiamy na rozdział poświęcony przeszłości rodziny lub wzmiance o innej jej gałęzi. Problematyczne jest także nagromadzenie danych na temat poszczególnych bohaterów, przez co początkowo nie możemy zadecydować z kim się utożsamiać, komu kibicować. Niemniej jest to bardzo życiowa, spokojna lektura. Polecam zwłaszcza tym, którzy sami pochodzą ze wsi i mieszkają obecnie poza nią – można przy okazji nieco powspominać.

Exit mobile version