Site icon Konfabula

Nadzieje, finałowy tom serii „Maski” autorstwa Melki Kowal (Soymel)

Parafrazując bohaterów Gwiezdnych Wojen: nie ma zmiany bez nadziei. Nadzieję na miłość ma bohaterka ostatniego tomu serii „Maski” autorstwa Melki Kowal. W książce pt. „Nadzieje” odnajdziemy jednak nie tyle czułe trzymanie się za rączki, lecz powolne rozbudzanie dawnych uczuć. Uczucie, które, jak wiemy z poprzednich tomów, nie miało szans stać się ogniskiem domowym.

Bohaterowie

Erin Spencer jest niepoprawną romantyczką. Naprawdę potwornie niepoprawną, czym może nawet denerwować. Bo choć uważa, że nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki, to biegnie w jej odmęty. I często kończy się to dla niej podtopieniem w tej miłości. Jest też autorką pikantnych bestsellerów, podporą wydawnictwa. Jednak od dłuższego czasu nic nie napisała, jakby przestój w uczuciach, którego doświadcza obecnie, korelował z brakiem weny. Czy ona jest napędzana miłością? Może. A może zwyczajnie dostaje od życia to, co chce, ale w zupełnie nieodpowiednich momentach i od nieodpowiednich ludzi? To już bardziej. Niemniej zawsze może liczyć na swoją rodzinę (rodzice i ich idealna miłość oraz bracia wraz z ich żonami) oraz przyjaciółki. Gdyby nie oni zapewne historia skończyła się już na pierwszym tomie.

Fabuła

To ostatni tom, zatem mamy tu już wszystkich po przejściach. Poppy musiała odzyskać poczucie własnej wartości po wieloletnim toksycznym związku. Nie pomagał jej w tym fakt przypadkowej ciąży i tajemniczy nowy szef. Chloe ma ataki paniki, które próbuje ukryć. W końcu pod pretekstem rozwikłania tajemnicy rodzinnej wyrusza do Ameryki. Aurelie, także pisarka, zmaga się ze skutkami napadu stalkera oraz własną, nieco ukrywana, przeszłością. I wreszcie Erin, która po burzliwych związkach i przeprowadzce z Edynburga do Londynu wreszcie postanawia zmądrzeć. A widzi to tak: kupuje dom, pisze książki, znajduje mężczyznę, z którym zapełni dom dziecięcym śmiechem. Proste? Nie do końca. Szybkie randki nie pozwalają znaleźć tego jednego, dom jest bez mebli, a wena lezy i kwiczy. Czy remedium na choćby jeden z nich będzie wysłane po pijaku zamówienie pakietu pro od bardzo medialnej swatki? Okazuje się, że i tak i nie. Bo wprawdzie o Erin mówią teraz wszyscy, ale nie do końca pochlebnie. Do tego utopiła w inwestycję o nikłej szansie (czyt. ewentualne małżeństwo) mnóstwo kasy, która teraz akurat jest potrzebna jej rodzinie. Na dodatek jednym z wybranych przez biuro matrymonialne jest jej stary znajomy. Stary dobry znajomy, z którym nie miała lekko. A dodam jeszcze, że z wcześniejszym mężczyzną, z którym miała do czynienia, nadal ma kontakt. I z ludźmi, którzy go usilnie szukają…

Problem poboczny, acz ważny

Czytając książkę co rusz zapalają mi się w głowie czerwone lamki. I nie dotyczą one tylko związków Erin. Raczej, jako matka, zwracam uwagę do relacji z jedzeniem. I wymiotów z powodu stresu. Tak, można tak wszystko przeżywać, że aż nie chce się jeść, a każdy kęs od razu jest zwracany. Całkowicie to rozumiem. Jednak czerwona lampka się już tli. Bo Erin zwraca często, a je mało. Czytając dalej natrafiamy na jeszcze gorszą relację z wysiłkiem fizycznym. Erin biega, bo wtedy zapomina o świecie. Jak jest jej źle biega więcej, aż do omdlenia. A o nie nietrudno, jak się mało je. Teraz alarm bije już z całą siłą. Tak, będziemy mieli tu do czynienia z zaburzeniami odżywiania.

O czym zapominamy?

Czy też wydaje się wam, że jeśli poprosicie o pomoc, to oznacza to, że sobie z czymś nie radzicie? Albo że tylko wy robicie coś dobrze? Czy taka samodzielność w końcu nas nie wypala? Wiele lat uczyłam się tego, że jak nie poproszę, to nikt w myślach mi nie przeczyta. A jak poproszę, to nie będzie to ujma na moim honorze ani oznaka słabości. Erin też się tego uczy. Zrobi wszystko, by nie zależeć od innych. Stawia innych ponad siebie, ich samopoczucie, ich potrzeby. Nie prosi, bo przecież maja gorzej, mają swoje problemy. Ale zapomina, że człowiek potrzebuje wioski. Potrzebuje innych i to nie tylko, jak jest dobrze.

Podsumowanie

Wprawdzie jestem tą czytelniczką, która bardziej zaaferowała się wątkami kryminalnymi, sensacyjnymi niż romantycznymi, ale jestem zadowolona z lektury. Czyta się ją gładko, czasem jedynie można się odbić od niektórych pojęć znanych bardziej młodszemu rocznikowi niż mój. Nie jest ich na szczęście dużo. Dobrze też, że autorka dba o tych, którzy nie przeczytali poprzednich części, podając większość faktów z życia przyjaciółek. Dzięki temu łatwiej się z nimi utożsamiać. Jestem nieco zawiedziona zakończeniem (i pogubiłam się w natłoku bohaterów epilogu!), ale chyba każdy chciałby po tylu perypetiach właśnie takie mieć.

Exit mobile version