Plan idealnej podróży poślubnej (10 lat później)

Plan idealnej podróży poślubnej (10 lat później) Image

Plan idealnej podróży poślubnej (10 lat później)

Cza­sa­mi mam takie chwilę, gdy bezwied­nie gapię się na obrączkę. Noszę ją już tyle lat, że gdy cza­sem trze­ba ją zdjąć, to skóra pod nią okazu­je się nieopalona i nie dałabym rady nakła­mać, że nie jestem w sfor­mal­i­zowanym związku. Nie wyszedł by mi żaden romans z nic nieprzeczuwa­ją­cym kuracjuszem w Ciechocinku.

I cho­ci­aż zło­to już tak nie świeci, rzeź­bi­enia stały się mało widoczne i zmieni­ałam już chy­ba z dwa razy śred­nicę kół­ka (tak, przy­tyłam), nadal budzę się obok człowieka, który nosi łudzą­co podob­ny pierś­cień. Tylko ma więk­szy rozmi­ar i inne imię wyp­isane na jego wewnętrznej stron­ie. Moje imię.

Wiele przes­zliśmy przez te lata, były przeprowadz­ki, ciąże, porody, wzlo­ty i upad­ki. Jed­no nadal jest przed nami: podróż poślub­na. Mimo, że pieniądze zebrane na weselu miały ja sfi­nan­sować, nigdy w nią nie pojechal­iśmy. Ba, nawet razem nie wybral­iśmy się do Koło­brzegu, a prze­cież mamy tak blisko. Zawsze było coś…

Jed­nak to już ostat­ni rok. Obiecal­iśmy sobie, że wyruszymy we dwo­je — tak jak wtedy, kiedy się poz­nal­iśmy — na piękne wakac­je. Dzieci zostaw­imy (kochana bab­ciu i dzi­ad­ku, cieszy­cie się praw­da?) i odbędziemy miesiąc miodowy jak się patrzy. Albo cho­ci­aż tydzień miodowy. Week­end? Tak, też może być.

Ponieważ ślub­ne pieniądze przez­nac­zone na podróż dawno już się rozeszły, co miesiąc odkładamy pewną niewielką sumkę, by nasze marze­nie o cud­ownym wypadzie we dwo­je w dziesiątą rocznicę ślubu się ziś­ciło. A w między­cza­sie snu­je­my plany gdzie moż­na by było wyjechać. Kiedyś moim marze­niem był pospoli­ty Egipt, ale ze wzglę­du na obec­ną sytu­ację poli­ty­czną tego kra­ju najzwycza­jniej boję się tam jechać. Jako że uwiel­bi­amy góry, a nien­aw­idz­imy tłumów, siedliśmy do map i zaczęliśmy deba­tować:

  • Karpaty za blisko
  • Pirene­je za fran­cuskie
  • Ural zbyt rosyjs­ki
  • Himala­je za wysok­ie
  • Alpy zbyt pop­u­larne
  • Skan­dy­naw­ia za zim­na… itd.

Kiedy nasz wzrok napotkał Andy, wiedzieliśmy że to jest właśnie to!

Co nas tak urzekło w tych górach, że zach­ci­ało nam się wyciecz­ki do Peru, Chile i Boli­wii?

Atacama i gejzery del Tatio

Ojciec moich dzieci zawsze narze­ka, że jak ja z nim gdzieś idę na pieszą wędrówkę, to zawsze zna­jdę jakieś bag­no. Takie dosłown­ie bag­no – gni­ją­ca roślin­ność, masa wody, ślepa dro­ga. Pod­czas poby­tu w najbardziej suchym miejs­cu świa­ta, jakim jest pusty­nia Ata­ca­ma w Chile, beza­pela­cyjnie zna­jdę najwięk­sze słone bag­no i obe­jrzę — z nim rzecz jas­na! — wybuchy gejz­erów o świcie. Jeśli prze­jedziemy przez Dolinę Śmier­ci, będziemy dalej zwiedzać.

Jezioro Titicaca

Jest to najwyżej położone jezioro żeglowne i zarazem najwięk­sze jezioro wysokogórskie świa­ta. Położone na grani­cy Peru i Boli­wii. Jak każdy turys­ta odwiedz­imy tam Wyspę Słoń­ca, a także jakąś z czter­dzi­es­tu pły­wa­ją­cych wysp plemienia Indi­an Uro.

Cuzco i Machu Picchu

Będąc w Peru grzechem było­by nie zobaczyć inkas­kich budowli zna­j­du­ją­cych się w region­ie Cuz­co. Szczegól­nie Machu Pic­chu – najlepiej zachowane mias­to Inków. Nie wiem tylko, czy mój mężczyz­na będzie chci­ał tam wchodz­ić, w końcu jest naprawdę wysoko (pon­ad 2000 m n.p.m.!), ale pewnie jeśli dodam, że ostat­nim Inkaskim wład­cą był Tupac Amaru II (tak jak leg­en­da hip-hopu 2Pac), to pójdzie ze mną nawet na szczyt Świą­tyni Słoń­ca!

Tiwanaku

Syn nie dał­by nam wró­cić, gdy­byśmy nie zro­bili sobie fot­ki w jed­nym z najwięk­szych ośrod­ków kul­tu­ry andyjskiej, w którym zna­j­du­je się andezy­towa Bra­ma Słoń­ca. Andezy­towa! Z takiego samego szarego bloku andezy­tu, jaki moż­na wydobyć w Minecraf­cie!

Papa Museo w Cuzco

To miejsce, które każdy Polak odwiedz­ić musi! A szczegól­nie ten zach­wycony niewąt­pli­wym pięknem najwięk­szego pom­ni­ka pod­kosza­l­ińskiej miejs­cowoś­ci Biesiekierz. Jako że uwiel­bi­amy ziem­ni­a­ki ze sch­abowym, a Peru to kraj pon­ad dwus­tu odmi­an ziem­ni­a­ka, nie może nas zabraknąć w tym miejs­cu!

Po kilku dni­ach wypełnionych słońcem, kurzem, oplu­ci przez lamy, z kieszeni­a­mi pełny­mi ziem­ni­aków, kolorowych indi­ańs­kich bran­so­letek, glini­anych gar­nków, swetrów z alpa­ki i trz­ci­nowych łódeczek czeka nas tylko jeszcze pon­ad 13-godzin­ny lot.

Czy warto było planować dziesięć lat podróż poślub­ną? Mam jeszcze kil­ka miesię­cy, zobaczymy.

Wpis zaw­iera link pro­mo­cyjny.

Fot. 1 krheesy, fot. 2 Danielle Pereira, fot. 3 Robert Brands, fot. 4, fot. 5 Jeff War­ren, fot. 6 Voy­ages Lam­bert,  fot. 7 thesc­man, fot.8. Minamie’s Pho­to, fot. 9 Theodore Scott, fot. 10 Leono­ra (Ellie) Enk­ing, fot. 11 Kapi­tel, fot. 12 McK­ay Sav­age, fot. 13 Antho­ny Tong Lee

Autor | moniowiec Komentarze | 0 Data | 29 października 2015

kategorie i tagi

W kategorii: Dla dorosłych

Otagowano: