Nie mów moim dzieciom jak wspinać się na zjeżdżalnię

Nie mów moim dzieciom jak wspinać się na zjeżdżalnię Image

Nie mów moim dzieciom jak wspinać się na zjeżdżalnię

Lato to wspa­nia­ły czas by dzie­ci prze­by­wa­ły wię­cej niż zwy­kle na świe­żym po­wie­trzu. Wie­cie jak to jest: dużo wol­ne­go cza­su, słoń­ce, ga­nia­nie ca­ły­mi dnia­mi, pla­ce za­baw. Wszy­scy wcho­dzą na zjeż­dżal­nię i zjeż­dża­ją, wcho­dzą i zjeż­dża­ją i tak cały dzień jak­by nic in­ne­go na świe­cie nie ist­nia­ło. No może poza ka­ru­ze­lą i ko­ni­kiem na sprę­ży­nie. Do na­szych dzie­ci do­łą­cza­ją inne i za­cho­wu­ją się tak samo. Pa­trząc znad smart­fo­na z uśmie­chem mo­żesz rzec” „Tak, by­cie ro­dzi­cem w ta­kie dni jak dziś jest cał­kiem faj­ne”. I wte­dy na­gle do roz­ba­wio­nych ma­lu­chów pod­cho­dzi ja­kaś mama i na­po­mi­na „nie, nie nie! Na zjeż­dżal­nię wcho­dzi się tyl­ko scho­da­mi, a dru­gą stro­ną tyl­ko zjeż­dża”. Yyy, serio?

Do­kład­nie prze­stu­dio­wa­łam in­struk­cje pla­ców za­baw. Zna­leźć moż­na tam pod­sta­wo­we za­sa­dy i za­ka­zy jak za­kaz wpro­wa­dza­nia psów, pa­le­nia, spo­ży­wa­nia al­ko­ho­lu czy wcho­dze­nia na dasz­ki ele­men­tów wy­po­sa­że­nia pla­ców za­baw. Nie­któ­re na­wet mają wy­dzie­lo­ne czę­ści dla dzie­ci młod­szych i star­szych, si­łow­nię pod chmur­ką dla na­sto­lat­ków. Tam sprzę­ty do­sto­so­wa­ne są do roz­wo­ju mo­to­ry­ki i wzro­stu de­dy­ko­wa­ne­go do od­po­wied­nie­go wie­ku. To zro­zu­mia­łe. Ni­gdzie jed­nak nie zna­la­złam na­wet ma­łej wzmian­ki jaki jest np. kie­ru­nek zjeż­dża­nia czy wcho­dze­nia na zjeżdżalnię.

Pla­ce za­baw są obec­nie na­praw­dę bez­piecz­ne. Wła­ści­wie do cza­su, gdy nie robi się nic głu­pie­go np. nie ska­cze z po­de­stu czy nie pod­bie­ga pod huś­taw­kę to nic złe­go dziec­ku stać nie po­win­no. Prze­cież pod­ło­że naj­czę­ściej jest po­kry­te ela­stycz­ną na­wierzch­nią lub pia­skiem, a kon­struk­cje do wspi­na­nia na tyle ni­skie, by nie wy­wo­ły­wać w dziec­ku zbyt wiel­kie­go strachu.

No wła­śnie… Wiecz­nie chro­nie­nie przez wła­ści­wie każ­de­go przed naj­mniej­szym si­nia­kiem może po­wo­do­wać, że dziec­ko nie ma na­wet naj­mniej­szych szans na zmie­rze­nie się z wła­snym stra­chem. A cze­go nie na­uczy się w dzie­ciń­stwie to uro­śnie w póź­niej­szym cza­sie do po­waż­niej­szych roz­mia­rów. Do tego ob­ni­ża­nie po­przecz­ki po­przez prze­sad­ną ase­ku­ra­cję nie stwa­rza wy­zwań, więc dzie­ci są mniej za­an­ga­żo­wa­ne. Sami wi­dzi­my jak czę­sto za­miast ba­wić się sa­mo­dziel­nie lub z ró­wie­śni­ka­mi dziec­ko cią­gnie ja­kie­goś do­ro­słe­go do za­ba­wy. Naj­le­piej ta­kiej w bu­do­wa­nie ba­bek z pia­sku, bo to ta­kie bez­piecz­ne. A nie, moż­na so­bie prze­cież syp­nąć w oczy pia­chem, więc uważaj.

Wspi­na­nie się po śli­zgu zjeż­dżal­ni jest czymś wię­cej niż wy­cho­dze­niem poza stre­fę bez­pie­czeń­stwa. Uru­cha­mia całą wy­obraź­nię. Moż­na się prze­cież wspi­nać na wiel­ką górę i zdo­by­wać szczy­ty! Moż­na je­chać ru­cho­my­mi scho­da­mi w górę! Moż­na… nie wiem co jesz­cze, nie mam jed­nak tak bo­ga­tej wy­obraź­ni jak dzie­ci. Do­ro­słość za­bi­ła we mnie tą cie­ka­wość (co jest za­raz za ro­giem?) i kre­atyw­ność. Nie zna­czy to jed­nak, że mam du­sić dzie­cię­cą fantazję.

Dzie­ci po­trze­bu­ją czuć się przy nas bez­piecz­nie. To wła­śnie do tego słu­żą za­sa­dy i wy­zna­cza­nie gra­nic. Jed­nak dzie­ci po­trze­bu­ją też wol­no­ści, bo wte­dy są bar­dziej kre­atyw­ne. A kre­atyw­ność to klucz do roz­wo­ju. Za­my­ka­jąc je w świe­cie za­ka­zów, na­ka­zów i re­guł wy­my­ślo­nych przez do­ro­słych od­bie­ra­my moż­li­wość roz­wią­zy­wa­nia pro­ble­mów i po­peł­nia­nia błę­dów. Przez wiecz­ne „nie wol­no” uczy­my tyl­ko, że cie­ka­wość jest niepotrzebna.

Wcho­dze­nie na zjeż­dżal­nie z „nie­wła­ści­wej” stro­ny po­ma­ga też ra­dzić so­bie z kon­flik­ta­mi. Jest nim na pew­no zaj­mo­wa­nie ko­lej­ki przez jed­no i to samo dziec­ko kil­ka razy pod rząd. Nikt nie chce, by mu wcho­dzić w pa­ra­dę, dla­te­go czę­sto zda­rza się, że taki kom­bi­na­tor spo­ty­ka się z ostrym pro­te­stem in­nych dzie­ci sto­ją­cych w ko­lej­ce do zje­cha­nia po śli­zgu. Zwy­kle nie wtrą­cam się je­śli wi­dzę, że ja­ka­kol­wiek re­ak­cja jest: czy to ze stro­ny dziec­ka wspi­na­ją­ce­go się czy to dzie­ci cze­ka­ją­cych na swo­ją ko­lej. Naj­czę­ściej ma­lu­chy fan­ta­stycz­nie po­tra­fią się do­ga­dać, cza­sem tyl­ko po­sił­ku­jąc się tro­chę pię­ścia­mi. Wte­dy re­agu­ję, bo plac za­baw ma uczyć pew­no­ści sie­bie („to moja ko­lej!”) i em­pa­tii („te­raz zjeż­dża moja sio­stra, nie ty!”), a nie roz­wią­zań si­ło­wych. Kie­dy więc wi­dzę, że cze­ka­nie na swo­ją ko­lej za­kłó­ca­ne jest przez no­to­rycz­ne­go wspi­na­cza, idę z od­sie­czą. Je­dy­nie w przy­pad­ku ma­lu­chów w wie­ku żłob­ko­wym i przed­szkol­nym cza­sem ro­bię wy­ją­tek, gdyż nie dość, że ich nie­zna­jo­mość re­guł na­praw­dę może je fi­zycz­nie za­bo­leć, to one jesz­cze się uczą. Tak­że cierpliwości.

Co więc strasz­ne­go moż­na wi­dzieć we wspi­na­niu się śli­zgiem na zjeż­dżal­nię? Prze­cież dzie­ci ła­two roz­wią­zu­ją pro­ble­my: jak się prze­wró­cą to wsta­ją. Cza­sem po­win­ni­śmy się tego od nich uczyć.

Fot. spil­l­to­jill, CC BY-SA 2.0

Autor | moniowiec Komentarze | 26 Data | 12 sierpnia 2016

kategorie i tagi

W kategorii: Dla dorosłych

Otagowano:

  • Sza­ro­Ko­lo­ro­wa

    moi chłop­cy uwiel­bia­ją wspi­nać się po śli­zgu 😉 nie za­bra­niam im tego 🙂

  • Oj dzie­ci mają w so­bie tyle sa­mo­za­par­cia i wy­trwa­ło­ści, że cza­sa­mi jak pa­trzę na mo­je­go Wik­tor­ka to za­zdrosz­czę. Jak się prze­wró­ci to wsta­je, jak coś nie wyj­dzie za pierw­szym ra­zem pró­bu­je zno­wu. Z dzieć­mi na pla­cu za­baw też po­tra­fi so­bie po­ra­dzić i się do­ga­dać. I my­ślę, że zde­cy­do­wa­nie le­piej dzie­ci się do­ga­du­ją jak do­ro­śli czy­li my 🙂 się im nie wtrącamy 🙂

  • My na pla­cu za­baw mamy spo­rą gru­pę ma­lusz­ków, któ­re pró­bu­ją na­śla­do­wać to, co ro­bią ich star­si ko­le­dzy, dla­te­go le­piej, żeby ro­dzic czu­wał nad tym dla kogo ich po­cie­cha aku­rat sta­je się wzo­rem, bo tak jak na­pi­sa­łaś, ma­lu­cha może to nie­źle za­bo­leć. To­sia na zjeż­dżal­nię wcho­dzi po scho­dach, ale może być to spo­wo­do­wa­ne tym, że wejść na nią może na kil­ka spo­so­bów, w tym mię­dzy in­ny­mi ko­rzy­sta­jąc z liny, więc może to jej wystarcza:)

  • Mia­łam już na­pi­sać, że się nie zga­dzam z Tobą, ale po prze­czy­ta­niu koń­ców­ki mogę czę­ścio­wo się zgo­dzić. :p Mi bar­dzo się nie po­do­ba, gdy w ko­lej­ce do zjeż­dża­nia usta­wio­ne są dzie­ci, a inne dziec­ko po­sta­na­wia wcho­dzić od stro­ny zjeż­dżal­nej, blo­ku­jąc resz­tę dzie­cia­ków. Je­śli moje dziec­ko tak robi, za­wsze zwra­cam uwagę.

    • Na szczę­ście zwy­kle dzie­ci usta­lą czy moż­na tak wcho­dzić — bo jak jed­no to i wszy­scy albo zwy­czaj­nie nikt — więc na szczę­ście się do­ga­du­ją. Ja tyl­ko zwra­cam uwa­gę, by nie blo­ko­wać ko­lej­ki, ale nie, by nie wcho­dzi­li pod prąd.

      • Piotr

        Ja tyl­ko zwra­cam uwa­gę, by nie blo­ko­wać kolejki”

        Wy­ma­ga Pani od in­nych ro­dzi­ców by ci nie mó­wi­li Pani dziec­ku jak ko­rzy­stać ze zjeż­dżal­ni pod­czas gdy sama pani mówi in­nym dzie­ciom by nie blo­ko­wa­li ko­lej­ki? Pięk­na logika 🙂

        • Nie zro­zu­mie­li­śmy się — ja to mó­wię swo­im dzie­ciom. Inne mają swo­ich ro­dzi­ców od wychowywania.

          • Piotr

            W ta­kim ra­zie na­le­ża­ło napisać:

            Ja tyl­ko zwra­cam swo­im dzie­ciom uwa­gę by nie blo­ko­wa­ły kolejki”

            Stąd nie­zro­zu­mie­nie.

          • Do­brze, że się dogadaliśmy.

  • A ja się nie zgo­dzę. Ostat­nio mój Kuba zjeż­dżał z dłuż­szej zjeż­dżal­ni i był na wy­so­ko­ści może 1/4, kie­dy na­gle ja­kiś inny chło­piec za­czął się wspi­nać na zjeż­dżal­nię. Efekt? Do­stał po zę­bach od Kuby, do­słow­nie. Mało tego, ro­dzi­ce tego chłop­ca, sto­ją­cy obok mnie — na­sko­czy­li na mnie, że nie pil­nu­ję syna. Par­sk­nę­łam śmie­chem i przy­to­czy­łam im całą sy­tu­ację, któ­ra mia­ła miej­sce, bo wi­docz­nie do­zna­li dziw­ne­go olśnie­nia. Efekt? Ob­ra­zi­li się i wyszli. 😉

    Wo­bec tego — wdra­py­wa­nie się na zjeż­dżal­nię nie za­wsze jest spoko.

    • Za­wsze może się zda­rzyć, na­wet je­śli dziec­ko jest „pil­no­wa­ne”.

      • Piotr

        pil­no­wa­ne” dziec­ko nie wspi­na się w górę po zjeż­dżal­ni po któ­rej się zjeż­dża, je­śli to się zda­rzy to zna­czy że nie jest „pil­no­wa­ne”

        A je­śli nie jest pil­no­wa­ne to ro­dzic ta­kie­go dziec­ka nie ma pra­wa mieć pre­ten­sji do ro­dzi­ca dziec­ka któ­re było pil­no­wa­ne i ko­rzy­sta­ło ze zjeż­dżal­ni prawidłowo.

        • Ra­cja. I chy­ba nikt nie ma, prawda?

          • Piotr

            Sko­ro przy­zna­je mi Pani ra­cję to zna­czy że nie pil­nu­je Pani swo­ich dzie­ci na pla­cu za­baw tak?

            Może w ta­kim wy­pad­ku war­to by było za­cząć bar­dziej je pil­no­wać tak by inni ro­dzi­ce za­miast Pani uczy­li Pani dziec­ko jak po­praw­nie ko­rzy­stać ze zjeżdżalni?

          • One wie­dzą, że zjeż­dżal­nią się zjeż­dża i wie­dzą, że moż­na nią wejść nie po­wo­du­jąc żad­ne­go pro­ble­mu in­nym. Ba, na­wet po­ma­ga­ją in­nym dzie­ciom wcho­dzić śli­zgiem lub zjeż­dża­ją w gru­pach z młodszymi.

          • Piotr

            I to moim zda­niem jest nie­pra­wi­dło­we, nie dość że same ro­bią źle (bo Pani nie re­agu­je i na to po­zwa­la) to jesz­cze po­ka­zu­ją in­nym dzie­ciom jak ro­bić źle i im w tym pomagają 🙂

          • Tam gdzie dwóch lu­dzi — są dwa zdania.

          • Piotr

            Szko­da że nie ro­zu­mie Pani tego kie­dy inny ro­dzic mówi Pani dziec­ku że po zjeż­dżal­ni się nie wchodzi 🙂

          • Piotr

            Szko­da że nie ro­zu­mie Pani tego kie­dy ktoś mówi Pani dziec­ku że po zjeż­dżal­ni się nie wcho­dzi 🙂 i za­miast to za­ak­cep­to­wać wy­le­wa Pani żale na blo­gu bo ktoś śmiał upo­mnieć Pani dziec­ko (cał­kiem słusznie) 🙂

          • Ra­cja, każ­dy ma ro­dzi­ca od wy­cho­wa­nia i to do­ro­śli mie­dzy sobą po­win­ni wy­mie­niać po­glą­dy na ten te­mat. Ale wy­mie­niać — nie za­wsze da się prze­ko­nać. Ja są­dzę ina­czej. To też moż­na uszanować.

  • Ja w ogó­le nie lu­bię mó­wie­nia dziec­ku „tak się tego nie robi”. Dzie­ci po­win­ny eks­pe­ry­men­to­wać, szu­kać wła­snych dróg, spraw­dzać, itd.

  • Piotr

    Pani któ­ra na­pi­sa­ła ten tekst naj­wy­raź­niej nie ro­zu­mie sło­wa „zjeż­dżal­nia” bo tak! po niej się zjeż­dża, jak sama na­zwa wskazuje. 

    Na­zy­wa się zjeż­dżal­nia, nie wcho­dzik, nie scho­dy a ZJEŻ­DŻAL­NIA. Może do­pie­ro wte­dy gdy jej dziec­ko przy­pad­kiem do­sta­nie od któ­re­goś ze zjeż­dża­ją­cych dzie­ci z buta w oko to na­uczy swo­je dziec­ko pra­wi­dło­we­go ko­rzy­sta­nia ze zjeż­dżal­ni, za­miast tyl­ko sie­dzieć z no­sem w smart­fo­nie. Może wte­dy prze­sta­nie wy­pi­sy­wać ba­nia­lu­ki na blogu.

    Byle tyl­ko wte­dy nie mia­ła wte­dy pre­ten­sji do ro­dzi­ca dziec­ka, któ­re kop­nę­ło jej dziec­ko i ko­rzy­sta­ło ze zjeż­dżal­ni w po­praw­ny sposób.

    • Po­le­cam po­czy­tać re­gu­la­mi­ny w ZOO.
      A co do ję­zy­ka pol­skie­go — scho­dy są tyl­ko do scho­dze­nia? Zie­mia dla ziem­nia­ków? No właśnie…
      Nie za­uwa­ży­łam by ja­kie­kol­wiek huś­ta­ją­ce się dziec­ko pa­trzy­ło na inne — to ra­czej te bie­ga­ją­ce wo­ko­ło pa­trzą, by nie do­stać, bo huś­taw­kę trud­niej za­trzy­mać, niż sie­bie. Dzie­ci ro­zu­mie­ją logikę.
      Na pla­cach za­baw nie wol­no też wpro­wa­dzać zwie­rząt (ile psów wi­du­jesz?), pa­lić (skąd te pety w pia­skow­ni­cy?) czy pić al­ko­ho­lu… Od dzie­ci wy­ma­ga­my, a od sie­bie nie zawsze…
      A sza­now­na au­tor­ka ma tyle lo­gi­ki, że nie ma pre­ten­sji do in­nych, je­śli jej wła­sne dzie­ci do­sta­ną z buta. No chy­ba że po­dej­dzie ja­kiś z ki­jem i zdzie­li je w gło­wę, to ow­szem, mogę mieć pretensję.

      • Piotr

        Nie za­uwa­ży­łam by ja­kie­kol­wiek huś­ta­ją­ce się dziec­ko pa­trzy­ło na inne — to ra­czej te bie­ga­ją­ce wo­ko­ło pa­trzą, by nie do­stać, bo huś­taw­kę trud­niej za­trzy­mać, niż siebie.”

        Może to dla­te­go że inni ro­dzi­ce po­tra­fią na­uczyć, wpo­ić swo­im dzie­ciom by te uwa­ża­ły na huś­taw­ki. Pani cięż­ko jest na­uczyć swo­je dziec­ko że się nie wcho­dzi po zjeż­dżal­ni w górę?

        Na pla­cach za­baw nie wol­no też wpro­wa­dzać zwie­rząt (ile psów wi­du­jesz?), pa­lić (skąd te pety w pia­skow­ni­cy?) czy pić al­ko­ho­lu… Od dzie­ci wy­ma­ga­my, a od sie­bie nie zawsze…

        Nie przy­po­mi­nam so­bie by­śmy prze­szli na TY.

        Je­śli plac za­baw jest za­my­ka­ny lub ogro­dzo­ny to nie wi­du­ję na nim psów. Pety w pia­skow­ni­cach, bu­tel­ki i ogól­nie śmie­ci zo­sta­wia mło­dzież w go­dzi­nach wieczornych/nocnych a nie dzie­ci i to do nich na­le­ży mieć pre­ten­sje ewen­tu­al­nie do ad­mi­ni­stra­to­ra pla­cu któ­ry tego nie sprzą­ta lub nie robi nic by ta­kiej sy­tu­acji nie było.

        • Yyy, no wpa­ja­ją, jak ja, że na huś­taw­ki na­le­ży uwa­żać. Tak, ra­cja. A nie, że na huś­taw­ce na­le­ży uwa­żać. Wy­chy­la­jąc się do przo­du nie ma szans, by np. zo­ba­czyć że ktoś za ple­ca­mi prze­bie­ga. Czy­li to za­sa­da fi­zy­ki czy niepilnowanie?
          A co do śmie­ci — mło­dzież i do­ro­śli. Bo nie tyl­ko mło­dzież pali na pla­cach za­baw. Śmie­cą wszy­scy, bez wy­jąt­ku. A psy, szcze­gól­nie te „mi­lut­kie”, cza­sem by­wa­ją wpusz­cza­ne wraz z wła­ści­cie­la­mi, bo „co on zrobi”.
          Chcia­ła­bym żyć w świe­cie, w któ­rym jest czy­sto, przy­jem­nie i zgod­nie z za­sa­da­mi… jed­nak za bar­dzo lu­bię ten ułań­ski po­lot i ro­bie­nie co się chce!

  • Plac za­baw mo­zna uzy­wac na roz­ne spo­so­by, je­sli tyl­ko nie prze­szka­dza to w in­nym w za­ba­wie i nie stwa­rza mega za­gro­ze­nia, moje dzie­ci sa jak mal­py wspi­na­ja sie na gore kon­struk­cji, po ze­wnetrz­nej stro­nie kon­struk­cji, je­sli maja ta­kie umie­jet­no­sci… dla­cze­go maja ich nie uzywac ..
    Wia­do­mo, ze bie­ga­nie z kij­kiem w reku moze byc wsze­la­ko nie­bez­piecz­ne, a jed­nak nie znam chlop­ca, kto­ry by tego nie robil.…