Jestem za i przeciw Pokemon GO

Jestem za i przeciw Pokemon <span class=GO Image"/>

Jestem za i przeciw Pokemon GO

Było ich trzech. Na oko mieli 14–15 lat. Przys­tanęli na chwilkę przed miejskim ratuszem i sprawdza­li coś na komórkach.
— Cholera, najbliżej 2,5 km – rzu­cił jeden i tak jak koledzy schował smart­fona do kieszeni. Już miał odjeżdżać, kiedy zaczepiłam go ja, pcha­ją­ca wózek mat­ka. Odwró­cił się do mnie wyraźnie znies­mac­zony:
— Sor­ki, a Poke­mo­ny moż­na łapać jadąc row­erem? Nie trze­ba chodz­ić?
Jego twarz roz­jaśnił uśmiech:
— Nie, nie trze­ba – wsi­adł na row­er i pojechał. Zapewne za 2,5 km się zatrzy­ma, by zła­pać kole­jnego pot­wo­ra w Poke­mon GO.


Sama wychowałam się na ani­me o Poke­monach. Nie ma dla mnie śliczniejszego ani­mowanego stwor­ka niż naelek­try­zowany Pikachu. Gdy­by takie zwierzątko ist­ni­ało naprawdę na bank bym sobie je spraw­iła. No słodzi­ak!

Kiedy wybuchło sza­leńst­wo Poke­mon GO myślałam, że to prze­sa­da. Jakoś nie chci­ało mi się wierzyć, że jest ktoś, komu chce się bie­gać po mieś­cie i szukać wirtu­alne zwierzątka/roślinki. A jed­nak. Czemu mnie to nie wciągnęło, a czemu wcią­ga innych?

+1. Ruch na świeżym powietrzu

Cza­sy, kiedy nie moż­na było namówić dziec­ka na wyjś­cie z psem czy upraw­ian­ie ruchu na świeżym powi­etrzu odeszły do lamusa. Oto spełnił się sen nauczy­cieli, rodz­iców i ped­a­gogów: uczniowie spędza­ją czas pod chmurką przemieszcza­jąc się. Wprawdzie nadal krę­gosłup krzy­wy, bo zgar­biony nad komórką, ale nie czepi­a­jmy się. Ter­az czekamy na jakieś wyś­ci­gi Poke­mon GO.

+2. Spotkania z innymi w realnym świecie

Jak pokazu­je his­to­ria przy­toc­zona na początku artykułu tren­erzy Poke­monów częs­to porusza­ją się stad­nie. Ma to sens, gdyż nierzad­ko odległość pomiędzy kole­jny­mi stworka­mi jest znacz­na, a najlepiej podróżu­je się w towarzys­t­wie.

+3. Połączenie świata online i offline

Wirtu­al­na rzeczy­wis­tość dopiero wkracza na rynek gier. Poke­mon GO jest być może pier­wszą (tak, wiem, był Ingres) naprawdę inter­ak­ty­wną grą, która wyma­ga od gracza nie tylko porusza­nia się, ale także która łączy środowisko realne (zdję­cia real­nych miejsc, w których zna­j­du­je­my Poke­mo­ny, Poke­Stopy i Pok­eGymy) z grafiką kom­put­erową (stwor­ki).

+4. Uczy cierpliwości

Cza­sem trze­ba poczekać. W kole­jce do lekarza, w sklepie do kasy, na przesyłkę wysyłaną pocztą. Trze­ba też poczekać, aż wyk­lu­je się Poke­mon z jaj­ka. Właś­ci­wie to gracz musi je „wychodz­ić”, a nie „wysiedzieć”, bo aplikac­ja wyma­ga ruchu. Ale jaz­da samo­cho­dem, a nawet szy­b­ka row­erem, nie poz­woli na inkubację. Więc nie dość, że cier­pli­wie trze­ba czekać aż te metry i kilo­m­e­try się wydrepcze, to jeszcze trze­ba zmieni­ać miejsce poby­tu, bo sama bież­na na siłce nie wystar­czy.

+5. Można grać całą rodziną

Z rozrzewnie­niem oglą­dałam kiedyś film o tym, jak cała Japońs­ka rodz­i­na przy­go­towywała się do walk robot­ów: mama zro­biła swo­jego różowego i z cek­ina­mi (a jak!) rob­o­ta, tata wypa­sionego Endlave’a, a syn, w wieku boda­jże mojego Artiego, niepo­zornego robo­ci­ka. Z wyp­ieka­mi na twarzy oglą­dali wal­ki innych robot­ów, mama zjadła paznok­cie patrząc na możli­woś­ci prze­ci­wników. Żadne z nich nie wygrało nagrody, jed­nak do domu wró­cili radośnie roz­maw­ia­jąc całą drogę o swo­jej wspól­nej pasji – robo­t­yce. Dzię­ki Poke­mon GO moż­na łączyć grę z sen­ty­men­tu na oglą­daną w młodoś­ci ani­mację (rodz­ice) z nowinką (dzieci) i grać całą rodz­iną.

+6. Rodzic może być ekspertem

My, rodz­ice, częs­to jesteśmy o wiele dalej w tech­no­log­icznym świecie niż nasze dzieci. Brak cza­su i przeświad­cze­nie, że niek­tóre rzeczy są tylko dla dzieci staw­ia nas w sytu­acji, kiedy nasza wiedza zatrzy­mu­je się kilka­naś­cie lat wstecz. Poke­mo­ny to nasz tem­at z dziecińst­wa (no przy­na­jm­niej mój!), więc cho­ci­aż raz mogę być ekspertem.

+/- 7. Odwiedzanie ciekawych miejsc

Wprawdzie są wpad­ki typu Poke­Stop w Muzeum Holokaus­tu czy zła­panie Koffin­ga w Auschwitz (wydziela on tru­ją­cy gaz), jed­nak ogól­nie strate­giczne dla gry miejs­ca są rozmieszc­zone w pobliżu intere­su­ją­cych miejsc pod wzglę­dem his­to­rycznym, kul­tur­al­nym, przy­rod­niczym czy naukowym. Dzię­ki temu gracz może zupełnie przy okazji zwiedz­ić niez­nane wcześniej mias­to lub na nowo poz­nać swo­ją miejs­cowość.

+/- 8. Działa jak szklanka wody zamiast

Gra wcią­ga na długie godziny. Owszem, od wszys­tkiego moż­na się uza­leżnić, pewnie od Poke­mon GO też. Ale czy nie łatwiej – i bez zbęd­nego uszczer­bku na zdrow­iu – jest odzwycza­ić się od chodzenia ze smart­fonem po mieś­cie niż od alko­holu, papierosów czy innych uży­wek?

-9. Musisz uważać na otoczenie

Utonię­cia czy koliz­je samo­chodowe z powodu łapa­nia poke­monów? Tak, już są. Ludzie zapom­i­na­ją, ze tak naprawdę w samo­chodzie nie powin­no się rozpraszać, a do najwięk­szych rozprasza­czy należy właśnie tele­fon. Roz­mowa, odbieranie i pisanie sms-ów i wresz­cie gra w Poke­mon GO jest zbyt ryzykow­na. Ta jed­na sekun­da braku reakcji, jaką powodu­je sku­pi­anie się na komórce, może kosz­tować nas o wiele więcej niż niezła­pa­ny Snor­lax.

-10. Co ludzie powiedzą

Niek­tórzy uważa­ją, że ani­mac­je i gry są dla dzieci. Bez prob­le­mu pozwala­ją więc oglą­dać „Włatców móch” czy grać w Wiedźmi­na pier­ws­zok­lasiś­cie. Rysowane? To dla dzieci! Zaj­mowanie się infantyl­ny­mi zabawa­mi uważa­ją za stratę cza­su, ujmę na hon­orze. Co ludzie powiedzą?! Prze­cież szanowane­mu dyrek­torowi nie przys­toi rzu­cać Poke­Ballem.

-11. Nie możesz grać jak masz wadę wzroku

Nie jestem jed­nak entuz­jastą gier na smart­fonach. Owszem, w kole­jce do lekarza czy na placu zabaw zdarza mi się zagrać w to i owo, ale bez więk­szego wcią­ga­nia się. Raczej tak dla zabi­cia cza­su, którego inaczej zabić aku­rat nie mogę. Może to przez oku­lary. Jestem dalekowidzem, więc mam syn­drom dobrego wzroku i za krótkiej ręki. Nieste­ty wgapi­anie się w ekran smart­fona nie jest dla moich oczu najlep­sze.

-12. Jako rodzic i tak masz dużo ruchu

Może mając dziecko-nas­to­lat­ka odwykło się już za nieustan­nym gonie­niem za nim. Jed­nak ja, posi­ada­jąc dzieci w wieku szkol­no-przed­szkol­nym i ruch­li­woś­ci roju os nie mam takiego kom­for­tu. Bywa­ją dni, że led­wo mogę usiąść na 5 min­ut spoko­jnie, bo nawet pod­czas posiłku co chwilę trze­ba coś podać, wytrzeć, pocałować bolące miejsce, pod­muchać gorącą zupę itd. Tak, dużo się nachodzę. I ostat­nią rzeczą, o której myślę w cza­sie wol­nym jest… chodze­nie. Być może dlat­ego zła­pałam tylko jed­nego Poke­mona.

-13. Mieszkasz w małej miejscowości i jesteś domatorem

Zwyk­le jestem gdzieś na wiosce lub w lesie. Cisza, spokój i … zero Poke­monów. Jedyny Poke­Stop w mojej miejs­cowoś­ci jest na placu zabaw (przy­padek?). Cóż, nie jest mi chy­ba pisane być pokemistrzem.

Autor | Monika Kilijańska Komentarze | 15 Data | 16 sierpnia 2016

kategorie i tagi

W kategorii: Całkiem poradnikowo

Otagowano:

  • Piotr Nos­al

    Ja może wielkim fanem nie jestem, ale chęt­nie sobie cza­sa­mi popy­kam 😉

  • Ha ha 🙂 Ma to sporo plusów, ale szko­da, że trze­ba takich manewrów, by wyciągnąć niek­tórych z domu 🙁

  • Gram cza­sem w nocy gdy juz cała rodz­i­na śpi i prze­ważnie w week­endy.
    Dla mnie minusem jest to, że idąc na spac­er zami­ast roz­maw­iać ludzie są wpa­trzeni w ekran. Troche jak zom­bie.

  • Nie grałam nigdy i jestem prze­ci­wnikiem tej gry. Może dlat­ego, że nie grałam 🙂

  • W ogóle mnie takie rzeczy nie baw­ią, ani nie intere­su­ją. W zasadzie dopiero mi koleżan­ka wytłu­maczyła, o co wgóle tu chodzi 🙂

  • Cho­ci­aż Poke­mo­ny pojaw­iły się, gdy miałam jakieś 13 lat, nigdy nie byłam ich fanką i nadal nie jestem. Małżon co praw­da ściągnął tę grę, ale po jed­nym dniu odin­stalował, a my dos­zliśmy do wniosku, że ta gra jest po pros­tu głu­pia 🙂

  • Dobry sposób na wyciąg­nię­cie z domu co poniek­tórych… 😉

  • Jeden psy­chol­o­gy się wypowiedzi­ał ze ta gra ma wszys­tkie możli­we przysłan­ki do gry moc­no uza­leż­ni­a­jącej. I to że się chodzi po dworze … jakoś sła­by dla mnie argu­ment.

  • Tes­tu­ję 🙂 i moim zdaniem jest więcej plusów niż minusów 🙂

  • Grałem 2 tyg i szy­bko mi się znudz­iło — chy­ba jestem na to za stary 🙁

  • Zain­tere­sowanie jest w dal­szym ciągu duże choć ludzie w naszym wieku są chy­ba nowinkowy­mi dinoza­u­ra­mi. Nie powiem że nie zain­stalowałem. Dałem Poke­mon Go szan­sę, choć żona pukała się w głowę. Znudz­iło mnie po zła­pa­niu kilku poke­monów. Jedyny plus jaki widzę to dodatkowa motywac­ja do wspól­nych rodzin­nych spac­erów. To do niedaw­na była rzad­kość na taką skalę jaką wys­tępu­je obec­nie.

  • eV

    Ja zwąt­piłam w Poke­mo­ny kiedy zrozu­mi­ałam, że miejs­ca w których chcę bie­gać (zaciszne ulicz­ki pomiędzy doma­mi jed­norodzin­ny­mi, dużo zie­leni) to miejs­ca, w których nie ma w ogóle Poke­monów. Te pojaw­ia­ją się w cen­tra­ch miast, czyi tam gdzie bie­ga się naj­gorzej. Z Twoi­mi argu­men­ta­mi oczy­wiś­cie się zgodzę. Aplikac­ja ma bard­zo wiele plusów, tak jak i wad.