Całkiem wychowawczo

10 rzeczy, których chciałabym nauczyć syna zanim stanie się nastolatkiem

Mam fan­ta­stycz­ne­go 8-let­nie­go syna. Jest mądry, pełen życia, nowych pomy­słów. Potra­fi roz­śmie­szyć tym, jak pró­bu­je mnie co wie­czór prze­stra­szyć, gdy idę spraw­dzić, czy już śpi. I cho­ciaż jesz­cze wczo­raj był malut­kim boba­skiem to już jutro może oka­zać się męż­czy­zną. Już nie­dłu­go jego buty będę kupo­wać w dzia­le męskim. To zarów­no budzą­ce we mnie zdzi­wie­nie, dumę i strach.

Teraz przed nim naj­bar­dziej burz­li­wy okres. Otóż będzie już nie dziec­kiem, a jesz­cze nie nasto­lat­kiem. Teraz jesz­cze pod­śmie­wa się, że dziew­czy­ny są inne, ale już zaczy­na pytać czy dobrze wyglą­da w bia­łej koszu­li kie­dy w szko­le mają dzień na galo­wo, „bo dziew­czy­nom się to podo­ba”. Patrząc jak popra­wia wte­dy swój kra­wat zasta­na­wiam się jakim męż­czy­zną będzie. Prze­cież jesz­cze tyle lek­cji przed nim, tyle jesz­cze musi się nauczyć. A czym sko­rup­ka w mło­do­ści nasiąk­nie… Cze­go chcia­ła­bym zdą­żyć nauczy syna, zanim sta­nie się nasto­lat­kiem?

1. Uprzejmość jest siłą, a nie słabością.

Nie cho­dzi tyl­ko o magicz­ne sło­wa, o któ­rych jesz­cze w przed­szko­lu uczył się pio­sen­ki. Nie tyl­ko „pro­szę, dzię­ku­ję i prze­pra­szam” jest waż­ne, ale tak­że empa­tia i deli­kat­ność. Bycie bez­względ­nym i okrut­nym dla ludzi czy zwie­rząt wca­le nie jest „męskie”.

2. Nie oznacza NIE, a nie BYĆ MOŻE.

Doty­czy to nie tyl­ko naka­zów i zaka­zów, ale tak­że cia­ła. Zarów­no kobie­ce­go, jak i męskie­go. To kobie­ta, dziew­czy­na sta­wia gra­ni­ce, któ­re on, jako męż­czy­zna czy chło­pak, musi respek­to­wać bez sprze­ci­wu. I na odwrót – on też ma pra­wo do usta­la­nia wła­snych gra­nic i ocze­ki­wa­nia, że inni nie będą ich prze­kra­czać. Mil­cze­nie też nie jest zgo­dą.

3. Uczucia można nie tylko pokazać, ale także nazwać.

Wszyst­ko moż­na wyra­zić sło­wa­mi. Nie musisz niko­go bić, by poka­zać że masz siłę, nie musisz pła­kać, by uzmy­sło­wić, że czu­jesz ból czy smu­tek. Nie trze­ba tłu­mić nic w sobie, z niczym wal­czyć. To uczu­cia są kwin­te­sen­cją bycia współ­cze­snym czło­wie­kiem, a nie jaski­niow­cem.

4. Bądź samowystarczalny.

Czy­li męż­czy­zna bez kobie­ty potra­fi nie zgi­nąć z gło­du i bru­du. Nie mówię, by od razu star­to­wać do Master­Che­fa, ale każ­dy męż­czy­zna powi­nien wie­dzieć, że na patel­ni nie gotu­je­my wody na her­ba­tę, zupa ist­nie­je nie tyl­ko z pacz­ki, naczy­nia same się nie zmy­wa­ją, a ubra­nia nie pio­rą i nie poja­wia­ją w magicz­ny spo­sób w szaf­ce. I nie, to nie jest „kobie­ce zaję­cie”.

5. Bądź dżentelmenem na co dzień.

Pro­szę, dzię­ku­ję i prze­pra­szam, uczo­ne od dziec­ka, nie powin­no ginąć wraz z wkro­cze­niem w wiek nasto­let­ni. Nadal mamy za co dzię­ko­wać, prze­pra­szać i o co pro­sić. Savo­ir vivre i manie­ry tak­że są waż­ne. A zacząć moż­na od prze­pusz­cza­nia dziew­czyn w kolej­ce na sto­łów­ce czy otwie­ra­nia przed nimi drzwi. Czyż nie wywo­łu­je to uśmie­chu na twa­rzy?

6. Nie ufaj każdemu.

Nie mówię niko­mu, ale na zaufa­nie trze­ba sobie zapra­co­wać. Bycie doro­słym nie obli­gu­je ani do bez­względ­ne­go posłu­szeń­stwa ani do natu­ral­nie naby­te­go zaufa­nia. Lepiej począt­ko­wo trak­to­wać wszyst­kich z lek­kim dystan­sem, niż poważ­nie spa­rzyć się na zbyt­niej poufa­ło­ści z tymi, któ­rzy nie zasłu­gu­ją na to. Każ­dy potrze­bu­je krę­gu przy­ja­ciół, ale nie każ­dy może i musi się w tym krę­gu zna­leźć.

7. Bycie pewnym siebie nie oznacza egoizmu.

To, że masz wła­sne zda­nie, potra­fisz je wyra­żać i nie boisz się tego nie ozna­cza, ze jesteś źle wycho­wa­ny, że nie liczysz się z inny­mi. To two­je zda­nie, nie musisz się z niko­mu zga­dzać. Powi­nie­neś jed­nak umieć go bro­nić i odpo­wied­nio umo­ty­wo­wać. I tak, cza­sem nawet ty będziesz się mylić. Przy­ta­ki­wa­nie innym nie ozna­cza, że jesteś dla nich lep­szym i mil­szym czło­wie­kiem.

8. Życie nie jest na sprzedaż.

W cza­sach moje­go dzie­ciń­stwa inter­net wła­ści­wie racz­ko­wał, więc ewen­tu­al­ne nowin­ki ze świa­ta intym­ne­go, opi­sy pierw­szych ran­dek i poca­łun­ków tyl­ko krą­ży­ły z ust do ust. A i to nie zawsze. Dziś każ­dy wrzu­ca co śmiel­sze opi­sy swe­go życia na plat­for­my spo­łecz­no­ścio­we czy wysy­ła zdję­cia nawet nie­zna­jo­mym. Nie war­to tak obna­żać swe­go życia dla darem­ne­go pokla­sku, któ­ry bar­dzo łatwo zmie­nia się w hejt. Cza­sem war­to zosta­wić tro­chę nie­do­mó­wień. Niech dzia­ła wyobraź­nia.

9. Nie każdy żart jest dobrym pomysłem.

Nie jestem wap­nia­kiem, oj nie. Bar­dzo szyb­ko nauczy­łam czym jest sar­kazm, cynizm czy pyta­nie reto­rycz­ne. Ale trze­ba wie­dzieć, z cze­go moż­na żar­to­wać. Nigdy nie wysta­wiaj na śmiesz­ność przy­jaź­ni, zaufa­nia, miło­ści. Bo czy napraw­dę war­to?

10. Doświadczaj życia!

Wyjdź gdzieś, zobacz nowe rze­czy, zwie­dzaj nowe miej­sca, oddy­chaj głę­bo­ko. Pró­buj nowych rze­czy, by wyjść ze stre­fy kom­for­tu. Podró­żuj. Zapra­cuj na wyma­rzo­ny wyjazd, zor­ga­ni­zuj sam noc­le­gi. Potem goń świe­tli­ki w lesie w nocy, złap raka w jezio­rze, bie­gaj po nie­zna­nej pla­ży i wejdź na naj­wyż­szy moż­li­wy szczyt. Posze­rzaj swo­je hory­zon­ty. Pamię­taj, że dom zawsze zosta­nie Two­im domem.

Fot. John Britt, CC0 1.0