Całkiem poważnie

Rozbójnik i czterdziestu Ali-Babów — dlaczego pamiętamy złe wspomnienia

Pamię­tam, jak zbli­ża­ła się burza. Mia­łam może 5 lat, może mniej. Nie bałam się, mimo iż na nie­bie coraz wię­cej było gra­na­to­wych chmur. Dom mojej bab­ci wła­śnie miał zakła­da­ny pio­ru­no­chron. Na dachu i ścia­nie szczy­to­wej pospiesz­nie dzia­ła­li męż­czyź­ni bli­scy memu ser­cu: tata, dzia­dek i wuj­ko­wie. Oni powin­ni bać się burzy. Woła­łam do nich, że już sły­chać grzmo­ty, ale zaję­ci byli pra­cą. Pobie­głam więc do mamy. Nie wiem czy na skar­gę, że mnie nie sły­szą, czy po proś­bę, by ścią­gnę­ła ich z dachu. Bo prze­cież może im się stać krzyw­da.

Życie jest zaska­ku­ją­ce. Nie pamię­tam czy burza rze­czy­wi­ście przy­szła. Nie pamię­tam desz­czu, pio­ru­nów. Pamię­tam mój roz­dzie­ra­ją­cy powie­trze krzyk, mój płacz, moje obdar­te do krwi kola­na. To mi przez burzę sta­ła się krzyw­da. Bie­głam do mamy po beto­nie. Prze­wró­ci­łam się. Ja czę­sto się prze­wra­cam, do dzi­siaj mam nogi upstrzo­ne sinia­ka­mi. Wte­dy byłam szyb­sza niż moje nogi, a gra­wi­ta­cja poko­na­ła moją siłę nośną. Runę­łam jak dłu­ga. Bola­ło. Ten ból pamię­tam do dziś. Jak­bym patrzy­ła na sie­bie z góry.

Pamię­tam, że moja mama sie­dzia­ła z bab­cią za sto­łem i piła kawę. Przez otwar­te drzwi widzia­ła mój upa­dek. Pode­szła jak naj­szyb­ciej mogła i pod­nio­sła moje obo­la­łe cia­ło z zie­mi. Posa­dzi­ła na kola­nach i uspo­ko­iła. Pamię­tam jak łka­łam, że tacie i dziad­ko­wi może się stać krzyw­da, że nie zdą­ży­łam ich ostrzec, że nie słu­cha­li co mówię. Kola­na zdzie­ra­łam już wcze­śniej i na pew­no póź­niej, jed­nak ten jeden raz było to bar­dziej bole­sne.

Czło­wiek pamię­ta przede wszyst­kim złe chwi­le. Nie pamię­tam każ­de­go pre­zen­tu uro­dzi­no­we­go, ale ten nie­tra­fio­ny jak pla­sti­ko­wy mikro­skop – tak. Marzy­łam o mikro­sko­pie. Kie­dyś był to dro­gi i trud­no dostęp­ny sprzęt. Dosta­łam taki. Ale był to pla­sti­ko­wy, rosyj­ski sprzęt do samo­dziel­ne­go mon­ta­żu, któ­ry powięk­szał nie wię­cej niż szkło powięk­sza­ją­ce. Nie potra­fi­łam zoba­czyć poje­dyn­czych komó­rek czy chlo­ro­fi­lu w liściach. Byłam zawie­dzio­na. Pozo­sta­łe praw­do­po­dob­nie cie­ka­we pre­zen­ty poszły w nie­pa­mięć.

Podob­no by zatrzeć złe wra­że­nie o kimś czy o czymś potrze­bu­je­my czter­dzie­stu pozy­tyw­nych momen­tów zwią­za­nych z tema­tem. Zupeł­nie odwrot­nie jak w baj­ce o Ali-Babie i czter­dzie­stu roz­bój­ni­ków, gdzie jeden dobry prze­ciw­ko czter­dzie­stu złym zawo­jo­wał świat. Dla­te­go w życiu nawet nie­ide­al­ne­go rodzi­ca naj­czę­ściej wspo­mi­na­my dzie­ciń­stwo dobrze. Owszem, cza­sem dosta­li­śmy burę za zbi­ty wazon, cza­sem karę za złe zacho­wa­nie, nawet nie­któ­rzy w tyłek za rzut na gle­bę i foch z przy­tu­pem w skle­pie. Jed­nak jeśli były to spo­ra­dycz­ne przy­pad­ki, wszyst­kie złe wspo­mnie­nia zacie­ra­ne są przez te dobre. Bo dzie­ciom nie są potrzeb­ni ide­al­ni rodzi­ce, a wystar­cza­ją­co dobrzy.

Fot. Bart Hid­dink, CC BY 2.0