Całkiem poważnie

Jaskinia

Marzę o melisie. Całym kontenerze. Najlepiej dożylnie. W głowie słyszę całodzienne miałczenie, szumienie, mamowanie i inne nieartykułowane dźwięki, jakie wydaje moje potomstwo.

Nie jestem do końca przekonana, czy to aby na pewno ludzie, bo większość czasu nie brzmią ludzko. Szympansio też nie. Może to nawet nie są człekokształtni? Zdecydowanie to jakaś dobrze kamuflująca się forma wyjca.

Po kilku godzinach wsłuchiwania się te dźwięki człowiek osiąga stan maszyny. Wycie, prośby, śpiewy i wrzaski scalają się w jeden szum. Szszszszszszsz….

Ale to nie szum oceanu, kojący i wprowadzający w błogostan. To raczej miarowy stukot młockarni, warkot traktora, wiercenie wiertarką udarową i kruszenie betonu młotem pneumatycznym połączone z wibracjami betoniarki. Niby biały dźwięk, a głowa boli.

Może powinnam w domu nosić nauszniki? Jakoś w instrukcji BHP rodzica nic na ten temat nie wyczytałam.

Mam ochotę na powrót do jaskini. Zimnej, ciemnej, ale pustej. Cichej. Przede wszystkim CICHEJ. Brakuje mi tego dzwonienia w uszach. Niestety zdaję sobie sprawę, że nawet w tej jaskini pramatka nie była sama. Były z nią pradzieci!

Pramatka na bank piła pramelise z prakubka!

Szszszszszszszsz….

Nie ma powrotu do jaskiń! Jest nas za dużo.
S. J. Lec

Fot. Rob Gallop, CC BY-ND 2.0