Całkiem wesoło

Nie lubię wakacji nad Bałtykiem

Waka­cje powo­li się koń­czą. W przy­pad­ku wybrze­ża sezon trwa o wie­le kró­cej niż w górach. Nikt poza mor­sa­mi nie kąpie się prze­cież w lodo­wa­tej wodzie, a i spa­ce­ry nad brze­giem morza w mroź­ny wietrz­ny dzień nie nale­żą do przy­jem­nych. Do pla­ży mam tro­chę ponad 20 km. To wystar­cza­ją­co bli­sko, by nie lubić waka­cji nad Bał­ty­kiem. Dowiedz­cie się dla­cze­go.

Tłum

Przede wszyst­kim prze­ra­ża mnie ten tłum: ręcz­nik przy ręcz­ni­ku, para­wan przy para­wa­nie, cia­ło przy cie­le. Nie moż­na się ruszyć, by nie nadep­nąć na czy­jąś nogę. O wypra­wie wóz­kiem nad samą wodę naj­czę­ściej moż­na tyl­ko poma­rzyć – bra­ku­je zjaz­dów czy pomo­stów. A jeśli już są to na koń­cu przy barier­kach czę­sto prze­jazd blo­ku­ją sto­ją­ce rowe­ry – nikt nie pomy­ślał, że prze­cież trze­ba je będzie do cze­goś przy­piąć, gdzieś posta­wić. Owszem, bywa­ją miej­sca gdzie infra­struk­tu­ra nie kule­je, jed­nak więk­szość miej­sco­wo­ści nie dba o pro­me­na­dy, ścież­ki, sieć toa­let (bez­płat­nych!), za to z lubo­ścią ścią­ga opła­ty tar­go­we z napręd­ce skle­co­nych stra­ga­nów z ciu­pa­ga­mi, musz­la­mi i pon­to­na­mi.

baltic1

Zimna woda

Pół życia przy­zwy­cza­jo­na byłam do cie­płej wody naszych pol­skich jezior i Zato­ki Gdań­skiej. Prze­pro­wa­dza­jąc się do Kosza­li­na nie zda­wa­łam sobie spra­wy, że będę miesz­ka­ła w pobli­żu tego skraw­ka morza, gdzie tem­pe­ra­tu­ra wody w cie­płe, 30-stop­nio­we lato, może osią­gać zawrot­ną war­tość 12 stop­ni Cel­sju­sza! Głę­bia Born­holm­ska i prą­dy głę­bi­no­we robią swo­je, a mi wte­dy pal­ce odma­rza­ją nawet jeśli tyl­ko moczę sto­py pod­czas spa­ce­ru po pla­ży.

Piwo, piwo, gorąca kukurydza, dętki i opony

Sko­ro góra nie przy­szła do Maho­me­ta to Maho­met musi przyjść do góry. Wycho­dząc za tego zało­że­nia przed­się­bior­cy z wybrze­ża wpa­dli na pomysł, by umi­lić tury­stom życie i prze­nieś han­del na pla­że. Tak więc leżysz sobie spo­koj­nie, czy­tasz książ­kę, sło­necz­ko przy­grze­wa, a co chwi­lę widzisz zmę­czo­ną oso­bę dźwi­ga­ją­cą za mar­ne gro­sze całe lodów­ki z loda­mi, gorą­cą kuku­ry­dzą, popcor­nem, kape­lu­sza­mi, sel­fie stic­ka­mi czy… gril­lem! Leni­wym focz­kom i sło­niom mor­skim nie chce się scho­dzić z zare­zer­wo­wa­ne­go ręcz­ni­ka, więc cier­pli­wie cze­ka­ją na kolej­nych sprze­daw­ców. Ich poja­wie­nie oznaj­mia zwy­kle gło­śne nawo­ły­wa­nie: „Jago­dzian­ki tru­skaw­ko­ooowe”, „Nasza kol­ba jak wiatr hal­ny wzma­ga popęd sek­su­al­ny” czy nawet już nie­co abs­trak­cyj­nie „Dęt­ki, opo­ny, wul­ka­ni­za­cja”.

 baltic4

Zabawy w piasku

Mam trój­kę dzie­ci. Trój­ka dzie­ci ozna­cza trzy łopat­ki i trzy loso­we kie­run­ki sypa­nia pia­skiem. Nie­ste­ty czę­sto tak­że na ludzi. O ile jesz­cze rozu­miem, że pia­sek dosta­je się mię­dzy pal­ce od stóp, bo po nim cho­dzi­my, albo tam gdzie słoń­ce nie docie­ra, bo sie­dzi­my na ręcz­ni­ku całym w pia­sku, o tyle zgrzy­ta­nie zęba­mi peł­ny­mi żwi­ru czy poszu­ki­wa­nie przy­czy­ny bolą­cych oczu jest dla mnie odro­bi­nę wku­rza­ją­ce. No nie lubię tego fru­wa­ją­ce­go pia­chu z łopa­tek, rączek, stóp czy piłek.

Gdzie są Twoi rodzice?

Kto nie zgu­bił nigdy dziec­ka ten ma szczę­ście. Ja zgu­bi­łam. I nie był to hiper­mar­ket (ale tam też zgu­bi­łam), ale pla­ża. Po sezo­nie. Widzia­łam, jak syn odcho­dzi, ale szum fal sku­tecz­nie zagłu­szał moje nawo­ły­wa­nie. Posia­da­jąc wię­cej niż jed­no dziec­ko nie mogę tak sobie hop sko­czyć szyb­ko i przy­pro­wa­dzić ucie­ki­nie­ra. Muszę zabrać ze sobą wszyst­kich, czę­sto tak­że wózek. Jeśli był­by to sezon to praw­do­po­dob­nie nie zna­la­zła­bym syna. A prze­cież tyl­ko schy­li­łam się po butel­kę z piciem… Dla­te­go tak bar­dzo nie lubię tłu­mu (patrz pkt. 1). Dobrym roz­wią­za­niem jest naucze­nie dziec­ka nume­ru tele­fo­nu rodzi­ca lub nosze­nie przez nie spe­cjal­nej bran­so­let­ki z dany­mi rodzi­ca.

Jaki fajny piesek!

Nie mniej­szą zmo­ra są zwie­rzę­ta. Jestem za oddziel­ny­mi pla­ża­mi dla czwo­ro­no­gów do cza­su, aż ludzie nauczą się, że po psie nale­ży sprzą­tać. Obec­nie jeste­śmy na eta­pie, kie­dy nawet po sobie się nie sprzą­ta i cza­sem nie wiem czy mogę poło­żyć racz­ku­ją­ce dziec­ko na pia­sku, bo co chwi­lę znaj­du­je pety, kap­sle od bute­lek, patycz­ki po lodach i nie wia­do­mo co jesz­cze.

baltic3

500+

Tłum­nie przy­by­wa­ją­ce nad morze rodzi­ny wie­lo­dziet­ne ze swo­imi pocie­cha­mi to podob­no pla­ga tego roku. Szcze­rze mówiąc nie widzę ich wię­cej niż zwy­kle, a nawet jeśli – wolę, by przy­je­cha­li, poklę­li, popi­li to piwo na pla­ży, bo dzie­ci zoba­czą wię­cej świa­ta niż podwór­ko w ich sta­rej kamie­ni­cy, któ­re widy­wa­ły co waka­cje przed wpro­wa­dze­niem pro­gra­mu pomo­co­we­go. Wolę te dzie­ci, nawet mówią­ce rynsz­to­ko­wą pol­sz­czy­zną, niż kur­wu­ją­cą mło­dzież na kacu, zacho­wu­ją­cą się o nie­bo gło­śniej i mniej odpo­wie­dzial­nie.

Kilka godzin później…

Wszyst­ko, co dobre, szyb­ko się koń­czy. Jeśli jakimś cudem doje­cha­li­śmy na pla­żę, będzie trze­ba z niej wró­cić. Zwy­kle na ten pomysł wpa­da wię­cej ludzi niż Ty i cze­kasz sobie we wspa­nia­łym kil­ku­go­dzin­nym kor­ku, słu­cha­jąc pio­se­nek o wąt­pli­wym woka­lu, walk o ostat­nie­go bato­ni­ka czy pła­czu, bo „mamo, gorą­co!” czy „A ona na mnie patrzy!”. Jeśli więc zoba­czysz gdzieś na tra­sie nad morze kie­row­cę, któ­ry ude­rza gło­wą w drze­wo, to tak, to mogę być ja.

baltic5

Wpis zawie­ra link rekla­mo­wy.

Fot. 2 Tho­mas Koh­ler, fot. 1 i 4 Jörg Schu­bert, fot. 3 Micha­el Cogh­lan, fot. 5 Ste­pha­nie Kro­os