Całkiem emigracyjnie

Matka w Kirgistanie – Kiedy Polska to za mało

Będąc dzieckiem miałam przyjemność spędzenia wakacji na Helu. Traf chciał, że w tym samym czasie w mieście odbywał się przegląd piosenki zespołów ludowych z różnych stron świata. Śpiewano także po kaszubsku. Do dziś wspominam Pawła Kukiza śpiewającego „nasza koza beczy bo ją bolą plecy, nasza koza beczała, bo po dupie dostała” w iście rockowym wykonaniu. Jest jeszcze jedna rzecz, która szczególnie wyryła mi się w pamięci: barwne stroje wykonawców z danych republik radzieckich. Mam nawet zdjęcie z przemiłymi śpiewaczkami z Czukotki. Nie pamiętam jednak, czy były wśród nich zespoły z Kirgistanu. Za to znam kogoś, kto może Wam o wiele więcej powiedzieć o tym dalekim kraju. Poznajcie Jolę, blogerkę www.kirgiski.pl.

kirgistan3

Moniowiec: Z racji tego, że Twój mąż jest Kirgizem, często bywasz w Kirgistanie. Jak wyobrażałaś sobie ten kraj, a jak jest naprawdę?
Jola: Przed pierwszym przyjazdem do Kirgistanu (a było to we wrześniu) wyobrażałam sobie suchą, spłowiałą ziemię, więc miłym zaskoczeniem było dla mnie to, że także o tej porze roku widać tam zieleń. To w dużym stopniu zasługa aryków – kanałów nawadniających, które rozgałęziają się na mniejsze kanaliki, aż do całkiem wąskich, biegnących praktycznie wzdłuż każdej ulicy. Może na wsi takie coś nie zaskakuje i wpisuje się w krajobraz, ale znacznie ciekawiej wygląda w mieście. Proszę sobie wyobrazić ruchliwą miejską ulicę, wzdłuż której, np. między chodnikiem a trawnikiem, biegnie wybetonowany rów z szybko płynącą wodą. System aryków jest regulowany za pomocą zastawek i w razie potrzeby można wstrzymać bieg wody na jakimś odcinku i skierować ją w inną stronę. Naturalnie, im bliżej gór, tym woda szybciej płynie i jest czystsza, ale i tak aryk nigdy nie jest ściekiem. Z pewnością tych zdziwień, w jedną i drugą stronę, byłoby więcej, gdybym mieszkała w Kirgistanie, a nie tylko wpadała tam od czasu do czasu, wiecznie w pośpiechu i z poczuciem niedosytu.

kirgistan2

Moniowiec: Na swoim blogu uczysz języka kirgiskiego. Czy to trudny język?
Jola: Trudność lub łatwość języków to pojęcie subiektywne. Jestem z zasady przeciwniczką wszelkich rankingów najtrudniejszych czy najłatwiejszych języków świata, więc nie mogę udzielić odpowiedzi jednym zdaniem. Za to mogę ją wyrazić poprzez porównania. Wrażenie trudności danego języka bierze się zwykle z odmienności pisma, różnic fonetycznych i gramatycznych. Kirgiski jest językiem aglutynacyjnym, co oznacza m. in. powstawanie długich słów składających się z rdzenia i dodawanych kolejno przyrostków. Jednakże po opanowaniu podstawowych reguł rządzących aglutynacyjnością słowotwórstwo i odmiana wyrazów stają się intuicyjne. Wszelkie różnice gramatyczno-składniowe na pewno są łatwiejsze do zrozumienia, gdy można je opisać za pomocą znanych i w języku polskim części mowy i zdania, a w kirgiskim tak jest. W przypadku języka kirgiskiego jest też różnica w piśmie, bo jest zapisywany cyrylicą. Tego akurat nie uważam za trudność – wręcz przeciwnie. Polakom na pewno łatwiej opanować cyrylicę, niż alfabet arabski, którym zapisywano język kirgiski przed jej wprowadzeniem. Wymowa również nie jest przesadnie skomplikowana, w językach turkijskich z reguły nie ma zbitek spółgłoskowych ani tonalności.
Co więc jest dla mnie trudne w języku kirgiskim? Na pewno rozbieżności między językiem literackim a potocznym. Nauczyć się z podręcznika – to jedno, a zrozumieć to, co mówią Kirgizi, zwłaszcza gdy mówią szybko – to drugie. A co dopiero samemu zacząć tak mówić, jak oni. Żeby porządnie nauczyć się kirgiskiego, musiałabym tam pomieszkać. Trudne są też niektóre zjawiska związane z czasownikiem, zwłaszcza czasy złożone. O ile gramatykę rzeczownika uważam za bardzo logiczną i uporządkowaną, o tyle czasownik mnie przerasta.
W domu używamy wszystkich naszych języków – w zależności od tego, kto do kogo mówi. Mąż mówi do mnie po rosyjsku, a do syna po kirgisku. Ja do obydwu po polsku. Syn ma dopiero 16 miesięcy, więc na ocenę rezultatów trzeba będzie jeszcze poczekać. Na razie widać, że rozumie obydwa języki.

kirgistan4

Moniowiec: Jak wyglądają koszty życia w Kirgistanie?
Jola: Bochenek chleba (lub placek, bo tradycyjny kirgiski chleb jest płaski) kosztuje w przedziale 12-40 somów, litr mleka – ok. 40 somów, litr benzyny – 34 somy. Ceny za wynajem mieszkania są zróżnicowane, to zależy od dzielnicy, ale można przyjąć, że zaczynają się od ok. 38 tysięcy somów (1 som to mniej więcej 5 groszy).

kirgistan10

Moniowiec: Czym charakteryzuje się kirgiska kuchnia?
Jola: Kuchnia Kirgistanu, podobnie jak jego środkowoazjatyckich sąsiadów, to mieszanka, na którą złożyły się wpływy różnych narodów i kultur. Przeważają w niej elementy dawnej koczowniczej tradycji Kirgizów, czyli dania oparte na gotowanym lub pieczonym mięsie z mącznymi dodatkami. Najpopularniejsze z nich to beszbarmak (drobno pokrojone gotowane mięso podawane z szerokimi wstęgami makaronu, cebulą i zieleniną), manty (rodzaj pierogów gotowanych na parze), oromo (faszerowany rulon z ciasta, również gotowany na parze) i samsy (trójkątne pierogi pieczone w glinianym piecu – tandyrze). Farsz do mantów, samsów i oromo najczęściej jest mięsny, lecz można też spotkać wersje z serem lub warzywami.
Kirgizi wyznają islam, więc wśród wymienionych dań mięsnych raczej nie znajdzie się wieprzowiny. Najpopularniejszym gatunkiem mięsa jest baranina, często jada się też wołowinę i koninę, z której robi się charakterystyczne grube kiełbasy – czuczuk.
Kolejnym elementem kirgiskiej kuchni są wpływy Uzbeków, którzy w przeciwieństwie do Kirgizów prowadzili życie osiadłe i w związku z tym rozwinęli całkiem odmienną kulturę. Tu charakterystyczną potrawą jest pilaw, przygotowywany z mięsa, cebuli, marchwi i ryżu z aromatycznymi przyprawami takimi jak kmin rzymski.
Jeszcze inne potrawy przybyły na ziemie kirgiskie wraz z Dunganami – mniejszością narodową pochodzenia chińskiego, lecz w odróżnieniu od większości Chińczyków muzułmańską. Dunganie mieszkają głównie na północy i wschodzie Kirgistanu i cieszą się sławą dobrych gospodarzy i rolników, którzy zazdrośnie strzegą sekretów swojej kuchni. Jedną z charakterystycznych potraw jest lagman, który może mieć postać zupy lub sosu. Niezależnie od ilości wody jego podstawą jest duszone mięso i warzywa (marchew, cebula, czosnek, rzodkiewka, papryka) podawane z makaronem. Gotowy makaron do lagmanu nie ma żadnych wyróżniających go cech, ale w wersji tradycyjnej przygotowuje się go w bardzo specyficzny sposób. Nie jest to bowiem makaron wałkowany, lecz wyciągany: kawałek ciasta rozciąga się w dłoniach, kręcąc nim w powietrzu i uderzając o stół, aż powstaną długie, cienkie nitki.
W Kirgistanie jest obecna także kuchnia rosyjska, np. barszcz i pielmieni.

Moniowiec: Jeśli miałabyś poradzić wyjeżdżającym na dłużej do Kirgistanu, to co powinni ze sobą zabrać?
Jola: W tej chwili trudno mi sobie przypomnieć taki produkt, którego by zdecydowanie brakowało w Kirgistanie. Mówiłam wyżej o kulinarnych zwyczajach Kirgizów, które znacznie odbiegają od naszych, ale nie znaczy to, że nie da się kupić czegoś innego. Np. mimo że Kirgizi przeważnie nie jedzą wieprzowiny, można ją znaleźć w sklepach bez problemu. Może natomiast dziwić to, że trudno o niektóre popularne w Polsce przyprawy. Choć wschodnie bazary kojarzą się z bogactwem przypraw, kiedyś wiozłam do Kirgistanu ziele angielskie. Pewnie gdybym mieszkała w Kirgistanie na stałe znalazłoby się więcej braków.

Moniowiec: Jaka jest wg Ciebie największa różnica w wychowaniu w Kirgistanie w porównaniu do Polski?
Jola: Kirgizi mają wiele ciekawych tradycji związanych z narodzinami dziecka. Trudno wymienić wszystkie w kilku zdaniach, ale podoba mi się pewien zwyczaj dotyczący noworodków. Otóż przez pierwsze czterdzieści dni po narodzinach dziecka jego rodzice raczej nie przyjmują gości, z wyjątkiem najbliższej rodziny. Choć przyjście dziecka na świat jest radosną nowiną rozgłaszaną wśród krewnych i znajomych, gości zaprasza się dopiero po upływie tego czasu na przyjęcie zwane „beszik toj”, czyli święto kołyski.

Moniowiec: Czy Polacy są rozpoznawalni i jakoś szczególnie odbierani w Kirgistanie?
Jola: Przeciętny mieszkaniec Kirgistanu, zwłaszcza ze starszego pokolenia, wie o Polsce i Polakach znacznie więcej, niż przeciętny Polak o Kirgistanie. Są to przede wszystkim skojarzenia związane z kulturą. Podobnie jak w całym ZSRR oglądano tam „Czterech pancernych” i filmy z Barbarą Brylską, a także słuchano Anny German, która spędziła nawet część dzieciństwa w Kirgistanie. Jeśli chodzi o współczesną Polskę, wielu Kirgizów słyszało o polskich sportowcach np. Adamie Małyszu czy drużynach piłkarskich. Oprócz tego w tamtejszych sklepach można kupić całkiem sporo polskich produktów, zwłaszcza środków czystości.

Moniowiec: Kirgistan i Polska to dwa rożne światy. Wspominasz jakąś sytuację szczególnie wesoło?
Jola: Nasz synek ma dwa imiona – Emil Samat. Od kiedy się urodził, nie byliśmy jeszcze razem w Kirgistanie. Z najbliższą rodziną utrzymujemy regularny kontakt skypowo-telefoniczny, ale pozostali nigdy go nie widzieli… Gdy mąż w zeszłym roku musiał wybrać się do Kirgistanu sam, zdarzało mu się, że pytano go: jak tam twoje dzieci? Nie ma tam tradycji nadawania dwóch imion, więc niektórzy pomyśleli, że Emil i Samat to dwaj chłopcy.

kirgistan9

Fot. 1 Land Rover Our Planet, Fot. 5 taylorandayumi, Fot. 6 neiljs, Fot. 7 Seattle Globalist, Fot. 8 stephane martin, Fot. 9 Gilad Rom, Fot. 10 Sludge GCC BY-SA 2.0
Fot. 2-4 www.kirgiski.pl


Je­śli lu­bisz po­dróże z pal­cem po ma­pie, co środę za­pra­szam na wy­prawę z jedną z Pol­ek miesz­ka­ją­cych za gra­nicą. Wpisy już pu­bli­ko­wane znaj­dzie­cie tu.