Całkiem emigracyjnie

Mieszkać w Grecji — Kiedy Polska to za mało

Z bał­wa­na za oknem zosta­ła mi tyl­ko kąpią­ca się w kału­ży mar­chew­ka. Zachę­co­na popra­wą pogo­dy Kinia zaczę­ła zapra­szać wszyst­kich na swo­je uro­dzi­ny, mimo że są dopie­ro latem. Już pla­nu­je wyjazd nad morze, gril­la, ska­ka­nie na tram­po­li­nie. Nie może zro­zu­mieć, że do pięk­nej pogo­dy i cie­płej wody w morzu jesz­cze będzie musia­ła dłu­go pocze­kać. Co inne­go w takiej Gre­cji… Tam śred­nia tem­pe­ra­tu­ra powie­trza w stycz­niu czy lutym to 14 stop­ni, a woda jest jesz­cze cie­plej­sza. Mor­sy nie mia­ły­by co tam szu­kać nawet w mro­zy! Razem z Joan­ną z kolorykrety.blogspot.gr zapra­szam na sło­necz­ną grec­ką Kre­tę.

kreta2

Monio­wiec: Jak dłu­go już miesz­kasz w Gre­cji?
Joan­na: Na sta­łe miesz­kam w Gre­cji od 17 lat. Wcze­śniej, jako stu­dent­ka, przy­jeż­dża­łam tu przez 4 lata — tak czę­sto jak tyl­ko się dało. Mia­łam grec­kie­go chło­pa­ka, któ­re­go pozna­łam za gra­ni­cą w cza­sie pro­gra­mu wymia­ny stu­den­tów Tem­pus – i któ­ry do dnia dzi­siej­sze­go jest moim mężem. Ten okres dwóch dekad to wystar­cza­ją­co dłu­go, aby zało­żyć rodzi­nę i zapu­ścić głę­bo­kie korze­nie, a w mię­dzy­cza­sie przejść fazę zachwy­tu, póź­niej kry­ty­ki i w koń­cu doj­rza­łej akcep­ta­cji dru­giej ojczy­zny.

kreta3

Monio­wiec: Pla­no­wa­łaś pozo­stać tu na tak dłu­go?
Joan­na: Jako mło­da dziew­czy­na nie pla­no­wa­łam wyjaz­du na sta­łe za gra­ni­cę, choć nale­ża­łam do pierw­sze­go poko­le­nia, któ­re mogło swo­bod­nie poru­szać się po Euro­pie. W Pol­sce mi nicze­go nie bra­ko­wa­ło. Zna­jąc swój cha­rak­ter jed­nak­że przy­pusz­czam, że naj­praw­do­po­dob­niej gdzieś by mnie rzu­ci­ło w świat. Teraz mając rodzi­nę (dwój­ka dzie­ci: Iri­ni 12 lat i Kyria­kos 15 lat) nie chcia­ła­bym wyjeż­dżać z Gre­cji i szu­kać lep­sze­go jutra w obcym kra­ju. Wiem, ile wysił­ku trze­ba wło­żyć, aby nauczyć się języ­ka, wejść na rynek pra­cy i przy­sto­so­wać do realiów w nowym miej­scu zamiesz­ka­nia. Emi­gra­cja może być dla kogoś eks­cy­tu­ją­ca. Ja lubię poczu­cie, że jestem u sie­bie i jestem czę­ścią spo­łecz­no­ści. Obec­nie wycho­dzę z zało­że­nie, że nie da się mieć wszyst­kie­go, a w Gre­cji jest jed­nak dużo rze­czy, któ­re mi odpo­wia­da­ją i nie wiem, czy w sumie chcia­ła­bym i mogła­bym bez nich żyć. Obec­nie jestem na takim emi­gra­cyj­nym eta­pie, że tak samo czu­ję się w Gre­cji jak u sie­bie, jak w Pol­sce, jak nie u sie­bie.

kreta4

Monio­wiec: Co naj­bar­dziej dzi­wi­ło Cię w nowym miej­scu?
Joan­na: Pamię­taj­my, że to było 17 lat temu. Wte­dy dzi­wi­ło mnie to, że Gre­czyn­ki myją okna co tydzień; że w cza­sie sje­sty- mię­dzy 15:00, a 18:00 — w złym tonie jest dzwo­nie­nie pod nume­ry domo­we; że gorą­cą, czar­ną her­ba­tę pija się zazwy­czaj tyl­ko przy nie­straw­no­ściach, czy prze­zię­bie­niu; a spóź­nie­nie 10-o minu­to­we to szczyt punk­tu­al­no­ści. Naj­bar­dziej prze­szka­dza­ło mi pale­nie w miej­scach publicz­nych, krzy­we chod­ni­ki, śmie­ci na uli­cy i brak segre­ga­cji śmie­ci. Powo­li wszyst­ko to się zmie­nia na lep­sze, choć na połu­dniu wdra­ża­nie pra­wa i zmia­na men­tal­no­ści wyma­ga­ją w prak­ty­ce wię­cej cza­su. Na szczę­ście, coraz wię­cej ludzi chce tych zmian i ist­nie­je coraz więk­sza pre­sja ze stro­ny innych oby­wa­te­li. Choć nie ma jesz­cze man­da­tów dla pie­szych za przej­ście na czer­wo­nym świe­tle, to te za nie­prze­pi­so­we par­ko­wa­nie i jaz­dę bez kasku sypią się już jak deszcz.

Monio­wiec: Sko­ro tak dłu­go jesteś już za gra­ni­cą, pew­nie przy­da­rzy­ła Ci się nie­jed­na cie­ka­wa przy­go­da, zwią­za­na z róż­ni­ca­mi mię­dzy naszy­mi kra­ja­mi.
Joan­na: Dość komicz­ne było prze­ży­cie na począt­ku moje­go grec­kie­go życia pierw­sze­go trzę­sie­nia zie­mi. Myśla­łam, że przed budyn­kiem w któ­rym się znaj­do­wa­łam włą­czo­na jakąś giga kopar­kę i roz­po­czę­to jakieś pra­ce budow­la­ne. Dopie­ro, gdy wszy­scy ludzie wybie­gli na zewnątrz z okrzy­kiem „sismos”, zda­łam sobie spra­wę, że nasze sło­wo „sej­smicz­ny” ma grec­kie pocho­dze­nie i poszłam, a raczej pobie­głam, w ich śla­dy.

kreta6

Monio­wiec: Jak wpły­nął na Cie­bie i Two­ją rodzi­nę kry­zys w Gre­cji?
Joan­na: Choć z kry­zy­sem wie­le rze­czy idzie w napraw­dę złym kie­run­ku, nadal moż­na czuć się tu bez­piecz­nie (w Ate­nach zapew­ne mniej) – nie zawsze zamy­kam drzwi domu, ani samo­cho­du i nie mar­twię się o szes­na­sto­let­nie­go syna, kie­dy wycho­dzi póź­no z kole­ga­mi „na mia­sto”, że ktoś go napad­nie, czy pobi­je z powo­du posia­da­nia tele­fo­nu komór­ko­we­go, czy gotów­ki. Oso­bi­ście dzię­ki grec­kie­mu kry­zy­so­wi mojej rodzi­nie uda­ło się wyrwać ze sto­li­cy. I para­dok­sal­nie spra­wi­ło to, że od trzech lat jestem szczę­śli­wa. Osie­dli­śmy w prze­pięk­nym mia­stecz­ku Cha­nia, znaj­du­ją­cym się na zachod­nim krań­cu Kre­ty. To miej­sce uro­dze­nia moje­go męża. Tu wie­dzie­my spo­koj­ne, wyspiar­skie życie, któ­re latem – wraz z przy­by­ciem rze­szy tury­stów — dozna­je jed­nak strasz­ne­go przy­spie­sze­nia.

kreta7

Monio­wiec: A zaku­py? Jak je teraz odczu­wasz?
Joan­na: Pomi­mo kry­zy­su i zmniej­szo­nych pra­wie o poło­wę docho­dów prze­cięt­nej grec­kiej rodzi­ny, ceny żyw­no­ści wca­le u nas nie spa­dły. Mam wra­że­nie, że życie jest tro­chę droż­sze niż w Pol­sce, choć nasz kraj w ostat­nich latach rów­nież odczu­wal­nie podro­żał. Mały boche­nek dobre­go chle­ba z pie­kar­ni kosz­tu­je oko­ło 1 Euro, litr mle­ka powy­żej 1,2 Euro, ziem­nia­ki od 0,7 do 1 Euro. Mała pacz­ka zwy­kłej her­ba­ty Lip­ton 20 sasze­tek 1,5 Euro, ser Gou­da 5,5 Euro, a kilo woło­wi­ny oko­ło 8 Euro. Wizy­ta u leka­rza spe­cja­li­sty z wyko­na­niem USG kosz­tu­je zazwy­czaj od 30 do 50 Euro. Taniej moż­na kupić odzież, sprzęt RTV, samo­cho­dy i nie­ru­cho­mo­ści. Pali­wo bar­dzo sta­nia­ło w ostat­nim cza­sie – z 1,8 Euro, ku naszej rado­ści, dobi­ła do 1,4 Euro – ale to raczej ten­den­cja świa­to­wa. A jest to i tak pew­nie dro­żej niż w Ate­nach. Trze­ba pamię­tać, że na wyspy wie­le pro­duk­tów trze­ba dowieźć, co pod­bi­ja ich ceny. Jeśli wyspa jest miej­scem tury­stycz­nym, tak jak Kre­ta, ceny rów­nież są jesz­cze bar­dziej wygó­ro­wa­ne. Ate­ny nato­miast bory­ka­ją się z bez­ro­bo­ciem i wal­ką o klien­ta. Prze­ce­ny i wyprze­da­że trwa­ją tam prak­tycz­nie cały rok, dobrą kawę moż­na kupić za sym­bo­licz­ne 1 Euro, a wła­ści­cie­le kwa­ter obni­ża­ją czyn­sze lojal­nym najem­com, aby tyl­ko mieć pew­ność, że w ter­mi­nie dosta­ną gotów­kę za wyna­jem. Miesz­ka­nie 60 metro­we (1 sypial­nia) o śred­nim stan­dar­dzie moż­na wyna­jąć od 250 do 500 Euro, a lokum 100 metro­we na ateń­skiej sta­rów­ce w oko­li­cach Akro­po­lu zaczy­na­ją się obec­nie już od 1000 Euro. Takie ceny kil­ka lat temu były nie do pomy­śle­nia.

kreta8

Monio­wiec: Jak jeste­śmy przy zaku­pach to bli­sko do jedze­nia. Co naj­le­piej zjeść w Gre­cji?
Joan­na: Gre­cja jest rajem dla osób lubią­cych róż­no­rod­ne mię­sa – moż­na tu zjeść nie tyl­ko wybor­ną wie­przo­wi­nę, woło­wi­nę, ale i fan­ta­stycz­ną jagnię­ci­nę, czy kozi­nę. Tury­ści zachwy­ca­ją się naszą kul­to­wą sałat­ką po grec­ku (pomi­dor, ogó­rek, cebul­ka, oliw­ki, pla­ster fety, oli­wa), któ­ra podob­no tyl­ko tu tak wyśmie­ni­cie sma­ku­je. A grec­ka sałat­ka to czu­bek góry lodo­wej dla osób pre­fe­ru­ją­cych kuch­nię opar­tą na warzy­wach. Dzię­ki kli­ma­to­wi, przez cały rok cie­szy­my się peł­ny­mi aro­ma­tu świe­ży­mi warzy­wa­mi i owo­ca­mi. Teraz, w środ­ku zimy, tar­go­wi­ska zasy­pa­ne są sała­tą, kapu­stą, rzod­kiew­ką, ruko­lą, sele­ra­mi, pora­mi i pie­trusz­ką, któ­re rosną po pro­stu w grun­cie, bez folio­wych tune­li i ocie­pla­nych szklar­ni. Teraz mamy sezon na poma­rań­cze i czas tło­cze­nia oli­wy. Rów­nież zimą, gdy dużo pada i wszyst­ko dooko­ła się zie­le­ni, Gre­cy zaja­da­ją się „chor­tą”. Są to wsze­la­kie dzi­ko rosną­ce „ziel­ska” – mle­cze, osty i dzie­siąt­ki róż­no­rod­nych roślin – zbie­ra­nych ręcz­nie przez wpra­wio­nych w tym zaję­ciu ludzi i sprze­da­wa­nych na lokal­nych tar­go­wi­skach nawet za 6 Euro za kilo­gram. Tego typu zie­le­ni­nę „pro­sto z pola”, a raczej łąki, gotu­je się zazwy­czaj do mięk­ko­ści i poda­je pola­ną sowi­cie oli­wą i skro­pio­ną sokiem z cytry­ny. Cudzo­ziem­cy nie mogą się nadzi­wić, jak moż­na jeść takie „chwa­sty”, „tra­wy”, „ziel­ska”, jak czę­sto te grec­kie zie­lo­ne rary­ta­sy są przez nich nazy­wa­ne. Dodam, że Gre­cy uwiel­bia­ją swo­ją kuch­nię i napraw­dę knaj­pom z zagra­nicz­ną kuch­nią cięż­ko jest się prze­bić. Nie ma w ogó­le budek z chińsz­czy­zną, czy „sha­war­mą”, jest tro­chę wło­skich restau­ra­cji, a dobre loka­le wyspe­cja­li­zo­wa­ne w innych kuch­niach świa­ta moż­na poli­czyć w pię­cio­mi­lio­no­wych Ate­nach na pal­cach dwóch rąk. Gre­cy sta­wia­ją na swój „fast food” — suvla­ki – oraz tawer­ny i restau­ra­cje ser­wu­ją­ce kuch­nię grec­ką.

kreta9

Monio­wiec: Jest coś, co war­to zabrać ze sobą by czuć się w Gre­cji jak w domu?
Joan­na: Lata­jąc tani­mi linia­mi, i zazwy­czaj z małą waliz­ką, nie­zbyt wie­le rze­czy moż­na ze sobą zabrać. Naj­czę­ściej paku­ję do niej kilo dobrej wędli­ny z Kra­kow­skie­go Kre­den­su i parę paczek pier­ni­ków Wawe­la. Takiej wędli­ny jak nasza nie moż­na dostać tu nawet w naj­lep­szym deli­ka­te­sie, a jakieś nie­miec­ki pier­ni­ki rzu­ca­ne są przed świę­ta­mi w Lidlu, ale prze­cież to nie to samo. Na lot­ni­sku doku­py­wa­nych jest kil­ka bute­lek dobre­go alko­ho­lu: na pre­zen­ty i do domo­we­go bar­ku. Jed­nak­że przy­zna­ję, że ostat­ni­mi cza­sy wolę zabrać z Pol­ski jakąś nowość lite­rac­ką, pol­ski kosme­tyk czy srebr­ną biżu­te­rię niż arty­ku­ły spo­żyw­cze. W cza­sie poby­tu w Pol­sce zaja­dam się na umór pol­ski­mi spe­cja­ła­mi, a po powro­cie, bez sen­ty­men­tów, od razu prze­sta­wiam się na kuch­nię grec­ką.

kreta10

Monio­wiec: Jak to jest być Gre­kiem?
Joan­na: W trzech sło­wach: szyb­ko, gło­śno i towa­rzy­sko. Uwiel­biam otwar­tość Gre­ków i to, że swo­je­go domu nie trak­tu­ją jako warow­ni, a czę­sto otwie­ra­ją go dla innych.

Monio­wiec: A Gre­cy jak postrze­ga­ją nas, Pola­ków?
Joan­na: Pola­cy cie­szą się tu bar­dzo dobrą opi­nią. Jeste­śmy lubia­ni i sza­no­wa­ni. Nie tyl­ko za naszą rze­tel­ną pra­cę, ale rów­nież za otwar­tość, ser­decz­ność i uczci­wość. Rów­nież takie kar­ty naszej histo­rii jak II Woj­na Świa­to­wa, czy ruch Soli­dar­ność, są dobrze zna­ne Gre­kom i widzą w nas pobra­tym­ców, któ­rzy tak jak oni musie­li wywal­czyć swo­ją wol­ność i miej­sce na mapie Euro­py. Lubię rów­nież nie­sa­mo­wi­te opo­wia­da­nia grec­kich mary­na­rzy sta­rej daty (a jest ich bar­dzo dużo), któ­rzy w latach 70-tych i 80-tych czę­sto zawi­ja­li do naszych por­tów oraz stocz­ni i mie­li oka­zję otrzeć się o sys­tem komu­ni­stycz­ny. Grec­cy zna­jo­mi cią­gle opo­wia­da­ją mi o jakiś swo­ich kon­tak­tach z naszy­mi roda­ka­mi miesz­ka­ją­cy­mi w Hel­la­dzie i przed­sta­wia­ją je bar­dzo cie­pło i entu­zja­stycz­nie. Nie ukry­wam, panom Gre­kom rów­nież podo­ba­ją się Polki. Nie cho­dzi tyl­ko w sło­wiań­ska uro­dę, ale o to, że w Polki są postrze­ga­ne jako inte­li­gent­ne, zarad­ne i nowo­cze­sne kobie­ty, dobre mat­ki i żony dla któ­rych prio­ry­te­tem jest dobro rodzi­ny i dzie­ci. Naj­lep­szym dowo­dem na to jest duże gro­no moich pol­skich kole­ża­nek, któ­re podob­nie jak ja, wyszły za mąż za Gre­ka. A to, że Pola­cy nadal lubią pić dużo wód­ki na impre­zach, czy piwa w fir­mach budow­la­nych od same­go rana, Gre­cy przed­sta­wia­ją naj­czę­ściej w for­mie „dyplo­ma­tycz­ne­go” żar­tu, niż kry­ty­ki.
Nie­ste­ty, mało wie­dzą o Pol­sce i rzad­ko do niej jeż­dżą tury­stycz­nie. Przy­pi­su­ją nas do blo­ku wschod­nie­go i w swo­ich wyobra­że­niach wrzu­ca­ją nas do jed­ne­go wor­ka z kra­ja­mi z tego sys­te­mu. Nie mają poję­cia, jak duże zmia­ny nastą­pi­ły w naszym kra­ju, tym bar­dziej, że swo­ja oce­nę opie­ra­ją o pro­fil Pola­ków, któ­rzy miesz­ka­ją w Gre­cji. Pierw­szą kate­go­rią są dziew­czy­ny po stu­diach, któ­re przy­je­cha­ły na waka­cje do pra­cy i zosta­ły ze wzglę­du na zna­jo­mość z Gre­kiem, ale któ­rym czę­sto jest bar­dzo trud­no zna­leźć pra­ce w wyuczo­nym zawo­dzie. Dru­ga gru­pa to ludzie w każ­dym prze­dzia­le wie­ko­wym, pocho­dzą­cy z mniej­szych miej­sco­wo­ści (głów­nie z połu­dnia Pol­ski), któ­rzy wyje­cha­li w celach zarob­ko­wych i pra­cu­ją naj­czę­ściej na budo­wie lub jako pomoc domo­wa. Oczy­wi­ście zda­rza­ją się praw­ni­cy, leka­rze, biz­nes­me­ni, ale to napraw­dę dość mały odse­tek naszej polo­nij­nej spo­łecz­no­ści.

kreta11

Monio­wiec: Twój mąż jest Gre­kiem. Cze­ka­łaś sześć lat aż zało­żysz obrącz­kę na palec. Czy inni mło­dzi Gre­cy tak samo pod­cho­dzą do lega­li­za­cji związ­ków?
Joan­na: Mło­dzi ludzie nie spie­szą się z mał­żeń­stwem i dzieć­mi. Daw­niej z powo­du dobro­by­tu, teraz z powo­du trud­no­ści na ryn­ku pra­cy. Zazwy­czaj zakła­da­ją rodzi­ny po 30-tce, a nawet póź­niej — gdy są w peł­ni „urzą­dzo­ne” pod kątem miesz­ka­nio­wym i zawo­do­wym oraz czę­sto pod naci­skiem swo­ich rodzi­ców, któ­rzy cze­ka­ją na wnu­ki (któ­re nota­be­ne naj­czę­ściej dosta­ną, zgod­nie z tutej­szą tra­dy­cją, imio­na po dziad­kach). Dzi­siej­sza typo­wa grec­ka rodzi­na zazwy­czaj decy­du­je się na dwój­kę dzie­ci, wciąż rzad­ko­ścią są jedy­na­cy i jedy­nacz­ki – ale trze­ba pamię­tać, że wię­zy rodzin­ne są bar­dzo sil­ne i wszyst­kie poko­le­nia są ze sobą moc­no powią­za­ne. Podob­nie jak w Pol­sce, rodzi­ce przez całe życie wspie­ra­ją i żyją dla swo­ich dzie­ci – w Gre­cji jest to do potę­gi dru­giej lub trze­ciej.

kreta15

Monio­wiec: Jak to jest mieć rodzi­nę w Gre­cji?
Joan­na: W Gre­cji dzie­ci są oczkiem w gło­wie rodzi­ców i całej rodzi­ny. Wycho­wy­wa­ne są bez­stre­so­wo, ale w dużej miło­ści. Nie sto­su­je się tu kar, szcze­gól­nie cie­le­snych. Gre­cy sta­wia­ją na siłę per­swa­zji i słow­ne upo­mi­na­nia. Nie ukry­wam, że dzie­ci są dość roz­pusz­czo­ne i zazwy­czaj mają, co dusza zapra­gnie. Teraz, w kry­zy­sie, tro­chę się to zmie­ni­ło i dzie­ci dowia­du­ją się, że pie­nią­dze nie rosną na drze­wach. Ten spo­sób wycho­wa­nia pocią­ga za sobą fakt,że dzie­ci i mło­dzież mają duże poczu­cie indy­wi­du­ali­zmu – nie jest im wpa­ja­na idea życia i pra­cy dla dobra ogó­łu, czy kra­ju.

kreta12

Monio­wiec: W Pol­sce mamy spo­re zawi­ro­wa­nia w edu­ka­cji: raz 5-lat­ki, raz 6-lat­ki mają obo­wią­zek szkol­ny, dar­mo­we pod­ręcz­ni­ki, zakaz kupo­wa­nia droż­dżó­wek w szko­le i nie wia­do­mo co jesz­cze. Jak to jest w Gre­cji?
Joan­na: Naukę szkol­ną zaczy­na się w wie­ku 6 lat. Nie ma, i nigdy nie było, naro­do­wej dys­ku­sji, czy to za wcze­śnie czy nie. Jeże­li dzie­ci mają wyjąt­ko­we pro­ble­my zda­rza­ją się przy­pad­ki, że powta­rza­ją pierw­szą kla­sę. W pod­sta­wów­ce ucznio­wie zawsze roz­po­czy­na­ją zaję­cia o 8.10 i koń­czą o 14.00. Pierw­szym kla­som stop­nio­wo wydłu­ża się zaję­cia z pię­ciu do sied­miu jed­no­stek lek­cyj­nych. Przed pod­sta­wów­ką obo­wiąz­ko­wy jest rok zerów­ki (5 lat) i rok przed­szko­la (4 lata). To co nale­ży pochwa­lić w grec­kim sys­te­mie to fakt, że budyn­ki zeró­wek są naj­czę­ściej przy­kle­jo­ne do pod­sta­wó­wek, ale mają wła­sny plac zabaw. Dzie­ci w ten spo­sób przy­zwy­cza­ja­ją się do wido­ku szko­ły i dźwię­ku dzwon­ka, obser­wu­ją w cza­sie prze­rwy uczniów pod­sta­wów­ki. Mniej­szym stre­sem jest roz­po­czę­cie szko­ły, gdy prak­tycz­nie wcho­dzi się na ten sam teren tyl­ko przez inne wej­ście. Zerów­ka to pierw­sze pró­by nauki pisa­nia liter i licze­nia. Bez naci­sku, w for­mie zaba­wy — jeśli dziec­ko nie chce uczest­ni­czyć w tych zaję­ciach może wybrać ryso­wa­nie. Nato­miast już na star­cie pod­sta­wów­ki nauka idzie na całe­go i takim sta­rym, dobrym sys­te­mem np. dzie­ci ćwi­czą kali­gra­fię prze­pi­su­jąc kawał­ki wybra­ne­go tek­stu do spe­cjal­ne­go zeszy­tu, uczą się na jego bazie orto­gra­fii, z któ­rej są roz­li­cza­ne kolej­ne­go dnia wraz z gło­śnym czy­ta­niem zada­nej czy­tan­ki. W trze­ciej kla­sie docho­dzi blok histo­rycz­ny i przy­rod­ni­czy, a w pią­tej wstęp do fizy­ki z ele­men­ta­mi che­mii. Pod­sta­wo­wa edu­ka­cja jest napraw­dę na wyso­kim pozio­mie. Prze­paść zaczy­na się w gim­na­zjum, gdzie mate­ria­łu do zre­ali­zo­wa­nia za dużo, a zaan­ga­żo­wa­nia nauczy­cie­li i uczniów za mało. Czy to dobry pomysł, aby wszy­scy ucznio­wie gim­na­zjum i liceum wał­ko­wa­li sta­ro­żyt­ną gre­kę? Na tym eta­pie rodzi­ce zazwy­czaj łożą na pry­wat­ne lek­cje, a w liceum na spe­cjal­ne kur­sy przy­go­to­wu­ją­ce pocie­chy do matu­ry i do egza­mi­nów wstęp­nych – przez co nauczy­cie­le jesz­cze bar­dziej czu­ją się zwol­nie­ni z obo­wiąz­ku rze­tel­ne­go prze­ka­zy­wa­nia wie­dzy.

kreta13
Kolej­ną cie­ka­wost­ką to fakt, że wszyst­kie pod­ręcz­ni­ki od pod­sta­wów­ki po liceum zapew­nia grec­kie Mini­ster­stwo Edu­ka­cji. Nawet stu­den­ci dosta­ją więk­szość pod­ręcz­ni­ków za dar­mo. Rodzi­ce muszą z począt­kiem roku zaku­pić mate­ria­ły pla­stycz­ne oraz uiścić skład­kę dla Rady Rodzi­ców w wyso­ko­ści oko­ło 10–15 Euro. Rów­nież zaję­cia dodat­ko­we: taniec, gra na instru­men­tach, zaję­cia teatral­ne itp. są odpłat­ne (10–15 Euro/miesiąc) i szko­ła orga­ni­zu­je je w godzi­nach popo­łu­dnio­wo-wie­czor­nych. Zaję­cia tego typu w pla­ców­kach pry­wat­nych kosz­tu­ją oko­ło 30–40 Euro. Miej­sca w przed­szko­lach i zerów­kach są zapew­nio­ne przez pań­stwo (do godzi­ny 13.00), miej­sca na świe­tli­cy rów­nież, choć jesz­cze 10 lat temu, o świe­tli­cę ubie­ga­ły się w pierw­szej kolej­no­ści rodzi­ny, gdzie dwo­je rodzi­ców pra­co­wa­ło. Gdy i tych było za dużo na usta­lo­na ilość miejsc, pierw­szeń­stwo mie­li rodzi­ce samot­nie wycho­wu­ją­ce dziec­ko i rodzi­ny z naj­mniej­szym rocz­nym docho­dem.
W szko­łach powo­li zaczy­na sto­so­wać się meto­dy naucza­nia, gdzie uczy się współ­pra­cy – naj­lep­szym wyra­zem tego jest zmia­na usta­wie­nia ławek w kla­sach w pół­ko­le oraz czę­sta pra­ca dzie­ci w zespo­łach. Może to wydać się śmiesz­ne w kra­jach, gdzie dużo wyda­je się z budże­tu pań­stwa na edu­ka­cję i zin­dy­wi­du­ali­zo­wa­ne podej­ście do ucznia – do Gre­cji wszyst­kie tren­dy prze­cho­dzą póź­niej i nie z powo­du kadry nauczy­ciel­skiej, któ­ra jest bar­dzo dobrze przy­go­to­wa­na do swo­je­go zawo­du, ale od opie­sza­łe­go sys­te­mu, któ­ry musi prze­pu­ścić te zmia­ny przez nowe usta­wy i pro­gra­my naucza­nia.

kreta14
Naj­więk­szą bolącz­ką sys­te­mu oświa­ty jest brak w szko­łach sto­łó­wek i świe­tlic z praw­dzi­we­go zda­rze­nia. Na świe­tli­cę wyko­rzy­sty­wa­na jest zazwy­czaj jed­na z sal dydak­tycz­nych, w któ­rej dzie­ci prze­by­wa­ją do godzi­ny 16.00. Dzie­ci bio­rą ze sobą nie tyl­ko śnia­da­nie, ale i obiad w lunch­bo­xach, któ­ry odgrze­wa­ny jest w kuchen­ce mikro­fa­lo­wej. Na ław­kach kła­dzie się obru­sy i na 2 kwa­dran­se sala-świe­tli­ca zamie­nia się w sto­łów­kę. Całą sytu­ację ratu­je fakt, że mało przed­szko­la­ków, zerów­ko­wi­czów i uczniów niż­szych klas zosta­je po lek­cjach –zazwy­czaj opie­ku­ją się nimi dziad­ko­wie, któ­rzy prze­szli na eme­ry­tu­rę według sta­re­go sys­te­mu. Aż strach pomy­śleć, co będzie w przy­szło­ści, gdy nasze poko­le­nie będzie aktyw­ne zawo­do­wo do 67 roku życia. Czy będzie­my mogli aktyw­nie uczest­ni­czyć w wycho­wy­wa­niu wnu­ków i na co dzień poma­gać wła­snym dzie­ciom? Czy naszym dzie­ciom łatwo będzie zało­żyć wła­sne rodzi­ny? Sta­ty­sty­ki są mało zachę­ca­ją­ce – 25% ogól­ne bez­ro­bo­cie, 50% wśród mło­dych. Od począt­ku kry­zy­su (2008 rok) z kra­ju wyje­cha­ło 250.000 dobrze wykształ­co­nych ludzi poni­żej 35 roku życia. Pocie­sza­ją­ce jest, że świet­nie sobie dają radę w Anglii naj­czę­ściej w sek­to­rze biz­ne­so­wym, a Ame­ry­ce w sek­to­rze badań i IT, w Niem­czech jako leka­rze, a w Emi­ra­tach jako archi­tek­ci. 50% stu­den­tów grec­kich pla­có­wek dydak­tycz­nych dekla­ru­je goto­wość wyjaz­du, a z 35.000 Gre­ków stu­diu­ją­cych obec­nie za gra­ni­cą naj­praw­do­po­dob­niej mało kto zde­cy­du­je się na powrót. Nawet my, Pola­cy i inni cudzo­ziem­cy, coraz czę­ściej myśli­my o wyjeź­dzie stąd, choć w więk­szo­ści wypad­ków jest to zło koniecz­ne.


Je­śli lu­bisz po­dróże z pal­cem po ma­pie, co śro­dę za­pra­szam na wy­prawę z jed­ną z Pol­ek miesz­ka­ją­cych za gra­nicą. Wpi­sy już pu­bli­ko­wane znaj­dzie­cie tu.