Całkiem wesoło

10 fantazji każdego rodzica

Rodzicielstwo to wylanie kubła zimnej wody na głowę bezdzietnego. Ale takiego naprawdę zimnego! Każdego dnia dostajesz w pakiecie nowe doświadczenia w zakresie zajmowania się domem, dzieckiem i pracą. Jest tego tak dużo, że choćby nie wiem co zwykle wieczorem doczołgujemy się do kanapy naprzeciwko telewizora i bezwiednie przełączamy kanały, by już na trzecim chrapiąc w najlepsze. I wcale nie oznacza to, że mieliśmy mylne wyobrażenie o przyszłości czy zbyt słabą wyobraźnię. Wręcz przeciwnie. Przygotujcie się! Oto dziesięć fantazji każdego rodzica, a szczególnie tego, który posiada małe dzieci.

1. Doba hotelowa

Na palcach jednej ręki mogę policzyć ile razy obudziłam się rano całkowicie naturalnie i z własnej woli. Mimo posiadania już dużych (hahaha, dwulatka!) dzieci noce przespane w ciągiem też należą do rzadkości. Zawsze znajdzie się jakieś dziecko wołające rozpaczliwie „Mamo, gonią mnie pająki!”, „Mamo, pić!” czy zwyczajnie stojące na środku pokoju i ryczące wniebogłosy. Wprawdzie wystarczy tylko zaspokoić ich potrzeby (picie, siku, przytulenie, chusteczka) i dalej śpią, jednak ja jestem już wybudzona. Jednak kiedy śpię, śnią mi się pokoje hotelowe. Ciche, spokojne, samosprzątające, z łóżkiem zachęcającym do choćby drzemki, ciepłą kawą w bufecie i fotelem, gdzie można przeczytać całą książkę lub choćby gazetę.

2. Sprzątaczka, najlepiej tania i skuteczna, może być nawet robotem

Ścieranie kurzu, odkurzanie dywanów, zmywanie podłogi, mycie okien czy luster. Wszystkie te czynności można robic w nieskończoność, a i tak są syzyfową pracą. Kiedy posprzątam w kuchni, za moimi plecami rośnie już sterta zabawek, kiedy wycieram szybę do sucha, dzieci mażą już palcami po drugiej, kiedy wciągam kabel od odkurzacza, Nati już idzie z nożyczkami i robi śnieg z kartki papieru, rozsypując go gdzie popadnie. Nawet opłacenie okazjonalnego sprzątania mija się z celem, bo bałagan robi się sam. Szkoda, że porządek tak nie potrafi. W moich marzeniach posiadam więc robota – raz kupujesz, a potem ciągle sprząta te porozrzucane ubrania, klocki, talerze odkłada do zmywarki, a nocami prasuje wszystkie koszule. Może być nawet jak Rosie z Jetsonów.

3. Zakrzywienie czasoprzestrzeni

Rozumiem to jako czas. Np. na sex. A właściwie na czas przed nim. Wtedy to skończyłabym wszystkie zadania, jakie powinnam skończyć, a do tego miałabym jeszcze czas dla siebie, żeby w końcu zrobić choć raz ten skalpel z Chodakowską bez przerw na zachcianki dzieci, nałożyć maseczkę na twarz i zrobić wieczorem wszystko to, co robi się jak jest się bezdzietnym. Tak ogólnie to wystarczyłoby mi więcej czasu, ot co.

4. Przygotowania świąteczne załatwiają wróżki leśne skrzaty

Kiedy stajesz się matką wiele rzeczy dotychczas pozostających w ukryciu nagle wyłania się na światło dzienne. Tak jakby łuski opadły nagle z oczu. Przykładowo takie święta, dajmy na to Boże Narodzenie. Uwielbiam przygotowania świąteczne, strojenie choinki, dekorowanie domu, ale nie miałabym nic przeciwko, gdyby część z tych rzeczy zrobiły krasnoludki czy inne fantastyczne stwory (byle nie gremliny!).

5. Superniania

I wcale nie chodzi mi o Dorotę Zawadzką, ale o nianię dla dzieci, która byłaby naprawdę najlepszą nianią na świecie. Tak jak te nianie w książkach dla dzieci. Do tego jeszcze taka, na którą nas stać, wyszkolona i możliwa do zatrudnienia od zaraz. Och tak, wiele bym dała za taką Marry Poppins!

6. Kosmiczna technologia suszenia włosów

Marzy mi się maszyna z przyszłości, taka jak powiedzmy połączenie budki telefonicznej z tunelem aerodynamicznym albo czegoś jeszcze innego, co sprawiłoby, że spędzenie w nim pół minuty wysuszy moje długie włosy, a do tego nie zniszczy i jeszcze efektownie ułoży. Obecnie suszę je naturalnie, ale są albo suche jak siano albo oklapnięte albo niesforne niczym Nati. Ogólnie nigdy nie są takie, jakie mogłyby być.

7. Manna, albo raczej zdrowe i sycące obiady spadające prosto z nieba

Najlepiej od razu na talerzach, nie za ciepłe i jeszcze nie zimne. Do tego napoje na stole z opcją samoistnego napełniania szklanek, słomki dla potrzebujących (Kinia dużą, Nati małą), sztućce i wszelkie dodatki także na stole, bym nie musiała tysiąc razy odchodzić od stołu, by coś przynieść.

8. Samozaładowująca się zmywarka

Albo chociaż pas transmisyjny dostarczający talerze prosto do niej. No i opcja samorozładowania w gratisie.

9. Samoczyszczaca się podłoga

Po skończonym posiłku czy wielkiej akcji wycinankowo-dziurkaczowej podłoga powinna się sama otwierać, a wszelkie okruszki, groszki czy paproszki wpadałyby do wielkiego śmietnika znajdującego się pod nią. Oczywiście śmietnik by pachniał np. lawendą.

10. Nieinwazyjny pistolet uspokajający

Jak to jest, że wieczorem moje zmęczone dzieci już w pidżamach tańczą brake dance skacząc na łóżkach, kiedy ja leżę na ziemi pokonana ich mieczami świetnymi zrobionymi z klocków i marzę tylko o spokojnej kolacji i kieliszku wina? W takiej chwili sił starcza tylko na podpełźnięcie bliżej niczym agent Jego Królewskiej Mości, zaczajenie się, wyciągnięcie gnata zza pazuchy (leżąc pokonana na plecach i tak mi tylko przeszkadzał ten pistolet), wycelowanie zza rogu i jednym celnym strzałem przekonałabym je do snu. Umówmy się, że to broń dźwiękowa, ale o niebo skuteczniejsza niż moje nawoływanie „Dzieci, już pora spać! Uspokójcie się! Do łóżek!”. Oczywiście ten sposób używany byłby tylko w ekstremalnych warunkach. Np. co wieczór.

A tak naprawdę z tych wszystkich fantazji wystarczyłoby mi więcej czasu i nieprzerwany sen. No i może jeszcze ten kieliszek wina.

Fot. Marry Harrsh, CC BY-SA 2.0