12 animowanych wyciskaczy łez

12 animowanych wyciskaczy łez Image

12 animowanych wyciskaczy łez

Są po­dob­no ro­dzi­ce nie włą­cza­ją­cy dzie­ciom TV czy ba­jek na kom­pu­te­rze. Ale to jak z jed­no­roż­ca­mi — nie wi­dzia­łam żad­ne­go, wiec nie mogę po­twier­dzić, że rze­czy­wi­ście ist­nie­ją. Jed­nak to, że ich nie wi­dać, nie jest też do­sta­tecz­nym do­wo­dem na ich nieistnienie.

Nie po­pa­dam w skraj­no­ści. W moim domu znaj­dzie się miej­sce dla ba­jek w książ­kach i na ekranie.

Jako sza­nu­ją­cy się ro­dzic czę­sto oglą­dam ani­mo­wa­ne fil­my z dzieć­mi. Nie po­wiem, część z nich jest na­praw­dę cie­ka­wa tak­że dla do­ro­słych i nie mó­wię tu tyl­ko o no­wo­cze­snych di­sney­ow­skich pro­duk­cjach typu „Shrek”, gdzie dia­lo­gi prze­zna­czo­ne były przede wszyst­kim dla do­ro­słe­go wi­dza. Są po­zy­cje, któ­re nie­waż­ne jak czę­sto bym nie oglą­da­ła, za­wsze wy­ci­sną z mo­ich nie­czu­łych oczu łzy.

Su­biek­tyw­na li­sta ani­mo­wa­nych wy­ci­ska­czy łez:

  1. Gro­bo­wiec świe­tli­ków (Ho­ta­ru no haka)
  2. Od­lot (Up)
  3. Po­two­ry i spół­ka (Mon­sters, Inc.)
  4. WALL E
  5. Bam­bi
  6. Król lew (The lion king)
  7. Kra­ina lodu (Fro­zen)
  8. Bal­to
  9. Hor­ton sły­szy kto­sia (Hor­ton He­ars a Who!)
  10. Dziel­ny mały to­ster (The Bra­ve Lit­tle Toster)
  11. Wszyst­kie psy idą do nie­ba (All dogs go to heaven)
  12. Se­rial dla dzie­ci: Sara Mała Księż­nicz­ka (Sho­ko­jo Sara)

Krót­ka re­cen­zja dla ciekawych:

  1. Gro­bo­wiec świe­tli­ków (Ho­ta­ru no haka)

    To ja­poń­skie ani­mé z 1988 roku ła­pie za ser­ce już w pierw­szych mi­nu­tach. To nie jest film dla dzie­ci. Pod żad­nym po­zo­rem nie po­ka­zuj­cie go dzie­ciom przed 12 ro­kiem ży­cia, na­wet je­śli z za­par­tym tchem oglą­da­ją każ­dą wzmian­kę o mor­der­stwach, woj­nie i śmier­ci w te­le­wi­zyj­nych wia­do­mo­ściach, a ich ulu­bio­na grą na PC jest DOOM czy ja­kaś jat­ka zombich.
    To bar­dzo pla­stycz­ny ob­raz woj­ny — roz­po­czy­na­ją­cy się i koń­czą­cy tra­gicz­nie. II woj­na świa­to­wa w Ja­po­nii wi­dzia­na oczy­ma dzie­ci. Tu nie ma hap­py endu, nie ma pom­pa­tycz­nej śmier­ci, he­ro­sów, bi­tew, ho­no­ru. Jest za to śmierć cy­wi­lów, bom­bar­do­wa­nia, głód, cho­ro­by, aż w koń­cu brak na­dziei. Dzie­ci nie chcia­ły tej woj­ny, zna­la­zły się w środ­ku wy­da­rzeń wbrew so­bie. Ro­bią wszyst­ko, by w ich ży­ciu był choć­by okru­szek ra­do­ści. Ale jak zła­pa­ne w sło­ik świe­tli­ki — ra­dość gi­nie, one giną.
    Od kie­dy je­stem ro­dzi­cem tra­ge­dia dzie­ci sta­ła się dla mnie po­dwój­nie bo­le­sna. Bo może to kie­dyś spo­tkać moje.
  2. Od­lot (Up)

    Prze­pięk­na ani­ma­cja Disney’a z 2009 roku. Dzie­ciom naj­bar­dziej po­do­ba­ją się fru­wa­ją­ce ba­lo­ni­ki, ja jed­nak zwró­cę uwa­gę na pięk­ną lecz smut­ną mo­men­ta­mi hi­sto­rie głów­ne­go bo­ha­te­ra, Car­la. Po­zna­je­my go jako chłop­ca — nie­co oty­łe­go, nie­śmia­łe­go ale peł­ne­go ener­gii i ma­rzeń o by­ciu zna­nym po­dróż­ni­kiem. Jego ma­rze­nia mają szan­sę na speł­nie­nie, gdy po­zna­je dziew­czyn­kę, któ­ra jest jego prze­ci­wień­stwem, lecz ma­rzy o tym sa­mym. Jak to w baj­kach bywa — dzie­ci do­ra­sta­ją, przy­jaź­nią się, bio­rą ślub, bu­du­ją dom, po­ja­wia­ją się dzie­ci… Nie, tu nie po­ja­wia­ją się dzie­ci. Mo­ment nie­mej roz­mo­wy z le­ka­rzem i łzy Eli to naj­smut­niej­szy chy­ba kadr fil­mu. Na­wet jej śmierć nie jest tak smut­na jak zdep­ta­ne marzenia.
  3. Po­two­ry i spół­ka (Mon­sters, Inc.)

    Ten film Pi­xa­ra z 2001 roku ma wzbu­dza we mnie po­dwój­ną daw­kę emo­cji, gdyż był to pierw­szy obej­rza­ny film na rand­ce z Oj­cem mo­ich dzie­ci. Po­be­cza­łam się jak głupia!
    Hi­sto­ria ty­po­wo baj­ko­wa: oto po­two­ry boją się lu­dzi, mia­sto ma elek­trycz­ność dzię­ki stra­sze­niu ma­łych dzie­ci no­ca­mi, a część z nich knu­je spi­sek jak tu wy­du­sić wię­cej ener­gii z ma­lu­chów. I na­gle obok głów­nych bo­ha­te­rów po­ja­wia się ślicz­na mała dziew­czyn­ka, na­zy­wa­na przez nich Boo. Po­ten­cjal­nie dla nich tok­sycz­na, oka­zu­je się sło­dzia­kiem ni­czym kot ze Shre­ka. Dziew­czyn­ka wy­cho­dzi ze swo­je­go po­ko­ju drzwia­mi sza­fy (czę­sty mo­tyw w fil­mach dal dzie­ci — dla­cze­go ja nie mia­łam ta­kiej wy­obraź­ni jak by­łam dziec­kiem?) do świa­ta po­two­rów i nie może wró­cić. Sce­na, gdy Ja­mes zo­sta­wia ją po­now­nie w po­ko­ju, a ona chce ba­wić się z nim swo­imi za­baw­ka­mi oraz po jego wyj­ściu gdy otwie­ra drzwi i znaj­du­je za nimi zwy­czaj­ne wnę­trze sza­fy, roz­ta­pia moje ser­ce. Po pew­nym cza­sie Ja­mes od­bu­do­wu­je znisz­czo­ne drzwi i zno­wu ry­czę jak głu­pia, bo dziec­ko roz­po­zna­ło kotecka.
  4. WALL E

    Żeby pła­kać na fil­mie o ro­bo­tach sprzą­ta­ją­cych śmie­ci trze­ba mieć jed­nak nie­rów­no pod su­fi­tem. Cóż, wi­docz­nie je­stem niezdiagnozowana.
    WALL E to ko­lej­na pro­po­zy­cja Disney’a, tym ra­zem z 2008 roku. Uka­za­ny w fil­mie ob­raz Zie­mi nie na­stra­ja opty­mi­zmem. Naj­zwy­czaj­niej na świe­cie to­nie ona w od­pa­dach. By wy­czy­ścić cały ten ba­ła­gan lu­dzie są ewa­ku­owa­ni, a na glo­bie po­zo­sta­ją dziel­ne ro­bo­ty se­gre­gu­ją­ce śmie­ci. Wszyst­ko pięk­nie, jed­nak ogrom prac po­wa­la. Po­wa­la też ro­bo­ty. Prze­sta­ją dzia­łać. Przy ży­ciu, a wła­ści­wie na cho­dzie, po­zo­sta­je tyl­ko je­den, bo­ha­ter hi­sto­rii. Jest tro­szecz­kę bar­dziej ludz­ki. Zbie­ra skar­by np. pu­deł­ko po pier­ścion­ku za­rę­czy­no­wym (sam pier­ścio­nek wy­rzu­ca, prze­cież to śmieć!), za­sta­na­wia się nad za­sto­so­wa­niem zna­le­zio­nych przed­mio­tów, przy­jaź­ni się z ka­ra­lu­chem, wzru­sza się na czar­no-bia­łych fil­mach. Ho­du­je ro­ślin­kę. W jego osa­mot­nie­niu na­gle po­ja­wia się EVA — no­wo­cze­sny ro­bot po­szu­ku­ją­cy form ży­cia bio­lo­gicz­ne­go. WALL E za­ko­chu­je się…
    Jak to w fil­mach bywa — nic nie jest pro­ste, ko­chan­ko­wie są roz­dzie­le­ni, in­try­ga goni in­try­gę, by prze­trwać, trze­ba wal­czyć i zjed­no­czyć siły z in­ny­mi, a głów­ny bo­ha­ter zo­sta­je cięż­ko ran­ny. WALL E tra­ci pa­mięć. A do­kład­niej — kar­tę pamięci.
    Wie­my, że nowa kar­ta pa­mię­ci to praw­dzi­wa ta­bu­la rasa. Ro­bo­cik jest już tyl­ko ro­bo­ci­kiem. Nie roz­po­zna­je kum­pla-ka­ra­lu­cha, swo­je skar­by trak­tu­je jak naj­zwy­klej­sze śmie­ci. Wresz­cie — nie roz­po­zna­je EVY. Sce­na pró­by przy­po­mi­na­nia WALL E’emu swo­je­go ży­cia i wznie­ce­nia po­now­nie uczuć do EVY po­wo­du­je, że oczy dziw­nie mi się pocą.
  5. Bam­bi

    Jed­no z pierw­szych wiel­kich dzieł Disney’a. Ta ani­ma­cja z 1942 roku jest słod­ka aż do bólu. Tę­cza goni tę­czę. Miesz­kań­cy lasu to miłe, pu­cha­te zwie­rząt­ka. Na­wet skunks jest prze­słod­ki i jesz­cze na­zy­wa się Kwia­tek! Lo­dzio mio­dzio jak mówi pin­gwin Skip­per z „Ma­da­ga­ska­ru”. Ale każ­da tę­cza ga­śnie, a pu­cha­te małe zwie­rząt­ko ro­śnie. Baj­ka się koń­czy, za­czy­na po­waż­ne ży­cie. Zwie­rzę­ta do­ro­sły, zna­la­zły to­wa­rzy­sza ży­cia. Jest su­per. Tą idyl­lę bu­rzy po­żar lasu i śmierć mat­ki. Śmierć prze­ra­ża, tak­że w tej baj­ce. A śmierć to łzy.
  6. Król lew (The lion king)

    Ko­lej­na po Bam­bim ani­ma­cja o zwie­rzę­tach, któ­ra gra na emo­cjach bar­dziej niż tra­ge­dia Ti­ta­ni­ca. Małe nie­sfor­ne lwiąt­ko przez in­try­gi żąd­ne­go wła­dzy wuja tra­ci tra­gicz­nie ojca. To sce­na, któ­ra za­raz po mu­zy­ce roz­po­czy­na­ją­cej ob­raz, jest chy­ba naj­bar­dziej roz­po­zna­wal­nym ele­men­tem fil­mu. Jest to kla­sycz­ny wy­ci­skacz łez. Za­wsze działa.
  7. Kra­ina lodu (Fro­zen)

    Jed­na z now­szych pro­po­zy­cji Disney’a, w któ­rej za­ko­cha­ły się chy­ba wszyst­kie małe dziew­czyn­ki. Ta baj­ka z 2013 roku była hi­tem. Elsa i Anna są sio­stra­mi, któ­re zo­sta­ją roz­dzie­lo­ne z po­wo­du mocy, jaką po­sia­da Elsa. Elsa umie wła­dać śnie­giem, mro­zem i lo­dem. Bywa przez to nie­bez­piecz­na, więc izo­lu­je się ja od spo­łe­czeń­stwa. Od uko­cha­nej sio­stry tak­że. Mo­ment roz­dzie­le­nia jako dzie­ci i póź­niej­sze­go usil­ne­go po­szu­ki­wa­nia przez Annę sio­stry, po­tę­go­wa­ny przez cu­dow­na mu­zy­kę, po­tra­fi zmięk­czyć serce.
  8. Bal­to

    Chy­ba mniej zna­ny w Pol­sce ob­raz z 1995 roku. Pew­nie opar­ta na fak­tach au­ten­tycz­nych hi­sto­ria psa-wil­ka za­przę­go­we­go ra­tu­ją­ce­go dzie­ci przed śmier­tel­ną cho­ro­bą jest bar­dziej po­pu­lar­na w Ame­ry­ce, na Ala­sce, niż w kra­ju nad Wi­słą. Nie­mniej jed­nak film jest pięk­ny. Od­wa­ga i de­ter­mi­na­cja Bal­to pod­czas mi­sji ra­tun­ko­wej jest god­na me­da­lu, a jak za­przęg do­wo­zi szcze­pion­kę na miej­sce — wy­bu­cha fon­tan­na łez, gdyż wdzięcz­ność cho­rej dziew­czyn­ki po­tra­fi być rozczulająca.
  9. Hor­ton sły­szy kto­sia (Hor­ton He­ars a Who!)

    Gdy­by twój zna­jo­my przy­szedł do Cie­bie z kwiat­kiem ko­ni­czy­ny i twier­dził, że miesz­ka­ją na nim mali lu­dzie, nie twier­dził­byś, że zwa­rio­wał? Tak wła­śnie po­trak­to­wa­no sło­nia Hor­to­na. Nie ro­zu­miem cze­mu nikt mu nie uwie­rzył. Prze­cież to ta­kie na­tu­ral­ne sły­szeć gło­sy z ko­ni­czy­ny. A może jed­nak nie? Ale jak prze­ko­nać do swo­jej teo­rii in­nych? Jak ura­to­wać mi­kro­świat przed za­gła­dą? Mali lu­dzie ro­bią wszyst­ko, by ktoś ich usły­szał, by ich pla­ne­ta na pył­ku ko­ni­czy­ny nie zo­sta­ła znisz­czo­na. Ich he­ro­icz­na wal­ka o ży­cie bu­du­je na­pię­cie jak w fil­mach Hitch­co­ca. Kie­dy gło­so­wi z pył­ka uda­je się prze­bić przez at­mos­fe­rę i mały kan­gu­rek sły­szy go jako pierw­szy naj­zwy­czaj­niej w świe­cie z ra­do­ści się pobeczałam.
  10. Dziel­ny mały to­ster (The Bra­ve Lit­tle Toster)

    Chy­ba mało zna­na hi­sto­ria Disney’a. Film z 1987 roku po­ka­zu­je pięk­no przy­jaź­ni. Wal­ka o po­now­ne zo­ba­cze­nie swo­je­go pana przez przed­mio­ty co­dzien­ne­go użyt­ku: to­ster, od­ku­rzacz, ko­cyk elek­trycz­ny, ra­dio i lamp­ka koń­czy się hap­py en­dem. I łza­mi ulgi.
  11. Wszyst­kie psy idą do nie­ba (All dogs go to heaven)

    Film opo­wia­da o psie Char­lim. Nie moż­na po­wie­dzieć, że to ka­na­po­wiec, nic z tych rze­czy. Char­lie to drob­ny krę­tacz i na­cią­gacz. Zo­sta­je jed­nak wy­eli­mi­no­wa­ny przez swo­je­go ry­wa­la i tra­fia do psie­go nie­ba. Tam nie za bar­dzo pa­su­je mu no­sze­nie skrzy­deł i au­re­oli, krad­nie więc ze­gar swo­je­go ży­cia i wra­ca na zie­mię. Wraz z przy­ja­cie­lem uwal­nia­ją dziew­czyn­kę prze­trzy­my­wa­ną przez ry­wa­la. Anna Ma­ria jest sie­ro­tą i zna mowę zwie­rząt, psy po­sta­na­wia­ją więc do­ro­bić się na usta­wia­nych wy­ści­gach kon­nych. Annę Ma­rie na­ma­wia­ją, by po­roz­ma­wia­ła z koń­mi i uło­ży­ła wy­ści­gi. Wma­wia­ją jej swo­ją do­bro­czyn­ność, ku­pu­ją dro­gie stro­je. Gdy dziew­czyn­ka pod­słu­chu­je roz­mo­wę, w któ­rej Char­lie tłu­ma­czy przy­ja­cie­lo­wi, że od­da­dzą ją do sie­ro­ciń­ca, ucie­ka. Pod­czas uciecz­ki wpa­da do wody. Char­lie sta­je w tym mo­men­cie przed wy­bo­rem: ra­to­wać dziew­czyn­kę czy ze­gar ży­cia, dzię­ki któ­re­mu stał się nie­śmier­tel­ny, a któ­ry też wła­śnie się topi. Mi­łość zwy­cię­ża, ja be­czę w po­dusz­kę, a zmia­na Char­lie­go na lep­sze po­zwa­la mu po­now­nie, mimo tan­ga z ha­zar­dem, wró­cić do nieba.
  12. Se­rial dla dzie­ci: Sara Mała Księż­nicz­ka (Sho­ko­jo Sara)

    Ja­poń­ska ad­ap­ta­cja książ­ki „Mała księż­nicz­ka” Fran­ces Hodg­son Bur­nett z 1985 roku. Ko­ja­rzy mi się jed­no­znacz­nie z moim dzie­ciń­stwem. Nie jest to we­so­lut­ka hi­sto­ria. Dzie­ci tu pła­czą, są bite, pra­cu­ją, tra­cą ro­dzi­ców, miesz­ka­ją w ubó­stwie, są wy­ko­rzy­sty­wa­ne, po­ni­ża­ne. Kwin­te­sen­cja post­ko­lo­nial­nej An­glii. Nie raz pła­ka­łam ra­zem z głów­ną bohaterką.
Autor | moniowiec Komentarze | 0 Data | 8 stycznia 2015

kategorie i tagi

W kategorii: Kultura

Otagowano: ,