Telefon w ręku dziecka — problem czy potrzeba?

Telefon w ręku dziecka — problem czy potrzeba? Image

Telefon w ręku dziecka — problem czy potrzeba?

Uwiel­bi­am podróże pociągiem. Jako jedyny jak na razie kierow­ca w moim domu długie podróże oznacza­ją zwyk­le dla mnie zmęc­zone oczy od wpa­try­wa­nia się w drogę i bolące łyd­ki od wciska­nia na przemi­an hamul­ca, sprzęgła i gazu. W takim pociągu czas płynie zupełnie inaczej: mogę poczy­tać, poob­ser­wować kra­jo­braz za oknem, jeśli jadę nowym skła­dem – także pograć na kom­put­erze czy posłuchać muzy­ki na smart­fonie, bo w okol­i­cy siedzenia zna­j­du­je się wty­cz­ka do ład­owar­ki.
Pod­czas tych nielicznych podróży szczegól­nie jed­nak lubię przyglą­dać się ludziom. Siedząc w cias­nym pomieszcze­niu z inny­mi 7 osoba­mi jesteśmy nijako skazani na towarzyst­wo. O ile iry­tu­ją­cy współ­pasażerowie powodu­ją, że z chę­cią zat­api­am się w lek­turze czy grze, byle tylko być jak naj­dalej choć­by men­tal­nie, o tyle ciekawe towarzyst­wo umi­la podróż. Cza­sem nawet nie muszę mieć z inny­mi żad­nych inter­akcji by było ciekaw­ie. Tak jak w przy­pad­ku pewnego chłop­ca z pod­stawów­ki…
W połowie mojej trasy z Kosza­li­na do Poz­na­nia wsi­adła do pociągu dość spo­ra grup­ka dzieci, na oko z pod­stawów­ki. Inna grup­ka, tym razem dorosłych, ochoc­zo machała im na pożeg­nanie na per­onie. „O, pewnie to rodz­ice” — pomyślałam. Dzieci usad­ow­iły się na swoich miejs­cach, a opiekun posprawdzał jeszcze raz liczeb­ność i posi­adanie legi­t­y­macji upraw­ni­a­ją­cych do zniżek. Z ich roz­mowy wywnioskowałam, że jadą na zawody. Po paru min­u­tach, kiedy już zjedli wszys­tkie chip­sy i żel­ki, a kon­wer­sac­ja o mis­tr­zost­wach powiatu przes­tała baw­ić, każdy z nich wyciągnął swo­jego smart­fona i zaczęli grać w gier­ki. Jeden przez drugiego przekony­wał, że jego postać jest lep­sza, wymieniali się poglą­da­mi na tem­at metod wygra­nia poje­dynków, klasy­fikacji postaci czy glitchów w grze. Wszyscy, poza siedzą­cym obok okna chłopcem.
Jeszcze na początku patrzył przez ramię koledze siedzące­mu obok, ale po chwili znudz­iło mu się to. Kom­plet­nie nie był w tema­cie. Sam nie miał smart­fona, nie znał więc tej gry, nie potrafił o niej nic powiedzieć. W końcu się wyłączył i smęt­nie obser­wował wido­ki za oknem. Total­nie wyalienowany.
Zro­biło mi się jego żal. Bo ter­az smart­fon jest dla dzieci nie urządze­niem do dzwonienia po rodz­i­ca, by ten ode­brał je ze szkoły gdy skończy szy­b­ciej, a do zabawy. To na jego ekranie odkry­wa głu­pawe filmi­ki z game­playów, prz­erób­ki znanych piosenek czy śmieszne pran­ki. To na nim gra w cza­sie czeka­nia w kole­jce, w samo­chodzie jadąc do bab­ci, w pociągu jadąc na zawody. O tym się w szkole mówi!
Jeśli nie zbier­ałeś w pod­stawów­ce kolorowych wyry­wanych karteczek, nie prowadz­iłeś pamięt­ni­ka, do którego wpisy­wały się oso­by z Two­jej klasy czy nie zbier­ałeś obrazków z gumy Don­ald lub Tur­bo – wypadałeś z obiegu. Prze­gry­wałeś. Jeśli nie masz podob­nych tem­atów do rozmów co Twoi zna­jo­mi to zwycza­jnie przes­ta­jesz roz­maw­iać. Ter­az must have naszych dzieci to właśnie smart­fony.
Narzekamy, że tele­fony i kom­put­ery wcią­ga­ją i przeszkadza­ją w soc­jal­iza­cji. Czy to jed­nak nie my sami czu­je­my się obco, bo nie potrafimy z nich korzys­tać tak jak nat­u­ral­nie robią to dzieci? Komór­ka nie sprawi, że dziecko będzie mniej komu­nikowało się i spo­tykało z inny­mi. Będzie, ale tylko z Tobą, anal­o­gowy rodz­icu!

Fot. Expect­Grain, CC BY-SA 2.0

Autor | Monika Kilijańska Komentarze | 10 Data | 17 października 2016

kategorie i tagi

W kategorii: Dla dorosłych

Otagowano:

  • Jul­ka Wasielews­ka

    Mnie, mówiąc szcz­erze nie podo­ba się to, że ter­az dzieci posi­ada­ją tak rozbu­dowane tele­fony w młodym wieku. Sama nie dopuszczę do tego, by moje dziecko pół dnia przeglą­dało inter­net, a drugie pół grało w durne gry. Sama dostałam tele­fon (który miał szary wyświ­et­lacz i tylko dzwonił) na pier­wszą komu­nię. Pier­wszy smart­fon miałam w drugiej klasie liceum. Uważam, że to odpowied­ni wiek.

  • Żane­ta Bom­ba

    Ja się boję o Bart­ka, jestem prze­ci­wniczką nowych tech­nologii, które lan­su­ją móz­gi. Owszem niech obe­jrzy ulu­bioną bajkę, niech posłucha z tatą na tele­fonie ulu­bionej piosen­ki. Jak widzę chodzące z tele­fon­a­mi po uli­cy dzieci mam ochotę schowac Młodego i nigdy nie wypus­cić — serio. Nie chcę żeby taki był. Chcę żeby miał pasję, żeby grał na jakimś instru­men­cie, żeby miał bogate wnętrze. Ale to ja chce, a zycie i tak potoczy się po swo­je­mu.

    • Artiego spy­tałam co by robił z komórką. “Grałbym i oglą­dał filmy”. Więc wiem, że do szkoły kom­plet­nie mu niepotrzeb­ny.

  • Eweli­na

    Uwiel­bi­am obser­wować ludzi. Robię to najczęś­ciej w pra­cy. Widzę raz na 2–3 miesiące osobę z książką w ręku (tą papierową), ale raz na dwa dni widzę dorosłą osobę z tele­fonem w ręku, codzi­en­nie widzę 2–3 dzieci z tele­fon­a­mi w ręku. To wszys­tko dzieje się na poczekalni. Ja rozu­miem, że siedz­imy w kole­jce i czekamy. Orga­nizu­je­my sobie jakoś czas… ale jest to już prze­sa­da… z racji zboczenia zawodowego patrzę nie tylko na to co mają w ręku ale przede wszys­tkim w jakiej pozy­cji siedzą te oso­by, garb na ple­cach i bro­da na cyck­ach, sor­ry brzy­d­ko mówiąc…

    • Tyle że np. ja częs­to szukam jak­iś infor­ma­cji w komórce i tego uczę syna — że to nie tylko głupie gry i filmi­ki, ale także infor­ma­c­ja.

  • Póki co cór­ka mając sie­dem lat nie ma włas­nego tele­fonu! Umie obsłużyć smart­fon, sama ją tego nauczyłam żeby w razie nagłej potrze­by potrafiła zadz­wonić z mojego czy męża aparatu 🙂

  • Aga Antosiewicz

    Mój synek bawi się starym smart­fonem taty, ale postanow­iłam to ograniczyć, gdy zauważyłam, że cią­gle go szu­ka, a nawet mówi o nim przez sen!

  • Zupełnie się nie zgadzam z tezą zawartą w Twoim poś­cie ;). I wcale mi nie żal chłopa­ka z pociągu. Może ten chłopaczek spot­ka jutro podob­ne­go chłopa­ka, które­mu albo rodz­ice wytłu­maczyli, że smart­fon to nie cen­trum życia i nie musi robić tego co inni by się czuć dobrze i być lubianym, ale za to fajnie by było jak­by miał prawdzi­wą pasję itp., albo sam stwierdz­ił, że spędzanie długich godzin nad Wielkim S. jest mało intere­su­jące. Staną się kumpla­mi na całe życie i nie wiem — założą kapelę i będą cały­mi dni­a­mi łupać muzę w jakims może nie garażu, bo to nie te cza­sy 🙂 zan­im świat o nich usłyszy. Ja nie odmaw­iam dzieciom sku­pi­onym na gadże­tach elek­tron­icznych podob­nych kari­er, ale dużo bardziej prz­er­aża mnie zafik­sowanie częs­to małych dzieci na smart­fonach niż alien­ac­ja społecz­na tych nielicznych, którzy nie pójdą śle­po za tłumem.