Całkiem emigracyjnie

Matka w Turcji – Kiedy Polska to za mało

Lubię oglądać zdjecia z wakacji – to słońce, piaszczyste plaże, gorący klimat. Aż chce się wyjechać! A za oknem szaro i buro. Może tak odwiedziłabym np. turecki Izmir? Aleksandra Tarnowska z bloga What to see in Turkey tak miło o nim opowiada… Ale czy miałabym odwagę w dzisiejszych, niepewnych czasach, przeprowadzić się tam na stałe? Przeczytajcie jak żyje się w Turcji!

izmir4

Konfabula: Od kiedy mieszkasz poza Polską i co Cię skłoniło do zmiany miejsca zamieszkania?
Aleksandra Tarnowska: Tak naprawdę to mieszkam w Turcji dość krótko, bo dwa miesiące z hakiem. Niemniej związana z tym krajem jestem trochę dłużej, bo byłam tutaj na prawie dwumiesięcznym stażu, a później także na wymianie studenckiej z programu Erasmus. Wszystko zaczęło się ponad cztery lata temu, kiedy poznałam swojego obecnego męża, który, jak można się spodziewać, pochodzi z Turcji.

Mieszkam tutaj w sumie z jego powodu. Sama nigdy nawet nie myślałam o dłuższym wyjeździe za granicę, choć lubię podróżować. Mój mąż pracuje tutaj na uniwersytecie i zależy nam, żeby kontynuował swoją karierę. A dla mnie szukanie pracy w Turcji i mieszkanie tutaj, to trochę takie ekscytujące wyzwanie, więc kompletnie nie narzekam. To znaczy nie narzekam na wyjazd, bo na różne inne rzeczy już tak!

izmir3

Konfabula: Co Cię zdziwiło – pozytywnie i negatywnie?
Aleksandra Tarnowska: Temat rzeka! Nawet na swoim blogu chciałam zrobić zestawienie „10 rzeczy, które mnie zdziwiły w Turcji”, a potem tak się rozpisałam nad pierwszym punktem, że postanowiłam z tego zrobić cały cykl wpisów.

Pozytywnie z pewnością zdziwiły mnie ogromne mieszkania. Tak, tak, mieszkanie wielkości 70 metrów kwadratowych jest dla przeciętnej tureckiej rodziny straszną klitką! Zdecydowanie wolą takie ponad stumetrowe. Dużym plusem w Turcji są także usługi. Wszędzie są miliony restauracji i kawiarni i wszędzie obsługują cię natychmiast. W autobusach międzymiejskich są specjalni stewardzi, którzy podają napoje i drobne przekąski (w cenie biletu!). Bardzo też podobają mi się w Turcji bary i restauracje z muzyką na żywo – w Polsce tego, niestety, praktycznie nie ma.

Negatywnie zdziwiło mnie powszechne życie na kredyt. Zasada zastaw się a postaw się jest tam doprowadzona do absurdu. Brakuje kasy na chleb, ale w dłoni najnowsza komóreczka i plazma w salonie. I każdą rzecz, nawet skarpetki w sklepie, można kupić tutaj na raty.

izmir2

Konfabula: Życie na co dzień: jak kupować i mieszkać w Izmirze czy Stambule, by nie brać tego kredytu na skarpetki?
Aleksandra Tarnowska: Tak jak w Polsce – wszystko zależy od miejscowości w jakiej mieszkamy. W Izmirze, w którym mieszkałam dotychczas, bochenek chleba kosztuje około jednej liry, czyli na polskie około półtora złotego. Kilogram warzyw sezonowych, np. papryki, pomidorów, bakłażanów i cukinii zapłacimy na bazarze często jedną lirę za kilo. Natomiast za benzynę (już słyszę te jęki kierowców!) zapłacimy ponad pięć złotych za litr.

Jeżeli zaś chodzi o mieszkania, to wszystko zależne jest od dzielnicy i jakości lokalu, ale jeżeli chodzi o Izmir, to w bardzo dobrej dzielnicy za dwupokojowe mieszkanie (o ile takie znajdziemy, bo w Turcji takich małych mieszkań raczej nie budują) zapłacimy około 600 lir, czyli lekko poniżej 700 złotych.

izmir1

Konfabula: Kuchnia turecka to nie tylko kebeb, prawda?
Aleksandra Tarnowska: Racja! Turecka kuchnia jest charakterystyczna. Charakterystyczne jest nawet podejście Turków do jedzenia. W porównaniu z Polakami, Turcy traktują posiłki prawie jak świętość, rytuał, który nie może być odprawiony w biegu i byle jak. Już same śniadania zawierają kilka elementów. Najczęściej jest to jajecznica z pomidorami albo omlet, do tego oliwki, pokrojone pomidory, miód, dżem, różne rodzaje sera, często nawet frytki (tak, tak, na śniadanie) i wszystko musi zostać zagryzione pszennym chlebem i popite mocną, czarną herbatą.

Im dłużej przebywa się w Turcji, tym częściej ma się wrażenie, że każde tureckie danie to kompilacja jakichś warzyw, pomidorowej pasty i oliwy. I rzeczywiście – pomidory i oliwa królują na tureckich stołach. Z mojego doświadczenia wynika prosta zależność. Możecie podać Turkom jakiekolwiek danie, ale najpierw sowicie polejcie je sosem pomidorowym, od razu będą przychylniej nastawieni!

Bo, niestety, Turcy i Turczynki raczej nie słyną z tego, że lubują się w kuchniach innych stron świata. Obstają przy swojej kuchni i, co najgorsze, niezbyt dobrze reagują na jakiekolwiek zmiany w ich sprawdzonych od lat przepisach. Wszystko musi wyglądać i smakować jak u mamy. Dlatego też, nawet w dużych miastach, niewiele znajdziemy restauracji serwujących dania kuchni innej niż turecka.

Konfabula: Jak Polacy są tam postrzegani?
Aleksandra Tarnowska: Różnie. Może nas spotkać całkowita nieświadomość, że takie państwo jak Polska znajduje się gdzieś na mapie świata. Możemy dowiedzieć się również, że u was w Rosji, to jest tak i siak. A czasem spotkamy osoby, które w Polsce były lub na swojej drodze spotkały jakichś Polaków.

Dość często słyszę opinię, że Polki są bardzo miłe, sympatyczne i nie wychodzą za mąż tylko dla pieniędzy – to ostatnie pojawia się dość często. Ale za to Polacy już do najmilszych nie należą i raczej okazują obcokrajowcom pogardę. I nie dbają o swoje kobiety, tylko uważają się za najlepsze co się ich partnerkom trafiło w życiu!

Konfabula: Sama nie jesteś jeszcze matką, ale jakie widzisz różnice w wychowaniu małego Polaka a małego Turka?
Aleksandra Tarnowska: Dzieci chodzą tu spać bardzo późno. Spokojnie możesz zobaczyć dzieci po 22 lub 23 na dworze. I to te naprawdę małe – kilkumiesięczne! Co najgorsze, czasem widzę takie dzieci w barach i restauracjach z bardzo głośną muzyką. Wszyscy wokół palą i piją, a rodzice niewiele sobie robią – czasem sami popijają raki. Dla mnie to jest nie do pomyślenia.

Bardzo często też widuję dzieci, które w kawiarni bawią się tabletem, a mama rozmawia z koleżanką i karmi, na oko siedmioletnie, dziecko ciastem. Bo po co ma sobie przerywać oglądanie filmików? Herbatkę też wlewa prosto do ust…

Te dzieci, które znam, zazwyczaj mogą robić co zechcą. Grzebać po szafach, kiedy są w gościach. Rozrzucać wokół siebie jedzenie. Krzyczeć na cały głos, a nawet kogoś uderzyć! Rodzice kompletnie nie zwracali na nie uwagi.

Konfabula: Pamiętasz coś szczególnie śmiesznego związanego z pobytem w Turcji?
Aleksandra Tarnowska: Ja widocznie mam jakieś szczęście i te śmieszne sytuacje mi się nie zdarzają. Przeważają niestety te irytujące. Jedyne co rzeczywiście było zabawne, to kiedy pomyliłam sobie tureckie słówka i zamiast powiedzieć teściowej, że jej çorba, czyli zupa, jest bardzo smaczna, powiedziałam çorap, czyli skarpeta…

Konfabula: Co warto zabrać ze sobą, by czuć się jak w domu?
Aleksandra Tarnowska: Książki! A najlepiej jakiś czytnik e-booków. Ja oprócz tego biorę ze sobą jeszcze suszone grzyby, kiszone ogórki i zakwas na barszcz biały. Nie wolno zapomnieć też o polskich kosmetykach! W Turcji raczej niewiele jest ciekawych, małych firm sprzedających chociażby naturalne kremy. Nie dość, że składy są niezbyt dobre, to jeszcze na półkach królują często wyłącznie zagraniczne, ogromne firmy kosmetyczne. Niby są nam znane, ale co z tego, skoro są dwa razy droższe niż w Polsce?

Konfabula: Jak widzisz obecną sytuacje w Turcji – czy się boisz, czy to tylko wyolbrzymianie faktów w tv?
Aleksandra Tarnowska: Mój ślub odbywał się w Polsce, dzień po próbie zamachu stanu. Mój mąż i jego rodzina byli bardzo zestresowani – podczas wesela rozmawiali głównie o przewrocie i sytuacji w Turcji.

Trzy dni później już mój mąż wracał z rodziną do swojego kraju. Ja, z różnych względów, nie poleciałam wtedy z nimi. Polska telewizja pokazywała, że na tureckich ulicach wciąż odbywają się dantejskie sceny i aż strach wyjść na ulicę.

Natomiast w Izmirze, w którym mieszka rodzina męża, nie działo się absolutnie nic. I tak samo było we wszystkich turystycznych kurortach. Ludzie rzeczywiście wychodzili na ulicę, żeby utworzyć pochody, ale robili to głównie w Ankarze i Stambule.

Jeżeli zaś chodzi o bomby, zamachy i walki na wschodzie, to powiem jedną rzecz, choć zabrzmi to trochę strasznie. Dla Turków to nic nowego i, niestety, już wcześniej tak było. Polska telewizja widocznie nie widziała powodu, żeby wszystkie takie sytuacje przekazywać.

Fot. Aleksandra Tarnowska


Je­śli lu­bisz po­dróże z pal­cem po ma­pie, co środę za­pra­szam na wy­prawę z jedną z Pol­ek miesz­ka­ją­cych za gra­nicą. Wpisy już pu­bli­ko­wane znaj­dzie­cie tu.