Całkiem poważnie

Cudze poronienie też boli

Wiecie jak to jest, jak w pracy są kobiety w wieku produkcyjnym, a najbardziej te młode, zaraz po ślubie. Jak są młode kobiety to i zwykle zdarzają się ciąże. Czasem jeszcze atrament na przysiędze jeszcze dobrze nie przysechł, a one już maja dwie kreski na teście. Ale czasem szybko radość przeradza się we łzy. Poronienie boli.

Zaczyna się niewinnie

Nagle zapalona kawoszka parzy sobie rumianek czy meliskę, przenosząca góry prosi o pomoc w noszeniu laptopa na prezentację, feministka wygłasza peany na cześć różowych skarpetek, głaszcze się po niewidzialnym jeszcze brzuchu jak nikt nie patrzy. Początkowo na wszelkie pytania o huśtawkę humorów, rozkojarzenie i zmianę sposobu życia śmieją się tylko nie patrząc w oczy. Potem pokazują pierwsze zdjęcia z USG, planują malowanie pokoju, debatują na temat znaczenia imion.

A potem czasem wszystko się kończy…

W mojej pracy wszyscy wiedzieli, że chcę mieć trójkę dzieci, chociaż część pracowników myślała, że sobie żartuję. Ot, taki kolejny żarcik Moni. Jak ten z fałszywym testem ciążowym, którego zdjęcia wstawiłam rok po urodzeniu Artiego w prima aprilis. Masa ludzi dała się nabrać, gratulacjom nie było końca. A potem niektórzy nawet się obrazili, bo jak można tak żartować.

 

W mojej pracy jest dużo młodych kobiet. Młodszych ode mnie. Bezdzietnych. Jedna z nich pewnego dnia odstawiła kawę… A kilka tygodni później powiedziała dlaczego. My domyślałyśmy się już dawno. Przecież dzień bez ploteczek przy kawie byłby dniem straconym!

 

Każda z nas wiedziała, że prędzej czy później może nadejść ten dzień, że Iga weźmie zwolnienie, bo może się gorzej czuć, bo pokonają ją mdłości, bo będzie miała wizytę czy jakieś badanie. Normalne. Nie ona pierwsza, nie ostatnia. I pewnego razu wzięła wolne. Najpierw dzień, potem tydzień, potem kolejny.

 

W tym czasie czekało nas mnóstwo nowych projektów, spotkań. Nawet nie wiem kiedy zorientowałam się, że chyba spóźnia mi się miesiączka. Zrobiłam test. Poszłam do ginekologa. Założyłam kartę ciąży.

 

Iga wróciła. W obszernym swetrze, bo przecież zimno. Bo była jesień. Słotna i ponura jak zawsze. I ona też była ponura. I zaczęła pić kawę. I powiedziała dlaczego.

To była jej pierwsza ciąża…

Ja miałam już dwójkę dzieci. Dzieci, na które trzeba było brać zwolnienie z powodu szczepienia, zebrania w przedszkolu czy choroby. Dzieci, o których przestałam teraz rozmawiać, bo widziałam smutek w jej oczach. I nie wiedziałam, jak mam powiedzieć, że oto kolejny raz noszę dziecko pod sercem.

 

O ciąży powiedziałam tuż przed końcem dnia pracy. Iga przyjęła wiadomość w miarę entuzjastycznie i adekwatnie do łączącej nas relacji wyściskała. A potem wyszła na autobus. Do dziś nie wiem, czy płakała, czy to dobrze, że głaskała mój brzuch. Ale co roku 1 listopada właśnie za tamto dziecko zapalam znicz przy pomniku Dziecka Utraconego na koszalińskim cmentarzu…

 

Z bólem poronienia zmierzyć musi się 20-25% ciężarnych. 1 na 5 lub nawet 1 na 4.* Robiąc z tego nic nieważną sprawę, traktując jako tabu czy wyolbrzymiając nie pomagamy. Warto zapytać kobiety czego od nas oczekuje. Ja nie spytałam i do dziś nie wiem czy dobrze zrobiłam.

*Źródło: Mataja.pl – warto przeczytać!

Fot. Nathan Siemers, CC BY-SA 2.0