sznurowanie butów
Całkiem poradnikowo,  Całkiem wychowawczo

Czego warto nauczyć dziecko zanim pójdzie do szkoły?

Jeśli czy­tasz ten arty­kuł, praw­do­po­dob­nie nie jesteś z gro­na rodzi­ców, któ­rych wycho­wu­je uli­ca, wio­ska czy inne zgru­po­wa­nie ludzi. Praw­do­po­dob­nie wła­śnie Ty chcesz brać udział w wycho­wy­wa­niu oraz naucza­niu swo­jej lato­ro­śli. Wraz z wie­kiem wyma­ga­my wię­cej tak­że i od dziec­ka i gdzieś w oko­li­cach zakoń­cze­nia przy­go­dy z przed­szko­lem przy­cho­dzi czas na roz­my­śla­nie co taki kil­ku­la­tek umieć powi­nien. Jest kil­ka rze­czy, któ­re nauczy się w szko­le, ale war­to wcze­śniej wpro­wa­dzić ich zna­jo­mość.

Numery alarmowe i numer do rodziców

O ile w przed­szko­lu dzie­ci zna­ją 112, a wie­le z nich potra­fi z nie mniej­szą gra­cją niż doro­śli posłu­gi­wać się tele­fo­nem komór­ko­wym, to jed­nak mało któ­re z nich wie jak się zacho­wać, jakie dane podać. Dobrze, jeśli nie zapo­mni się przed­sta­wić. Gorzej, jeśli nie wie gdzie miesz­ka albo jak ma choć­by na nazwi­sko. Jeśli już potra­fi takie raczej pod­sta­wo­we infor­ma­cje o sobie podać, dobrze jest nauczyć malu­cha wła­sne­go nume­ru tele­fo­nu. Po co? A choć­by po to, by w razie zgu­bie­nia umia­ło popro­sić doro­słe­go o prze­dzwo­nie­nie na taki numer. Nie wołaj­cie pomo­cy spo­łecz­nej, ale nam raz przy­da­ła się zna­jo­mość nume­ru mamy przez dziec­ko i doty­czy­ło to… moje­go dziec­ka.

Zasady bezpieczeństwa w domu i na drodze

Choć do samo­dziel­ne­go wra­ca­nia ze szko­ły czy jaz­dy rowe­rem po osie­dlu według prze­pi­sów jest dłu­ga dro­ga, to war­to od małe­go wpa­jać dziec­ku prze­pi­sy ruchu dro­go­we­go. Zaczy­na się nie­win­nie od pytań „co to za znak?” czy „na jakim kolo­rze świa­teł może­my prze­cho­dzić?”, a koń­czy bie­ga­niem za roz­pę­dzo­nym na jed­no­śla­dzie malu­chem. W mię­dzy­cza­sie jest jesz­cze nauka pra­wi­dło­we­go prze­cho­dze­nia przez uli­cę – naj­le­piej na pasach, ewen­tu­al­nie w naj­węż­szym miej­scu i obo­wiąz­ko­wo z upew­nie­niem się czy przy­pad­kiem jakieś auto nie nad­jeż­dża. To wszyst­ko dzie­ci ćwi­czą też w przed­szko­lu pod­czas spa­ce­rów, ale nic nie zastą­pi roli rodzi­ca, któ­ry zaj­mie się indy­wi­du­al­nie dziec­kiem.

Wiązanie sznurowadeł

Banał? Nie­ko­niecz­nie! W dobie butów na rze­py wią­za­nie sznu­ro­wa­deł wca­le nie jest takie powszech­ne jak się to nam, doro­słym wyda­je. Co rusz spo­ty­kam nie kil­ku­lat­ka, a ucznia, któ­ry o zawią­za­nie sznu­ró­wek pro­si mamę czy bab­cię. Cze­mu aku­rat żeń­skich człon­ków rodzi­ny to nie wiem. Od razu doda­ję, że to wca­le nie leni­stwo dziec­ka kie­ru­je, tyl­ko ewi­dent­na nie­umie­jęt­ność zawią­zy­wa­nia sznu­ró­wek. Dziś z Natką (l.4) prze­by­li­śmy dłu­gą i peł­ną łez roz­mo­wę, ponie­waż jej wyma­rzo­ne buty w kró­licz­ki nie mają rze­pów, a sznu­rów­ki. Nie mam zamia­ru dokła­dać przez moją nie­kom­pe­ten­cję w naucza­niu trud­nej sztu­ki wią­za­nia robo­ty panu Wald­ko­wi, któ­ry codzien­nie dozo­ru­je ubie­ra­nie dzie­ci wycho­dzą­cych z przed­szko­la na spa­cer czy do auto­bu­su. A ta, bo moje dzie­ci dojeż­dża­ją auto­bu­sem do przed­szko­la. Pra­wo wsi.

 

War­to dodać tyl­ko, że takie ruchy jak przy sznu­ro­wa­niu butów czy­li ruch naprze­mien­ny, pra­wo-lewo, pre­cy­zyj­nie tra­fia­nie do dziur­ki dosko­na­le ćwi­czy syn­chro­ni­za­cję pół­kul mózgo­wych, co aku­rat jest jed­nym z klu­czo­wych ele­men­tem kon­cen­tra­cji. A prze­cież na nie­do­bór wła­śnie kon­cen­tra­cji cier­pią dzie­ci w obec­nych cza­sach. Rze­py precz! Nie trze­ba jed­nak smęt­nie ślę­czeć nad tramp­kiem, moż­na uczyć się przez zaba­wę. U nas dosko­na­le spraw­dza­ją się „Sznur­ki i dziurki“z GRANNY.

Odczytywanie godziny

Już w zerów­ce dzie­ci poza nauką lite­rek uczą się też cyfr. Tyle im na począt­ku wystar­czy, na naukę czy­ta­nia płyn­nie przyj­dzie pora. Ale to dobry czas, by nauczyć dziec­ko odczy­ty­wa­nia godzi­ny choć­by na zegar­ku elek­tro­nicz­nym. Na tar­czo­wy przyj­dzie jesz­cze czas. Mnie za dziec­ka do nauki godzin moty­wo­wa­ło otrzy­ma­nie pierw­sze­go praw­dzi­we­go zegar­ka na rękę. Mia­łam upa­trzo­ny taki z bia­łym paskiem i sekund­ni­kiem w posta­ci prze­su­wa­ją­ce­go się pającz­ka. Moje dzie­ci wola­ły­by smar­twatch lub pograć na rów­nych zasa­dach w grę taką jak „Zegar” od Kapi­ta­na Nauki.

Nuda

Zawsze bałam się tego lamen­tu: „Mamo­oooo, nudzę się!”. Za dużo widzia­łam przy­pad­ków, kie­dy dziec­ko nie nudzi­ło się tyl­ko przy elek­tro­ni­ce. Owszem, gra kom­pu­te­ro­wa czy baj­ka w TV jest cie­kaw­sza niż ukła­da­nie puz­zli czy zaba­wa w teatrzyk, bo prost­sza. W ten spo­sób dziec­ko przede wszyst­kim odbie­ra, nie dając nic z sie­bie. Może i się uczy, jed­nak zupeł­nie bier­nie. Nuda uru­cha­mia coś, cze­go tele­wi­zja i kom­pu­ter nie uru­cho­mi: wyobraź­nię. Pamię­ta­cie bar­dziej przej­ście Hero­es of Might and Magic czy zaba­wy w sza­ła­sie w lesie albo łowie­nie ryb wła­sno­ręcz­nie zbu­do­wa­ną z paty­ka i sznur­ka węd­ką? Ja to dru­gie! Świat cyfro­wy nie jest zły, ale ana­lo­go­wy wca­le mu nie ustę­pu­je. Pozwól dziec­ku się ponu­dzić, by nie powie­dzia­ło, że z dzie­ciń­stwa pamię­ta tyl­ko oglą­da­nie ame­ry­kań­skich czy japoń­skich bajek.

Fot 1. Deni­se Krebs, CC BY 2.0