Całkiem poważnie

Tęsknię za Tobą, mój jedynaku

Tęsk­nię za Tobą. Tęsk­nię za tym­cza­sem, kie­dy byli­śmy tyl­ko Ty i ja. Czas spę­dzo­ny na zaba­wach, samo­cho­dzi­ki i ciuch­cie, ryso­wa­nie kre­dą po chod­ni­ku, sza­lo­ne tań­ce-łamań­ce do muzy­ki z kom­pu­te­ra, w któ­rym jesz­cze nie kró­lo­wał Mine­craft. Czy­ta­nie w kół­ko tej samej histo­ryj­ki o Smo­ku Wawel­skim, co wie­czór przed snem. Przy­tu­la­ski i łaskot­ki. Kapią­ce zawsze aż z łok­ci lody cze­ko­la­do­we i pró­bę wyne­go­cjo­wa­nia choć­by liza z moich.

 

Tęsk­nię za tym, że potra­fi­łeś być gło­śnym w każ­dym miej­scu, cza­sie i w środ­ku tłu­mu. Jesz­cze nie­daw­no mówi­łam: „Cicho, sio­strzycz­ka śpi!”, a Ty nie mogłeś bie­gać za mną z gło­śnym „Mamo­ooo!” kie­dy tyl­ko znik­nę­łam za rogiem na kory­ta­rzu w naszym dwu­po­ko­jo­wym miesz­ka­niu. Choć i tak to robi­łeś, a ja mogłam akcję usy­pia­nia zaczy­nać od nowa.

 

Tak czę­sto uci­sza­łam Cię, mój pier­wo­rod­ny, że teraz coraz rza­dziej Cię sły­szę. Naj­pierw zaczą­łeś zamy­kać drzwi poko­ju, by maluch nie zepsuł Ci kloc­ków Lego, póź­niej – by nie prze­szka­dzał w nauce, teraz – bo prze­szka­dzam Ci ja.

 

Kie­dy moc­no już śpisz, a ja znaj­dę w innym poko­ju jeden z Two­ich pian­ko­wych mie­czy albo budow­li z kloc­ków, zno­wu tęsk­nię. Przy­po­mi­nasz mi, jak wyglą­dał nasz rytu­ał zasy­pia­nia. Kie­dyś marzy­łam, byś zasy­piał sam, ale wte­dy Ty potrze­bo­wa­łeś trzy­ma­nia za rącz­kę i huś­ta­nia na kola­nach aż do wpad­nię­cia w obję­cia Mor­fe­usza. Czę­sto ja zasy­pia­łam obok Cie­bie, wci­śnię­ta pomię­dzy miś­ka i fotel. Teraz cza­sem powiesz dobra­noc, cza­sem się przy­tu­lisz na chwi­lę, bo jesteś już na tyle duży, że zwy­czaj­nie Two­je uści­ski duszą mnie i gnio­tą żebra.

 

Bo nie dam rady już pod­nieść Cię, kie­dy się prze­wró­cisz. Teraz to Ty byś mnie na zie­mię pocią­gnął za sobą. Nie zawsze też potrze­bu­jesz mojej pomo­cy kie­dy jesteś smut­ny, a jesz­cze nie­daw­no każ­dy smu­te­czek wycie­ra­łeś o moje ręka­wy, two­rząc nowe zasmar­ka­ne ście­gi.

 

Teraz jesteś jed­nym z rodzeń­stwa, ale nadal tym, któ­ry ma naj­wię­cej zdjęć z cza­sów nowo­rod­ko­wych. Pew­nie nie jestem jedy­ną mat­ką na świe­cie, któ­ra chcia­ła kochać wszyst­kie swo­je dzie­ci z taką samą siłą, jak to pierw­sze i przez cały czas. Ale nie uda­ło się. Miłość może i moż­na podzie­lić tak, że star­cza dla wszyst­kich, ale aten­cji już nie.

 

Tęsk­nię. Za Tobą, mój pier­wo­rod­ny. Za mną, mat­ką jedy­na­ka. Za nami.