Całkiem poradnikowo

Metoda zielonego długopisu, czyli dyktando bez czerwonych poprawek

Być może za kil­ka lat moje dziec­ko stwier­dzi, że jest huma­ni­stą, bo mate­ma­ty­ka o prze­ro­śnie, ale obec­nie bar­dziej skła­nia się do tego, że „pol­ski jest trud­ny”. Fakt, to nie­ła­twy język, jed­nak war­to go znać sko­ro jest naszym ojczy­stym. Jak jed­nak zachę­cić dziec­ko do pisa­nia dyk­tand czy krót­kich prac pisem­nych jeśli po spraw­dze­niu wyglą­da­ją one jak na zdję­ciu powy­żej? A może spraw­dzi się tu meto­da zie­lo­ne­go dłu­go­pi­su sku­pia­ją­ca się na tym, co zro­bio­ne dobrze, a nie na tym, co źle?

Czym jest metoda zielonego długopisu?

Meto­da zie­lo­ne­go dłu­go­pi­su to nie tyl­ko zmia­na tuszu popra­wia­nych prac. To przede wszyst­kim sku­pia­nie się na osią­gnię­ciach. Tak jak w pierw­szych kla­sach szko­ły pod­sta­wo­wej uczeń otrzy­mu­je oce­nę opi­so­wą, w któ­rej naj­czę­ściej nauczy­ciel zwra­ca uwa­gę na to, cze­go uczeń się nauczył i co dosko­na­lił, tak w tej meto­dzie tak­że wyróż­nia to, co się uda­ło. Poza­kre­śla­na na zie­lo­no pra­ca nie sta­no­wi już źró­dła poraż­ki, stra­chu czy wsty­du, ale dumy, że AŻ tyle uda­ło się zro­bić dobrze. To czy­sto psy­cho­lo­gicz­na zagryw­ka jak w przy­pad­ku raba­tu za pre­or­der czy kary pie­nięż­nej za ocią­ga­nie się z zapi­sem na obo­wiąz­ko­wy kurs. Nawet jeśli w oby­dwu przy­pad­kach cena była­by taka sama, to w pierw­szym przy­pad­ku czu­je­my wyróż­nie­nie, w dru­gim strach. Owszem, tre­no­wa­nie stra­chem tak­że przy­no­si efek­ty, ale duże lep­sze dają nagro­dy. Pod­kre­śla­nie na zie­lo­no tego co popraw­ne nauczy dziec­ko inne­go spo­so­bu moty­wa­cji, pole­ga­ją­ce­go na dosko­na­le­niu się w zamian za cią­głe myśle­nie o unik­nię­ciu błę­du.

Fot. Nauka lite­rek z Kapi­ta­nem Nauką

Ale po co zmieniać metodę, skro stara, ta z czerwonym, działała?

Odpo­wiedź jest bar­dzo pro­sta. Wyobraź­cie sobie dziec­ko, któ­re zaczy­na cho­dzić. Albo któ­re zaczy­na korzy­stać z noc­ni­ka. Może tego, jak reago­wa­li nasi rodzi­ce nie pamię­ta­my, jed­nak raczej była to taka sama reak­cja jak nasz a na swo­je dzie­ci: okla­ski, gra­tu­la­cje, radość. Nikt bar­dziej nie zro­zu­mie szczę­ścia z powo­du odda­nia moczu do sede­su niż rodzić dwu­lat­ka! Co się zaś dzie­je kie­dy taki maluch się prze­wró­ci czy też zwy­czaj­nie popu­ści w majt­ki, a my nakrzy­czy­my na nie­go? Nie tyl­ko roz­be­czy, ale, choć­by w przy­kła­dzie z mokry­mi majt­ka­mi – będzie się cho­wał ze swo­im złym według rodzi­ca zacho­wa­niem, ale wca­le nie nauczy się szyb­ciej korzy­sta­nia z toa­le­ty. Jeże­li przez całe dzie­ciń­stwo nasza uwa­ga była sku­pia­na na tym, co robi­my źle, to bar­dzo czę­sto dora­sta­my w prze­ko­na­niu, że nie jeste­śmy wystar­cza­ją­co dobrzy. To dosko­na­ła dro­ga do wiecz­ne­go nie­za­do­wo­le­nia w życiu.

Kiedy wprowadzić metodę zielonego długopisu?

Moi rodzi­ce odwa­li­li w takim razie kawał dobrej robo­ty, choć pew­nie meto­da zie­lo­ne­go dłu­go­pi­su była im nie­zna­na. Chwa­li­li oni moje pró­by gra­nia na akor­de­onie, choć słoń odro­bi­nę nadep­nął mi na ucho, każ­dy rysu­nek był omó­wio­ny pod kątem dobo­ru kolo­ru czy kre­ski, choć wiem, że więk­szość z nich to dzie­cię­ce gry­zmo­ły. A w szkol­nych zeszy­tach chwa­li­li nawet inne niż zazwy­czaj pod­kre­śle­nie tema­tu. Z powyż­szych przy­kła­dów widać, że war­to wpro­wa­dzać meto­dę zie­lo­ne­go dłu­go­pi­su już w przed­szko­lu, gdzie są pierw­sze rysun­ki, ryso­wa­nie po śla­dzie czy pisa­nie liter. Łatwiej nauczyć dziec­ko pisać poka­zu­jąc naj­lep­szą lite­rę w linij­ce, sta­wia­jąc ją za wzór, niż pod­kre­ślać te bar­dziej pokracz­ne, będą­ce antyw­zo­rem.

To jak, idzie­my do papier­ni­cze­go po zie­lo­ny dłu­go­pis?