Trzy niezawodne sposoby na oduczenie dziecka od pieluchy

Trzy niezawodne sposoby na oduczenie dziecka od pieluchy Image

Trzy niezawodne sposoby na oduczenie dziecka od pieluchy

Dziś minął dokład­nie rok od kiedy Nati nauczyła się korzys­tać z noc­ni­ka. Trze­cie dziecko, a najwięcej w niej było samoza­parcia, by kon­trolować zwier­acze tylko okazjon­al­nie. I choć wiem, że nic na siłę, to jed­nak przed­szkole do którego chodz­iła wyma­gało samoob­słu­gi. Nagle z dziec­ka pielu­chowego musi­ała stać się pełno­prawnym sedes­ow­cem wraz z umiejęt­noś­cią pod­ciera­nia… no sami wiecie czego – się! Z ucze­niem noc­nikowa­nia wcale nie jest łat­wo sucho i przy­jem­nie. Prze­chodz­iłam to trzy razy i mam trzy nieza­wodne sposo­by na oducze­nie dziec­ka od pieluchy oraz suche noce. U mnie dzi­ała!

1. Podejście eksperymentalne

Pier­wsze dziecko to zwyk­le najwięk­sza niewiado­ma. To właśnie przed jego urodze­niem przeczy­tałam najwięcej książek doty­czą­cych jego roz­wo­ju, poro­du, karmienia, opie­ki czy wychowa­nia. Czy­tam dalej, jed­nak ter­az raczej jak mówić, żeby dzieci mnie słuchały, a nie się bały, niż jak trafi­ać do sedesu. Wtedy, kil­ka lat temu jed­nak właśnie cel­ność najbardziej spędza­ła mi sen z powiek. Bo o ile w miarę mogłam dwulet­niego pier­worod­nego namówić na posiedze­nie z książeczką i zro­bi­e­nie tego, co duzi chłop­cy na noc­niku robić powin­ni, to jed­nak gorzej było jeśli noc­ni­ka nie mieliśmy przy sobie. O ile dal­sza trasa samo­cho­dem mogła zaw­ier­ać przy­drożne eksponowanie noc­ni­ka na poboczu najbardziej ruch­li­wych tras Pol­s­ki (tak!), o tyle wyjś­cie na zakupy niekoniecznie. Nie miałam też przy sobie noc­ni­ka turysty­cznego, bo dopiero od niedaw­na wiem o jego ist­nie­niu.

 

Za to przez tren­ing czys­toś­ci Artiego dowiedzi­ałam się dwóch rzeczy:

  • Noc­ni­ki dla chłopców powin­ny mieć wyżej zabu­dowaną przed­nią ściankę; dzię­ki temu o wiele rzadziej myłam podłogę.
  • Mały chło­piec nie potrafi sikać na sto­ją­co do sedesu, ale umie do noc­ni­ka, za to ma prob­lem z kon­cen­tracją na celu.
  • Nie ma nic głośniejszego i bardziej żenu­jącego, niż dziecko wrzeszczące „Chcę kupęęęę!” w kole­jce do kasy w hiper­marke­cie.
  • Najwięk­szą zabawą pod­czas nau­ki noc­nikowa­nia nie jest wcale siedze­nie na noc­niku, a zakładanie go na głowę, woże­nie zabawek i inne ekspery­men­ty.

2. Podejście filozoficzne

Najwięk­szym prob­le­mem z wyczu­cia najlep­szego momen­tu na rozpoczę­cie nau­ki korzys­ta­nia z noc­ni­ka jest to, że bohater całego zdarzenia nie bard­zo jest sko­ry do współpra­cy. Może jej osten­ta­cyjnie nie odmaw­ia, bo mówić jeszcze zbyt wiele nie potrafi, jed­nak na ugody niechęt­nie idzie. Niek­tórzy dobrze znoszą presję rodzi­ciel­skiego nakazu i na hasło „zrób siu­siu” idą potul­nie do WC, inni potrze­bu­ją moty­wu­ją­cych nagród, tablic z nalep­ka­mi czy przekupst­wa. A jeszcze inni, jak moja śred­nia cór­ka, moc­ne wewnętrzne postanowie­nie, że oto nad­szedł wiel­ki dzień wyz­wole­nia. W tej odpowied­niej dla niej i niespodziewanej chwili weszła do toale­ty, zro­biła swo­je i zas­tała rodz­iców z rozdzi­aw­iony­mi paszcza­mi z podzi­wu na jej rezo­lut­ność. Rzu­ciła jeszcze niby mimo­cho­dem „No co? Siku robiłam!” i to my, rodz­ice, głu­pio się zachowal­iśmy, bo odtańczyliśmy taniec radoś­ci.

 

Czego nauczyło mnie filo­zoficzne pode­jś­cie Kini do odpielu­chowa­nia? Przede wszys­tkim:

  • Chcieć to móc – jeśli dziecko chce to w jeden dzień załapie
  • Nieważne jest jak bard­zo będziesz pouczać dziecko, gdzie powin­no załatwiać swo­je potrze­by, może ono osten­ta­cyjnie odd­ać mocz na środ­ku ruch­li­wego chod­ni­ka, wcześniej zdjąwszy jak trze­ba wszys­tkie warst­wy wierzch­nie razem z koszulką i skar­petka­mi, ale zostaw­ia­jąc kapelusik

3. Podejście naukowe

Moje ostat­nie dziecko należy do nur­tu naukow­ców. A naukowo udowod­niono, że dziecko musi czuć potrze­bę czy też chęć współpra­cy jeśli ma się nauczyć, a nie wytrenować jak u psów Pawłowa, kon­trolować mocz. Naukowo i nad­er prak­ty­cznie podeszłam do tem­atu też i ja: zaopa­trzyłam się w słi­taśne różowe maj­ciosz­ki w kucy­ki pony, naj­mod­niejsze na dziel­ni; nowego mopa, co to potrafi i wytrzeć, i wyży­mać, i zakrę­cić i pewnie jeszcze świeci i śpiewa; ziołową herbatkę z pod­wójną meliską i nowy, gra­ją­cy noc­nik. Już pier­wszego dnia Nati tak dłu­go pluła w noc­nik i nale­wała wodę z niekap­ka, że w okoli­cach wiec­zo­ra resztką sił oder­wałam gra­jące ustro­jst­wo spod niego. Zapas kucykowych majtek skończył się rano, razem z moją cier­pli­woś­cią i herbatą z uspoka­jaczem. Mop dziel­nie by dotr­wał, gdy­by nie zabawa w czarown­ice, która na nim miała latać. Nie, to nie byłam ja.

Ocho­ta na naukowe udowad­ni­an­ie jak szy­bko ciecz wsią­ka w dywan, kanapę, des­ki czy też mat­er­ac znudz­iła się najmłod­szej latorośli dopiero pół roku od rozpoczę­cia przez nią bada­nia naukowego. Jeszcze do dziś sto­su­je prowokac­je, jed­nak, jako że nie robi na mnie to żad­nego wraże­nia, coraz rzadziej się one zdarza­ją.

 

Ostat­nie bada­nia Nat­ki nad wpły­wem nau­ki uży­wa­nia noc­ni­ka przez najmłod­sze dziecko jej rodz­iców ujaw­ni­a­ją szoku­jące dane:

  • 90% zapy­tanych dorosłych czy robili już kupę ma sze­roko otwarte oczy, z czego praw­ie 59% także usta, a 12% śmieje się do tego głup­kowa­to
  • 65% niekon­trolowanych incy­den­tów zdarza się w miejs­cach pub­licznych
  • 75% wody spuszczanej w toale­cie nie jest zdol­na do usunię­cia ekskre­men­tów z mus­zli, dlat­ego trze­ba spłukać jeszcze raz i jeszcze raz, i jeszcze raz…

A jak wyglą­dały Wasze noc­nikowe his­to­rie?

Autor | Monika Kilijańska Komentarze | 28 Data | 10 stycznia 2018

kategorie i tagi