Całkiem wesoło

Gdyby dzieci rodziły się z metkami

Lubię metki. Nie to, że gryzą i trzeba się drapać. Nie to, że mają czasem i pół metra, bo przecież jakiś mieszkaniec Tadżykistanu także pewnie chciałby coś na niej przeczytać. Lubię w nich to, że w najmniejszym możliwie skrócie wyjaśniają sposób użytkowania, potencjalne zagrożenia i czego właściwie możemy się po towarze spodziewać. Wiem jak wyprać niewiadomego materiału sweter, w jakiej temperaturze prasować bluzkę non-iron czy czym odplamiać marchewkę na śliniaku.

Gdyby tak dzieci rodziły się z metkami, wyglądałoby to mniej więcej tak:

Ryzyko przybrania na wadze

Dość jasne wydaje się, że dzieci nie będą długo ważyły tyle co w chwili urodzenia i przybierają na wadze. Zgadzam się także, że w ciąży kobiety tyją. Mniej, więcej, ale tyją. Ale żeby tak po porodzie dalej tyć albo by ojciec dziecka tył, bo pojawiło się dziecko na świecie? To już mniej znany fenomen. Warty uwagi i wzmianki na metce dziecka. Nie zbadano jeszcze kiedy ten efekt się kończy.

Można tu mówić o zajadaniu swoich emocji. Nagle dorośli przestają być pępkami swoich światów, a staje się nim osoba, która nawet nie wykształciła tak fajnego pępka jaki mamy my sami. Na to pomaga czekoladka: kostka albo tabliczka, zależnie od stanu. Kiedy już przyzwyczaimy się do drugoplanowej roli w naszym życiu, dziecko zaczyna nie zjadać całej porcji nałożonej na talerz. Nie zjesz tego kęsa czy dwóch? Zjesz co ma się marnować!

Ryzyko niepoczytalności

Nie raz, nie dwa dzieci doprowadzą nas do ostateczności. I potem zrobią to znowu i znowu… No ale jak nie zwariować, kiedy dziecko jest takie niestabilne, kiedy zmienia się z dnia na dzień? Nieważne ile masz dzieci – nie przygotujesz się nigdy na to co może przynieść kolejny dzień. Tak naprawdę nie masz żadnego doświadczenia, bo przy każdym kolejnym dziecku licznik doświadczenia kompletnie się zeruje. Każde dziecko to indywidualność i nie da się go włożyć w te same reguły tak samo jak inne.

Ryzyko niewyspania

Dziecko posiada najszybciej ładujące się baterie jakie zna świat. Mój telefon potrzebuje kilku godzin, by się nie zawiesić – Nati wystarczy czasem 15 minut drzemki, by biegać, skakać, tańczyć i cudować do późnego wieczora. Od bladego świtu oczywiście! Ja tak nie potrafię, a przecież nie mogę zrobić sobie słodkiej siesty kiedy moje ukochane aniołki nie śpią, prawda?

Możliwe halucynacje

Jest do dość często występujący u posiadaczy dzieci efekt uboczny spowodowany chronicznym niewyspaniem i ogólnym terrorem wprowadzanym przez bunt dwulatka, trzylatka, czterolatka etc. Czasami można obudzić się nagle w nocy, a nad Tobą stoi dziecko niczym z japońskiego horroru. Przytula się i znika. Czasem żąda chusteczki. Albo kładzie się obok Ciebie, grzejąc zziębnięte stopy. A nie, to ostatnie to ja jak przytulam się do męża.

Halucynacje nie dotyczą tylko nocy. W dzień wydaje mi się, że wypiłam kawę, a w kubku okazuje się, że nie upiłam ani łyka. I znowu trzeba ją podgrzewać w mikrofalówce.

Nie prasować

Dzieci rodzą się z niezliczoną ilością fałdek, załamań i szorstkich elementów. Tak ma być! Ewentualnie szorstkie krostki z czasem znikną, ale fałdki tylko mogą się zwiększyć. Nie można używać do tego żadnych żelazek czy magla, bo najwyżej można zostać posądzonym o znęcanie się nad dzieckiem.

Tylko pranie ręczne

Nie, nie, nie chodzi o sławne „ojciec, prać?” i popularne nadal lanie. Raczej mamy tu na myśli usuwanie plam. A trzeba przyznać – dziecko nie jest plamoodporne. Tyle ile dzieci, tyle mamy różnych rodzajów plam. I najczęściej wszystkie są z gatunku tych trudnych do usunięcia. Ubrania da się zdjąć, odplamić, wybielić, wygotować, wyrzucić. A co zrobić z dzieckiem popisanym markerem na całych rękach, bo przecież też chciało mieć tatuaże jak Twoja różyczka na obojczyku? Cóż, namoczyć w wannie, użyć lekkiego mydła lub płyny do kąpieli i poczekać. Po paru dniach samo zejdzie… albo zostanie zamalowane innym wzorem.

Nie potrząsać

Wprawdzie niektóre zabawki czy urządzenia elektryczne działają lepiej, jak się je potrząśnie. Albo kopnie. Uderzy… Nie dotyczy to jednak dzieci. Nie, nawet nie sprawdzajcie. Wierzcie na słowo. Tam nie ma żadnych kabelków i styków, by to pomogło. Może to spowodować dźwięk alarmu, potocznie zwany płaczem. A wtedy…

W razie płaczu przytulić

Dorosłemu można coś wytłumaczyć, zagadać, przekupić. Z dzieckiem nie zawsze się da. Najlepszą metodą jest przytulenie. Boli kolano? Całusek i tulas. Boli dusza? Całusek i tulas. Boli tyłek? Bez całusków tylko! Ale przytulić można. Działa w większości przypadków, czasem trzeba tylko odpowiedniej ilości czasu lub cyklicznego powtarzania do skutku. Jak się wyrywa z rąk – wystarczy. Starsze rocznikowo egzemplarze najlepiej zapytać o pozwolenie. No bo siara na dzielni gotowa!


Metki i etykietki byłyby ciekawym rozwiązaniem rodzicielskich bolączek, prawda? Chociaż chyba czasami lepiej być zaskoczonym. Nikt przecież nie chciałby mieć dziecka z wszystkimi zakazami, nakazami i efektami ubocznymi. A tak czasem jakiegoś się nawet nie zauważa, bo dzieci są warte wszystkiego.

No może poza nieprzespanymi nocami.

Fot. mulan, CC BY-SA 2.0