Całkiem poradnikowo

Jak tłumaczyć zmartwychwstanie Jezusa dzieciom

Zmartwychwstanie Jezusa to chyba jeden z najmniej zrozumianych przez chrześcijan dogmatów. Bo o ile manna z nieba, rozstąpienie się Morza Czerwonego, uzdrawianie i wskrzeszanie czy nawet zstępujące Anioły to taka powiedzmy nawet norma, o tyle żaden śmiertelnik jeszcze z grobu nie powstał tak sam z siebie. W tej kwestii Jezus jest wybitnym wyjątkiem od reguły.

Przyjmujemy wszystko to na wiarę

Tak napisano, więc tak jest. Do tego jakimś cudem całun znaleziony, a jakoś ciało wyparowało. Nie ma z czym dyskutować. Ale zrozumieć wcale łatwiej nie jest. Dzieciom jeszcze gorzej wytłumaczyć cały ten fenomen. Trudne są rozmowy o śmierci czy chorobie, przemijanie to dla małego umysłu coś ni to strasznego, ni to dziwnego. Bo dlaczego babcia już nie przyjdzie jutro z rana i nie rozczochra czupryny? A dziadek dlaczego nie weźmie na kolana tylko leży i leży w tej trumnie? Jak to: nie wstanie? Bolą go plecy? To jak go nic nie boli, to czemu leży? Ile można tak spać? Mamo, dlaczego płaczesz?

Tłumaczymy zgodnie z możliwościami poznawczymi dziecka

Chodzimy z dziećmi regularnie do kościoła. Dzieci oswojone są z widokiem wiszącej na krzyżu figurki. Jako maluchy nie do końca mają jednak pojęcie ani o co z tym krzyżem chodzi, ani tym bardziej co dzieje się w Wielkanoc. O ile łatwo wytłumaczyć, że Boże Narodzenie to czas radości z powodu urodzin Jezusa, o tyle trudniej przekazać radość z czyjejś śmierci i nie do końca rozumianego zmartwychwstania. Jak tłumaczyć zmartwychwstanie Jezusa dzieciom, skoro nawet nie bardzo rozumieją kim on był?

 

Trzy- i czterolatkowi można opowiedzieć o radości, że jest Pan Bóg, który stworzył każdego z nas, kocha wszystkich ludzi. Teraz Pan Bóg jest w Niebie, bo tam mieszka jego Ojciec, ale kiedyś chodził po ziemi i ludzie witali Go radośnie machając palmami, tak jak my robimy to w kościele. Święcimy jedzenie, bo chcemy podziękować za to, co nam dał i prosić, aby się nami opiekował.

 

Pięcio- i sześciolatek zaznajomił się z pojęciem śmierci. Być może był nawet na jakimś pogrzebie. Zrozumie więc, jeśli powiemy, że Jezusa nie wszyscy kochali, mimo iż był bardzo dobry. Ludzie ci nie myśleli, że Jezus uważa się za króla i ich kłamie. Za karę przybili go do krzyża, bo w tamtych czasach tak właśnie karano złoczyńców. Teraz ludzi wsadza się do więzienia, kiedyś karano także śmiercią. Na figurce można pokazać miejsca, w których przybito gwoździe. Dziecku tłumaczymy, że to bolało, ale Jezus wiedział, że ożyje. Właśnie na pamiątkę tego, że Jezus jest sprytniejszy niż śmierć, cieszymy się z Wielkanocy.

Jak ja tłumaczyłam?

Mojemu przedszkolakowi musiałam wytłumaczyć bardziej obrazowo, niż wyżej opowiedziałam. Kinia pokazała na stojący w zakrystii krzyż i zapytała kto to jest i dlaczego tu jest. Opowiedziałam jej tak, jak opowiada się pięciolatkom. W jej oczach widziałam strach, potęgowany tym, że obok wisiał obraz Matki Boskiej Bolesnej, trzymającej na kolanach Jezusa ściągniętego z krzyża. Jeśli dziecko będzie wydawało się przerażone naszym tłumaczeniem, zawsze przytulamy i upewniamy je, że jest kochane i pod naszą opieką.

 

Nie bójmy się tłumaczyć. Dzieci wiedzą więcej niż myślimy, a pozostawianie niedomówień może skutkować tylko tworzeniem jakiegoś tabu wokół tematu. Przed chwilą spytałam Kini czy wie dlaczego cieszymy się z Wielkanocy. Odpowiedziała: „bo Jezus umarł i wstał!”.

Fot. Flickinpicks, CC BY-SA 2.0