Całkiem poradnikowo

Zieleń może pomóc wychować zdrowsze i szczęśliwsze dzieci

Kiedy widzisz dziecko zaglądające pod każdy listek krzaczka truskawki w poszukiwaniu owocu czy skubiące szczypiorek to aż serce rośnie. Warzywa i owoce bez chemii, prosto z krzaczka, jeszcze ciepłe od słońca. Ale ogrodnictwo z dziećmi wcale nie jest tak idylliczne. Jednak nawet chaotyczność ogrodu tworzonego razem z dziećmi może być dla nich czymś naprawdę przydatnym. Naukowcy co rusz udowadniają, że taki beztroski kontakt dziecka z kurzem, brudem i błotkiem, jakie mamy podczas prac w ziemi, potrafi wpływać pozytywnie na zdrowie fizyczne i psychiczne. A więc wychować zdrowsze i szczęśliwsze dzieci. Czego tu nie lubić?

Wyciszające działanie przyrody

Nawet Natka, nasz domowy czołg taranujący wszystko w domu, uspokaja się na podwórku i w ogrodzie. Bo, o, tu mamo jest biedronka, taka chińska, a tu mój ulubiony czerwony robaczek (kowal, w końcu go znalazłam!), a tu ładny żółty kwiatek. To samo zauważam u kilkumiesięcznych dzieci znajomych, zapatrzonych w poruszające się liście drzew czy wysoki trawy. Niesamowita naturalna karuzela z dźwiękami! Jeśli dodamy do tego radosne pisanie i rysowanie po piasku to już tylko można wpaść w samozachwyt.

Patrz w zielone!

Naukowcy amerykańscy zbadali wpływ patrzenia choćby na zieleń. Zbadali grupę 169 dzieci, które nie chodziły do przedszkola czy żłobka. Wśród nich te, które miały widok z okna w mieszkaniu na park były lepiej zdyscyplinowane i skoncentrowane. I zdecydowanie nie była to przypadkowa korelacja. Potwierdzają to inne badania rodzin z dziećmi dotkniętymi deficytem uwagi. Ci wybierający konsekwentnie aktywności związane z przebywaniem w zieleni widzieli lepsze efekty i zmniejszenie symptomów dekoncentracji. Kto wie, może już niedługo lekarze będą przepisywali także kontakt z naturą na receptach.

Magia natury

Ogrodnictwo łączy ogólne korzyści bycia na zewnątrz z możliwością zajęcia się projektem. Moja 5-latka z dumą nawadnia krzaki borówki i plewi chwasty wokół nich. Wie, że będą wszystkie jej! Buduje swoją zdolność do skupiania się, jak również funkcji wykonawczej, zdolność do zarządzania informacjami i reagowania na sytuacje. Na przykład szybko dowiedziała się, że jej konewka będzie przepełniona, jeśli nie zwróci uwagi ile wody do niej leje. A starsze dzieci mogą wziąć odpowiedzialność za własną zieloną przestrzeń. Ile Kinia miała radości kiedy wyhodowała własne krzaczki mandarynek, a Arti małego dęba!

Jedzenie ziemi jest zdrowe

Młodsze dzieci nie są jednak zbyt zajęte ogrodnictwem. Pamiętam, jak prawie 2-letnia Natka z zapałem wyplewiła do gołej ziemi swój ogródek z sałaty i rzodkiewki, by zasiąść na środku grządki i wpakować sobie garść piasku do ust. W odróżnieniu od często zamieniającej się w kuwetę osiedlowych kotów piaskownice, ogrodowa ziemia nie jest aż taka zła. Badania sugerują, że dla małych dzieci niezbędne jest opracowanie zdrowego „mikrobiomu” lub ekosystemu drobnoustrojów. I właśnie próbowania zjedzenia wszystkiego temu służy. Chociaż istnieją pewne mikroby – bakterie, grzyby i wirusy – które powodują choroby, większość jest niezbędnych dla zdrowia.

Brak ekspozycji na wystarczającą liczbę drobnoustrojów jako dziecka może spowodować niedorozwinięty układ odpornościowy, co może powodować wiele problemów zdrowotnych czy częstsze chorowanie w przedszkolu, kiedy obce bakterie i wirusy spotkają nasze wychuchane dziecko. „Narażenie” na środowisko zewnętrzne może być niezwykle korzystne, pomagając dziecku rozwijać funkcjonalny układ odpornościowy, ich mózg i ciało w najlepszy możliwy sposób.

Z ogrodu na talerz

Czyż nie smakuje dzieciom lepiej posiłek, jeśli przyrządzą go razem z rodzicem albo samodzielnie? A o ile bardziej smakuje potrawa, której składniki sami przynieśli z ogrodu lub wyhodowali! Nie powiem: groszek z marchewką do obiadu jest u nas niejadalny, ale słodki groszek prosto z krzaczków znika w zatrważającym tempie. Uczestnictwo w sadzeniu, podlewaniu, a zwłaszcza zbieraniu warzyw tworzy połączenie, którego utworzy wycieczka do warzywniaka czy supermarketu.

A może ogródek przedszkolny i szkolny?

W przedszkolu Natki co roku sadzone są warzywa na parapecie. Cebule na szczypiorek, pomidorki koktajlowe, papryki, fasola i groszek, a nawet pnące truskawki. Dzieci nie tylko obserwują rozwój rośliny, ale dowiadują się skąd pochodzą warzywa i owoce, ale także chętniej jedzą wege dodatki podczas obiadów czy kolorowe kanapki na śniadanie. Oczywiście i to zbadali naukowcy amerykańscy, dochodząc do takich samych wniosków jak ja.

Znajdź miejsce na odrobinę zieleni

Moja rodzina ma szczęście, że dzieci mogą wyskoczyć do ogródka po świeży koperek czy szczypior. Ale nawet nie posiadając ogrodu czy działki można mieć odrobinę zieleni. Wystarczy kilka doniczek na balkonie czy parapecie albo udział w projekcie ogrodów społecznościowych, których coraz więcej jest i w Polsce. Często działają blisko placów zabaw, więc idąc tam z dzieckiem niekoniecznie trzeba robić babki z piasku.

Fot. Derek Bridges, CC BY 2.0

Niezależnie od tego, czy masz ogródek w doniczce czy na większej przestrzeni, może ono zapewnić dzieciom wiele różnych korzyści. Jak mówi Arti: „Ogród może być drzwiami do całego wszechświata”.