Całkiem emigracyjnie

Mieszkać w Wiedniu – Kiedy Polska to za mało

Wiedeń uchodzi za miasto o najwyższej jakości życia*. Przewyższa pod tym względem szwajcarski Zurich i Genewę. To miasto przepysznej kawy, tortu Sachera czy koncertów noworocznych w filharmonii. Tyle jeśli chodzi o oficjalne dane. Jak wygląda Wiedeń od kuchni zobaczycie oczyma Agnieszki, mamy Benjamina i Bibi, blogerki www.agnesonthecloud.pl.

vienna3

Konfabula: Od kiedy i dlaczego mieszkasz za granicą?
Agnieszka: Od kilkunastu lat. Z przypadku. Zaraz po moich studiach posypała mi się rodzina. Zmarła mama po ciężkiej chorobie. Wyjechałam na wakacje do przyjaciela, chciałam trochę dorobić. A potem okazało się, że po wakacjach to ani nie bardzo gdzie wracać ani pomysłu na siebie. I tak zostałam, ze świadomością, że to raczej będzie na dłużej.

vienna2

Konfabula: Co zaskoczyło cię przy pierwszej styczności z miastem?
Agnieszka: Dużym plusem jest multikulturowości miasta. Ja pochodzę z południa Polski, miasto ok. 60 tys. mieszkańców. Wiedeń – prawie dwa miliony, środek Europy, mieszanka totalna. Nikt się za nikim nie ogląda, niczemu nie dziwi, nie krytykuje. To cudowna cecha tej metropolii. I poziom intelektualny miasta. Architektura, teatry, muzea. I zapach restauracji latem. Wielkość to też minus tego miasta. Mieszkałam kilka lat prawie w centrum, teraz cieszę się przedmieściami i ich ciszą.

vienna4

Konfabula: Jak wygląda życie w Wiedniu patrząc z perspektywy własnego portfela?
Agnieszka: Drogie, jeśli przeliczać na złotówki. Dobry chleb kosztuje ponad trzy euro, litr mleka koło euro, a właśnie pokazujące się austriackie truskawki to wydatek 2,5 euro za 250 gram. Llitr benzyny podobnie jak w Polsce. Ale mieszkanie dwupokojowe to miesięczny wydatek wynajmu od 600 euro (60 metrowe), kawalerka tak od 400. Przeciętna płaca to około 2500 euro.

vienna5

Konfabula: Co przeszkadza Ci w wiedeńczykach?
Agnieszka: Totalny brak spontaniczności. Tak bardzo mi tego brakuje! Nie ma mowy, żeby z zaskoczenia wpaść do kogoś do domu, albo po krótkim uprzedzeniu telefonicznym. W Austrii na wszystko robi się terminy. Każdy ma kalendarz i sprawdza, kiedy ma czas dla Ciebie.

vienna8

Konfabula: Jak postrzegają oni Polaków?
Agnieszka: Na plus. Kiedyś kojarzeni głównie z budowlanką i sprzątaniem mieszkań, teraz chwaleni za poziom wykształcenia i pracowitość. Ostatnie statystyki pokazują, że polskie dzieci osiągają w Wiedniu na poziomie gimnazjalnym (11-18 lat) najlepsze wyniki.

vienna6

Konfabula: Jak wygląda kuchnia wiedeńska?
Agnieszka: Jedzenie…no cóż: nieśmiertelny sznycel, miłości pieczonej golonki i uwielbienie dla swoich win. Szczególnie białych. Od wiosny sączą je od rana rozcieńczane z wodą. Ale za to desery mają wyśmienite.

vienna9

Konfabula: Co warto zabrać ze sobą jadąc z Polski?
Agnieszka: Banalnie majonez, bo nie mają o nim bladego pojęcia i ogórki małosolne, bo też nie wiedzą, co to jest. Wszyscy znajomi ciągle przywożą nam chleb, wierząc w jego niezmienny mit, ale rozwiewam to szybko. Austriacy mają cudowną tradycję piekarską. Ich żytni chleb z marchewką znajomi wywożą do Polski.

vienna7

Konfabula: Czy po takim czasie zdarzają Ci się jeszcze śmieszne sytuacje?
Agnieszka: Zawsze, kiedy Wiedeńczycy przechodzą z niemieckiego na wiedeński dialekt. Po tylu aktach ciągle nie rozumiem ani słowa. To jest kompletnie inny język. Dzięki Bogu jest słownik: niemiecko- wiedeński i na odwrót.

Po tylu latach, mimo wszystko, spakowałabym się w sekundzie i wróciła do domu. Mam tytuł naukowy, pracuję w dobrej firmie, ale i tak zawsze mam wrażenie, że musiałam i muszę ciężej pracować na swoją pozycję. Bo jestem emigrantką.

Ale powrót byłby trudny, choć wiem, że w moim zawodzie (Coach) nie byłoby mi trudno się w Polsce odnaleźć. Ale dzieci są już w szkole i to już nie byłaby tylko moja decyzja. Ponieważ oni urodzili się tutaj, są dwujęzyczni i wyrastają w dwóch kulturach.

vienna10

* Źródło: www.mercer.com

Fot. 1 Duroy.George, fot. 2- 10 Andrey, CC BY 2.0


Je­śli lu­bisz po­dróże z pal­cem po ma­pie, co środę za­pra­szam na wy­prawę z jedną z Pol­ek miesz­ka­ją­cych za gra­nicą. Wpisy już pu­bli­ko­wane znaj­dzie­cie tu..