Całkiem emigracyjnie

Mieszkać we Włoszech — Kiedy Polska to za mało

Gorą­ce słoń­ce i cie­płe morze. Coś, co szu­ka­ją rze­sze Pola­ków co roku w waka­cje i cza­sem nawet poza sezo­nem. Błę­kit nie­ba i jasne świa­tło, któ­re ubó­stwia­ją foto­gra­fo­wie i mala­rze na całym świe­cie. Do tego wspa­nia­łe sce­ne­rie, cypry­so­we i oliw­ne gaje, win­ni­ce, bia­łe dom­ki, krę­te ulicz­ki. Sto­li­ca mody. Wszyst­ko to moż­na zna­leźć we Wło­szech, gdzie miesz­ka Sabi­na, mama małej Klu­secz­ki i autor­ka blo­ga Klu­secz­ka po wło­sku.

wochy2

Monio­wiec: Byłam w sło­necz­nej Ita­lii tyl­ko raz ale nie powiem – urze­kła mnie. Kie­dy posta­no­wi­łaś zostać tu na sta­łe?
Sabi­na: Miesz­kam tu już czte­ry lata. Przy­je­cha­łam z powodu…miłości. Narze­czo­ny (teraz już mąż) chciał mnie mieć przy sobie, więc nie mia­łam inne­go wyj­ścia, jak tu przy­je­chać. Wło­chy to pięk­ny i tole­ran­cyj­ny kraj, jed­nak zupeł­nie ina­czej widzi się go, gdy jest się tu tury­stycz­nie. Miesz­ka­jąc zaś tutaj, dostrze­ga się inne rze­czy i nie zawsze jest pięk­nie. Bo życie we Wło­szech to nie tyl­ko “dolce vita” i wiecz­na sie­sta, ale też goni­twa, wal­ka o prze­trwa­nie, a w moim wypad­ku dodat­ko­wo zma­ga­nie się z nostal­gią, któ­rą potra­fię ujarz­mić dzię­ki mojej córecz­ce.

wochy4

Monio­wiec: Miesz­kasz w Genui, któ­ra leży na pół­no­cy Włoch. Jacy są Genu­eń­czy­cy?
Sabi­na: To nie są tacy Wło­si któ­rych ste­reo­ty­po­wo zna­my: gło­śni, lubią­cy sie­stę i maka­ron, pod­ry­wa­ją­cy kobie­ty, szcze­gól­nie blon­dyn­ki. Są bar­dzo zamknię­ci i trud­no zdo­być ich zaufa­nie. Do tego strasz­nie się dzi­wią gdy obco­kra­jo­wiec powie coś w ich języ­ku. Typo­wo wło­ski brak pośpie­chu iży­cie na luzie jed­nak jest i tu widocz­ne. Rano wszy­scy pędzą do baru na kawę i roga­li­ka, nie spie­sza się jak u nas na zła­ma­nie kar­ku do pra­cy. Pra­ca pocze­ka!

wochy3

Monio­wiec: Czy kuli­nar­ne Wło­chy to tyl­ko piz­za i spa­ghet­ti?
Sabi­na: Nie­ko­niecz­nie. Region, w któ­rym miesz­kam sły­nie z pesto geno­ve­se i foc­cac­ci.

Monio­wiec: Czy życie w kra­ju maka­ro­ny jest łatwe?
Sabi­na: Na pew­no jest droż­sze od pol­skie­go — kilo­gram ziem­nia­ków kosz­tu­je 1 euro, chle­ba jest milion rodza­jów i każ­dy ma inną cenę (my pła­ci­my za pie­czy­wo ponad 1 euro), nato­miast wyna­jem dwu­po­ko­jo­we­go miesz­ka­nia to wyda­tek ponad 500 euro. Ben­zy­na zaś kosz­tu­je prze­cięt­nie 1,60 euro w zależ­no­ści od dnia. W porów­na­niu ze śred­nią pen­sją tro­chę ponad 1700 euro i tak dobrze to wypa­da.

wochy61

Monio­wiec: Pola­ków we Wło­szech jest dość spo­ro, szcze­gól­nie w sezo­nie zbio­rów owo­ców. Jak jeste­śmy jako naród postrze­ga­ni?
Sabi­na: Nie naj­go­rzej, choć co czło­wiek, to opi­nia. Gene­ral­nie jeste­śmy postrze­ga­ni jako pra­co­wi­ty naród, któ­ry wie­le prze­szedł i cały czas patrzy się tu na Pola­ków przez pry­zmat nasze­go papie­ża.

wochy5

Monio­wiec: Czło­wiek się przy­zwy­czai, że papie­ro­sów nie kupi jak u nas w każ­dym skle­pie. Z cze­go jesz­cze trze­ba zre­zy­gno­wać uda­jąc się na zaku­py?
Sabi­na: Będąc we Wło­szech, trze­ba zapo­mnieć o twa­ro­gu, ogór­kach kiszo­nych, kapu­ście kiszo­nej, nawet zwy­kłej pie­trusz­ki tu nie ma. Oczy­wi­ście prze­two­ry moż­na sobie zro­bić, o ile ktoś to lubi. Ja nie. Mimo wszyst­ko nie żału­ję, że tu jestem, bo to było moim marze­niem.

wochy7

Nie­któ­re zdję­cia autor­stwa Klu­secz­ki po wło­sku.


Je­śli lu­bisz po­dróże z pal­cem po ma­pie, co śro­dę za­pra­szam na wy­prawę z jed­ną z Pol­ek miesz­ka­ją­cych za gra­nicą. Wpi­sy już pu­bli­ko­wane znaj­dzie­cie tu.